Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Chęć rozstania z żoną od dłuższego czasu, ale właśnie dowiedzieliśmy się, że jest w ciąży. Co robić?

Jestem żonaty od 2 lat, ponad 10 lat razem, ale większość tego czasu spędziłem za granicą. Jest to udany związek i kocham żonę. Rok temu zacząłem nową pracę i kogoś poznałem. Zakochałem się. Wyznałem to tej „drugiej” i jest to odwzajemnione. Można to nazwać romansem emocjonalnym, gdyż nie potrafiłem być blisko fizycznie z obiema jednocześnie, bo jest to nie fair. Tej drugiej powiedziałbym, najpierw uporządkował swoje sprawy i wtedy porozmawiamy o tym, co się emocjonalnie między nami się wydarzyło. Budowała się we mnie decyzja, by odejść, a w między czasie gdy się oddaliłem i zaprzestałem współżycia z żoną, ona mnie poinformowała, że jest w ciąży. Zaszła w ciąże 2 tyg przed tym, jak wyznałem miłość innej. Jestem załamany! Nie zostawia się kobiet w ciąży, ale to nie jest to czego chcę i czuję i wiem, że odejdę z czasem. Kiedy to zrobić, jak to zrobić?
Agnieszka Wloka

Agnieszka Wloka

Dzień dobry

jednoznaczna odpowiedź kogoś innego niż Pan jest niemożliwa. Z kolei dla psychologa jedyna możliwa to rozmowa szczera z żoną bo w sumie to tez nie tylko Pan decyduje - żona wcale nie musi chcieć z Panem zostać.  Tak czy inaczej, jak najszybsza przemyślana rozmowa, do której Pan podejdzie mocno racjonalnie, a nie emocjonalnie - rozważając lata spędzone z żoną, fakt, że każdy związek przechodzi różne etapy, kwestie rozmowy o codziennych kłopotach i animozjach - na to warto sobie dać chwile medytacji albo nawet rozmowy z kimś, komu Pan mocno ufa. Emocje i zauroczenie nie będą tu dobrym doradcą. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Żona wybuchowo reaguje na zachowania dziecka i na mnie, gdy mówię, że jest w porządku.
Dzień dobry. Nurtuje mnie kilkadziesiąt tematów. Jak nazywa się w psychologii takie zachowanie i czy jest ono zdrowe dla rozwoju dziecka? Niestety wydaję mi się, że pms ma tu ogromne znaczenie, gdyż sytuacje nasilają się cyklicznie: Żona często wybucha z byle powodu. Gdzie tydzień wcześniej śmiałaby się z takich żartów lub byłaby spokojniejsza na pewne, moim zdaniem normalne, wybryki dziecka. Przykładem może być sytuacja, gdzie trzyletnie dziecko skacze po kanapie dla atencji lub zabawy. W pewnym momencie, po którymś razie, żona wybucha i przytrzymuje dziecko oraz krzyczy na nie, żeby tak nie robiło, gdyż może źle się to skończyć. Dziecko płacze i czuje sie zawiedzione. Przepraszam i mówi, że tak więcej nie zrobi. Żona przytula dziecko i też przeprasza za swoje zachowanie ,że się uniosła, miała ciężki dzień lub, że to ja ją zdenerwowałem i nie powinna była tak reagować i takimi słowami trzylatkowi siebie tłumaczy i przeprasza. Niby ok. Ale podczas pms lub miesiączki, trwa to u żony zazwyczaj w sumie 2 tygodnie. Takich krzyków na dziecko i potem przeprosin i tłumaczeń siebie jest w ciągu dnia kilkadziesiąt a nawet w ciągu godziny na pewno 3 razy takie coś. Moje pytanie jest, czy to jest zdrowa relacja, czy dziecko rzeczywiście powinno mieć taki młyn w głowie przez. 