
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, związki i relacje
- Czy to ja jestem...
Czy to ja jestem winna? Zmęczenie w związku pełnym sprzeczek i emocjonalnych rollercoasterów.
Nie mam już siły. Jestem w związku 11 miesięcy, a znamy się około 2 lata. Nie mieszkamy razem.
Po ok. dwóch miesiącach związku zaczęły się sprzeczki, a dokładniej to raczej według mojego partnera ja wyłączam myślenie. Zawsze lub prawie zawsze robię coś źle i mój partner to mówi, a raczej obwinia, że ile razy mi mówi to, jak grochem o ścianę. Ja zawsze się przyznaje do winy, kajam i przepraszam, chociaż w moim odczuciu jest tak, że to są wyolbrzymione rzeczy lub błahe.
Ja się winna nie czuję, ale tak mi wpaja do głowy, że i tak później czuję się, jak śmieć, bo go zraniłam. Podam może przykład. Radio w samochodzie jest i gra cicho.
W momencie, gdy coś mówię, czy się pytam partnera, on nie odpowiada. Ponawiam więc próbę kontaktu, ale dalej brak odzewu. Dla mnie jest to sygnał, że nie chce o tym mówić, czy nie chce odpowiadać. Okej, ja to szanuje, może ma gorszy dzień albo jest myślami gdzieś indziej, więc nie męczę na siłę. Po chwili pytam lub mówię na inny temat i następuje cisza ze strony partnera, więc pytam ponownie.
Dopiero wtedy następują słowa uniesionym głosem, że nie słyszy, bo jest radio rozpuszczone. Potem jest moja wina, bo tyle razy mówi o tym radiu, że jest za głośno, a ja nie pamiętam i mam w ***** to, że tyle razy mówi o tym radiu i że tego nie szanuje, że już ma dość powtarzania tego co chwilę i po prostu się nie odzywa, bo szkoda słów, bo i tak się nie ogarnę.
Później praktycznie jest cały dzień o tym, że ja nie szanuje go, że ja się nigdy nie zmienię, że nie myślę i zazwyczaj wtedy się komunikujemy drogą pisaną.
W rzeczywistości jak próbuję przeprosić lub cokolwiek się zapytać np. o stan zdrowia, bo się martwię czy coś innego to spotykam się z tonem odpowiedzi takim agresywnym i od niechcenia, że to jak się czuje partner, jest moją winą.
Ogólnie odpowiada słowami, a nie zdaniami.
Mnie się wtedy samej odechciewa pytać o cokolwiek i rozmawiać.
Od około 3 miesięcy statystycznie co 1-2 tygodnie są właśnie takie sytuacje. Po każdej takiej sprzeczce on pije alkohol i sugeruje, że to przeze mnie pije, bo już się wytrzymać ze mną nie da i ja się nie zmienię i mi nie wierzy, że się zmienię.
Mówi, że związek się rozpada przez moje zachowanie.
Jeśli komuś jest niedobrze, to pije alkohol?
No chyba nie, ale mój partner widocznie tym się leczy...
A jak jest sytuacja w drugą stronę, to jakoś nie robię takich akcji, tylko zwracam uwagę, że mi to nie odpowiada, a partner dalej robi to samo. Ja jakoś nie robię mu wywodów, bo nie chce, żeby czuł się smutny z tego powodu.
Gdy się godzimy, to jest taka fala miłości.
Nie mam siły, ale Go kocham i to toleruje.
Pytanie, czy to ja jestem winna?
Po prostu już jestem zmęczona tym rollercoasterem...
Anonimowo
Katarzyna Kania-Bzdyl
Droga korespondentko,
11-miesięczny związek powinien opiewać w fale zakochania, podekscytowania i szczęścia. Oczywiście mogą pojawiać się sporadyczne kłótnie, ale po nich następuje normalna rozmowa i znalezienie rozwiązania z zachowaniem szacunku dla każdej ze stron.
Dlaczego jesteś w związku, który Cię rani?
Już od samego początku widać duże zgrzyty i niedopasowanie. Mimo to uporczywie tkwisz w tej relacji.
Wasz związek przeplatany jest "miesiącami miodowymi" (mam tu na myśli okres, kiedy jest dobrze) i awanturami z wielkimi wybuchami. Nie tak wygląda zdrowy związek.
Sugeruję doraźne konsultacje psychologiczne w celu wypracowania sobie zdrowego poczucia własnej wartości oraz adekwatnej samooceny. Ponadto potrzebujesz wsparcia psychicznego. Pojawia się tutaj też czerwona lampka — zaglądnęłabym w rejony Twojego dzieciństwa, aby zobaczyć, czy nie podziało się tam coś, co doprowadziło Cię do tego, by tkwić w tak wyczerpującej emocjonalnie i fizycznie relacji.
Ściskam,
Katarzyna Kania-Bzdyl
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Szymon Leszczyński
To, co opisujesz, wskazuje na trudną i toksyczną dynamikę w Twoim związku i pewne elementy przypominające formy manipulacji (o jednym z nich na końcu). Warto, abyś zrozumiała, że chociaż miłość jest ważna, nie powinna być powodem do akceptacji toksycznych zachowań. Istotne jest, abyś czuła się szanowana i doceniana w związku. Ważne jest również, abyś dbała sama o siebie.
Oto kilka kroków, które mogłabyś rozważyć, aby zacząć pracować nad sobą i swoją sytuacją:
- Zastanów się, co czujesz w związku? Jakie są Twoje oczekiwania?
