Jak radzić sobie z trudnościami w budowaniu relacji z powodu emocjonalnej obojętności rodziców
Filip

Asia Zioło
Hej Filip,
Gratuluję decyzji podjęcia tematu i szukania pomocy. Jesteś w dobrym miejscu, na platformie jest wielu specjalistów, więc z pewnością znajdziesz osobę, z którą w bezpiecznej atmosferze będziesz mógł nad tym popracować.
Z tego, co piszesz, nie miałeś możliwości nauczyć się nazywania uczuć i sposobu ich wyrażania, czego jako dzieci uczymy się poprzez modelowanie społeczne. Jest to jednak umiejętność, więc można nad tym pracować i się tego nauczyć. Praca z emocjami pozwoli też zadbać o siebie i poczuć się lepiej, jeśli potraktuje się emocje, nawet te nieprzyjemne, jako informację o potrzebach, które domagają się naszej uwagi i zaspokojenia. W tym, co piszesz, słyszę też pewien lęk przed odrzuceniem, który często wiąże się z myślami, jakie sami mamy na swój własny temat. Zbudowanie więc zdrowego poczucia własnej wartości, które da poczucie bezpieczeństwa w relacjach, również może być jednym z celów. To proces, więc z pewnością poza czasem i wyrozumiałość dla siebie będzie pomocna.
Życzę powodzenia na tej drodze do siebie!
Asia Zioło,
Psycholog, Coach

Agnieszka Goczoł
To ważny krok, że podzielił się Pan swoimi doświadczeniami na forum, szczególnie, że to z sięganiem po pomoc Panu jest ciężko. Tematy opisane przez Pana dotyczą relacji, a przez to bardzo trudno opracować je samemu. Myślę, że punktem wyjścia mogłoby być podjęcie psychoterapii, gdzie w bezpiecznej relacji z terapeutą miałby Pan możliwość przyjrzeć się swoim odczuciom i potrzebom. Zachęcam do zaopiekowania się sobą i zgłoszenia się po pomoc.
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka Goczoł
psycholog | psychoterapeuta

Katarzyna Organ
Rozumiem, że to, co Pan przeżywa, może być bardzo trudne i bolesne. To naturalne, że wcześniejsze doświadczenia, zwłaszcza te w relacji z ważnymi osobami - jak rodzice, wpływają na sposób, w jaki postrzegamy siebie i nasze relacje. Wydaje się, że nauczył się Pan radzić sobie sam, ale jednocześnie może to utrudniać budowanie głębszych więzi. Warto przyjrzeć się przekonaniom, które się pojawiają, kiedy myśli Pan o bliskości i wsparciu – zastanowić się, czy one na pewno Panu służą, czy raczej wzmacniają poczucie samotności? Techniki terapii poznawczo-behawioralnej mogą pomóc w ich analizie i stopniowym wprowadzaniu nowych sposobów myślenia. Jeśli widzi Pan trudności i potrzebę zmiany, warto zastanowić się nad znalezieniem wsparcia.

Patryk Falerowski
Dzień dobry,
Dorastanie w domu pełnym emocjonalnego dystansu mogło pozostawić w Panu (świadome lub nieświadome) przekonanie, że bliskość jest czymś nieosiągalnym lub niezasłużonym.
Choć unikanie bliskości w dzieciństwie było dla Pana formą ochrony przed bólem, jak sam Pan dostrzega - dziś może już Panu nie służyć, a wręcz utrudniać budowanie spełnionego życia.
Warto rozpocząć proces zmiany poprzez podejmowanie małych kroków w kierunku otwierania się przed innymi - np. dzielenie się drobnymi myślami, emocjami i odczuciami z kimś zaufanym, a także zwrot w kierunku głębszego poznania siebie oraz samorozwoju. Rozważenie terapii indywidualnej może okazać się pomocne, zwłaszcza w kontekście przepracowania trudnych doświadczeń z dzieciństwa, a także pracy nad budowaniem bezpiecznych i pełnych relacji z innymi.
Dostrzeżenie swoich trudności, otwarte mówienie o nich oraz chęć pracy to duży i odważny krok w stronę życia bliższego swoim wartościom.
Pozdrawiam serdecznie,
Patryk Falerowski

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli
Dziękujemy za podzielenie się swoimi przemyśleniami. Twoje trudności w budowaniu bliskich relacji mogą być wynikiem wczesnych doświadczeń, w których brakowało emocjonalnego wsparcia i bliskości. W psychodynamicznym ujęciu takie doświadczenia mogą prowadzić do wewnętrznych konfliktów, które skutkują lękiem przed odrzuceniem i unikaniem bliskości w dorosłym życiu.
Aby rozwiązać ten konflikt, warto skupić się na kilku kluczowych procesach:
Uświadamianie sobie mechanizmów obronnych – Tłumienie emocji, dystansowanie się od innych czy unikanie bliskości to mechanizmy obronne, które chronią przed potencjalnym bólem emocjonalnym. Warto je dostrzegać i analizować, aby zrozumieć ich funkcję oraz ograniczenia.
