
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, traumy
- Jak pomóc partnerce...
Jak pomóc partnerce z dzieckiem w sytuacji przemocy ze strony byłego partnera?
Witam! Spotykam się z kobietą, która ma dziecko z byłym partnerem. Mieszkamy osobno. Ja jestem w trakcie rozwodu. Wyciągnął informacje na temat mojej "jeszcze" żony i zadzwonił do niej. Z żoną nie jestem w dobrych stosunkach, więc pogadali sobie o mnie i partnerce stawiając nas w złym świetle w oczach rodziny bliższej oraz dalszej. Ten były partner jest narkomanem. W pracy próbował ją także oczernić i groził, że ją zabije oraz mnie. Nie ma pracy i wyciąga pieniądze od partnerki na narkotyki. Zerwała z nim 4 miesiące temu. Nastawia dziecko przeciwko mnie, mówiąc mu o mnie wulgarne rzeczy, zmyśla złe historie o mnie, przeciwko matce też nastawia owe dziecko. Nawet ostatnio popchnął partnerkę poprzez wtargnięcie agresywne do jej mieszkania ( kopnął drzwi ), w wyniku czego partnerka doznała stłuczenia uda oraz łokcia. Wydzwania oraz wypisuje do partnerki obraźliwe smsy. Odgraża się . Ostatnio próbował manipulacją udać, że coś sobie zrobi, informując dziecko, że popełni samobójstwo. Partnerka twierdzi, że nie wezwie policji , rodziny też nie wzywa, choć ma niedaleko rodziców. Oczekuje ode mnie, że będę patrzył biernie na to, co robi były partner. Według niej mam przyjąć do informacji to, co się dzieje, a ona twierdzi, że panuje nad sytuacją. Prosiłem, aby wezwała policję lub założyła niebieską kartę, powiadomiła rodziców, gdy on przychodzi na widzenie do syna. Nie mają ślubu, a były partner nie płaci alimentów. Była już u psychologa. który powiedział, że jest ofiarą przemocy domowej, ale ona nie dowierza. Psycholog mówił ,aby poinformowała go smsem, że kontakt mają mieć tylko w sprawie dziecka i nic więcej . Nie odpisuje mu i nie odbiera, ale znalazł inny sposób na kontakt i pod pretekstem zabrania jakichś rzeczy z mieszkania próbuje nachodzić partnerkę i stosuje przemoc słowną a ostatnio nawet fizyczną. Proszę o poradę, jak mogę pomóc partnerce .
Andrzej
Aleksandra Wincz- Gajda
Dzień dobry,
Panie Andrzeju, w opisanej sytuacji nie ma za bardzo możliwości rozmowy czy negocjowania zachowania z byłym partnerem Pana partnerki, jeżeli jest on pod wpływem narkotyków.
Jego impulsywne, agresywne, manipulujące zachowanie szkodzi wszystkim- Panu, partnerce i i jej dziecku. Bardzo poruszającym jest fakt, że partnerka pomimo wizyty u psychologa i nazwania przez niego rzeczy po imieniu nadal nie chce stawiać granic. Wskazuje to na silne mechanizmy przemocowe.
Może Pan wspierać partnerkę, cały czas jasno nazywając, co się dzieje. Ale też cały czas dbając o swoje granice- o to, jak Pan się czuje z tym, co się dzieje, na co Pan się jeszcze zgadza, a czego wytrzymywać nie chce. Niezbędnym jednak- jeśli nic w tym układzie się nie zmieni- może okazać się wezwanie Policji i założenie Niebieskiej Karty. To forma zadbania o siebie, ale też forma wsparcia- pokazuje Pan partnerce, że stawianie granic jest możliwe, że nie jest bezradna, może reagować, że były partner nie jest bezkarny.
Zachęcam też do kontaktu z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej. Działają one przy Miejskich Ośrodkach Pomocy Społecznej/ Pomocy Rodzinie. Pan i partnerka znajdziecie tam najpewniej całe spektrum wsparcia- od psychologicznego, przez organizacyjne i prawne.