- Czy masz przyjaciół, znajomych lub rodzinę, z którymi możesz porozmawiać ? Mogliby pokazać ci inną perspektywę twojej sytuacji i waszej relacji.
- Ustal, jakie są Twoje granice, w komunikacji, jak i w zachowaniu partnera. Co jest dla Ciebie do przyjęcia, a co nie?
- Pracuj nad asertywnością, tj. ucz się mówić „nie” i wyrażać swoje uczucia bez poczucia winy
- Zastanów się, jakie są wzorce w Waszej relacji. Czy często czujesz się odpowiedzialna za jego emocje? Jak często on sam przyjmuje odpowiedzialność za swoje zachowanie?
- Dbaj o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.
Wprowadź czynności, które przynoszą Ci radość
- Zastanów się, co w sobie lubisz.
Wzmacnianie poczucia własnej wartości pomoże Ci lepiej radzić sobie z krytyką
Pomyśl, czy ten związek wspiera Twoje cele i wartości? Czy jesteś gotowa na trwanie w tej relacji, a może czas na przemyślenie, czy ten związek jest dla Ciebie zdrowy?
Czasami najlepszym rozwiązaniem może być odejście od relacji, która przynosi więcej bólu niż radości.
Alkohol, jako sposób na radzenie sobie z emocjami często jest sygnałem, że osoba ma trudności w zarządzaniu nimi.
To nie jest adaptacyjne zachowanie, ale raczej ucieczka od problemów.
Pamiętaj, że Ty nie jesteś odpowiedzialna za ew. uzależnienie partnera od alkoholu ani za jego decyzje dotyczące picia. Ważne jest, abyś to rozumiała.
Jeszcze pewne spostrzeżenie. Napisałaś "Ja się winna nie czuję, ale tak mi wpaja do głowy, że i tak później czuję się, jak śmieć, bo go zraniłam". To może być forma manipulacji zwana "Gaslighting" - czyli sytuacja, w której jedna osoba stara się wpłynąć na drugą, aby wątpiła w swoje własne postrzeganie rzeczywistości, pamięć czy zdrowie psychiczne. W opisywanej przez ciebie sytuacji twój partner sprawia, że czujesz się winna, pomimo że twoje uczucia i myśli były przedtem inne. Takie zachowania twojego partnera mogą prowadzić do obniżania twojego poczucia własnej wartości i wprowadzaniu zamieszania w twojej głowie.
Pozdrawiam
Szymon Leszczyński

Zobacz podobne
Od 10 lat jestem w związku. Mieszkamy razem od niedawna. Na początku było dobrze. Co prawda partner nigdy nie był wylewny w okazywaniu uczuć, ale tłumaczył to brakiem matki w dzieciństwie i autyzmem (samodiagnoza), mimo tego nasze relacje były całkiem dobre. Jak pytałam czy mnie kocha to odpowiadał, że trochę, bo więcej nie umie. Jakoś to znosiłam. Męczyło mnie, że relacja stoi w miejscu, chciałam sformalizować związek, jednak partner twierdził, że małżeństwo nie ma znaczenia.
Coraz częściej zaczęłam zauważać objawy braku szacunku, bagatelizowanie moich potrzeb, krytykę. Gdy pytałam co się dzieje, zbywał mnie tym, że wydaje mi się i żebym nie szukała dziury w całym. Na wakacje też jezdziliśmy tam, gdzie on chciał, a jak ja proponowałam inne miejsca, to się wykręcał, że nie chce. Zawsze miał grono koleżanek, ale tłumaczył, że łączy ich tylko wspólne hobby i potrzebuje czasem z kimś pogadać. Raczej nie miał kumpli, tylko koleżanki. Pomyślałam, że ok i nie byłam zazdrosna.
W ostatnim miesiącu wszystko się pogorszyło, często był zdystansowany i miał zmienne humory, coraz mniej dbał o nasze relacje. Nie wiedziałam co się dzieje i w przypływie desperacji sprawdziłam jego telefon. Nigdy tego wcześniej nie robiłam, bo mu ufałam. Okazało się, że pisał kilku swoim przyjaciółeczkom, że męczy się w związku, że mu źle, że daje mi sygnały, żebym z nim zerwała, a ja tego nie robię. On ponoć też nie umie zerwać relacji. Że jestem bardziej dla niego jak rodzic, a nie jak druga połówka. Że niby ma poczucie bezpieczeństwa, bo o niego dbam, ale blokuje mu normalny związek. Najgorsze było jak napisał, że się zabujał w jakiejś lasce i że jest bardzo ładna, w jego typie i mają podobne zainteresowania. Dowiedziałam się, że się z nią spotyka, nawet w rozmowie z koleżanką nazwał ją ,,swoim przyszłym love,,. Rozmowy z tą laską miał ukryte i zabezpieczone pinem.
Po tym świat mi runął , zawsze mu ufałam i dlatego dawałam mu dużo wolności. Próbowałam z nim rozmawiać nie zdradzając, że zaglądałam do jego telefonu, ale twierdził, że nic się nie zmieniło, że mnie nie zdradza, że przecież zawsze miał dużo koleżanek i mi to nie przeszkadzało. Nie wiem co mam robić, bardzo go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czy przyznać się, że czytałam jego prywatne rozmowy i żądać wyjaśnień? Czy to coś da? Czy ten związek ma jeszcze szansę? Jestem zdruzgotana i straciłam sens życia.

