
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Teściowa obwinia...
Teściowa obwinia mnie za chorobę męża - uważa związek za toksyczny, mimo że taki nie jest. Jak sobie z nią poradzić?
Gosia
Kamil Relidzyński
Dzień dobry Pani Gosiu,
trudności jakie dotykają związki dotyczą wielu zagadnień. Z tego co rozumiem to obecnie borykacie się z mężem z po pierwsze - jego zaburzeniem, a po drugie niezrozumieniem ze strony rodziny męża. Podstawą jest Wasza relacja, to ona jest najważniejsza i to Wy jesteście w tym związku. Nikt inny nie wie jak wygląda rzeczywistość Waszego małżeństwa. Jeśli dobrze zrozumiałem to Pani teściowa w jakiś sposób troszczy się o zdrowie swojego syna. Proszę też zwrócić uwagę, że ona jako mama z pewnością chce dla niego jak najlepiej.
Co do znalezienia wyjścia z tej sytuacji warto wraz z mężem przemyśleć czego potrzebujecie, to raz, a dwa w jaki sposób relacja z innymi wpływa na Was. Jakoś wpływa, więc pytanie wtedy jak bardzo i czy wyłącznie negatywnie, czy może są pozytywy i negatywy.
Proszę myśleć przede wszystkim o swoim małżeństwie i sobie. Razem łatwiej Wam będzie przejść przez napotykane trudności, a w razie potrzeby zawsze można skonsultować się z psychologiem. Czy to osobiście czy jako małżeństwo.
Pozdrawiam
Ego Eimai
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Iwona Lassota
Witam, postaram się możliwie zwięźle odnieść do tego co Pani opisała, choć sytuacja jest wielowątkowa.
Jesteście Państwo świeżo upieczonymi rodzicami a pojawienie się dziecka jest zwykle sytuacją przełomową i kryzysową dla rodziców. Może ujawniać lub eskalować trudności emocjonalne, objawy posiadane wcześniej. Jest to sytuacja, w której rodzice muszą wejść w zupełnie nową rolę i obowiązki, podołać zmęczeniu. Nauczyć się na nowo współpracować na rzecz dobra dziecka. A to łączy się z przeformułowaniem również ich relacji.
Dziecko to wielka odpowiedzialność, często rezygnacja ze swoich potrzeb na rzecz potrzeb dziecka, dużo zwykłego ludzkiego zmęczenia, które też wypływa na funkcjonowanie. Jestem przekonana, że jako mama potrzebuje Pani wsparcia i poczucia bezpieczeństwa aby móc dobrze zajmować się dzieckiem. Od kondycji mamy w dużej mierze zależy kondycja dziecka dlatego w interesie całej rodziny powinien być dobrostan matki.
Z kolei mąż jako tata może czuć się zagubiony w nowej konfiguracji ról i to może potęgować jego lęki. On również potrzebuje wsparcia.
Rozumiem, że w sytuacji kiedy większość energii i siły poświęca Pani na zajmowanie się dzieckiem, nie znajduje Pani już w sobie siły ani przestrzeni żeby wspierać męża i jego dolegliwości budzą w Pani różne emocje takie jak bezradność i chyba też złość.
W tej sytuacji postanowiła Pani wezwać teściową aby dokonała „interwencji” co rozumiem jako wezwanie pomocy. Chciała Pani wezwać na pomoc kogoś kto zaradzi problemom i pomoże. Przywołać teściową do roli matki swojego syna. Teściowa już następnego dnia podjęła wysiłek i pokonała 250 km jednak oczekiwanej przez Panią pomocy nie udzieliła a obarczyła Panią odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację.
Zamiast ulgi i wyczekiwanego ratunku pojawiło się poczucie rozczarowania, frustracji i niesprawiedliwości.
Oboje z mężem nie chcecie kontaktu z teściową a jednocześnie wzywacie ją, cały czas mając jednak nadzieję na otrzymanie czegoś dobrego.
Być może objawy męża pełnią ważną funkcję i na coś wskazują w rodzinie. Może są Jego wewnętrznym procesem, którym on teraz zajmuje się na swojej terapii indywidualnej i bardzo dobrze, że sięgnął po pomoc!
I tutaj nie chciałabym już wchodzić w wątki terapeutyczne bo jednak nie jest to miejsce do tego.
Na pewno potrzeba Wam teraz wzajemnej dobrej woli, czułości i cierpliwości wobec siebie nawzajem żeby tą kryzysową sytuację przeżyć w satysfakcjonujący sposób jako małżonkowie i jako rodzice.
Może z czasem znajdziecie przestrzeń na terapię w parze albo Pani poszuka wsparcia u profesjonalisty?
Pochodzicie z dwóch różnych rodzin, zadanie które stoi przed Wami polega na tym żeby stworzyć własną odrębną rodzinę, inną od Waszych rodzin pochodzenia, silną w swoje własne granice i szczęśliwą. Znaleźć powody pojawiających się dolegliwości i ich funkcje. Przyjrzeć się przekonaniom, które są przekazywane w Waszych rodzinach z pokolenia na pokolenie i które na Was wpływają.
Być może potrzebujecie też teraz doraźnej pomocy z zewnątrz polegającej na obecności kogoś życzliwego, z kim moglibyście podzielić swoje myśli, obawy. Kto pomoże w drobnych pracach domowych, ugotuje obiad etc.
Wspaniale jeśli takie wsparcie można otrzymać od swojej rodziny ale jeśli nie to warto poszukać go poza rodziną.
Może udałoby się zostawić dziecko pod dobrą opieką na 1-2 h i wyjść z domu, żeby pobyć razem w spokoju, spędzić ten czas tak jak lubicie, odpocząć we dwoje albo w gronie zaufanych przyjaciół?
Wiele myśli i refleksji pojawiło mi się po przeczytaniu Pani tekstu.
Życzę siły, ułożenia się w nowych warunkach, powodzenia w budowaniu swojego własnego domu rodzinnego na Waszych własnych zasadach. I coraz lepszego rozumienia sytuacji, świadomości, która będzie Waszą siłą i pomocą w podejmowaniu dobrych wyborów.
Serdecznie pozdrawiam!
Iwona Lassota

Zobacz podobne
Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

