Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jestem z alkoholikiem, mąż jest osobą toksyczną. Psychicznie nie daje mi spokoju

Jestem z alkoholikiem, mąż jest osobą toksyczną. Psychicznie nie daje mi spokoju, strasznie mnie dołuje oraz manipuluje mną i innymi, specjalnie wszczyna kłótnie, żeby potem mnie oczernić a siebie wybielić, często kłamie i zmyśla. Jak żyć z taką osobą? Nie daję już rady, mam zaburzenia lękowe oraz nerwicę.
Anna Martyniuk-Białecka

Anna Martyniuk-Białecka

MM, Może trochę przekornie, ja bym zapytała jak to jest, że jednak daje Pani radę być z alkoholikiem, z osobą toksyczną? Co Panią skłania, by pozostać dalej w tym związku? Mimo manipulacji ze strony męża, tego, że nie daje Pani spokoju, dołuje i wszczyna kłótnie, co przeważa na rzecz życia z nim? Jakie mechanizmy w Pani się wykształciły, że jest to nadal możliwe? 

Warto też zgłębić temat współuzależnienia. W kilku słowach współuzależnienie to nieprawidłowy sposób przystosowania się do sytuacji problemowej. Można je zdiagnozować wyłącznie u osób dorosłych, które formalnie mogą wybrać inną drogę poradzenia sobie z problemem picia partnera.

Osoby współuzależnione wymagają pomocy, warto zgłosić się do psychooga - specjalisty z zakresu terapii uzależnień, bądź poszukać grupy terapeutycznej dla osób mających pijących bliskich.

Anna Białecka
 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

pracoholizm

Darmowy test na uzależnienie od pracy (aut. Bryan E. Robinson)

Zobacz podobne

Mąż ma pretensje, że wieczorem jestem zmęczona dniem, zajmowaniem się dziećmi i domem.

Dzień dobry, jestem z mężem 6 lat po ślubie, mamy 4 dosyć małych dzieci, najmłodsze ma 3 latka. Nie umiem się z nim dogadać. problem jest w tym, że on nie rozumie mnie, że ja po całym dniu jestem po prostu zmęczona, on mi niezbyt pomaga przy nich, on to widzi inaczej, jego zdaniem go olewam, nie okazuje mu uczucia, bo wieczorem zawsze zasypiam, zamiast z nim spędzać czas na rozmowie, przytulaniu itd. ciągle mówię, że nie robię mu tego specjalnie, że przecież go kocham, ale po prostu po ludzku nie sił. Co robić?

 

Dodam, że ten mój mąż, który nie potrafi mnie zrozumieć, często coś załatwia i to wygląda tak: ja siedzę w domu i zajmuje się dziećmi itd a on zakupy i różne sprawy ma zawsze, więc go nigdy nie ma,często wraca wieczorami i tak ja po całym dniu padam a on wraca i ma siły na wszystko, więc tu się tak ciężko wtedy zgrać jak on wraca i chce, żebym z nim była, przytulała, siedziała itd, a ja po prostu sił nie mam. Czy w takiej sytuacji mam prawo, jako matka, na odpoczynek i zrozumienie? Czy to on ma rację, że go olewam itd różne przykre rzeczy mi mówi wtedy, np. że inne matki mają po więcej dzieci i nie są zmęczone.. gdzie on sam mi nie pomaga, przy nich jest wybuchowy i często się kłócimy.

