Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Brak zaangażowania w relacji z partnerem - normalna reakcja czy problem?

Anonimowo

Czy to normalne że w relacji z mężczyzną nie czuję zaangażowania,jestem obojętna,im on bardziej się denerwuje,że związek nie idzie do przodu ja jestem spokojniejsza.

Na to jak wyglądają relacje ludzi ma wpływ wiele czynników. Jednym z nich są style przywiązania. Kształtują się one w dzieciństwie na podstawie relacji z rodzicami I rzutują później, w dorosłości na inne relacje. Nie wszystkie są stylami bezpiecznymi. Niektóre niestety są pozabezpieczne.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Zdjęcie Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

A jak Pani się czuje w tej relacji? Czy brak zaangażowania w związku, obojętność wobec partnera jest dla Pani czymś okej? Jeśli tak, to może to świadczyć o innych potrzebach - partner chciałby czegoś więcej, a Pani nie. Warto by było o tym z partnerem porozmawiać, bo może okazać się, że macie inną wizję przyszłości tego związku. Jeśli nie czuje się Pani z tym okej, może chodzi o lęk przed bliskością? “Lęk przed bliskością to często nieświadoma obawa, która prezentuje się jako unikanie bliskich, intymnych relacji czy związków emocjonalnych. Z jednej strony osoby, które doświadczają tego rodzaju lęku boją się zaangażować, wejść na kolejny etap relacji, a z drugiej strony pragną zbliżenia z drugą osobą i jednocześnie cierpią nie umiejąc tego zrealizować.” (za: wellbee) 

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z partnerem z objawami kompulsyjno-impulsywnymi i myślami samobójczymi?
Mieszkam z chłopakiem z którym bylam kiedyś w związku a teraz już nie wiem. Ma silne objawy kompulsyjno-impulsyjne i potrzebę zmuszania mnie do sprawdzania całego mieszkania. To zajmuje mnóstwo czasu, utrudnia mi sprzątanie i wysypanie się i bardzo mnie stresuje. Być może wpadnę przez to niedługo w depresję i być może nie będę sobie radzić w pracy. Rozmowy nie wiele dają, leczenie też nie. Próbowałam zmusić go do wyprowadzki bo to moje mieszkanie ale bez pomocy policji albo jego agresywnego ojca prawdopodobnie nie będzie to możliwe. Zresztą stres spowodowany szantażami że ma się wyprowadzić na dłuższą metę nie sprzyja zdrowiu ani jego ani mojemu. Obawiam się że chłopak w końcu się zabije, zresztą mówi o tym często. Do szpitala nie chce iść. Nie wiem co mam zrobić.
1 odpowiedź
Jak radzić sobie z chorobą bliskiej osoby bez dobrych rokowań?
Jak sobie poradzić z choroba bliskiej osoby, gdy nie ma dobrych rokowan?
2 odpowiedzi
Mam lęk przed odrzuceniem i samotnością. W tym wszystkim nie wiem, co się dzieje w mojej relacji z pewną kobietą. Jestem zagubiony.