Pozdrawiam,
Aleksandra Wincz- Gajda
psycholog, psychoterapeuta
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Dorota Żurek
Dzień dobry, sytuacja jest rzeczywiście trudna i moim zdaniem warto rozmawiać z partnerką, by podjęła terapię dla osób doświadczających przemocy. Jednak to partnerka powinna podjąć decyzję, by zgłosić zachowanie byłego partnera na policję i tak, jak Pan sugerował, założyć Niebieska Kartę. Ważne, by partnerka miała w Panu wsparcie i wiedziała, że może na Pana liczyć w trudnych sytuacjach, ale to ona powinna zapewnić bezpieczeństwo sobie oraz dziecku. Nie może Pan brać odpowiedzialności za jej decyzje życiowe. Czasem jedynym wyjściem jest nabranie dystansu i zadbanie o siebie i swój spokój. To naturalne, że martwi się Pan o ich bezpieczeństwo, ale proszę w tym wszystkim nie zapominać o sobie.
Pozdrawiam,
Dorota Żurek- psycholog
Martyna Nowicka
Dzień dobry,
opisuje Pan sytuację, która nosi znamiona poważnej przemocy domowej zarówno wobec Pana partnerki, jak i dziecka. Mamy tu do czynienia z przemocą fizyczną, psychiczną, ekonomiczną oraz groźbami karalnymi.
Choć partnerka może wierzyć, że „panuje nad sytuacją”, to niestety typowe dla osób uwikłanych w przemoc jest jej bagatelizowanie. Tego typu spraw nie można zostawiać bez reakcji tu chodzi o realne bezpieczeństwo, także dziecka.
Dziecko, które słyszy wulgarne komentarze, jest świadkiem przemocy, groźby samobójcze ojca to wszystko może powodować poważne zaburzenia emocjonalne. Jeśli matka nie podejmuje działania, można rozważyć kontakt np. z poradnią psychologiczno-pedagogiczną, albo zasugerować partnerce konsultację z psychologiem dziecięcym.
Co można zrobić:
- zachęcać partnerkę do zgłoszenia przemocy na policję, założenia Niebieskiej Karty i kontaktu z prawnikiem.
- zabezpieczać dowody (SMS-y, groźby, nagrania).
- skontaktować się z Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej lub lokalnym MOPS - oferują bezpłatną pomoc.
W razie gróźb wobec Pana może Pan także sam złożyć zawiadomienie.
Wspieranie partnerki nie oznacza biernego przyglądania się przemocy. Ma Pan prawo (a w kontekście dziecka wręcz obowiązek) reagować.
Pozdrawiam serdecznie,
Martyna Nowicka
Justyna Orlik
Niezwykle mnie porusza to, w jaki sposób opisujesz całą sytuację i jak jesteś zaangażowany w próbę rozwiązania konfliktu, który wpływa również na jakość Twojej relacji z obecną partnerką i jakość Twojego życia.
Kiedy oglądam sytuację z perspektywy interwentki kryzysowej, to nosi ona wyraźne znamiona przemocy domowej: psychicznej, ekonomicznej oraz fizycznej. Zgodnie z nowelizacją ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej, organy ścigania mają obowiązek natychmiastowej reakcji w sytuacji zagrożenia nawet bez zgody tego, kogo przemoc bezpośrednio dotyka. To bardzo ważne, bo ustawodawca nie oczekuje już, że osoba doświadczająca przemocy sama zdecyduje się sięgnąć po pomoc, więc otwierają się kolejne furtki, z których można skorzystać.
Niestety, rzeczywistość psychiczna osoby nie zmienia się tak szybko, jak prawo. W nurcie Gestalt mówimy, że potrzebny jest czas, żeby w ogóle poczuć, że istnieją jakieś "moje granice". Twoja partnerka może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że na co dzień żyje w głębokim rozdźwięku. I tak z jednej strony czuje, że nie powinno ją spotykać to, co spotyka, a z drugiej nie ma siły lub nie daje sobie prawa, żeby się temu przeciwstawić. Trauma, jakiej doświadczyła, szczególnie nierozpoznana lub niezaopiekowana, może jeszcze długo odbijać się echem.
Twoja rola jest w tej sytuacji jest wyjątkowo trudna. Słyszę, kiedy mówisz, że chcesz jej pomóc, ale istnieje prawdopodobieństwo, że łatwo wpadniesz w rolę ratownika lub kogoś, kto za wszelką cenę chce kontrolować rozwój wydarzeń. Możesz też doświadczać frustracji, która wynika z bezsilności, lęku i miłości do ukochanej, która zupełnie inaczej postrzega rzeczywistość.