3 latek dojrzewa i targają nim hormony, a tutaj takie niezrównoważone akcje ze strony kochającej matki. Ja wiem i jestem obok proszę ją, żeby nie krzyczała, bo dziecko zachowuje się normalnie jak na swój wiek i wtedy żona jakby się ocknęła i go przeprasza lub w częściej atakuje mnie za to, że się wtrącam. Jest to jakiś rodzaj upośledzenia myślowego, czy po prostu niedojrzałości żony,która najpierw wybucha naprawdę ogromną złością, czasem mnie nawet uderza, gdy się wtrącę i jak dziecko nie patrzy, a potem je przeprasza, że się złościła. Ja mam osobiście mega mieszane uczucia i widzę, że się od siebie oddalamy. Żona chodziła ponad rok do psychologa i wydaję mi się, że jest o wiele gorzej. Czyta dużo naukowych książek i jest bardzo mądra. Ale zauważyłem, że w jej życiu dziecko jest już najważniejsze, a ja mogę nie istnieć i dlatego często jestem traktowany jak najgorszy wróg. Gdy mam swoje odmienne zdanie na jakiś temat.
Mam pytanie . Jestem mężatką od 16 lat, mamy 2 dzieci, chłopaka 11 lat i dziewczynkę 7 lat. W tym czasie na wspólnych wakacjach byliśmy tylko 3 razy
Mam pytanie . Jestem mężatką od 16 lat, mamy 2 dzieci, chłopaka 11 lat i dziewczynkę 7 lat. W tym czasie na wspólnych wakacjach byliśmy tylko 3 razy. Za pierwszym zagroziłam mężowi, że się rozwiodę z nim, za drugim on zaproponował wyjazd w góry, a za trzecim zrobiłam awanturę, więc spędziliśmy urlop w rodzinnym mieście korzystając z basenu, kina teatru itp. Rok temu obiecał mi, że urlop spędzimy razem, ale dostał urlop w innym terminie (tłumaczył się, że źle w firmie zanotowali termin). Mamy jechać w listopadzie na wyjazd we dwóch (czyli bez dzieci pierwszy taki wyjazd) który był wcześniej planowany, ale on pytał mnie czy może z nami jechać jego brat, za rok także chce, aby jechał z nami i naszymi dziećmi jego brat kawaler. Czy to jest normalne? Jak jadę do siostry czy do mamy, on nie chce z nami jechać. Namówić go na jakikolwiek wyjazd czy wyjście jest trudne. Nie spotyka się często bratem. Nie chodzą na piwo. Spotykają się wtedy, kiedy jeden z nich potrzebuje pomocy drugiego np. naprawić auto, skosić trawę itp. Nie ma znajomych. Dodam jeszcze, że kiedy dzieci były małe, proponowałam mężowi, aby zabrał brata oraz osobiście szwagrowi, aby jechał z nami, ale wtedy nie chciał ani jeden, ani drugi. Nie wiem czy mąż chce jeździć z bratem, czy jego brat chce jechać z nami. Czy taka sytuacja jest normalna? Dodam, że wcześniej kilka razy byłam na wakacjach ja z dziećmi. Dostałam pieniądze które starczyły na bilet i noclegi oraz może 3 dni pobytu. Resztę pieniędzy to zaoszczędzone z domowego budżetu, odkładane cały rok. Raz w roku z przyjaciółką jadę gdzieś na 3-4 dni. (Bez męża i dzieci) Zbieram cały rok z kieszonkowych. Domowymi obowiązkami dzielimy się. Co sądzicie o moim mężu, bo już straciłam cierpliwość. Czy to normalne, że nie spędzamy czasu razem, że nie lubi jeździć, nie ma znajomych. A jak już gdzieś jedziemy czy to z dzieciakami, czy bez, to chce zabrać brata?
Nadopiekuńczy rodzic a decyzja o wyprowadzce do chłopaka - co robić?