Praca nad regulacją emocji – Kluczowe jest rozwijanie umiejętności wyrażania swoich emocji w relacjach. Unikanie wyrażania uczuć może prowadzić do ich stłumienia, co z kolei utrudnia budowanie autentycznych więzi. Praca nad tym, aby pozwolić sobie na wyrażenie emocji, może pomóc w otwieraniu się na innych.
Konfrontacja z lękiem przed odrzuceniem – Lęk przed odrzuceniem często wynika z dawnych doświadczeń. Warto zadać sobie pytanie, czy te obawy są oparte na rzeczywistych doświadczeniach, czy raczej na powtarzających się, przeszłych przekonaniach. Konfrontowanie się z tymi obawami pozwala na ich stopniowe rozbrajanie.
Budowanie nowych wzorców relacji – Warto zacząć od małych kroków w budowaniu bliskości. Tworzenie bezpiecznych relacji, w których doświadczamy akceptacji i wsparcia, pozwala na stopniowe przezwyciężenie obaw przed zranieniem.
Praca nad poczuciem własnej wartości – Zrozumienie, że zasługujesz na bliskość, jest fundamentem zdrowych relacji. Akceptacja swoich emocji, zarówno tych trudnych, jak i pozytywnych, jest kluczowa w budowaniu autentycznego poczucia własnej wartości.
Praca nad tymi obszarami może prowadzić do stopniowego przełamywania mechanizmów obronnych i lęku przed odrzuceniem, co z kolei pomoże w budowaniu bardziej autentycznych i satysfakcjonujących relacji.
Z pozdrowieniami,
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Aleksandra Chrzanowska
Dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią. Rozumiem, jak trudne i obciążające może być poczucie osamotnienia, zwłaszcza mimo otaczających Cię ludzi. Doświadczenia z dzieciństwa, takie jak brak emocjonalnej bliskości i wsparcia, mogą kształtować przekonania o sobie i o Twoich relacjach. Ważne jest, aby pamiętać, że to poczucie nie definiuje cię jako osoby i nie musisz być w tym sam. Praca nad tymi emocjami może pomóc w otwieraniu się na bardziej satysfakcjonujące i pełniejsze relacje. Zrozumienie tych mechanizmów oraz emocji, które z nich wynikają to proces, który może być trudny, ale także niezwykle ważny w kontekście wypracowania zdrowych i dobrych dla Ciebie praktyk, które mogą zaowocować umiejętnością radzenia sobie z nimi.
Proponuję rozważenie terapii psychologicznej lub psychoterapii, na której specjalista może Ci pomóc w pracy nad trudnościami, w budowaniu zdrowszych wzorców relacji oraz w znalezieniu sposobów na większą akceptację siebie i bliskość z innymi. Zawsze warto dać sobie szansę i przestrzeń do głębszego zrozumienia siebie, emocji i swoich reakcji.
Pozdrawiam serdecznie,
Aleksandra Chrzanowska

Anna Martyniuk-Białecka
Panie Filipie,
To, co Pan opisuje, wskazuje na pewien schemat z jednej strony unikania bliskości, a z drugiej lęku przed odrzuceniem. Doświadczenia z dzieciństwa sprawiły, że nauczył się Pan, że nie może liczyć na wsparcie, dlatego wykształcił się mechanizm radzenia sobie samodzielnie – to było wtedy adaptacyjne. Teraz jednak ten schemat może Pana ograniczać, sprawiając, że trudno Panu uwierzyć w trwałość i wartość relacji.
Praca nad tym wymaga czasu, ale warto zacząć od małych kroków: zauważania i nazywania swoich emocji, pozwolenia sobie na ich przeżywanie oraz stopniowego otwierania się na innych – choćby poprzez drobne gesty zaufania. Badania pokazują, że styl wchodzenia w relacje może się zmienić pod wpływem korektywnych doświadczeń. Może Pan też eksplorować te tematy podczas terapii, np. w podejściu schematów czy terapii EMDR, by przepracować emocjonalne rany z dzieciństwa. Najważniejsze jest to, że dostrzega Pan problem i chce coś z nim zrobić – to już ogromny krok ku zmianie. 💙
pozdrawiam ciepło,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka

Kacper Urbanek
Witaj Filip
To, przez co przechodzisz, jest zrozumiałe i wynika z Twoich doświadczeń, ale nie jesteś skazany na to uczucie samotności. Możesz nauczyć się budować zdrowsze i głębsze relacje oraz zmieniać sposób, w jaki postrzegasz siebie i bliskość. To wymaga czasu i delikatności wobec siebie, ale jest możliwe. Są kroki, które możesz podjąć samodzielnie:
1. Zrozumienie swojego wzorca przywiązania. Twoje trudności w budowaniu relacji mogą wynikać z tzw. lękowego lub unikowego stylu przywiązania, który często rozwija się w dzieciństwie, gdy nie otrzymujemy wystarczającego wsparcia emocjonalnego. Świadomość swojego wzorca to pierwszy krok do zmiany. Warto poczytać o tym więcej - polecam książkę: "Partnerstwo bliskości" - Amir Levine, Rachel Heller
2. Praca nad przekonaniem: „Nie zasługuję na bliskość”
Zapisuj myśli: kiedy pojawia się uczucie, że „inni mnie opuszczą” lub „nie zasługuję na bliskość”, zapisz je i spróbuj zastąpić bardziej wspierającym przekonaniem. Następnie kwestionuj te myśli: zapytaj siebie: „Czy mam dowody, że bliskość jest dla mnie niedostępna?”; „Czy to przekonanie wynika z przeszłości, a nie z tego, co dzieje się teraz?”. Ponadto Afirmacje: powtarzaj sobie codziennie zdania: „Zasługuję na wsparcie”, „Moje potrzeby są ważne”, „Jestem wartościowy taki, jaki jestem”. - być może wydaje się to ,,głupie" jednak metoda ta pomaga nam przeprogramować schematyczne negatywne myśli i jest to udowodnione przez wiele badań.