Chciałabym Ci powiedzieć, że twój dobrostan psychiczny jest tak samo ważny, jak jej. Może mógłbyś poszukać dla siebie grupy wsparcia w okolicy lub skontaktować się z kimś, kto zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy? To pozwoli Ci dostrzec, gdzie zaczyna się, a gdzie kończy Twoja odpowiedzialność. Jest wiele rozwiązań prawnych, z których jako świadek przemocy możesz skorzystać, ale warto pamiętać też o tym, że nie możesz uratować nikogo, kto nie czuje, że ma prawo do tego, żeby zostać uratowanym.
Justyna Orlik,
psychoterapeutka Gestalt
Natalia Krawiec-Jokiel
Panie Andrzeju,
Z Pana wypowiedzi wnioskuję, ze razem z partnerką jesteście Państwo w bardzo trudnej, obciążającej emocjonalnie sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że Pana partnerka jest ofiara długotrwałej przemocy, co pretenduje do poinformowania o tym fakcie odpowiednich służb, szczególnie Policji. Proszę pamiętać, że aktualnie zaostrzyły się przepisy o ochronie małoletnich, tzw. „lex Kamilek” tym samym jeśli dziecko (a z podanych przez Pana informacji wynika, że jest obecny małoletni) narażone jest na akt przemocy ze strony osób dorosłych, należy to zgłosić. Rozumiem, że Pana partnerka obawia się zachowań odwetowych ze strony byłego partnera, niemniej jednak jest to na tyle niepokojąca i równocześnie nieprzewidywalna sytuacja, którą należy zmienić. Pan jako partner również ma możliwość zawiadomienia Policji o zaistanialej sytuacji z obawy o życie i zdrowie partnerki i jej dziecka. Niedopuszczalnym jest aby dziecko spotykało się z rodzicem, wobec którego istnieje podejrzenie nadużywania środków psychoaktywnych, zważywszy na to, że zachowanie osoby dorosłej może być bardzo krzywdzące dla owego dziecka. Zachęcam do porozmawiania z partnerką o możliwych dalszych konsekwencjach braku działania. Proszę również poszukać w obszarze Państwa miejsca zamieszkania miejsc, które kierują swoją pomoc w stronę ofiar przemocy, są to np. Ośrodki Pomocy Społecznej, Ośrodki Interwencji Kryzowej, placówki zajmujące się pomocą psychologiczną dzieci i młodzieży. Pomóc kierowana jest bezpłatnie. Cieszy mnie fakt, że jest Pan człowiekiem zainteresowanym i dbającym o partnerkę. Proszę tylko pamiętać również o swoim bezpieczeństwie, ponieważ wywnioskowałam, że były parter prawdopodobnie jest osoba przemocową, skłonną do zachowań agresywnych, nieprzewidywalną, a w tym wszystkim uzależnioną, a to wszystko skłania do sytuacji trudnych i niebezpiecznych. Jeszcze raz zachęcam do rozmowy z partnerką, ponieważ to ona może tu najwięcej zdziałać. Warto zwrócić uwagę na to jakie ma ona obawy, jakimi dysponuje zasobami do poradzenia sobie z tą sytuacją, co myśli, co czuje w związku z tym. Małymi kroczkami jesteście w stanie sobie poradzić, ale warto udać się do wskazanych miejsc i poprosić o wsparcie.
Pozdrawiam i trzymam kciuki.
Natalia Krawiec-Jokiel

Zobacz podobne
Witam.
Jestem żoną od prawie 20 lat i matka 2 córek (18 I 11l at). Kocham ich bardzo, ale czasem brakuje mi sił.
Coraz cześciej mam wrażenie, że nasze małżeństwo to toksyczny związek, z którym coraz trudniej mi sobie poradzić. Męża poznałam w wieku ok 17 lat. Mąż jest ode mnie starszy o 5 lat.Byliśmy parą przez 8 lat a potem wzięliśmy ślub. Byłam w nim bardzo zakochana i mimo że było wiele sytuacji, które pokazywały, że związek ten nie bedzie łatwy, nie zrezygnowałam z niego i sama naciskalam na ślub.
Mój mąż na samym początku był bardzo towarzyski ị lubiany przez moją rodzinę, ale po kilku latach zaczął się problem z moją młodszą siostrą. Zaczęli sobie wzajemnie dokuczać. Moja mama I rodzeństwo jednak bardziej trzymało stronę siostry, więc liczba wrogów zaczęła wzrastać.
Ogólnie nie było jakiegoś konkretnego problemu tylko głupie bzdety ,jakieś słowne przepychanki, przez które sytuacja zaczęła nabierać na sile, np. siostre denerwowała jego obecność w naszym domu to on nie pozwolił mi zabrać suszarki do włosów dla niej, gdy mnie podwoził do pracy.
