Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Kilka dni temu postanowiłam zerwać z moim chłopakiem. Byłam z nim od 3,5 roku, mieszkaliśmy razem od 1,5 roku.

Dzień Dobry. Kilka dni temu postanowiłam zerwać z moim chłopakiem. Byłam z nim od 3,5 roku, mieszkaliśmy razem od 1,5 roku. Od początku naszej relacji dosyć dużo się kłóciliśmy, on z obawy przed kolejną kłótnią kłamał na różne tematy. Wybaczyłam mu to, zawarliśmy jakichś kompromis, którego początkowo się trzymaliśmy, lecz ja zaczęłam trochę odpuszczać, żeby nie wyjść na taką okropną, a on zaczął to wykorzystywać i coraz bardziej naginał nasze ustalenia. Zawsze miał duży problem w kwestii komunikacji - co mi bardzo przeszkadzało. Próbowałam rozmów, krzyku, podchodów, ale nic nie dawało rady. Z biegiem czasu zauważyłam też, że trochę prowadzę go za rękę, za każdym razem muszę wymyślać nam atrakcje, wakacje, ustalić sprzątanie czy obowiązki domowe, bo gdy tego nie zrobię, to nic nie będzie wykonane. Tak jakby nie miał żadnych potrzeb lub jest spokojny o to, że nie musi tego robić, bo ja po czasie się tym zajmę. Przestało nam się układać w sprawach intymnych, ja coraz bardziej traciłam ochotę - on nie widział we mnie błysku i też uciekał do innych rzeczy. Ja zaczęłam zauważać, że inni mężczyźni zwracają na mnie uwagę- mimo to, że wcześniej nic nie zauważałam. Nie żałuję tego związku, bo mieliśmy dużo pięknych chwil i wspomnień, ale zastanawiam się czy dobrze postępuję. Czy to dobrze, że nie chce już kolejny raz walczyć i zaczynać od nowa- bo myślę, że po jakimś czasie on wróci do starych przyzwyczajeń? Czy może lepiej dać temu kolejną szansę i spróbować jeszcze raz- on twierdzi, że dostał teraz mocnego kopniaka. Mam totalny mętlik w glowie..
User Forum

Natalia

2 lata temu
Marta Tarasiuk

Marta Tarasiuk

Dzień dobry Pani Natalio. Dziękuję że podzieliła się Pani swoimi przemyśleniami i intymnymi szczegółami z Pani związku.

Sporo wątków przeplata się w Pani poście.  Postaram się powoli przyjrzeć każdemu z nich. 
Przede wszystkim, chciałabym rozpocząć od tego, że kłótnie w związku są czymś naturalnym, jednak warto zachować pewne granice. Pisze Pani że zawarliście kompromis w kłótni, ale Pani zaczęła odpuszczać. Przyjrzałabym się temu, dlaczego Pani najpierw postawiła granice a następnie je nieco rozluźniła, by nie wyjść na “tą okropną”. Czy stała za tym obawa o bycie porzuconą? Pisze Pani o tym, że odczuwała Pani że partner “naginał ustalenia, kłamał na różne tematy”, "miał duży problem w komunikacji",  “prowadziła go Pani za rękę, wymyślała Pani atrakcje, wakacje, ustalała sprzątanie, obowiązki domowe”. Te informacje połączone, tworzą pewną całość dla mnie. Pani się ogromnie starała, by polepić ten związek.  Wykonywała Pani wielką pracę, aby podtrzymać relację. Nie widać z tych kilku zdań jakichkolwiek starań ze strony Pani partnera, jednak mogę się mylić, bo przeczytałam jedynie wycinek tej relacji. Rozumiem poczucie rozżalenia i irytacji ale też pomieszania uczuć, które są w Pani. Może warto udać się na terapię własną, konsultację par, jeśli chciałaby Pani pozostać w relacji  z tym partnerem. Można także spróbować poszukać w internecie webinarów (często bezpłatnych) na temat kłótni w związku, rozmowy z użyciem komunikatów “Ja” a także umiejętności wyrażania swoich potrzeb. Rozumiem że jest to bardzo trudny moment dla Pani. Świeżo po rozstaniu, bądź co bądź, kilkuletniego związku. Warto przeanalizować różne sytuacje z Pani związku i przyjrzeć się, na ile chce Pani pójść na kompromis i trochę “matkować” partnerowi a na ile pragnie Pani mieć wsparcie w trudnych chwilach i tworzyć relację z dojrzałą osobą. 

