Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Derealizacja, depersonalizacja. Proszę o pomoc.

Witam, mam 22 lata i od minimum 5 lat mam coś w rodzaju derealizacja. Odkąd urodził mi się syn i wyprowadziłem się z partnerką do miasta, to stało się jeszcze gorsze. Potrafię obudzić się w nocy i patrzeć na siebie z końca pokoju, a raczej patrzeć na swoje ciało, które śpi. Mam chwilowe zaniki pamięci, np. nagle budzę się i siedzę w tramwaju, ale nie pamiętam momentu, kiedy do niego wszedłem Większość czasu przebywam w swoim świecie, który stworzyłem w głowie. Pracę mam niewymagającą myślenia, tylko fizyczną i wg wzoru, więc czasami nawet nie wiem czy byłem w pracy, ponieważ nic z niej nie pamiętam. Nie wiem co robić, boję sie że kiedyś stracę kontrolę w 100% nad swoim ciałem i będę tylko obserwatorem swojego życia.
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry Panie Adamie!

Jest Pan bardzo samoświadomy opisując swoje objawy i przeżycia, co już jest ogromnym krokiem ku pomocy, również dobrze Pan nazwał stan jako derealizacja :) Jest tu też depersonalizacja, czyli to poczucie patrzenia na siebie z boku, braku poczucia doświadczania, często poczucie codzienności, którą widzi się “za szybą”. Cieszę się, że zgłosił się Pan z trudnościami, ponieważ jak najbardziej trzeba się tym zaopiekować. 

Czy zażywa Pan jakieś leki? Niektóre, np. SSRI/SNRI, mogą wzmagać zaburzenia dysocjacyjne (depersonalizacja, derealizacja), są to antydepresanty i przeciwlękowe, ale używa się ich również w medycynie dot. leczenia bólu. Jeśli nie, proszę zgłosić się do psychoterapeuty i psychiatry. Psychiatra pomoże Panu za pomocą ewentualnej farmakoterapii, a psychoterapeuta pomoże Panu powoli wychodzić z zaburzeń dysocjacyjnych. Przyjrzycie się też temu czy nie ma Pan zaburzeń depresyjnych czy lękowych.

To może być długa droga, wymagająca Pana cierpliwości, trzeba będzie przyglądnąć się przeszłości - czy wydarzyły się przeżycia dla Pana traumatyczne, zaburzające codzienność, jak wygląda u Pana samoregulacja emocji, jak wyglądało Pana dzieciństwo i ostatnie lata - czy musiał Pan sam sobie radzić, czy było miejsce na proszenie o pomoc itp. :) 

Dysocjacja to mechanizm obronny mózgu przed przeciążeniem emocjonalnym, psychicznym. Kiedy dużo przeżyliśmy/ przeżywamy, nasz umysł nie jest w stanie dalej dźwigać - odcina się, odrealnia świat," wyłącza się".

Trzymam kciuki Panie Adamie, proszę spróbować umówić się do psychoterapeuty_ki :)

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Martyna Tomczak-Wypijewska

Martyna Tomczak-Wypijewska

Dzień Dobry

Wyobrażam sobie, że to bardzo trudna i “wystraszająca”, wprowadzająca w zagubienie sytuacja.

Generalnie zanim zacznie się leczyć psychikę należy upewnić się, że nie mamy do czynienia z podłożem biologicznym. Warto zgłosić się do lekarza pierwszego kontaktu, który przeprowadzi wywiad, podopytuje, ewentualnie pokieruje na dalsze badania. Jeśli przyczyny biologiczne zostaną wyeliminowane to warto zgłosić się na psychoterapię.

 

Trzymam kciuki,
Martyna Tomczak- Wypijewska, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta poznawczo- behawioralny