Czy możliwa jest neutralna relacja po zakończeniu znajomości? Historia przyjaźni i emocjonalnego zaangażowania
Witam, chciałbym podzielić się historią koleżenstwa z koleżanka niestety ze smutnym i chaotycznym finałe. Mimo, że mineły 3 miesiące ja dalej w tym siedzę emocjonalnie. Poznaliśmy sie na forum randkowym. Podkreslała ze jest osoba aseksualna i nie szuka zwiazku tyko kogos na piwo/rower. 4 pierwsze miesiące to rozmowy codziennie. W pierwszej fazie zajmowało nam nawet kilka godzin to odpowiadanie na sciany tekstu... Mieliśmy sporo wspólnych tematów oraz zainteresowań. okej później od 3 miesiaca spotkania raz na tydzień, wielogodzinne rozmowy. W listopadzie coś we mnie peklo, pierszy raz nie odpisała na drugi dzień ale napisala ze wie o tym i nie moze sie zebrac. przed wyjazdem do UK powiedzialem jej ze chyba coś do niej czuje. Ona ze ona chyba nie byłaby w stanie nic poczuc, miała łzy w oczach i bała sie że kolejna znajomosc sie sypie. Uspokoiłem ją, postanowiliśmy byc koleżenstwem. Dalej pisaliśmy prawie codziennie. Pozniej co 2 dni, co 3, a w końcowym etapie co 4-5. Mówila ze miewa epizody ludowstrętu, jest introwertyczką (to wiedziałem od początku), nie ma wielu znajomych. Rozmowy niby wygladały podobnie ale ona juz nie inicjowała wyjśc. Coraz częściej pojawiał sie brak czasu lub złe samopoczucie. Narzekała że nie ma planow na nic, że wszystko ją wkurza. Tego roku w lutym znowu poczułem że może się oddala i spotkaliśmy się. Ja jej powiedziaęem ze widzę ze się oddala. Ona powiedziała że miała bardzo ciężki okres, wie że mogła być oschła i chłodna. W panice powiedzialem że ją kocham. Ona myślala że mi przeszlo i ze musi pomyślec czy ona teraz chce to ciągnąć. Kilka dni później napisała że nie widzi tego że ja sobie z tym poradzę, dalsza znajomosć byłaby niekomfortowa dla niej i musi to zakonczyć. Podziekowała za wspólny czas i życzyła znalezienia kogoś kto odwzajemni moje uczucia. Po tym wszytskim spanikowalem , chciałem wyjaśnic, pogadać. Ona nie chciała. Dzwoniłem 10 razy , nie odebrała. Napisałem ostatnia wiadomosc zeby nie zamykala drzwi do relacji koleżenskiej, ze jak mi przejdzie to napiszę. Odczytała to lecz nie odpowiedziała. W kwietniu (2 miesiące od zakończenia) napisalem neutralną wiadomość, nie odczytala nawet. W impulsie tydzień później napisalem do jej brata, podjechalem pod jej dom. Oczywiście nic to nie dalo. Żałuję że to zrobilem. Nigdy wcześniej nie czułem takiej straty. Już nie chodzi o głebsze uczucia tylko o stratę koleżanki z którą miałem najlepszy kontakt it mnóstwo wspólnego. Teraz minął miesiąc od moich impulsów i ostatniej próby kontaktu. Brakuje mi rozmów z nią ale wiem, że jedyne co mogę teraz zrobić to uszanować jej decyzję. Łącznie znajomość twała 1.5 roku. Zamierzam lokalnie poszukać psychologa żeby pomógł mi to jakoś poukładać w głowie. Czy po takim czymś chociażby neutralny kontakt w przyszłości jest możliwy czy wygląda to na definitywne przekreślenie? Pozdrawiam
Jak pomóc partnerce żyjącej w cieniu depresji rodzica i nie zgubić się w tym samemu?
Moja dziewczyna żyje w cieniu depresji swojej mamy – nie wiem, jak jej pomóc Cześć, piszę tutaj, bo od dłuższego czasu nie wiem, jak poradzić sobie z sytuacją mojej dziewczyny i z tym, jak wpływa to na nasz związek. Jesteśmy razem od dwóch lat. Od mniej więcej roku zauważam, że moja dziewczyna jest coraz bardziej przygnębiona. Często mówi, że życie nie ma sensu, że nic jej nie cieszy. Bardzo łatwo ją zranić – w pracy potrafi się załamać, jeśli ktoś spojrzy na nią nieprzychylnie. W domu też nie ma lekko. Dorastała w bardzo trudnym środowisku. Jej mama od lat zmaga się z depresją – nie pracuje już od około 14 lat, praktycznie od momentu narodzin młodszego brata. Cierpi też na osteoporozę i problemy ze słuchem, ale nie chce się leczyć ani iść do specjalisty. Spędza całe dnie w domu bez celu. Od dziecka czuła, że jej mama nie chciała dzieci i nie potrafiła dać jej ciepła ani uwagi. Do dziś nie potrafią rozmawiać na żaden luźny temat – mama unika rozmów, a każda próba kończy się chłodem lub złością. Ojciec już dawno się poddał i odsunął od tematu. Moja dziewczyna bardzo cierpi, widząc mamę w takim stanie. Mówi, że nie potrafi pogodzić się z tym, że nie może jej pomóc, ale jednocześnie nie umie odciąć się emocjonalnie. Często powtarza, że w jej rodzinie nigdy nie okazywało się miłości, więc ona też „taka już jest i będzie”. Ostatnio dodatkowo doszło między nami do napięć. Zdecydowałem się pójść na studia (mam 25 lat, ona 21), co spotkało się z negatywną reakcją z jej strony – uznała, że ludzie będą ją postrzegać jako gorszą, bo ja będę po studiach, a ona nie. Mimo że staram się ją wspierać i tłumaczyć, że to nieprawda, nic do niej nie dociera. Nie chce słuchać, nie wierzy w siebie i odrzuca wszelkie próby rozmowy o psychologu – mówi, że to drogie, że to nic nie da, i że skoro jej mama nie chodziła, to po co ona ma chodzić. Nie wiem już, jak mogę jej pomóc. Widzę, że jest bardzo krucha i z każdym dniem coraz bardziej zamknięta w swoim cierpieniu. Chciałbym ją wspierać, ale coraz częściej czuję bezsilność. Jak mogę jej pomóc bez przekraczania własnych granic? I jak samemu nie pogubić się w tym wszystkim? Z góry dziękuję za każdą radę
Jak to rozumieć, że szybko pozbierałam się po rozstaniu po 11-letnim toksycznym związku z alkoholikiem?
Co to oznacza jak szybko pozbierałam się po rozstaniu? (Jestem w szoku to dla mnie cenne doświadczenie). Byłam w nieformalnym związku przez 11 lat. Mój były chłopak od zawsze był alkoholikiem, tylko dobrze się maskował. Przed rozstaniem byliśmy w związku na odległość. Spotykaliśmy się raz w tygodniu w dniu wolnym w niedzielę na początku było pięknie kochaliśmy się - to było widać <3 pomimo związku na odległość. Jednocześnie spędzał czas z inną kobietą z którą mnie zdradza i zostawił mnie dla niej ale go wyrzuciła za to, że zrobił mi nieplanowane dziecko które straciliśmy na początku ciąży... Na kolejnych spotkaniach ze mną było coraz gorzej,a już się zaczęło psuć jak wróciłam po 2 tygodniach wakacji zrobił się nie do poznania (zaczął mnie zdradzać z tą wyżej wymienioną kobietą, spotykał się z nią codziennie albo rozmawia z nią przez tel) Odkąd utrzymuje z nią kontakt - odbiło mu. Powiedział że, mnie kochał i chcę spróbować być z tą kobietą z którą mnie zdradza (ale ona z jakiegoś powodu go nie chcę - nie wiem co było powodem). Na ostatnim spotkaniu było beznadziejnie: okazywał mi brak szacunku, przy swoich znajomych upokarzał mnie mówiąc że nie jestem w jego typie, że jestem glupia (to co robił ze mną przez te 11lat?) , że mnie zdradza z każdą kobietą, a co najlepsze uprawialiśmy seks przed tym jego wyzwaniami i było nam mega cudownie ❤️ Podczas seksu powiedział że, chcę postarać się o nowe dziecko i seks był przecudowny ❤️ A na zakończenie spotkania ucieszył się że, musiałam już je zakończyć. Od tego momentu dałam mu do zrozumienia że, może mnie stracić poprzez jego złe traktowanie. Nie spotykam się z nim, nie dzwonię do niego pomimo że, podał mi do siebie nowy nr i do znajomych, a przechodząc koło niego na spacer okazuję mu obojętność. Jednocześnie moja pewność siebie wzrosła szalenie szybko :) Znalazłam nowe zainteresowania i skupiam się na nich aż promienieje z radości :) Mam super pracę którą doceniam, dodatkowo zapisałam się na kurs trenera personalnego a od września idę do szkoły dla dorosłych na ciekawy kierunek. Po rozstaniu czuję mega ulgę i spokój. Stałam się sobą. Robię to co chcę, kiedy będąc z byłym chłopakiem nie mogłam sobie na to pozwolić.
Wsparcie dla sąsiada po stracie żony i jego zainteresowanie mną - jak postępować?