3. Ćwiczenie otwierania się na relacje
Małe kroki - zamiast próbować od razu otwierać się przed wieloma osobami, zacznij od jednej. Może być to przyjaciel, znajomy, terapeuta. Powoli ucz się dzielić swoimi myślami i emocjami. Nauka proszenia o wsparcie: jeśli przyzwyczaiłeś się do radzenia sobie sam, spróbuj świadomie poprosić kogoś o pomoc, nawet w drobnej sprawie. To może być prośba o wysłuchanie lub poradę.
Ćwiczenie „zdrowej bliskości”: spróbuj zaobserwować, jakie relacje w Twoim otoczeniu wydają się zdrowe i ciepłe. Jakie są ich cechy? Możesz zacząć wprowadzać je do swoich interakcji.
4. Techniki radzenia sobie z samotnością
Dziennik emocji: zapisuj, kiedy czujesz się najbardziej samotny i co mogło to wywołać. To pomaga dostrzec schematy.
Technika „wewnętrznego dziecka”: spróbuj zwizualizować siebie jako dziecko i powiedzieć do niego to, czego nie usłyszałeś od rodziców – „Jestem tu dla Ciebie”, „Jesteś ważny”, „Nie musisz być sam”.
Mindfulness i samoakceptacja: medytacja i techniki uważności pomagają łagodzić wewnętrzne napięcie i uczą akceptacji emocji. Spróbuj prostych ćwiczeń oddechowych lub skanowania ciała.
Gdzie szukać dalszej pomocy?
Konsultacja psychologiczna może być bardzo pomocna w ustalaniu Twoich potrzeb, celów, analizie wewnętrznych zasobów i wsparciu w wyrażaniu emocji.
Nie jesteś sam w tych emocjach. Zasługujesz na bliskość, wsparcie i zdrowe relacje – i możesz krok po kroku dojść do miejsca, w którym będziesz czuć się bezpieczniej w relacjach. Podjąłeś już krok pierwszy, konsultując swój problem tutaj, na forum i jest krok w ku poprawie jakości Twojego życia.
Z Pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta

Urszula Małek
To, co opisujesz, może wynikać z wczesnych doświadczeń emocjonalnej samotności i braku wsparcia ze strony bliskich. Kiedy dziecko nie otrzymuje od rodziców ciepła i poczucia bezpieczeństwa, może wykształcić przekonanie, że na bliskość trzeba „zasłużyć” lub że nie jest ona dostępna. To naturalne, że te doświadczenia wpływają na relacje w dorosłym życiu -nawet jeśli ludzie są wokół Ciebie, wewnętrznie możesz czuć się samotny.
Pierwszym krokiem jest zauważenie i zrozumienie tego schematu -co już zrobiłeś, pisząc o swoich uczuciach. Kolejnym może być stopniowe otwieranie się na innych i budowanie zaufania w małych krokach. Warto też pracować nad akceptacją własnych emocji i potrzeb -masz prawo oczekiwać bliskości i wsparcia. Może pomocne byłoby też przyjrzenie się temu w terapii, gdzie mógłbyś w bezpiecznej przestrzeni eksplorować te uczucia i stopniowo uczyć się budowania głębszych relacji.
Pozdrawiam,
Urszula Małek

Katarzyna Kania-Bzdyl
Drogi Filipie,
zdecydowanie trudności, które tutaj zgłaszasz, są koniecznie do przepracowania z osobą, która ma w związku z tym fachową wiedzę i zna odpowiednie metody pracy (psycholog/psychoterapeuta). Czas najwyższy, aby podjąć pracę nad sobą i zapisać się na konsultację. Coś, co trwało wiele lat, nie da się naprawić za pomocą jednej odpowiedzi tutaj.
Super, że zauważasz takie sytuacje/przekonania/postępowania u siebie, ponieważ to najważniejszy krok do zmiany.
Życzę determinacji :)
pozdrawiam,
Katarzyna Kania-Bzdyl

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dobierz psychologaZobacz podobne
Dzień dobry jesteśmy rodzicami 11-latka. Od pewnego czasu nas syn zachowuje się w stosunku do nas bardzo niegrzecznie.
Mówi, że jesteśmy dziwni, że zabieramy mu wszystko, że go gnębimy, że ja jestem głupia, a mąż jest debilem.