Staram się opisać to najkrócej jak mogę. Po 6 latach od ostatniego związku, a 4 latach od ostatniego spotkania się z kobietami. Spotkałem się z kobietą, 8 lat starszą, przeszła w życiu wiele, mamy podobne problemy, których większość ludzi nie rozumie. Mniej więcej po miesiącu zaczęła mnie dystansować. Doszukaliśmy się w sobie tego, że ja mam lęk przed odrzuceniem, ona zaś lęk przed bliskością. Więc każde jej odepchnięcie, powodowało mój żal, który z kolei ją rozjuszał, że za duże nadzieje się pojawiły w mojej osobie. Mnie bolało, że ona tak uważa i błędne koło kręciło się coraz szybciej. Po tym miesiącu doszło do rozejścia. Ona zaczęła mi zarzucać, że czuje się szczęśliwy zbyt szybko, że cieszą mnie małe rzeczy, że się zakochałem, ja zarzucałem, że ona odpycha mnie każdą uwagą w stylu ‘dziś jest fajnie , jutro możemy się nie znać’ i wyznała mi , że miłość w jej życiu nie jest warunkiem do szczęścia. Z kolei w moim jest to podstawą. Dlatego na tyle wtedy uwierzyłem , że nie stworzymy razem nic dobrego, że udało mi się pierwszy raz w życiu wytrzymać i nie odzywać się więcej. Zakładałem, że podobnie jak to wyraziła – nie znaczyłem dla niej nic specjalnego i poradzi sobie z dnia na dzień. Przez kolejne dwa miesiące próbowałem poznawać inne osoby, ale to zawsze nie było to, nie było tego zrozumienia, ani zaangażowania w kontakt, a kiedy już pojawiła się osoba pewna, no to faktycznie zachowywała się bardzo desperacko, była o mnie zazdrosna w każde 5 minut ciszy między nami, dzwoniła, pisała, wolała podtrzymywać rozmowę ciągłymi pytaniami ‘co robisz’ ‘co tam’ , byle tylko non stop być w kontakcie. W końcu musiałem powiedzieć – dość. Znalazłem jej dawny profil na facebooku, gdzie się okazało, że w wieku 16 lat miała już dziecko z chłopem po 30stce, który wyglądał bardzo słabo i patologicznie. Wyciągnąłem z tego wniosek, że tej osobie jest wszystko jedno i nie potrzebuje ona nic konkretnego we mnie widzieć, aby mnie pokochać. To dla mnie za słabe, uważam, że nie pasuję do życia kogoś takiego. Po każdej takiej porażce przypominała mi się ta kobieta, z którą czułem dużo zrozumienia przez ten miesiąc. Po dwóch miesiącach naszej rozłąki postanowiłem ją zaczepić poprzez anonimowe wysłanie kwiatów w walentynki z liścikiem ‘nie zasługujesz, by wrócić do domu bez kwiatów, miło Cię wspominam’ . Oczywiście domyśliła się , że to ja, napisała do mnie, była wzruszona, doceniała mnie, wyraziła tęsknotę, przyznała rację w niektórych tematach z ostatniej kłótni. Zmieniła zdanie w kilku sprawach, nie mówiła już takich rzeczy, że związek nie ma wpływu na jej życie, szczęście itd. Oczywiście próbowałem na początku być ostrożny, trochę się dystansowałem na jej osobę ze względu na to, że ona sama przyznaje, że nie rozumie sama siebie, często zmienia zdanie i nie lubi być oceniana. Dla mnie logicznie rzecz biorąc jest to takie obudowanie się aurą, że ‘mogę robić co chcę, wchodzisz w to na własne ryzyko, i nie biorę odpowiedzialności sama za siebie’. Ale z czasem jednak dałem się kolejny raz wkręcić w to. Ona mnie na każdym kroku doceniała, twierdzi, że jestem osobą, z którą można przedyskutować wszystko, że wyciągam wnioski, chcę rozmawiać, że jestem inny, że nikomu tak nigdy na niej nie zależało. Do naszego spotkania przeminęło 20 dni, miała po drodze jakieś swoje inne sprawy, chorobę dziecka, potem swoją. Nie wnikam w to. Natomiast przyjechałem do niej po to, żeby się dowiedzieć, że ona znów jest w związku z byłym facetem. Uderzyło mnie to, nie rozumiałem dlaczego mi nie