Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Teściowa obwinia mnie za chorobę męża - uważa związek za toksyczny, mimo że taki nie jest. Jak sobie z nią poradzić?

Dzień dobry, U mojego męża zostały stwierdzone przez psychiatrę zaburzenia lękowo depresyjne. Obecnie leczy się farmakologicznie i jest w procesie terapii. Podczas jednego z ataków lęku nie wiedząc co mam robić (niedawno urodziłam dziecko), a mając noworodka na rękach- napisałam do teściowej smsa, w której prosiłam o interwencję, bo już sobie nie radzę z męża chorobą, a mam maleńkie dziecko. Teściowa następnego dnia przyjechała (250 km) do naszego domu i oskarżyła mnie, że choroba mojego męża jest moją winą, bo kilka razy słyszała jak sprzeczałam się z mężem. Stwierdziła, że go poniżam. Jestem osobą ekstrawertyczną o fakt, jak coś się wydarza, np. Stłuczka samochodowa to potrafię wyrzucić emocje od razu. Nie kumuluję tego w sobie i tesciowa była świadkiem kilku takich sytuacji. Czuję ogromny żal do teściowej, bo lęki mojego męża towarzyszą mu od momentu w którym się poznaliśmy. Wiele godzin przegadaliśmy, to ja nakłoniłam męża na terapię, nie chciał tego, nie był przekonany do niej, a teraz po wielu latach sam stwierdził, że już musi pójść po pomoc, bo sobie nie radzi. Zawsze staram się wspierać męża, ale nazwanie naszego związku toksycznym, a mnie winną jego choroby to dla mnie za dużo. Tesciowa uważa, że mówi to z troski, że mamy się przyznać, że moje zachowanie względem męża jest toksyczne i to ja jestem winna sytuacji. Nie pomaga tłumaczenie, że źle interpretuje rzeczywistość, odpowiada, że swoje wie, a o toksyczności naszego związku przekonana jest cała rodzina (ze strony męża). Nie wiem jak się zachowywać w tej sytuacji. Nie mam ochoty kontaktować się z teściową, mąż również, a tesciowa za brak kontaktu znowu obwinia mnie. Czuję, że cokolwiek bym bie zrobiła czy powiedziała- zostanę obwiniona o wszystko. Proszę o pomoc jak zachowywać się w tej sytuacji. Jak postępować? Nie chcę eskalacji ale żal pozostaje za bezpodstawne oskarżenie. Widzę też jak mąż to bardzo przeżywa.
Kamil Relidzyński

Kamil Relidzyński

Dzień dobry Pani Gosiu,

trudności jakie dotykają związki dotyczą wielu zagadnień. Z tego co rozumiem to obecnie borykacie się z mężem z po pierwsze - jego zaburzeniem, a po drugie niezrozumieniem ze strony rodziny męża. Podstawą jest Wasza relacja, to ona jest najważniejsza i to Wy jesteście w tym związku. Nikt inny nie wie jak wygląda rzeczywistość Waszego małżeństwa. Jeśli dobrze zrozumiałem to Pani teściowa w jakiś sposób troszczy się o zdrowie swojego syna. Proszę też zwrócić uwagę, że ona jako mama z pewnością chce dla niego jak najlepiej. 

Co do znalezienia wyjścia z tej sytuacji warto wraz z mężem przemyśleć czego potrzebujecie, to raz, a dwa w jaki sposób relacja z innymi wpływa na Was. Jakoś wpływa, więc pytanie wtedy jak bardzo i czy wyłącznie negatywnie, czy może są pozytywy i negatywy.

Proszę myśleć przede wszystkim o swoim małżeństwie i sobie. Razem łatwiej Wam będzie przejść przez napotykane trudności, a w razie potrzeby zawsze można skonsultować się z psychologiem. Czy to osobiście czy jako małżeństwo.