Syn nie wywiązuje się z żadnych obowiązków domowych typu. Np. nie robi łóżka, nie chce się pakować do szkoły, rzuca rzeczy gdzie popadnie. Strasznie pyskuje. Nie stosuje się do punktualności, wychodząc na dwór na rower, spóźnia się o pół godziny, godzinę i jak wraca, to jeszcze krzyczy. Uczy się bardzo dobrze. Syn ma schowany telefon , tablet komputer, gdyż tylko by chciał grać. Tv ciągle by oglądał gliniarzy, jak wyłączę tv to wojna, że wszystko mu zabieram. Szczęka do nas np. z banana lub wymachuje ołówkiem przed oczami. Nie ukrywam, że moja cierpliwość się kończy. Czy mamy się udać z synem do psychologa ?
Co mam robić??? Mąż ciągle pracuje, twierdząc, że ludzi nie ma do pracy jest kucharzem razem 20 lat wiecznie praca praca zaniedbuje dom dzieci mnie tylko zawsze rano wspólną kawę praca wieczorami sex spanie i tak w kółko.
Dzieci nie widzą ojca, nie wiedzą co to wakacje, ja ciągle sama. Co mam robić, do męża nic nie dociera, potrafi powiedzieć co ja poradzę nie pasuje, znajdź sobie takiego, z którym będzie Ci lepiej. Jestem zmęczona takim związkiem, czuje się jakby wracał do hotelu, spać, sex, zjeść i pa. Na odległość pisze, ze tęskni, że kocha, pragnie. Z tego wszystkiego nawet sex nie zadawała mnie. Nigdzie nie wychodzimy jedynie z psem wokoło bloku.
Dzień dobry, Jestem Ciocią cudownego 4 latka.
Mam z Nim ogromną więź. Gdy się urodził, aż do ukończenia 2 latek, widywałam się z nim prawie codziennie od rana do wieczora. Jak miał roczek, leżałam z Nim kilka dni w szpitalu /jego Rodzice byli wtedy chorzy i nie mogli być na Oddziale/. Teraz widujemy się rzadziej, mimo że mieszkamy blisko.
Od 2 lat jestem Mężatką i nie mogę już codziennie być u Chrześniaka. Staram się być u Niego często i poświęcam Mu wtedy całą swoją uwagę, bawimy się razem. Czasami z powodu mojego gorszego samopoczucia fizycznego /np. przeziębienie/ lub psychicznego/przemęczenie, złe samopoczucie/ nie widzimy się tydzień lub max. do dwóch tygodni. Mam wtedy bardzo wyrzuty sumienia. Czuję, że Maluszek bardzo mnie kocha i lubi moją obecność. Mąż nie bardzo lubi jak często bywam u Siostrzeńca /czasami jestem tam kilka razy w tygodniu/.
Jak to pogodzić? Maluszek zawsze jest smutny, jak odchodzę. Bardzo Go kocham. Jak częsty kontakt jest "zdrowy" dla dziecka? Czy powinno to być systematyczne np. 2 lub 3 razy w tygodniu? Ile godzin powinna trwać taką wizyta?
Nie mam własnych dzieci, nie chciałabym zaszkodzić Małemu. Może takie nieregularne odwiedziny szkodzą dziecku? [że czasami codziennie /jak Mąż pracuje do późna/, czasami w ogóle /jak chora/, czasami dwa razy w tyg, a czasami przez dużo czasu /np. Do późna w weekend].
Będę wdzięczna za odpowiedź.
Witam. Około od roku czasu już nie jestem z byłym partnerem, jednak ze względu na dziecko oraz inne wiążące nas sprawy (kredyty), musimy mieć jakikolwiek kontakt. Kontakt jest rzadki. Rozwód był z winy obu stron. Czasem da się dogadać z byłym partnerem na spokojnie, a czasem czuję się atakowana. Pisze rzeczy typu, że ja mam się ogarnąć, że jestem nienormalna, że był moim sponsorem, wypomina mi rzeczy, które kupił, lub remont mieszkania, który zrobił, kiedy byliśmy razem. Dodam, że sama pracowałam, poza czasem w części ciąży i po ciąży.
Czuję się atakowana, czuję, że nie szanuje mnie jako człowieka, jako matkę jego dziecka, które wychowuje właściwie samodzielnie. Pozwala swojej aktualnej partnerce obrażać mnie i oskarżać na przykład o buntowanie syna przeciwko ojcu, a to wszystko zdarzyło się nawet na oczach mojego syna. Czuję się umniejszana jak podczas naszego związku, gdzie zawsze jego zdaniem miałam lekką pracę, a on ciężką. Nieważne czy to była praca za biurkiem, czy fizyczna, moja praca zawsze była łatwiejsza. Dodam, że w tamtym roku groził mi też przez kilka miesięcy wyjawieniem prywatnych naszych spraw mojej najbliższej rodzinie. Czułam się wtedy zastraszona. Mam taki problem, że gdy dochodzi do sytuacji, kiedy czuję się atakowana, bardzo emocjonalnie reaguje, zanoszę się płaczem, analizuje jego słowa, biorę je strasznie do siebie. Sytuacja taka zabiera mi od godziny do kilku następnych godzin z dnia, w którym się to wydarzyło. Zamraża mnie tak, że nie mogę nic zrobić. Szukam w sobie problemu i tłumaczę, że jestem wrażliwa i emocjonalna oraz że potrzebuje czasu, żeby zacząć to olewać. Dopiero wczoraj pomyślałam, czy czasem to nie podchodzi pod przemoc psychiczną. Męczą mnie takie sytuacje, a najgorsze, że nigdy nie wiem, kiedy to nadejdzie. Mam 7-letniego syna z diagnozą autyzmu. Muszę być dla niego w pełni zdrowa psychicznie, aby móc go wspierać na co dzień. A takie sytuacje z moim byłym partnerem zabierają mi bardzo dużo energii i podejrzewam, że zdrowia też. Nie wiem, co mam robić w takiej sytuacji. Marzę o tym, żebym nie musiała się z nim wgl kontaktować, ale to niemożliwe.