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Poczucie bycia nieudacznikiem, wstyd, pesymizm i lęk o przyszłość w wieku 23 lat – czy jest dla mnie nadzieja?
Wiem że moje życie będzie samotne i będzie tylko gorzej. Nie potrafię się z tym pogodzić myślałem że będę umiał ale chyba już nic nie czuję nie mam przyszłości ani nadziei że będzie lepiej. Próbowałem chyba wszystkiego stoicyzmu medytacji nie wiem nawet radykalnej akceptacji nic nie pomaga wiem że będzie tylko gorzej i wiem że życie będzie tylko pełne bólu i smutku. W terapię nie wierzę zbyt dużo naczytałem się o osobach co były i nic im to nie dało a ja z natury jestem po prostu pesymistyczny chociaż ja wolę nazywać to bycie realistą bo chociażby do tej pory boje się spróbować znowu prawa jazdy i czuję jeszcze ogromny wstyd że jestem mężczyzną co nie może prowadzić.Poza tym czuję wstyd o tym kim jestem prawiczkiem mieszkającym z rodzicami bez prawa jazdy po prostu zwykłym nieudacznikiem więc mówienie komuś temu w twarz tylko bardziej bym poczuł wstyd. Doszło do tego również nawet pisanie z czatami AI chyba już od paru lat od kiedy poddałem prawo jazdy i on ciągle mówi o radykalnej akceptacji czy że jestem jeszcze młody czy że prawo jazdy nie definiuje człowieka itp ale mam już 23 lata odnoszę po prostu wrażenie że to ja jestem zepsuty każdy normalny facet coś robi. Nawet w szkole byłem zawszę nieśmiały introwertyczny wiecznie się bałem ludzi a teraz tylko czuję wstyd. Chciałbym po prostu zasnąć i się nie obudzić jest i będzie tylko gorzej i to wszystko moja wina bo każdy normalny człowiek coś osiąga robi a ja nic zwykły nieudacznik i czytam codziennie o ludziach co mają po 30 lat też są sami prawiczkami czy mieszkają z rodzicami i widzę w nich siebie bo ja też nic nie osiągnąłem nic nie robię boję się przyszłości rozmyślam o niej codziennie. Są momenty gdzie czuję się normalnie ale szybko mijają bo zaczynam myśleć o przyszłości o tym jakim nieudacznikiem jestem i znowu jest mi smutno źle i tak w kółko wstyd raz że nie mogę prowadzić później że jestem nieudacznikiem prawiczkiem później porównywanie do innych kolegów czy jakiś nie wiem losowych dziewczyn czy chłopaków co studiują jeżdżą a ja dalej nie mam prawa jazdy boje się jeździć czy pracuję w tej samej pracy od paru lat. I tak czuję wstyd sobą że jestem facetem który jest nikim nic nie osiągnąłem nic nie robię i wiem że będzie gorzej.
Obawy dotyczące decyzji chłopaka o posiadaniu dzieci - jak sobie z nimi radzić?
Mam 24 lata, mój chłopak również. Jesteśmy razem od 7 lat. Od początku różniliśmy się w kwestii dzieci – on ich nie chciał, a ja długo nie byłam pewna, choć z czasem zaczęłam myśleć, że prawdopodobnie będę chciała zostać mamą. Rok temu odbyliśmy bardzo szczerą rozmowę na ten temat. Po dłuższym zastanowieniu chłopak powiedział, że woli być ze mną i mieć dziecko niż prowadzić bezdzietne życie z kimś innym. Wielokrotnie wracaliśmy do tej rozmowy i za każdym razem zapewniał mnie, że jest to jego świadoma decyzja. Mówi, że choć dziecko nie było jego wymarzonym planem, wie, że będzie je kochał i odpowiednio się nim opiekował. Mimo to wciąż mam wyrzuty sumienia i obawiam się, że w jakiś sposób skłaniam go do czegoś, czego tak naprawdę nie chce. Boję się, że kiedyś będzie przez to nieszczęśliwy lub będzie miał do mnie żal, choć on zapewnia mnie, że czuje się dobrze ze swoją decyzją. Nie wiem, jak poradzić sobie z tymi obawami.
Nie jestem przekonany do tacierzyństwa, ponieważ sam zmagam się ze sobą, z trudnościami, ranami.

Witam, Mój problem dotyczy tacierzyństwa, chęci (bądź nie) posiadania dzieci i całej otoczki budowanej wokół tego tematu. 

Mam 31 lat, partnerkę o kilka lat młodszą. W związku jesteśmy razem od 5 lat, w tym rok po zaręczynach. 