napisała tego natychmiast, tylko jednak doceniała mnie, rozmawialiśmy o ewentualnej przyszłości itd. Wypłakała mi się, że ją przekonał, namówił, że się zmieni, a nadal nie poświęca jej uwagi, nie przytula, nie poznaje jej ze swoimi dziećmi, nigdy jej nie zabrał na wakacje, na ulicy idą osobno tak jakby się jej wstydził. A z kolei pojawiam się ja, człowiek który jej kiedyś wyciągał serce na dłoni. Ja w pewnym momencie nie wytrzymałem tej rozmowy i wyszedłem. Ona tego dnia nie chciała się przytulić, ani żadnego dotyku, chciała być w porządku wobec tamtego faceta. Po czasie do mnie dotarło, że chodzi w tym wszystkim o to, że jeżeli ją zrozumiem i zaakceptuje tą sytuację, to możemy to jeszcze odkręcić i zacząć od początku. I tutaj się bardzo pomyliłem… Oczywiście przerobiliśmy ten temat rozmawiając przez internet i wydawało mi się, że tak właśnie to wygląda, że wystarczą moje chęci i zrozumienie, żebyśmy dali sobie szansę. Kolejnego dnia wpadłem na szalony pomysł po optymistycznym dialogu przez internet, że chcę się do niej przytulić chociażbym miał teraz o północy wsiąść w samochód i przejechać 80km. Zgodziła się. To było na swój sposób piękne i szalone. Było nam razem miło, umiałem się wyłączyć i nie myśleć o problemach, ale gdzieś gnębił mnie ciągle temat tego faceta. Liczyłem na to, że początek ze mną oznacza automatyczny koniec z nim, lecz gnębiło mnie czy w tej sytuacji, kiedy wybrała mnie, ponieważ on totalnie zawiódł. Czy gdy on się pojawi, to wtedy ona jemu zabroni się dotknąć? Jej odpowiedź była wymijająca, bo ona twierdzi, że on jej w ogóle nie dotyka. Spotykamy się po dwóch dniach i poruszyłem ten temat czy rozmawiała już z nim, a ona mówi, że to nie jest proste. Pomyślałem ‘w porządku, rozumiem’. Natomiast gdzieś w toku rozmowy powiedziała o nim ‘mój facet’. Zapytałem dla pewności ‘dlaczego mówisz o nim „mój facet” ‘. Ona na to „Bo tak jest”. I wtedy świat mi się zawalił. Bo nie rozumiem co tu się dzieje. Czy ja jestem w tym momencie kochankiem? Jeżeli wybrała, że chce dać szansę mnie, a on totalnie zawiódł, to kim jestem ja, skoro o nim nadal mówi ‘mój facet” ? Tutaj się zrodził wielki problem. Kobiety bardzo nie lubią logicznego spojrzenia. Ona w pewnym momencie uznała , że nie wybrała żadnego z nas, co w moich oczach stworzyło obraz, że poszukała u mnie czułości, której od niego nie dostała. Oczywiście powiedziałem, że to tylko tak wygląda, bo ja czuję cos innego, ale ją to bardzo zabolało. Później twierdząc ‘kto Ci powiedział, że nie wolę Ciebie?’ wyszła mi całkiem inna wersja wydarzeń. Jeżeli woli mnie , to on już jest skreślony, istnieje tylko teoretycznie i wystarczy mu o tym powiedzieć, że to koniec, ale dlaczego w takiej sytuacji nazywa go swoim facetem? To bardzo trudne, w tym wszystkim tylko udało się obrócić kota ogonem, bo mnie to zabolało, a ona skupiła się na tym, że ją oceniłem w ten sposób. Nieważne dla niej, że ja się czuje jak kochanek, ważne dla niej, że jej zachowanie wygląda jak zdrada. Uznała nagle, że nie byłem wart złamania zasad. Że musi sobie poukładać całe życie zanim się ponownie skontaktujemy. I teraz pojawia się mój problem psychiczny. Bo ja sam chciałem wymóc na niej zakończenie tamtej relacji, a wyszło na to, że ja poszedłem na bok, co strasznie mnie boli i już chyba spokojniej się czułem w roli tego w cudzysłowie kochanka. Mam niską samoocenę, mam lęki przed odrzuceniem, nikt mnie nigdy tak nie doceniał, ona nigdy nie doświadczyła kogoś komu zależy tak jak mnie. Przechodziła w życiu przez takich