pozdrawiam i mam nadzieję, że te kilka zdań będzie dla Pani pomocne

Marta Tarasiuk 

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Mama oczekuje, że jak skończyłam studia to wrócę do miejscowości bliżej niej. Ona mnie kontroluje, przekracza granicę.
Ostatnio ukończyłam studia. Po pięciu latach dosyć ciężkiej pracy i mieszkaniu w mieście daleko od domu rodzinnego, zaczęłam szukać pracy w zawodzie, co niestety jest samo w sobie ciężką sytuacją. Przez te pięć lat zdążyłam się już przyzwyczaić do mieszkania samej i czułam się z tym dobrze. Bardzo chciałabym zostać w mieście, gdzie studiowałam i znaleźć tam pracę. Jak wspomniałam, to wcale nie jest łatwe, ponieważ rynek pracy jest obecnie bardzo wymagający. Po obronie wróciłam do domu i mamy, ale nie zrezygnowałam z wynajmu w innym mieście, ponieważ nadal mam nadzieję coś tam znaleźć. Dzisiaj zostałam postawiona przed ciężkim tematem, bo z niepozornej rozmowy wynikła kłótnia z mamą. Ona chce, żebym do niej wróciła i szukała pracy gdzieś indziej, bliżej, bo "co jeśli coś się stanie, ja nie będę jeździć przez pół Polski do ciebie, a jak mi się coś stanie, to też nie będę mogła szybko do niej przyjechać". "Za rzadko nas odwiedzałaś podczas studiów, olewasz rodzinę", "przyjaciele z tamtego miasta nie są ważniejsi od rodziny", "nie ma sensu wydawać na wynajem jak możesz mieszkać i pracować bliżej", "ja jestem tu całkiem sama", "twój brat jest zajęty swoją rodziną i dzieckiem, nie ma czasu mi pomagać" - to tylko niektóre z jej argumentów. Ciężko mi je podważyć. Jednak będąc w domu rodzinnym czuję się odcięta od świata. Nie mam tu żadnej prywatności (nawet nie mogę porozmawiać normalnie ze znajomymi przez internet, bo zaraz są jakieś głupie pytania), muszę się bardzo pilnować, żeby, zachowywać się "normalnie" - komentowane są mój ubiór, waga, to co jem. To jest wieś 15km od najbliższego miasta, brakuje mi tu swobody, którą miałam w tamtym mieście. Czuję, że znowu będę pod jej pełną kontrolą i nie uda mi się stąd szybko "wyrwać". Dzisiejsza kłótnia skończyła się moim płaczem i krzykami ze strony mamy. Jestem w stanie zrozumieć jej punkt widzenia, ale nie chcę znowu zostać uzależniona od jej wyobrażenia na temat tego, jaka powinna być jej idealna córka. Czuję się, jakbym była na przegranej pozycji. Bałam się zakończenia studiów, bo wiedziałam, że tak to się może skończyć. Szczerze - jestem zrozpaczona i czuję, że nie mam żadnej siły przebicia. Nie mam pracy, żadnych dochodów i oszczędności, aby się uniezależnić finansowo. Nie chcę wyjść na niewdzięczną córkę, ale czuję się jak w potrzasku. Moje własne uczucia wydają mi się śmieszne w kontrze do jej argumentów, ale tak bardzo nie chcę zostawiać swojego życia, które układałam przez pięć lat. Czuję, że muszę się jej podporządkować, bo inaczej będzie mi wypominała to cały czas.
Witam, posiadam problem od paru lat, gdy zachorowałem na łuszczyce i miałem wtedy niedoszłą wybraną partnerkę mojego serca
Witam, posiadam problem od paru lat, gdy zachorowałem na łuszczyce i miałem wtedy niedoszłą wybraną partnerkę mojego serca, przeleżałem 3 miesiące bez kontaktu z osobami innymi niż rodzina, mając 80% ciała pokryte suchą skórą jak w łuszczycy, paliłem wiadro z marihuany dziennie wieczorem po jednej lufce i dostałem informacje, którą aż nadto wziąłem sobie do serca, bo chciałem być zdrowy. Radę, że to jak pomyśle tak się stanie na 100% i zacząłem powtarzać, jaki chce być, żeby być lepszy dla tej dziewczyny i być idealnym chłopakiem. Potem zaczęło się nawet, że siedziałem i gadałem sam do siebie, odpowiadałem głosem na myśli, w których rozmawiałem jak z druga osoba, po czasie i wyzdrowieniu miałem, tak że do tej dziewczyny normalnej wiadomości nie potrafiłem napisać, naturalnie tylko 10 razy usuwałem i przekminiałem jak napisać, żeby było idealnie. Potem przez złe towarzystwo przerodziło się to na wszystkie osoby, nieważne kto to był, nie żyje takim luzem w życiu tylko często mam o czymś przemyślenia czy też nawet jak coś powiem, to się zastanawiam, czy dobrze to powiedziałem, mam takie spięcie, nie potrafię sam dłuższego dialogu z ludźmi prowadzić, czy też zacząć temat np. z aktualną moją dziewczyną, bo się napinam, żeby nie wiadomo co powiedzieć, albo nie wiadomo co robić, przez co jestem neutralny, nie mam własnego zdania, czy też poglądów, jakbym nie ufał sobie dlatego wszystko muszę sprawdzać przekminiać co mówię.
Jak poprawić komunikację w związku z problemami emocjonalnymi partnera?