Ogólnie pokazywał sie z dobrej strony, np. pożyczajac auto mojej drugiej siostrze, ale gdy ona mu odmówiła podrzucenia mnie do niego to już to wypominał i wiele innych takich głupich sytuacji.
Przed samym ślubem chciał, żebym nie zapraszała młodszej siostry, więc mi mówił, że zaprosi swoja byłą sympatie itp. Teraz gdy o tym pisze, to sie zastanawiam czemu ja sie na to godziłam... Ale bardzo chcialam wyjść za niego za mąż. Po ślubie niestety sytuacja między moim mężem a moja rodziną sie jeszcze bardziej pogorszyła. Konflikt z młodszą siostrą ciągnął sie przez kilka lat, potem wrogiem nr 1 stał się mój brat, poźniej albo w sumie jednocześnie moja mama, a teraz to chyba ja sama jestem dla niego największym problemem.
Po ślubie mieszkaliśmy u jego rodziców a szczególnie, gdy na świecie sie pojawiła nasza 1. córcia. Po około roku mąż wyjechał do pracy w uk, ja do niego dołączyłam po 1.5 roku. Na początku taka rozłąka była dobrym rozwiązaniem. Oddaliliśmy sie od rodzin ciesząc się sobą. Plan był, aby pobyć trochę za granicą, zarobić i wrócić do PL.. Ale z każdym miesiącem bardziej się zadamawialiśmy jednak w uk. Mąż był jako główny żywiciel, ale wkrótce ja też zaczęłam dorabiać do domowego budżetu. Niestety w PL nie mieliśmy nic własnego, więc do powrotu nas nie ciągnęło. Powiększyliśmy rodzine. Po kilku latach podjęliśmy decyzje o kupnie domu biorąc kredyt.
Ogólnie rzecz biorąc to życie zaczęło nam się jakoś układać, ale mój mąż ciągle na coś narzeka. Po prostu wszystko jest źle, ludzie sa źli, uważa, że każdy go zawsze musi dołować, inni zawsze maja lepiej itd. Od zawsze uważa, że ma wielkiego pecha i nic tego nie zmieni. Ma zawsze dużo pomysłów, ale bardziej o nich mówi niż realizuje. Kilka razy wydał jakieś pieniądze na jakiś pomysł biznesowy, ale niestety go nie zrealizował. Ja nie jestem osobą do interesów to możliwe, że go tym dołuje, bo gdy zaczyna mówić o jakimś pomyśle to ja od razu widzę ryzyko a on sam boi się działać.
Od samego początku jakoś ja musiałam podejmować decyzje i w sumie tak jest cały czas, ale mnie też to męczy. Wychowywanie dzieci też spada na mnie. Starsza córka jest bardzo wrażliwa, ale potrafi tez dużo krzyczeć, a nawet czasem wybucha z agresją do obcych. Mąż nie reaguje na to tylko głupio mi docina 'wszystko się ułoży'. Gdy go proszę, żeby jakoś zareagował, to mi mówi 'teraz jak przez 20 lat rządziłaś...' A ja sie sama siebie pytam to gdzie ty byłeś...
Ogólnie rzecz biorąc nasze życie codzienne jest w miarę ok, ale najtrudniejsze momenty, gdy musimy coś zorganizować oraz wyjazdy do Polski. Początkowo, gdy jechaliśmy na wakacje to zawsze do niego a do moich rodziców tylko w odwiedziny góra 2-3 dn,i ale to było w miare ok. Niestety od 2 lat sytuacja sie bardzo popsuła, bo będąc właśnie u moich rodziców mój mąż strasznie mnie denerwował swoim zachowaniem, mało co sie odzywał, odjechał nie mówiąc, gdzie jedzie i na jak dlugo i po prostu siedział nadąsany. Więc pojechaliśmy do jego rodziców, tam moje emocje wybuchły i sie bardzo pokłóciliśmy. Potem wróciliśmy do moich rodziców, bo młodsza zostawiła przytulankę a mąż chciał porozmawiać z rodzicami.
Ja bylam wtedy bardzo wściekła i powiedzialam, że mam dość życia z nim i chce rozwodu. On wtedy nawyrzucal mojej mamie, że źle nas wychowała, że nie potrafimy zaakceptować prawdy, że ciagle narzeka, że nie ma pięniędzy itp. I od tamtej pory nie tylko, że nie chce z nami jechać, to nie chce nas nawet podwieźć. Mówi mi, że dopóki ja wszystkiego nie naprawię, to on nie ma zamiaru nic zmieniać.