Czy w przypadku podejrzenia u matki dzieci narcyzmu złośliwego i psychopatii (na to wskazuje jej zachowanie wobec mnie - bylego partnera i wobec dzieci), należy wytłumaczyć dzieciom, kim jest ich matka, do czego prowadzi jej zachowanie? Matka stale manipuluje dziećmi, kłamie, oczernia mnie, odrzuca ich miłość, karze cisza, karze odrzuceniem, bagatelizuje ich emocje, straszy ich policja, porwaniem, Nastawia jedno dziecko przeciw drugiemu, szantażuje itp. Czy mówić prawdę, czy przemilczać to? Chodzi o moja odpowiedzialność, jako ojca za ich właściwy emocjonalny rozwój. Dzieci 9 i 14 lat kończą w tym roku.
Witam, Mam obecnie 32 lata, męża i dwójkę synków 4l i prawie 1,5 roku. Jakieś 3 lata temu przeprowadziliśmy się do kupionego na kredyt domu około 30 min. samochodem od centrum miasta (oboje pochodzimy z miasta). Wybór taki padł ze względu na wysokie ceny w mieście.. Myślałam, że będę tutaj szczęśliwa, ale obecnie czuje, że jestem w najgorszym momencie moje życia bez celu.. Wcześniej przy jednym dziecku pracowałam jeszcze w mieście, zawoziłam do żłobka i ledwo zdążyłam do pracy.
Teraz po urlopie macierzyńskim z drugim dzieckiem zakończyłam pracę, bo nie miałam już do czego wracać.. Szukam pracy w naszych okolicach już od 4 miesięcy i popadam w załamanie. Niestety nie mam konkretnego wykształcenia, czego teraz bardzo żałuję, nigdy nie mogłam znaleźć, co chciałabym robić i kim być.. i dalej nie wiem, co mnie dodatkowo dobija. Przez to mam małe poczucie własnej wartości.. Dotychczasowe prace były z przypadku lub przez kogoś.. prace biurowe. Teraz czuję się totalnie uziemiona, mąż ma swoją działalność, więc pracuje od rana do wieczora, czasem wróci wcześniej, ale nigdy nie wiadomo jak będzie dzisiaj.. przez to nie mogę pracować na zmiany, Jestem ograniczona czasowo więc i nie mogę jechać dalej do pracy..nie mam niczyjego wsparcia, jedna babcia pracuje, druga mieszka 30 min od nas, ale nie ma prawa jazdy.. (nie dojedzie tu komunikacją). Już raz próbowaliśmy przenieść się do zupełnie innego miasta.. (do dalszej części mojej rodziny), wystawiliśmy dom na sprzedaż, ale krótko mówiąc, nie wypaliło. Praca męża się odwołała a dzieci nie miały pkoli. Ja się źle tam czułam. Wróciliśmy. Teraz znowu zaczynam mieć myśli, że chyba chciałabym sprzedać dom i przenieść się z powrotem do miasta.. np bliżej teściowej, żeby mieć chociaż wsparcie z dziecmi..łatwiej znaleźć pracę i być bardziej mobilna. Z nikim się nie widzę, bo nie ma kiedy i jak ani "za co". Jak już myślę, żeby szukać pracy w mieście i organizować się tak, żeby mąż rano ogarniał dzieci, to teraz za 2 msc ma dostać pracę za granicą wyjazdy na 2 tygodnie.. żeby zarobić na kredyt..I znowu nie mam żadnych możliwości.
Nie chce wegetować za to, żeby spłacić kredyt.. Z drugiej strony żal mi tego, co mamy tutaj. Chociaż dom ciągle nie wykończony, nie ma za co żyć i coś zrobić...to synek ma już kolegów z pkola i jednego z sąsiedztwa. Nie wiem już co robić.. nie chce być ciągle smuta, zła, uzależniona od męża, siedzieć w domu i nie mieć żadnego życia. Chciałabym moc wstać, coś zdecydować, wiedzieć co robić..
Moja mama jest skłócona z rodziną taty. Przez to zabrania nam kontaktu z nimi, a jak dowiaduje, że ktoś z nas się z nimi kontaktował, to wścieka się i zarzuca nam to, że donosimy im na nich. Zaczęło się od tego, gdy jej teściowa (moja babcia) nazwała ją pijaczka (mama naprawdę pije) i mama się na nią obraziła.