Witam, Od dłuższego czasu męczy mnie pewien problem i chciałabym prosić o radę. Chodzi o moich rodziców. 

Od zawsze byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować wszystko, co robię. Pomimo to, że mam już prawie 20 lat, to sytuacja nie uległa zmianie. Mój ojciec pozwala mi na większość rzeczy, jednak moja mama przesadza. Nigdy mi nie pozwala jeździć do mojego chłopaka, który mieszka ok. 30 minut od mojego miasta, a jeżeli tam już jeździłam, to za zgodą ojca, a potem mama była na mnie obrażona. Mam dosyć tego, że chce za mnie decydować w każdej kwestii, bo mimo tego, że z nimi mieszkam, to powinnam mieć jakieś swoje zdanie. Takich sytuacji było dużo, ale szkoda o nich pisać. Chciałabym jedynie napomknąć o najnowszej, ponieważ zachowanie mojej matki mnie bardzo wkurzyło. 

Uparłam się, że na sylwestra pojadę do swojego chłopaka, gdyż przez moją matkę on cały czas musiał do mnie przyjeżdżać, a nie ja do niego i u nas był już chyba z 30 razy a ja u niego z 5. 

Miałam zostać na 4 dni, ale zdecydowałam i zostałam na 2 tygodnie. Chciałam w końcu mieć swój wybór, dlatego postanowiłam dłużej zostać. Moja mama zaczęła mi robić o to problemy, mówić, że kobiecie nie przystaje siedzieć u obcych ludzi tyle czasu (chociaż mama chłopaka sama mnie przekonała, żebym została) i no moja zrobiła z tego aferę. 

Obraziła się na mnie i przestała do mnie pisać i się odzywać. 

Jak zadzwoniłam do ojca, żeby powiedzieć, kiedy wrócę, to on po prostu powiedział, że okej i tyle, ale moja mama przesadziła. Następnego dnia ojciec zadzwonił do mnie i się drze, że przeze mnie mama płacze i że nie je. Sam potem powiedział, że wzięła go na litość i się okropnie zachowała. Jak tylko wróciłam do domu, to dalej miała focha, a potem skarżyła się ojcu, że to ja mam ją w dupie. Nie wiem, czy to przez to, że mnie nie było 2 tygodnie w domu, ale odkąd tu jestem, to czuje się nieswojo i smutno. 

U chłopaka miałam z kim porozmawiać i miło spędzałam czas, a u mnie jest po prostu chłodno. Myślałam nad znalezieniem pracy lub stażu gdzieś obok niego i żeby się do niego wprowadzić (to nie byłby problem), bo po prostu u siebie czuje się fatalnie, jakbym była gościem. Nie wiem, co robić, bo mogę przez to stracić kontakt z rodzicami, ale z drugiej strony nie wyrabiam w domu i cały czas marzę, żeby wrócić do domu chłopaka, bo było mi tam lepiej. Powiem jeszcze, że mój brat wyprowadził się w bardzo młodym wieku, bo też miał dosyć rodziców. 

Czy wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł, czy mam poczekać?

