
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia nastroju
- Brat choruje na...
Brat choruje na depresję, czuje się jeszcze gorzej po rozpadzie związku, zrezygnował z leków i psychoterapii.
Phoenix
Agnieszka Wloka
Dzień dobry
Rozmawiajcie z nim, ale nie za często - raczej jak widzicie, że jest w lepszym nastroju, może jak będziecie coś razem robić, tak mimochodem, że może warto spróbować razem się wybrać do psychologa, że może poszukacie razem kogoś do pogadania…
Oczywiście przy zagrożeniu życia możecie dzwonić po karetkę - wiadomo, że jak brat sie uspokoi to ma prawo nie zgodzić się na leczenie, ale często tak naprawdę człowiek czeka na pomoc, tylko się jednocześnie przed nią broni.
Myślę, że warto zostawić też bratu na biurku telefon do paru psychologów, adres , portal internetowy - być może sam się zdecyduje.
Zastanowiłabym sie też czy ktoś spoza rodziny, ze znajomych mógłby z nim rozmawiać o leczeniu, ale też odwiedzić, zachęcić do jakichś aktywności - bardziej nie w stronę terapii, ale życia zwyczajnego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Martyna Tomczak-Wypijewska
Dzień Dobry
Jeśli istnieją realne podejrzenie, że dana osoba coś sobie zrobi to jak najbardziej można wezwać karetkę lub odwieźć ją na izbę przyjęć do szpitala. Wyobrażam sobie, że to bardzo trudne…
Poza tym namawiać do powrotu do leczenia, psychoterapia, a nie terapia psychologiczna, farmakoterapia. Można zaoferować pomoc w znalezieniu specjalistów, jeśli dla brata będzie to za trudne. Proponować mu wspólne spędzanie czasu podczas, którego nie będziecie (o ile brat sam nie zainicjuje) rozmawiać o jego stanie, ale po prostu spędzać razem czas, robić coś co brat lubił robić.
Trzymam kciuki,
Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

Zobacz podobne
Witam. Chciałbym opowiedzieć moją historię. We wrześniu zeszłego roku moja partnerka wyrzuciła mnie z domu, oskarżając o podawanie heroiny jej i naszej 8-letniej córce. Od tego czasu cały czas oskarża mnie, że w jakiś sposób podałem naszej córce i czasem jej heroinę. Heroina wzięła się z tego, Kasia podejrzewała mnie o branie narkotyków od kilku lat. Robiła mi testy na obecność narkotyków, które nigdy nic nie wykazały. Ja nie protestowałem, ponieważ nie biorę niczego takiego. W połowie sierpnia wzięła trochę kreatyny z mojego pojemnika i zaniosła na policję. Tam test pokazał, że to heroina/morfina. Był to najprawdopodobniej błąd testu. Sprawa została umorzona po jakimś czasie, ale wg Kasi ja cały czas biorę i podaję heroinę jej i naszej córce. Na początku jak mnie wyrzuciła z domu, ograniczyła mi kontakt z córką, ale z czasem jej zachowanie się uspokoiło. Na początku również oskarżyła całą moją rodzinę i nawet swojego brata o branie heroiny. Cały początek to było zachowanie, które osoby z nią rozmawiające opisywały jako paranoiczka. Wiele razy twierdziła, że jest pod wpływem tej substancji, ale sama nie chciała sobie zrobić testu. Kiedy mi mówiła, że jestem i proponowałem, w takim razie pojedźmy na policję, niech mnie zbadają, to za każdym razem odmawiała. Z czasem jej stan się uspokoił, przestała izolować córkę ode mnie, ponieważ wie, że córka mnie potrzebuje. Zaczęła tylko mi mówić, że ona wie, co ja robię i ona nie może z tym nic zrobić, może tylko ją leczyć. I leczy naszą córkę bańkami, wodą z cytryną. Już we wrześniu założyłem sprawę o opiekę nad dzieckiem. Nie jesteśmy małżeństwem i jest to moja jedyna droga do jakiejkolwiek diagnozy i leczenia. Na 10 lipca mamy zlecone przez sąd badanie przez biegłych (2 psychiatrów i 1 psycholog). Będziemy badani my oraz relacje z córką. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że Kasia zerwała kontakt z całą swoją rodziną. Utrzymuje go jedynie z jedną koleżanką i jej matką. Ogólnie poza tą sprawą narkotyków, zachowuje się w miarę normalnie, po prostu uważa, że moim jedynym życiowym celem jest podanie jej i naszej córce heroiny. Przez cały ten czas mieliśmy momenty, w których zbliżaliśmy się do siebie. Mogłem spędzać kilka dni w domu, ale za każdym razem wystarczył kaszel, albo kichnięcie i Kasia była pewna, że podałem heroinę i wyrzucała mnie z domu. Chciałem zapytać, czy ktokolwiek z Was przechodził przez coś takiego. Brakuje mi już sił i nie wiem, nawet czy badanie, diagnoza i ewentualne leczenie może coś pomóc. Każde moje działanie jest odbierane jako atak i próba kontroli.