Chcę, żeby się z nimi pogodziła, jednak trudno będzie ją do tego przekonać. Dziadkowie ze strony taty są jedynymi żyjącymi dziadkami, bo dziadkowie ze strony mamy już nie żyją. Co robić?
Rodzice mojej partnerki całe życie ją źle traktowali. Była przemoc fizyczna oraz psychiczna, wyrzucanie z domu i spanie na klatce, zostawianie pustej lodówki i ciągłe szantaże emocjonalne. Gdy zaczęliśmy się spotykać, oni mnie nie akceptowali, prawdę mówiąc poznałem ich dopiero po około 3 latach związku, bo zakazywali mi przychodzenia do ich domu. Po wyprowadzce partnerki z jej rodzinnego domu oni zaczęli Nas zapraszać i tak jakby mnie akceptować. Widzę, że to jest sztuczne i osobiście nie jestem w stanie zapomnieć im poprzedniego traktowania mnie, jak i traktowania mojej drugiej połówki. Oni nie widzą problemu, pomimo zwrócenia im o to uwagi. Moja partnerka natomiast twierdzi, że rodzicom należy się szacunek pomimo wszystko, pomimo tej wyrządzonej krzywdy (jej rodzeństwo doświadczyło tego samego i tak samo uważają). Wydaje mi się, że moja partnerka stara się z całej siły, abym ich polubił lub chociaż tolerował, nie jestem w stanie. Mamy o to ciągle okropne kłótnie, po których zastanawiam, się czy związek ma dalej sens, ponieważ chce kiedyś dzieci i nie chce, żeby miały kontakt z takimi ludźmi (są to alkoholicy, niestabilni emocjonalnie, którzy często stosują przemoc, szczególnie po alkoholu). O ile staram się to w jakiś sposób zrozumieć, to jestem już zmęczony i bezradny co mogę dalej z tym zrobić i czy to dalej ma jakąkolwiek przyszłość.
Witam serdecznie. Mąż nie chce zajmować się dzieckiem, ani niczym w domu. Brudzi, nie sprząta po sobie, po swoim jedzeniu, nie spuszcza wody w toalecie. Kiedy proszę go, by zajął się naszym małym dzieckiem, puszcza mu bajki w telefonie, śpi odwrócony plecami, ogólnie ma go gdzieś. Próbuje rozmawiać, namawiać na terapię, żeby cokolwiek zrobił ze sobą, o dziwo, ma to też gdzieś. Nie zwraca uwagi na moje samopoczucie, na mnie, całymi dniami siedzi z telefonem w ręku. Oboje pracujemy, a ja oprócz pracy mam na głowie wszystko, dosłownie wszystko. Dziecko, dom, zakupy, opłaty, decyzje odnośnie do wszystkiego. On całymi dniami po pracy leży na kanapie, puszcza bąki i agresywnie wrzeszczy na mnie, jak ciągle proszę, żeby coś zrobił, zajął się dzieckiem. Naprawdę nie wymagam wiele, ale dziecko przestaje chcieć spędzać czas z tatą, bo widzi, że ojciec ma go gdzieś. Skąd się bierze takie lenistwo i brak szacunku dla drugiego człowieka? Jak można patrzeć, jak druga osoba dosłownie wysiada ze zmęczenia i nic nie zrobić dla niej?
Mam wrażenie, że on mnie nie kocha, bo jak ktoś, kto kocha, może tak się zachowywać... Zachowuje się tak od 2 lat, wcześniej taki nie był. Ogólnie miał skłonności do lenistwa, ale sprzątaliśmy razem, razem chodziliśmy na zakupy. Fizycznie i psychicznie jestem na wykończeniu, a ten człowiek zupełnie tego nie widzi. Próbuję go zrozumieć, ale nie potrafię.
Gdy umierają moi znajomi lub ludzie z rodziny, to nic nie czuję.
Nie chodzę nawet na ich pogrzeby. Czy powinnam mieć w sobie żal, rozpacz itp.? Czy to ten słynny narcyzm? Dodam, że nie lubię większości ciotek, kuzynów i powody mam do tego słuszne. Bardzo często wspominam kolegę, który umarł za czasów szkolnych i jest mi przykro. Albo gdy umarła Pani, która mi pomogła... Natomiast gdyby moi rodzice umarli, to z jednej strony na pewno byłoby mi ciężko, ale bardziej bym czuła ulgę i wolność. Z nimi kojarzy mi się tylko wstyd i pas. Podobnie mam z siostrą, która znęcała się nade mną od małego i zrujnowała psychikę. Mając 30 lat, potrafiła mnie bluzgać i wyśmiewać się. Wiele osób pozwalała sobie na takie traktowanie mnie, bo trochę niedomagań po wypadku. Ale jestem w pełni sprawna umysłowo.
Gdy zaczęłam się mocniej rehabilitować sama i stawiać granice, to przestałam być workiem treningowym dla wszystkich i mam wrażenie, że przypisują mi swoje cechy! Wmawiają, że mam urojenia, że nikt mnie nie bił, że to ja jestem chamska, opryskliwa, źle się odnoszę.... A wręcz powinnam leczyć psychiatrycznie. Ludzie, którzy gnoili mnie latami, mają amnezję.