idiotów, że ja wiem, że dałbym jej coś dobrego, czego nie miała. Za bardzo mi to wszystko do siebie pasuje, żebym umiał zrezygnować. Próbowaliśmy delikatnie pisać przez kolejne kilka dni, ale wreszcie pojawiła się zapora z pierwszego rozstania – Jestem szczęśliwa sama, mam komfort psychiczny, żaden związek nie będzie miał wpływu na moje życie itd. I tym razem nie potrafię tego przyjąć, pamiętając, że po ostatnim takim wyznaniu jednak jej mnie brakowało. Doszedłem do tego, że powinienem wstrzymać emocje i przestać się odzywać, niech ona faktycznie ułoży to wszystko. Rozstanie z tym facetem to trudna sprawa, bo on mimo, że w ogóle na nią nie zwraca uwagi to jest uparty, że musi z nią być, a ona tez jest uziemiona, bo jest mu winna pieniądze, a jej firma cały czas się zadłuża i nie prowadzi do zysku, on z kolei jak się wkurzy to może nastawić całe miasteczko przeciwko niej… Jest mi bardzo ciężko, poznałem dość jej historię z życia, i mam na sobie takie poczucie, że bardzo chciałbym ją uratować przed tym złym światem, chciałbym, żeby to właśnie mi zawdzięczała swój spokój i przestrzeń na szczęście. Chodź widzę w tym wszystkim, że to ja jestem pewnego rodzaju zakochanym pasożytem, bo mi tak bardzo zależy na tym by być jej siłą, głównie przez to, że wtedy i ja czuję się silny. Muszę się wznieść na wyżyny swojej wytrzymałości i po prostu odpuścić, może znowu zrozumie kim byłem. Nie wiem tylko jak opanować swoje emocje. Są może jakieś leki, które pomogą skutecznie uspokoić myśli? Tu mną włada mój lęk przed samotnością i odrzuceniem. Boje się też drugi raz stracić coś, co jak się okazało nie było dla niej czymś nic nie wartym. To doprowadzenie do takiej czystej płaszczyzny na której moglibyśmy zacząć od początku będzie bardzo trudne w jej sytuacji, boje się , że do tego nie dojdzie. Wiem, że gdybym nie był tak wylewny i umiał to rozegrać ze spokojem, to mielibyśmy szansę zostać szczęśliwą rodziną. Bo zgodności w naszych marzeniach i naszych demonach nie brakuje.
1 odpowiedź
Jak postawić granicę osobie, która pyta mnie na tematy, o których nie chcę mówić?
Witam, sprawa dotyczy prywatności, mianowicie ja nie pracuję zawodowo, mam traumy, lęki i nie wyobrażam sobie etatu i pracy z ludźmi tyle, że to nie to jest moim problemem - problem jest taki, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z ludzkiej krzywdy, strachu, lęków itp, nie patrzą na to, co osoba ma w sercu, co przeżyła, oceniają innych tylko po tym, ile zarabia, kim jest z zawodu itp.. Dla mnie ta kwestia to bardzo przykry, drażliwy i smutny temat, o którym w żadnym wypadku nie chcę rozmawiać, no i co ja mam zrobić, gdy jest pewna osoba starsza ode mnie, która gdy tylko mnie spotka pyta mnie czy pracuję? Itp? A ja nie chcę odpowiadać na tego typu pytania, bo to dla mnie tak, jak pisałem, przykry temat, a ta osoba non stop, gdy mnie spotka zadaje mi to pytanie, a gdy odpowiadam, że nie to zamiast przestać to drąży temat, typu, ale przecież trzeba z czegoś żyć itp. A ja spokojnie muszę to znosić i tego słuchać, mimo że w środku, gdy ktoś porusza ten temat, to mi się płakać chce. Czyli podsumowując, gdy ktoś ciągle zadaje mi niewygodne pytanie na temat przykry i bolesny, którego pod żadnym pozorem ja nie chcę poruszać, to co mam zrobić? Jak grzecznie uchylić się od odpowiedzi, a nawet dać do zrozumienia osobie pytającej, że to nietakt i ja nie chcę o tym mówić?
3 odpowiedzi
Chęć rozstania z żoną od dłuższego czasu, ale właśnie dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży. Co robić?