Witam. Mam problem z komunikacją w związku ze strony faceta. Jesteśmy ze sobą już 13 lat, wychowujemy córkę (14-latka z poprzedniego Związku) oraz naszego syna 11-latka. Problemy bywały różne, mieliśmy inne podejście do podziału obowiązku, odpowiedzialności i funkcjonowania w rodzinie. Między nami jest różnica 12 lat (mój narzeczony jest starszy). Pokonaliśmy wiele różnic i wypracowaliśmy normalny system rodzinny. Codziennie praca, dom i dzieci. Od pewnego czasu dzieci jeżdżą na weekendy do dziadków i mamy wtedy czas dla siebie i wspólnych znajomych, z którymi spotykamy się co jakiś czas. Od dłuższego czasu mój facet miewa zachwiania humoru, gdy coś mu się nie podoba, to w sposób bardzo dosadny o tym mówi. Często słyszę, że to moja wina, bo mam inne zdanie. Gdy zwraca uwagę bezpodstawnie dzieciom i one komunikują, że coś nie jest zgodne z prawdą, to słyszą, że nie musi z nimi rozmawiać, żeby nic od niego nie chcieli itp. Gdy przesadza, to rozmawiam z nim i próbuje zażegnać konflikt, wtedy słyszę, że podważam jego autorytet. Od kilku dni obraził się właśnie o wymianę zdań i nieodzywanie też do dzieci. Nie interesuje się czy coś im potrzeba, czy są głodne itp. Wraca z pracy, bierze coś do jedzenia, myje się i siada przed komputer, na którym ogląda różne filmy. Potem się kładzie i tak następny dzień nastaje. Na co dzień oboje pracujemy, ale w domu sprzątam tylko ja, robię zakupy, gotuję, szykuje śniadania, piorę itp. A gdy mówię, że nie jestem służącą i chcę, żeby robił, to ze mną to słyszę, że on pracuje ciężej i nie umie gotować, po co Sprzątać i prać codziennie, a zjeść można na mieście. Czasem wysyłam go z kolegą na działkę na ryby, żeby się zrelaksował i odpoczął od pędu i obowiązków (3/5 dni) ja oczywiście zostaje z dziećmi i żyje jak co dzień. Nigdzie nie chodzę po imprezach i nie wyjeżdżam sama, bo lubię wspólne podróże i wspomnienia. Czasami mam dość, bo to tak jak bym miała trójkę dzieci. Gdy jest ok, to potrafi dużo załatwić i ogarnąć spraw, ale gdy już się obrazi i jak mi dzieci świadkiem o jakiś wymysł to palcem nie ruszy i traktuje nas jak powietrze. Często podkreśla, że mieszkanie jest jego, że on to się dorobił, bo ma swoją firmę, a ja nie mam nic (jestem nauczycielem w przedszkolu) i na nic mnie sama nie stać. Że wychowuje dzieci na niezaradne, bo pozwalam im na telefon czy wyjazdy weekendowe i jedyne co będą w życiu mogli Robić to pracować w biedronce. Często myślę sobie, że nie zasługuje na takie komentarze i nie mam czasu na fochy, bo gdy mam dość i nie chce rozmawiać, to rozmawiam służbowo przez dzień czy dwa, ale dzieci nie odczuwają tego, bo funkcjonuje wtedy normalnie tyle, że w większej ciszy do ich ojca. Kiedyś wspomniałam o terapii, że może warto pójść do psychologa i porozmawiać, bo może oboje coś źle robimy bądź źle widzimy, ale wtedy słyszę „to idz, tobie się przyda psycholog, bo coś jest z tobą nie tak, ja nie mam potrzeby”. Jak mogę pomóc sobie bądź nam, żeby żyło się łatwiej ?