Proszę tylko nie usprawiedliwiać przemocy, bo ja pochodzę z domu przemocowego i pomagam ludziom, nie obrażam nikogo.
Długo się zastanawiałam, co zrobić z moim samopoczuciem i z tym, jak już dość długi czas męczą mnie myśli.
Czuję, że utknęłam w miejscu, w którym nigdy nie chciałam się znaleźć, a nawet powiem inaczej, nie myślałam, że się znajdę. Jakiś czas temu skończyłam 30 lat. Mam dwójkę dzieci i kochającego męża i czuję niejako wyrzuty sumienia, że czuje się przytłoczoną moją sytuacją, zamiast się cieszyć i to doceniać. Wyobrażałam siebie zawsze w tym wieku, że osiągnę już pewne stanowisko, będę więcej zarabiać, tak by móc sobie pozwolić, w dowolnym momencie, na co chcę. Owszem, chciałam, też w tym wieku mieć już ten dom i rodzinę. W tym momencie czuję, że utknęłam z kredytem na budowę domu, która się nie posuwa, ze względu na koszty życia, w pracy z przypadku, w której i tak mało co mogę pracować, ze względu na opiekę nad dziećmi. Myślałam o wyborze ścieżki zawodowej po macierzyństwie, myślałam o rozkręceniu swojego biznesu. Tylko w tym czasie, kiedy się chwaliłam, jaki to mam plan, osoba z rodziny zaczęła go realizować. Wtedy się przestraszyłam, że sobie nie poradzę, że będę gorsza, skrytykowana przez nią i środowisko i w dodatku, że będą inni gadać, że "zgapiam". Tym bardzie,j że to jest osoba dosyć konfliktowa. Teraz dobiło mnie to mocniej, bo tak naprawdę myślę, co zrobić, żeby więcej zarabiać, zmienić pracę na taką jednocześnie, w której mogłabym się rozwinąć i spełniać, a z drugiej strony jest rodzina i hamulec finansowy i ten strach, że przepale pieniądze.. Boje się czy to właściwa ścieżka, czy wymysł, czy to słomiany zapał. To wszystko w skrócie napełnia mnie niepokojem, prowadzącym do łez. Zamiast cieszyć się z czasem spędzanym z rodziną, to mi się płakać chce.
Nie wiem do końca co mam zrobić...
Dzień dobry. Dziękuję za poprzednia odpowiedź. Teraz pytanie dotyczy syna 11 lat. Ostatnio bardzo zaczyna kłamać i oszukiwać. Nie stosuje się do zasad, które są i były omawiane chyba 1000 razy. Liczy się tylko komputer i telefon. Nic się nie liczy, tylko granie. Np. zostaje sam w piątki, bo pracujemy na rano. Do szkoły idzie na 10 to, zamiast odpoczywać lub powtórzyć sobie materiał przed sprawdzianem to gra do tchu i na ostatnią chwilę się szykuje do szkoły. Nie myje zębów, tylko ubiór i szybko szkoła, aby zdarzyć. Wiem, że tak robi, gdyż pewnego dnia zastawiłam włączony dyktafon, bo od pewnego czasu podejrzewałam, że syn oszukuje. Jak radzić sobie z taka sytuacja. Jestem bardzo zmęczona i sfrustrowana takim zachowaniem. .dziekuje za odpowiedź to tego pytania . Dodam, że syn ma wyliczony czas pół godziny dziennie na telefonie. Komputer godzinę dziennie. Tylko syn wykańcza komputer pod naszą nie obecność i nas oszukuje. Ufałam mu, dlatego nie chowaliśmy kabli np. aby nie grał. Zabranie telefonu i komputera nic nie pomaga. Mój mąż to oaza spokoju, ale jeżeli już podnosi głos na syna, to już się dzieje źle. Syn demoralizuje dom, proszę go o zrobienie łóżka, to nie robi i jeszcze śmieje się w twarz i mówi, co mi zrobisz. Nie ukrywam, że czasami mam dość. Dodam, że syn nas traktuje jak śmieci
Dzień dobry. Jestem żoną, mama jak radzić sobie z emocjami, gdy po powrocie z pracy zastaje syna w tv a obowiązki, które ma są niewykonane . Np. niezrobione łóżko, niewyciągniętą śniadaniówka, rozrzucony plecak itp. jak zwracam uwagę, to syn mówi, że się czepiam i robię ciągle hałas, bo mu się zapomniało. Synowi codziennie się zapomina o zrobieniu łóżka. Czasami odnoszę wrażenie, że syn jest przez nas kierowany jak robót, nic sam nie pomyśli, tylko pyta się, kiedy komputer. Uczy się bardzo dobrze, ale jeżeli jest sprawdzian, to krzyczy, że umie, umie, a potem są efekty umienia ze słaba ocena płacz i poprawianie
Niedawno napisałam zapytanie o chorobę Munchausena.