Na ostatnią wielkanoc pojechaliśmy do PL i chciałam żebyśmy pojechali razem w sobotę, bo większa część rodziny wtedy przyjechała do rodziców i przedstawia, jak on sie tu czuje, oczywiście NIE, więc pojechałam sama.
Ostatnie wakacje też prosiłam, żeby mnie tylko podwiózł, bo ja nie mogłam prowadzić, ale też nie.
Na 50 rocznice ślubu rodziców też nie pojechałam, bo do ostatniej chwili miałam nadzieję, że powie ok jedźmy, ale nie widział takiej potrzeby, a jak zaczął wyliczać ile to bedzie strat finansowych, gdy pojade sama to po prostu mi sie odechciało jechać. W chwili obecnej ja nie chce jeździć do PL, bo tam sie najbardziej kłócimy. Gdy on jest nastawiony anty do mojej rodziny to u mnie sie włącza to samo tylko do jego. Nie wiem jak ta sytuacje wyprostować.
Czy rzeczywiście mąż ma racje, że to ja powinnam wszystko poodkręcać? Ale w jaki sposób.... Proszę o jakieś wskazówki.
Cześć, piszę tutaj, bo nie potrafię sobie poradzić z tym, co czuję. Mój dziadek niedawno zmarł. Odszedł w cierpieniu i mam wrażenie, że wszystko stało się zbyt szybko. Był dla mnie kimś bardzo bliskim - domem. Od jego śmierci czuję ogromny smutek i pustkę. Myśl o tym, że już go nie zobaczę, strasznie boli. Nie mogę się pogodzić z tym, że tak cierpiał przed odejściem — to mnie prześladuje. Staram się normalnie funkcjonować, ale wciąż wracam myślami do ostatnich chwil i łzy same napływają do oczu. Nie potrafię patrzeć na jego zdjęcia. Każde jedno przypomina mi, jak bardzo go brakuje - kiedy widzę jego uśmiech. To strasznie boli. Chciałabym cofnąć czas i zrobić wszystko aby był szybciej zdiagnozowany. Może to by go uratowało. Od tego czasu w ogóle nie potrafię się skupić. W pracy wszystko mi się sypie, trudno mi zebrać myśli i wykonywać nawet proste rzeczy. Mam wrażenie, że funkcjonuję jakby obok – niby jestem, ale nic do mnie nie dociera... :( Nie wiem, jak pogodzić życie w pracy z żałobą. Dochodzi do tego wiecznie niezadowolony szef, który był nawet zdziwiony i niezadowolony, że biorę cały dzień wolnego w dzień pogrzebu! Życie mi się sypie i to właśnie czuję!
Z mężem sex magia, codzienność piękne słówka, czułości - kochanie, skarbie zaczepki z jego strony..
Może przejdę do rzeczy, miał kiedyś bardzo bliskie relacje z koleżanką z pracy, aż miesiąc poza pracą spotykali się w ustronnych miejscach, co o tym nawet nie wiedziałam. Dowiedziałam się przypadkiem, kiedy do mnie zadzwoniła koleżanka, że mój mąż jest z jakąś babą pod sklepem około godz. 18.00, tego dnia miał pracować do 21.00 okłamał mnie, nie przyznał się do tego. Po około 8 miesiącach wyszło szydło z worka, sam wyznał prawdę, po czym zablokował kobietę, nie ma z nią kontaktów, twierdząc, że to było na stopie koleżanka kolega. W pracy zaczęli plotkować o nich, że miał z nią romans, dalej razem pracują. Wybaczyłam mężowi, zaufałam a on nagle do mnie od dnia 6 stycznia 2025r zachowuje się bardzo nie stosownie, nie wiem, jak mam to odebrać.
Mówi mi od 3 dni teksty cyt,, jak oddasz psa, to się rozejdziemy, wypierdalaj, jestem złym człowiekiem''.
Zaczęłam te słowa odbierać, jakby mi podpowiadał, że chce, abym to ja jego zostawiła. Nie wiem, co przez to chciał mi powiedzieć??? Obawiam się, bo pomimo wszystko kupuje kwiaty, biżuterię, megaaa sex, mówi mi, że tylko ja, że jestem najważniejsza w jego życiu. Pomimo to rani mnie słowami. Powiedziałam mu otwarcie, że takimi słowami odpycha mnie od siebie, bo żadna kobieta, słysząc od mężczyzny takie słowa, nie będzie chętna być w takim związku.