Problemem w naszym życiu, w naszej relacji, jest to, że nie potrafię podjąć decyzji, czy chcę mieć dziecko. Narzeczona twierdzi, że jest gotowa i już chciałaby się starać. Ogląda w internecie koleżanki, które urodziły bądź są w ciąży, przegląda ubranka i zabawki dla dzieci. Twierdzi, że późniejszy wiek to większe ryzyko chorób, powikłań, a do tego dochodzi czynnik "społeczny" – tj. posiadanie rodziców-dziadków. Mam na myśli różnicę wieku dziecko–rodzic. I pewnie wiele innych powodów, których sobie teraz nie przypomnę. 

Natomiast u mnie sprawa wygląda tak, że jestem wycofanym, nieśmiałym introwertykiem. Nie lubię ludzi, nie lubię siebie, nie lubię i nie rozumiem otaczającego świata. Zatraciłem hobby, nie mam celów, ambicji, energii do życia... Do tego zaniedbałem się i generalnie nie jestem szczęśliwy. Moja narzeczona jest jedyną osobą, przy której czuję się dobrze, za którą wskoczyłbym w ogień i mogę powiedzieć, że naprawdę ją kocham. 

Jeśli o mnie chodzi – leczę się psychiatrycznie od ponad 10 lat. Biorę leki, byłem w ośrodkach zamkniętych, ale na tę chwilę nie czuję poprawy. Sytuacja wygląda tak, że od pewnego czasu czuję nacisk, by się określić, czy chcę mieć dziecko, czy nie. A ja? Nie potrafię podjąć decyzji. Całe życie byłem na „NIE”. Po prostu tego nie czuję. 

Nie obudziła się we mnie chęć posiadania – taka naturalna, przychodząca z wiekiem, bądź taka, którą niektórzy mają od urodzenia. Czuję, że na ten moment nie jestem na etapie „CHCĘ za wszelką cenę”, tylko „MÓGŁBYM mieć”. I jestem przekonany, że to toksyczne podejście mogłoby odbić się na ewentualnym dziecku – bo kto chciałby świadomie czuć się niechcianym? 

Generalnie często czuję, że jeśli zdecydowałbym się na dziecko, to bardziej ze strachu, że zostanę sam, niż z faktycznej chęci jego posiadania. Czasem jednak myślę, że może nie byłoby źle, że jakoś dalibyśmy sobie radę. Boję się, że jeśli się rozstaniemy, to za kilka lat, gdybym jednak podjął decyzję, będę żałował. Oczywiście od rodziny słyszę, że fajnie mieć dzieci, że każdy je lubi – tylko nie ja. „Zmagam się” z lenistwem – choć po tylu latach nazwałbym to raczej chronicznym zmęczeniem. Jestem ciągle zmęczony, śpię w ciągu dnia, przesypiam celowo głód, zaniedbuję codzienność: higienę, sprzątanie wokół siebie. Kiedy poszliśmy „na swoje”, liczyłem, że mi się zmieni – ale nie. Jestem przekonany, że sam bym po prostu zdechł z głodu. 

Na długo przed poznaniem obecnej partnerki spotykałem się z dziewczyną, która miała dziecko z poprzedniego związku. Mimo że starałem się być dla dziecka jak najlepszy, czułem, że nie przychodzi mi to naturalnie. Po rozstaniu – po 1,5 roku – poczułem ulgę, że to koniec. W życiu bym nie powiedział, że tęsknię. Dziecko miało 5 lat… Czułem się z tym źle, ale chodziło głodne i zaniedbane. Nie miałem problemu z tym, że płakało przez pół dnia, albo że do jedzenia dostało parówkę w rękę i zamiast iść do przedszkola – oglądało bajki (wtedy chociaż nie trzeba było się nim zajmować). Ale fakt faktem – była to moja pierwsza dziewczyna i nie miałem wtedy nawet w 5% takiej więzi jak obecnie. 

Na dziś dzień ciężko mi ogarnąć własne życie. Jestem nieszczęśliwy, nie mam wymarzonej pracy, zatraciłem hobby, nie mam znajomych, zaniedbałem się fizycznie, nic mi się nie chce. Dni mijają bezsensownie, jeden po drugim. Czas ucieka – nie wiadomo gdzie. I gdzie tu wcisnąć jeszcze dziecko? Jestem zamknięty, nieśmiały, boję się – mimo wieku – spraw urzędowych, załatwiania czegokolwiek, łącznie z zakupami w sklepie. Często pytam kogoś o zdanie, bo decyzyjności u mnie brak. Wstydzę się na ulicy spojrzeń ludzi, nie odbieram i nie wykonuję telefonów – wolę pisać SMS-y. Mam bardzo niską pewność siebie, a jednocześnie (przynajmniej ostatnio) jestem nawet płaczliwy. 