Jedna z Pań zapytała, co daje mi ból. Od nastoletnich lat się okaleczałam i po prostu sprawiało mi to przyjemność. I fizyczną i psychiczną. Czułam fizyczną ulgę i choć przez chwilę ktoś się mną interesował. W wieku 17 lat poznałam mężczyznę, który jest teraz moim mężem. Zaszłam też wtedy w ciążę i przysięgłam wtedy mojemu dziecku, że więcej się nie okaleczę. Prawie mi się udało, bo przez 13 lat zrobiłam to tylko raz. Gdy zachorowałam, na początku nikt nie wierzył mi, że naprawdę źle się czuję. Lekarz wysłał mnie do psychiatry, twierdząc, że mam depresję i załamanie psychiczne, bo zbiegło się to z utratą pracy, chociaż w ogóle mnie to wtedy nie zmartwiło, bo miałam jeszcze jedną pracę. Nikt mnie nie słuchał, po prostu ładowali we mnie antydepresanty. Aż pewnego dnia przy zwyczajnej kontroli holterem, bo byłam kilka miesięcy po zabiegu kardiologicznym, po prostu zatrzymało mi się serce. I wtedy okazało się, że mam ostrą postać boreliozy, która zniszczyła serce i prawie mnie zabiła. Jeszcze okazało się, że jestem w ciąży. Przez całą ciążę umierałam ze strachu o życie dziecka i o swoje życie. Niecały rok później miałam nawrót boreliozy, też mnie nikt nie słuchał. Zrobiłam badania na własną rękę i oczywiście nawrót. Wyleczono, ale problemy kardiologiczne się pogłębiły.
Zrobiono mi eksperymentalny zabieg, który tylko pogorszył wszystko jeszcze bardziej. Nie byłam w stanie funkcjonować, nie miałam siły, serce szalało, wywoływało utraty przytomności, a lekarze mówili, że to przejdzie, bo to etap gojenia. Trwało to rok. W międzyczasie umarła moja przyjaciółka poznana w szpitalu z wręcz identyczną historią choroby jak moja. Byłam przerażona, gdy zaproponowano wstawienie rozrusznika, nawet się nie zawahałam. Przyniosło to ulgę na chwilę, ale strach o własne zdrowie i życie przerodził się w potrzebę. Uświadomiłam sobie, że ja nie chcę zostać wyleczona, chcę być leczona, bo tylko wtedy ktoś mnie słucha, poświęca mi uwagę. Mój mąż nie był przy mnie, nawet gdy wszczepiali mi rozrusznik. Ograniczał się do podrzucenia mnie kolejny raz do szpitala i na tym zainteresowanie się kończyło. Zresztą tak jest cały czas. Mam wrażenie, że jestem mu potrzebna tylko do codziennych obowiązków, żeby miał mniej na głowie i nic więcej. Rok temu próbowałam popełnić samobójstwo. Wzięłam ogromną dawkę antydepresantów, ledwo mnie uratowano, spędziłam 10 dni w szpitalu psychiatrycznym. Nie wstrząsnęło to za bardzo moim mężem. Raczej cieszył się, że dalej będę użyteczna. Nikt nie wie o próbie samobójczej, ukryłam to, wstydząc się, a mój mąż też stwierdził, że lepiej to ukryć. Wołał zamieść wszystko pod dywan, zamiast mi pomóc i mieć gdzieś opinię innych. Jestem w tym sama, nie potrafię pójść dalej. Zostałam tylko ja i moje choroby. Na szczęście mój stan zdrowia znów się zaczął pogarszać, więc przynajmniej czuję spokój.
Dzień dobry. Dziękuję za poprzednia odpowiedź. Teraz pytanie dotyczy syna 11 lat. Ostatnio bardzo zaczyna kłamać i oszukiwać. Nie stosuje się do zasad, które są i były omawiane chyba 1000 razy. Liczy się tylko komputer i telefon. Nic się nie liczy, tylko granie. Np. zostaje sam w piątki, bo pracujemy na rano. Do szkoły idzie na 10 to, zamiast odpoczywać lub powtórzyć sobie materiał przed sprawdzianem to gra do tchu i na ostatnią chwilę się szykuje do szkoły. Nie myje zębów, tylko ubiór i szybko szkoła, aby zdarzyć. Wiem, że tak robi, gdyż pewnego dnia zastawiłam włączony dyktafon, bo od pewnego czasu podejrzewałam, że syn oszukuje. Jak radzić sobie z taka sytuacja. Jestem bardzo zmęczona i sfrustrowana takim zachowaniem.
Witam, Chciałabym skonsultować się z psychologiem w sprawie córki 10 lat. Przybliżę sytuacje. Dziecko nie widziało ojca od 5 lat, również brak kontaktu. Prawa zostały odebrane poprzez sąd ojcu. Dzisiaj była sprawa o alimenty i sędzia zaproponowała, aby córka się z nim spotkała. Wsiadaliśmy do auta i powiedziałam, że jedziemy na salę zabaw i że tam będzie jej tata. Córka wpadła w histerię, płacz, krzyki i błaganie, aby tam nie jechać. Że chce do domu, że nie chce z nim się spotykać. Wróciliśmy do domu. Córka mi oznajmiła, że mi nie zaufa więcej, że nie chce ze mną rozmawiać... Zalecenia sędzi były takie, chociaż mówiłam, że córka nie chce... Chciałam dobrze, a wyszło źle...