Co ja mam myśleć, robić???
Dziś był sex z rana magia, mąż napisał mi na messenger, tak stwierdził, że nawet nie byłam zadowolona, że rano był sex, napisałam, że oczywiście, że jestem zadowolona, bo uwielbiam z nim sex, na co akurat nie mam co narzekać.
Nie wiem, czy uczucia są z męża strony szczere, czy to podpucha???? Zazwyczaj chodzi o głupie sprzeczki, że ja tylko wszytko robię w domu on tak naprawdę nic.
Kupił mi pod choinkę psa york, nie kwapi się wychodzić z nim na spacery, ale zapewnia za każdym razem, że rano z nim wyjdzie, co do czego wyręcza się dziećmi.
Byłam zła. Zaczęłam mu wbijać, wrzucać na głowę, a ten do mnie ataki, że 8 miesięcy temu byłaś inna, ładniejsza, a teraz zobacz, jak się zmarnowałaś. Tłumaczę mężowi, że to tylko dlatego, że wszytko w domu jest na mojej głowie.
Nie dociera co chce mu przekazać, nie wiem, co ja mam myśleć, co robić???? Będąc w pracy, potrafi wysyłać nagie zdjęcia, również w domu robić mi moje nagie zdjęcia co nawet mi nie przeszkadza, ale zastanawia mnie po co???
Zapytując męża, stwierdził, że po prostu lubi i chce mieć, bo go jaram, podniecam. Mąż nigdy taki nie był, ileś lat do tyłu też mieliśmy psy, nie było problemów, aby wyszedł - teraz o cokolwiek poproszę, krzyczy na mnie, potrafi wpaść w ataki furii, chce z pięści walić w drzwi, wyzywa mnie, doprowadza do łez, co w ogóle nie ruszają go tak jak kiedyś.
Tak kiedyś ocierał łzy, łagodził sytuację, teraz to niestety ja, ponieważ bardzo go kocham, on o tym wie.
Była nawet sytuacja, że od godz 10.00 aż do 20.00 zaparty był, olewał mnie, odpychał, nie chciał rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Potrafi być agresywny, choć mnie nie uderzy. Co, do czego potrafi napisać, że pomoże mi on i sobie naprawić moja jak swoją psychikę, choć tak naprawdę ją psuje.
Proszę o porady, co ja mam myśleć, robić.
Mi mówi, jesteś moją na zawsze, nie pozwolę Ci odejść i sam tego nie chce. Więc po co to wszystko ??
Dlaczego on mi to robi????
Zabija tylko moje uczucia do siebie i on tego nie widzi.
Nigdy nie widział swoich błędów, o wszytko obwiniał mnie. Często potrafi w nerwach mnie krytykować, a sądzi, że ja krytykuje jego, że wbijam mu na łeb. Nie wierze tak szczerze w jego uczucia myślę, że to jest coś na rzeczy, iż prowadzi podwójne życie, mi zamydla oczy.
Obserwuje jego codziennie, nawet mogę w telefonie poszperać, nie ma nic takiego podejrzliwego. Ciągle mówi mi, że z niczym mnie nie kłamie, nie oszukuje, bo mnie bardzo kocha więc czemu takie nagle zmiany słów.????
Czy ja robię coś złego???.czy on jest toksyczny???.
Upadam z sił. Nie mam gdzie odejść, on ma mieszkanie od swej mamy, ma gdzie mieszkać. Czasami wydaje mi się, że on może mnie niszczyć psychicznie i to robi, bo wie, że nie mam gdzie pójść i to jego alibi, choć może się mylę??
Może to ja za dużo od niego żądam??? Nie umie on rozmawiać logicznie, wszystko, co ja nie powiem, odbiera jako atak jego osoby, że się czepiam. Byliśmy 4 razy razem na terapii małżeńskiej. Stwierdził, że nie powinniśmy chodzić, a razem między sobą wszystko poukładać, choć z jego strony widzę, że to nie wyjdzie. Kiedy proponuję, aby sam ze sobą poszedł do psychologa czy psychiatry, potrafi mi powiedzieć, że to ja jestem psychicznie chora. Z niczego nic sobie nie robi.
Potem jakby nigdy nic przeprasza, sądzi, że żałuję, kupuje kwiaty, chce sexu.
Proszę o konkretne wypowiedzi, załamuje ręce kocham go, ale dłużej tego nie zniosę.

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie
Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.