Jak poradzić sobie z żalem i smutkiem związanym z wyborem domu i życiowymi zmianami?
Jak radzić sobie z poczuciem żalu i smutku związanego z wyborem domu? Od około roku czuję narastający smutek i żal związany z domem, który wybudowałem. Miał być spełnieniem marzeń i miejscem odpoczynku dla mojej rodziny, a stał się głównym źródłem cierpienia i poczucia, że popełniłem bardzo poważny błąd. Najbardziej bolą mnie kwestie związane z ukształtowaniem terenu, brakiem prywatności oraz przekonaniem, że podjąłem decyzję, której konsekwencji nie da się już łatwo odwrócić. Kiedy myślę o domu, często chce mi się płakać. Mam bardzo silne poczucie błędu i coraz częściej łapię się na myśli, że nie jest to miejsce, w którym chcę się zestarzeć. Najtrudniejsze jest to, że w momencie podejmowania decyzji wszystko wyglądało inaczej. Zarówno moja sytuacja zawodowa, jak i nastawienie do życia były inne. Dziś mam wrażenie, że ten dom zaczął kojarzyć mi się ze wszystkim, co wydarzyło się złego w ostatnich latach. W trakcie budowy złamałem rękę podczas prac przy domu. Wtedy mówiłem sobie: „trudno, zrośnie się, trzeba działać dalej”. Musiałem też zrezygnować ze sportu po zerwaniu więzadła ACL. Również wtedy uznałem, że najważniejsze jest dokończenie budowy i że na własne potrzeby przyjdzie jeszcze czas. Mam jednak wrażenie, że przez lata odkładałem siebie na później. Działkę wybraliśmy głównie dlatego, że znajduje się obok domu mamy mojej żony. Nie mam konfliktu z jej rodziną i nikt nie robi mi nic złego, ale mimo tego nie czuję prywatności. Jednocześnie mam poczucie, że nie mogę tego łatwo zmienić. Pełne ogrodzenie utrudniłoby codzienne funkcjonowanie rodzinie, a sprzedaż domu również wydaje mi się problematyczna, bo oznaczałaby wprowadzenie obcych ludzi tuż obok nich. Czuję się przez to uwięziony między własnymi potrzebami a poczuciem odpowiedzialności wobec innych. W trakcie budowy urodziło nam się również drugie dziecko. Bardzo się z tego cieszę i jestem wdzięczny za swoją rodzinę, ale mam świadomość, że był to kolejny duży życiowy stresor nałożony na już trudny okres. Dodatkowo bardzo dużo prac przy budowie wykonałem samodzielnie. Przez dwa lata spędziłem na budowie niezliczone godziny. Bywały okresy, kiedy miałem poczucie, że w domu jestem tylko po to, żeby się przespać, a reszta życia kręci się wokół pracy i budowy. Włożyłem w ten projekt ogromną ilość czasu, energii, zdrowia i własnego wysiłku. Dzisiaj coraz częściej mam wrażenie, jakbym stracił dwa lata życia i nie dostał w zamian tego, na co liczyłem. To poczucie jest dla mnie szczególnie bolesne, ponieważ wszyscy wokół wydają się zadowoleni. Moja rodzina cieszy się z domu, a ja zamiast satysfakcji odczuwam głównie smutek, żal i poczucie straty. Czasami mam wręcz poczucie osamotnienia w tych emocjach. Równolegle bardzo mocno obciążała mnie praca zawodowa. W pewnym momencie z zespołu zostałem praktycznie tylko ja. Przejąłem obowiązki innych osób, a nawet więcej niż wcześniej. W zamian nie otrzymałem większego wsparcia ani realnych korzyści, pojawiły się jedynie coraz większe oczekiwania. Zdarzało się, że po całym dniu pracy jechałem na budowę, a będąc tam nadal uczestniczyłem w spotkaniach służbowych, bo „jeszcze tylko jeden projekt”, „jeszcze tylko jeden problem do rozwiązania”. Miałem poczucie, że właściwie nigdy nie odpoczywam. Obecnie czuję się bardzo wyczerpany psychicznie i fizycznie. W domu i wokół niego nadal pozostaje sporo rzeczy do zrobienia, co powoduje, że nawet kiedy próbuję odpoczywać, często mam wyrzuty sumienia. Z jednej strony brakuje mi siły, a z drugiej nie umiem pozwolić sobie na odpoczynek bez poczucia winy. Od pewnego czasu nie odczuwam radości z rzeczy, które wcześniej były dla mnie ważne. Brakuje mi energii, trudno zmobilizować się do pracy wokół domu, a weekendy i urlopy są szczególnie ciężkie, ponieważ wtedy najwięcej o tym wszystkim myślę. Zdarza się, że cieszę się z końca weekendu i powrotu do pracy, bo łatwiej jest odwrócić uwagę od tych myśli. To wszystko urosło do takich rozmiarów, że zauważam wpływ samego miejsca na mój nastrój. Zdarza się, że poza domem czuję się znacznie lepiej. Niedawno poszedłem z żoną i córką na wycieczkę rowerową. Czułem się dobrze, byłem spokojniejszy i bardziej obecny. Jednak im bliżej byliśmy domu, tym bardziej wracało napięcie, smutek i przygnębienie. Sam fakt powrotu do domu potrafi zmienić mój nastrój. Kilka miesięcy po odstawieniu Asertinu czułem się dobrze, jednak od czerwca mój nastrój ponownie wyraźnie się pogorszył. Coraz częściej mam wrażenie, że nieustannie wracam do tego samego tematu i nie potrafię się od niego uwolnić. Dodatkowo widzę, że moja żona jest już zmęczona tym nawracającym problemem. Rozumiem ją. Ten temat wraca w naszych rozmowach od miesięcy i sam mam poczucie, że krążę wokół tych samych myśli bez znalezienia rozwiązania. Jednocześnie cierpienie związane z tym wszystkim jest dla mnie na tyle silne, że trudno mi po prostu przestać o tym myśleć. Chciałbym zrozumieć: czy jest to przede wszystkim reakcja na obecną sytuację życiową, czy może nawrót depresji, dlaczego żal związany z domem jest aż tak silny i zajmuje tak dużo miejsca w moich myślach, czy możliwe jest, że dom stał się dla mnie symbolem wszystkich strat, wyrzeczeń i trudności z ostatnich lat, jak odzyskać spokój i zacząć normalnie funkcjonować, jak odróżnić rzeczywisty problem od sposobu, w jaki wpływa na niego obecny stan psychiczny, jak podejmować dalsze decyzje bez ciągłego poczucia winy, żalu i rozpaczy. Bardzo chciałbym odzyskać nadzieję i poczucie, że przede mną nadal są możliwe dobre rozwiązania, nawet jeśli nie wyglądają tak, jak wyobrażałem je sobie kilka lat temu. Chciałbym przestać patrzeć na własny dom jak na symbol porażki i straconego czasu, a zacząć znowu wierzyć, że moje życie nie zostało zdeterminowane przez jedną decyzję
Jak pomóc 13-letniemu synowi budować odporność psychiczną podczas zawodów sportowych jako bramkarz?
Dzień dobry. Chcę pomóc synowi ( 13 lat ) w budowaniu odporności psychicznej w czasie zawodów sportowych ( bramkarz piłki nożnej ) W jaki sposób mogę nad tym pracować ?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!