Jestem żonaty od 2 lat, ponad 10 lat razem, ale większość tego czasu spędziłem za granicą. Jest to udany związek i kocham żonę. Rok temu zacząłem nową pracę i kogoś poznałem. Zakochałem się. Wyznałem to tej „drugiej” i jest to odwzajemnione. Można to nazwać romansem emocjonalnym, gdyż nie potrafiłem być blisko fizycznie z obiema jednocześnie, bo jest to nie fair. Tej drugiej powiedziałbym, najpierw uporządkował swoje sprawy i wtedy porozmawiamy o tym, co się emocjonalnie między nami się wydarzyło. Budowała się we mnie decyzja, by odejść, a w między czasie gdy się oddaliłem i zaprzestałem współżycia z żoną, ona mnie poinformowała, że jest w ciąży. Zaszła w ciąże 2 tyg przed tym, jak wyznałem miłość innej. Jestem załamany! Nie zostawia się kobiet w ciąży, ale to nie jest to czego chcę i czuję i wiem, że odejdę z czasem. Kiedy to zrobić, jak to zrobić?
1 odpowiedź
Związek i życie z chorym psem a dobro dziecka: szukanie pomocy w trudnej sytuacji
Witam wszystkich Proszę o opinię w zaistniałej sytuacji zacznę od początku . Trzy lata temu przeprowadziłam się za granicę do mojego partnera, który mieszkał z psem – buldogiem francuskim . Od momentu mojego przyjazdu pies wymagał ciągłej pomocy weterynarzy. W czasie, gdy jesteśmy razem, wydajemy na niego ogromne sumy pieniędzy , dziś sądzę ,że jest to w granicy 60 tys zły . Gdyby mój partner był bogaty i nie miał problemów finansowych, nie miałabym nic przeciwko, ale prawda jest taka, że nie stać nas na ciągłe wydatki związane z jego leczeniem. Pies, odkąd tu jestem, zniechęcił mnie swoimi zachowaniami i łapczywością. Jadł do granic wymiotowania, a następnie zjadał wymioty. Podobne zachowania występowały przy piciu wody. Między łapami miał różnego rodzaju śluzy (drożdżaki), schodzącą skórę i rany, a także nawracające zapalenie napletka oraz obrzydliwe zielone wydzieliny na pościeli i kafelkach w mieszkaniu. Starałam się leczyć psa, kupowaliśmy różne maści i leki, ale to nic nie pomagało. Odwiedzaliśmy weterynarzy, którzy tylko kasowali nas za wizyty, nie przynosząc żadnej poprawy. Wykonaliśmy prywatne testy nietolerancji pokarmowej i środowiskowej. Okazało się, że pies jest w niewielkim stopniu uczulony na tuje – a pod naszym balkonem rośnie ich około dwudziestu. Po diagnozie partner zaczął wydawać na leki dla psa około 1500 zł miesięcznie. Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że to będzie ogromny problem, ponieważ zaczniemy się kłócić. Miałam świadomość, że nie będzie mógł dalej przeznaczać pieniędzy na psa, tylko na nasze przyszłe dziecko, które już było w drodze. Tłumaczyłam mu, że po porodzie sytuacja z psem się pogorszy, ale on zapewniał mnie, że tak nie będzie. Przez całą ciążę zabroniłam psu wchodzić na nasze łóżko, ponieważ miał różne wydzieliny między łapami. Gdy smarowałam go maściami, kilkakrotnie mnie pogryzł, tak samo jak mojego partnera. Kilka dni po porodzie doszło u mnie do poważnego zagrożenia życia i trafiłam z synem do szpitala. Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianka – zapalenie gruczołów odbytowych, a w mieszkaniu unosił się zapach zepsutego mięsa. Prosił, że to ostatni raz pojedziemy do weterynarza, aby mu pomóc (byłam tym bardzo zmęczona). Zgodziłam się, ale już miałam tego dość. Kilka dni później znów trafiłam do szpitala. Brakowało niewiele, a mogłabym tego nie przeżyć. Gdy partner nas odbierał, prosił, abym się nie denerwowała – pies miał nużeńca, praktycznie cała sierść mu wypadła, a z ran sączyła się ropa i krew. Przez siedem miesięcy codziennie musiałam kąpać psa w specjalnych szamponach, ponieważ miał rany na całym ciele. Walka o jego zdrowie trwała długo około 7-8 miesięcy oprócz tego musiałam wyciskać mu gruczoły okołoodbytowe, co robiłam wbrew sobie, ale dla mojego partnera i dla naszego synka, aby się niczym nie zaraził. Cały czas żyje w strachu o jego zdrowie, ponieważ przy porodzie mogliśmy stracić zarówno syna, jak i siebie nawzajem. Tak dokładnie ja i nasz synek byliśmy w zagrożeniu. Trzy miesiące po urodzeniu synka okazało się, że mam stan przednowotworowy. Przeszłam operację, a później doświadczyłam czegoś w rodzaju paraliżu lewostronnego ręki i nogi. Dopóki nasz synek nie raczkował, nie kłóciłam się z partnerem, ale gdy zaczął chodzić i wkładać wszystko do buzi, w tym sierść psa i dotykać wydzielin, zaczęliśmy toczyć wojnę w domu. Ciągle zarzucam mu, że jest nieodpowiedzialny i naraża nasze dziecko. Pies zaczął sikać w domu, zaczęliśmy zakładać mu pampersy, ale gdy się zesika, smród jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać. Muszę wietrzyć całe mieszkanie po 2 godziny , nawet kiedy jest bardzo zimno , psa wyrzucam na balkon, co również nie podoba się mojemu partnerowi. Pies ma zaawansowaną prostatę, co zostało stwierdzone podczas wizyty u lekarza. Przeszłam wiele, zarówno fizycznie, jak i psychicznie przez ostatni czas ,bardzo męczę się mieszkając z tym Psem . Pies wydziela intensywny zapach starego, schorowanego zwierzęcia oraz moczu. Ma również problem z wypadającym penisem. Chwila bez pampersa kończy się lejącymi wydzielinami na podłogę. W miejscach, gdzie pies się załatwia na dworze, kafelki czernieją i przez tydzień utrzymuje się nieprzyjemny zapach. Po badaniach moczu okazało się, że ma w nim wszystko. Był podawany antybiotyk, ale to nie przyniosło poprawy. Obecność psa w mieszkaniu mnie drażni, a gdy mnie gryzie, nie wytrzymuję już dłużej. Po prostu go biję kapcie, Wiem, że nie powinnam, ale czuję, że to dla mnie za dużo. To już dawno mnie przerosło , Prosiłam partnera, abyśmy znaleźli psu inny dom lub oddali go do schroniska, gdzie będą mogli go leczyć, a my moglibyśmy go odwiedzać. Widzę, że nasz związek może się rozpaść. Oddalamy się od siebie, a on nie rozumie, że naraża naszego syna. Dla mnie, jako matki, dziecko jest najważniejsze .Uważam, że po tym, co przeszliśmy, temat psa nie powinien być dla partnera tak trudny do podjęcia – powinien kierować się naszym dobrem. W trakcie kłótni partner grozi, że nas zostawi z synem, a on się wyprowadzi z psem. Nie potrafi zrozumieć dlaczego nie potrafię zaakceptować tego psa w takiej formie schorowanego, dlaczego nie chce mu pozwolić z nami żyć ,skoro już mu tak dużo życia nie zostało,jako argument podaje,że na moje leczenie też nie miał pieniędzy,ale je zarobił i dzięki niemu wróciłam do zdrowia . Gdy tłumaczę mu ,że nie potrafię zaakceptować tego smrodu i strachu o dziecko odpowiada mi zdaniem „ to trudno ,to się rozstaniemy „ czy ja naprawdę przesadzam , czy to takie złe ,że chce aby w mieszkaniu pachniało i było czysto ? I nie chcę aby syn miał kontakt z tak schorowanym psem , bo boję się o jego zdrowie ? Proszę o opinię
3 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Dwie osoby rozmawiają przez telefon z puszek

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.