 

Pozdrawiam

Ego Eimai

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Iwona Lassota

Iwona Lassota

Witam, postaram się możliwie zwięźle odnieść do tego co Pani opisała, choć sytuacja jest wielowątkowa.
Jesteście Państwo świeżo upieczonymi rodzicami a pojawienie się dziecka jest zwykle sytuacją przełomową i kryzysową dla rodziców. Może ujawniać lub eskalować trudności emocjonalne, objawy posiadane wcześniej. Jest to sytuacja, w której rodzice muszą wejść w zupełnie nową rolę i obowiązki, podołać zmęczeniu. Nauczyć się na nowo współpracować na rzecz dobra dziecka. A to łączy się z przeformułowaniem również ich relacji.
Dziecko to wielka odpowiedzialność, często rezygnacja ze swoich potrzeb na rzecz potrzeb dziecka, dużo zwykłego ludzkiego zmęczenia, które też wypływa na funkcjonowanie. Jestem przekonana, że jako mama potrzebuje Pani wsparcia i poczucia bezpieczeństwa aby móc dobrze zajmować się dzieckiem. Od kondycji mamy w dużej mierze zależy kondycja dziecka dlatego w interesie całej rodziny powinien być dobrostan matki. 
Z kolei mąż jako tata może czuć się zagubiony w nowej konfiguracji ról i to może potęgować jego lęki. On również potrzebuje wsparcia.
Rozumiem, że w sytuacji kiedy większość energii i siły poświęca Pani na zajmowanie się dzieckiem, nie znajduje Pani już w sobie siły ani przestrzeni żeby wspierać męża i jego dolegliwości budzą w Pani różne emocje takie jak bezradność i chyba też złość.
W tej sytuacji postanowiła Pani wezwać teściową aby dokonała „interwencji” co rozumiem jako wezwanie pomocy. Chciała Pani wezwać na pomoc kogoś kto zaradzi problemom i pomoże. Przywołać teściową do roli matki swojego syna. Teściowa już następnego dnia podjęła wysiłek i pokonała 250 km jednak oczekiwanej przez Panią pomocy nie udzieliła a obarczyła Panią odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację. 
Zamiast ulgi i wyczekiwanego ratunku pojawiło się poczucie rozczarowania,  frustracji i niesprawiedliwości.
Oboje z mężem nie chcecie kontaktu z teściową a jednocześnie wzywacie ją, cały czas mając jednak nadzieję na otrzymanie czegoś dobrego.
Być może objawy męża pełnią ważną funkcję i na coś wskazują w rodzinie. Może są Jego wewnętrznym procesem, którym on teraz zajmuje się na swojej terapii indywidualnej i bardzo dobrze, że sięgnął po pomoc!
I tutaj nie chciałabym już wchodzić w wątki terapeutyczne bo jednak nie jest to miejsce do tego.
Na pewno potrzeba Wam teraz wzajemnej dobrej woli, czułości i cierpliwości wobec siebie nawzajem żeby tą kryzysową sytuację przeżyć w satysfakcjonujący sposób jako małżonkowie i jako rodzice.
Może z czasem znajdziecie przestrzeń na terapię w parze albo Pani poszuka wsparcia u profesjonalisty?
Pochodzicie z dwóch różnych rodzin, zadanie które stoi przed Wami polega na tym żeby stworzyć własną odrębną rodzinę, inną od Waszych rodzin pochodzenia, silną w swoje własne granice i szczęśliwą. Znaleźć powody pojawiających się dolegliwości i ich funkcje. Przyjrzeć się przekonaniom, które są przekazywane w Waszych rodzinach z pokolenia na pokolenie i które na Was wpływają.
Być może potrzebujecie też teraz doraźnej pomocy z zewnątrz polegającej na obecności kogoś życzliwego, z kim moglibyście podzielić swoje myśli, obawy. Kto pomoże w drobnych pracach domowych, ugotuje obiad etc. 
Wspaniale jeśli takie wsparcie można otrzymać od swojej rodziny ale jeśli nie to warto poszukać go poza rodziną.
Może udałoby się zostawić dziecko pod dobrą opieką na 1-2 h i wyjść z domu, żeby pobyć razem w spokoju, spędzić ten czas tak jak lubicie, odpocząć we dwoje albo w gronie zaufanych przyjaciół?
Wiele myśli i refleksji pojawiło mi się po przeczytaniu Pani tekstu.
Życzę siły, ułożenia się w nowych warunkach, powodzenia w budowaniu swojego własnego domu rodzinnego na Waszych własnych zasadach. I coraz lepszego rozumienia sytuacji, świadomości, która będzie Waszą siłą i pomocą w podejmowaniu dobrych wyborów. 