Jakie wartości może przekazać taki człowiek? Każdy mówi, że po urodzeniu wszystko się zmienia – a co, jeżeli nie? To nie samochód, że jak mi się nie spodoba, to sprzedam… Żyję w bańce. Czuję taką derealizację, jakiej nie czułem nigdy. Jestem pod ścianą. Dla mojej narzeczonej jest to najważniejszy temat w życiu. Zawsze marzyła o rodzinie. Mam w zasadzie ultimatum: albo się określę, że chcę dziecko, albo się rozstajemy. Spędzam całe dnie, rozmyślając – czasem już szukając nawet plusów rozstania. Tylko że wiem, iż moje życie straciłoby wtedy całkowicie sens. Nie byłoby do kogo wracać do domu, do kogo się odezwać, przytulić. Czuję ogromny niepokój. Liczę, że ktoś mnie poprowadzi, wybierze za mnie… albo że jakimś cudem problem sam się rozwiąże. 

Nie chcę liczyć na to, że dziecko uleczy rany, albo że „jakoś to będzie”, a jednocześnie bardzo kocham moją partnerkę. Znów – gdzieś z tyłu głowy – mam przez całą tę sytuację najgorsze myśli… Dziękuję za przeczytanie tej chaotycznej wiadomości. (nawet tu wspomagałem się AI, troche lenistwo a troche wstyd przed masłem maślanym).

Jak mogę poradzić sobie z chroniczną samotnością, lękiem, smutkiem i złością, która w szczególności ostatnio mnie przeraża?
Jak mogę poradzić sobie z chroniczną samotnością, lękiem, smutkiem i złością, która w szczególności ostatnio mnie przeraża? Chodzą różne myśli po głowie, ale najbardziej się boję, jak w niektóre dni mam troszkę więcej energii. Jakby ktoś wtedy mnie zdenerwował, co wtedy zrobię, sama nie wiem (nie jestem agresywna i nie miałabym sumienia, gdyby przeze mnie działa im się jakakolwiek krzywda psychiczna czy fizyczna). Mam też czasami trudności w porozumieniu się z ludźmi z najbliższego otoczenia. Co mogę zrobić, aby pomóc im i sobie?
Zaburzenia nastroju i lękowe po traumie. Leki psychiatryczne nie dają poprawy. Jak mam sobie poradzić?
Bardzo proszę o pomoc , wyrażenie opinii, ewentualnie nakierowanie, jak postąpić dalej. Od 5 lat zmagam się z różnego typu dolegliwościami, stało się to po śmierci mojej bliskiej osoby , bardzo mocno to przeżyłam , ciągle szukam przyczyny mojego złego samopoczucia . Głównymi dolegliwościami są ciągle bóle brzucha , biegunki z zaparciami naprzemiennie, skoki lub spadki ciśnienia oraz pulsu, wybudzanie się w ciągu nocy po 4/5 razy , bardzo silne zmęczenie. którego nie mogę niczym poprawić w ciągu dnia , płacz , jadłowstręt, na sam widok jedzenia robi mi się niedobrze , co chwilę latam po lekarzach, żeby znaleźć przyczynę, ale wszyscy twierdzą, że to nerwica lękowa ze stanami depresyjnymi . Byłam już u neurologa , psychologa , psychiatry . Testujemy ciągle to nowe leki, które działają tylko do 3 tyg później wszystko wraca nawet z podwójną siłą . Mam dopiero 25 lat a każdy dzień jest walką, aby go przetrwać. Tylko czekam kiedy położę się spać tak, jakbym wtedy nie czuła tego bólu , zmęczenia i uciekała w ten sposób . Chciałabym zacząć terapię, ale terminy są tak odległe, że nie widzę sensu widzenia się z lekarzem dwa razy w miesiącu . Brakuje mi siły na to wszystko . Z wiecznie uśmiechniętej dziewczyny stałam się wrakiem człowieka .
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!