Nazywam się Anna, pochodzę ze wsi z województwa opolskiego, powiat Nyski. W mojej miejscowości mam sąsiada, któremu w lipcu zeszłego roku, zmarła Jego żona. Wspierałam tę rodzinę na różne sposoby. Mieszka tam również brat zmarłej żony tego Pana, niepełnosprawny. Jego też wspierałam. Jednak musiałam się odsunąć, ponieważ uważałam, że moja misja pomocy i wsparcia dla tej rodziny skończyła się. Jednak coś się wydarzyło. 

Mąż tej Pani zaczął się od lipca zeszłego roku we mnie wpatrywać. Wpatruje się we mnie do dziś. Zaczęła się troska z Jego strony o mnie. Więcej zaczął ze mną rozmawiać. 

Raz Go zapytałam, dlaczego się wpatruje, odpowiedział ładna dziewczyna, tom patrzył. Angażuje się też w rozmowę, dopytuje się, słucha z uwagą.

współuzależnienie

Współuzależnienie - objawy, przyczyny i jak sobie z nim radzić

Współuzależnienie to poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne, fizyczne i relacje międzyludzkie wielu Polaków. Jeśli podejrzewasz ten problem u siebie lub bliskich, warto poszukać profesjonalnej pomocy. Sprawdź, co musisz wiedzieć.