Serdecznie pozdrawiam!
Iwona Lassota

2 lata temu

Zobacz podobne

Jak uzyskać pomoc psychologiczną w procesie tranzycji, by stać się kobietą?
Chcę uzyskać pomoc by stać się kobietą
Jak radzić sobie z zazdrością i samotnością w dążeniu do macierzyństwa?

Jak sobie poradzić z takim problemem? 

Jestem od kilku lat samotną singielką. Mam 26 lat, ciężko mi znaleźć niestety partnera w tych czasach. 

Chcę założyć już rodzinę, być mamą, ale nie mogę się ciągle tego doczekać. Zmagam się z takim problemem, że jeżeli dowiem się, że ktoś z rodziny czy nawet znajoma osoba, jest w ciąży wpadam, że tak powiem w szał, dopada mnie zazdrość. 

Ok rok temu, gdy dowiedziałam się, że siostra będzie miała dziecko, płakałam po tej informacji z zazdrości chyba z 2 godziny, byłam wręcz zła, nie mogłam się wtedy opanować. 

Tak jest za każdym razem, a mi się ciągle nie udaje, a lata mi uciekają. Jak sobie z tym poradzić.

Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?
Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Ciąża z byłym partnerem, uzależnienie emocjonalne i potrzeba wsparcia
Dobry wieczór. Mam spory problem. Mianowicie jestem w ciąży z byłym narzeczonym. Nasz związek zakończył się dlatego, że doszło do zdrady z mojej strony. Narzeczony też nie był w porządku, często kłamał, ciągle pił, siedział w zakładzie karnym i podnośnik na mnie rękę. Po rozstaniu się że mną spotykał i tak wpadliśmy. Teraz jest za granicą a ja jestem sama. Nie chce być przy porodzie dziecka i całkowicie podkreśla zakończenie naszej relacji z czym ja nie jestem sobie w stanie poradzić. Wydaje mi się, ze mnie sobie podporządkował i jestem od niego uzależniona. Już nie wiem co robić. Boję się ze to wpłynie na mojego synka. Interesuje się ciąża i dzieckiem ale wydaje mi się, ze on chce żyć swoim życiem a ja nie będę w stanie sobie z tym poradzić siedząc w domu i wychowując nasze wspólne dziecko. Proszę o odpowiedź czy potrzebna jest mi terapia bądź konsultacja psychologiczną. I czy mój stan może wpłynąć na rozwijające się we mnie życie.
Witam. Jestem z dziewczyną 8 lat
Witam. Jestem z dziewczyną 8 lat. Mamy ponad 25 lat. Ogólnie na co dzień się dogadujemy i rzadko się kłócimy. Jak się kłócimy, to głównie z mojego powodu i przychodzę do was z pytaniem. Dlaczego mając własną dziewczynę tyle lat, czasem nie umiem się pohamować i nie wypisywać do dziewczyn czasem niestosownych rzeczy? Najgorsze jest to, że jest to chwilowe, do czasu upustu emocji, albo przyłapania przez dziewczynę. Ogólnie to nie uprawiamy w ogóle sexu, ale to też nie jest chyba powodem tego pisania. Nie chciałbym tego robić, ale nawet sam nie wiem, dlaczego to robię, nie umiem znaleźć logicznego rozwiązania.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.