Witam jak poradzić sobie z trauma odrzucenia przez rodzica która objawia się w relacjach z partnerem i spotykaniu takich samych parterów niedostępnych emocjonalnie -narcyzów i czy można bez pomocy psychologa przepracować to i w jaki sposób ?
Jak radzić sobie z zaprzeczaniem emocjom, granicami i brakiem rozmowy w relacji małżeńskiej?
Trudność w relacji małżeńskiej – granice, zaprzeczanie emocjom i brak rozmowy Dzień dobry, piszę, ponieważ od dłuższego czasu jestem w dużym napięciu emocjonalnym związanym z moją relacją małżeńską i chciałbym spojrzenia z zewnątrz – najlepiej psychologicznego. W relacji od dłuższego czasu zmagam się z poczuciem dezorientacji i podważania własnej perspektywy. W sytuacjach konfliktowych często mam wrażenie, że wcześniejsze ustalenia, intencje lub kontekst rozmów przestają obowiązywać, a odpowiedzialność za efekt końcowy jest przypisywana wyłącznie mnie. Nawet gdy działałem w dobrej wierze lub w porozumieniu, później słyszę, że „to była tylko moja decyzja” albo że „powinienem był wiedzieć lepiej”. Doświadczam też trudności w domykaniu tematów – rozmowy kończą się bez wspólnych wniosków, a przy kolejnym konflikcie wracają w bardzo podobnej formie. Z czasem zaczynam wątpić w to, czy moje reakcje są adekwatne i czy rzeczywiście robię coś niewłaściwie, czy raczej funkcjonuję w relacji, w której brak jest stabilnych punktów odniesienia i przewidywalności. Z mojej strony staram się regulować emocje – gdy konflikt eskaluje, wychodzę, stawiam granice, nie podnoszę głosu. Problem polega na tym, że nie ma później żadnej rozmowy ani próby zmiany wzorca. Konflikty wracają w bardzo podobnej formie, a ja zaczynam się zastanawiać, czy długoterminowo da się tak funkcjonować bez realnego dialogu. Dodatkowo widzę powtarzalny schemat, w którym odpowiedzialność za trudne sytuacje (np. decyzje zawodowe żony, relacje z jej rodziną, kwestie finansowe) jest przenoszona na mnie – nawet jeśli wcześniej wspierałem ją w podejmowanych decyzjach. Mam wrażenie, że moje intencje i realne działania są później reinterpretowane w negatywny sposób. Żona niedawno sama zgłosiła się na terapię, mówiąc, że czuje depresję i przygnębienie, ale jednocześnie podkreśla, że nie jest to związane z naszą relacją. Ja również rozważam terapię indywidualną. Czuję jednak dużo złości i bezradności, bo mam poczucie, że moja praca nad sobą nie przekłada się na poprawę dynamiki między nami. Moje pytania: - Jak psychologicznie rozumieć zaprzeczanie emocjom i zmianę narracji w konflikcie? - Gdzie przebiega granica między „trudną kłótnią” a wzorcem, który może być emocjonalnie destrukcyjny? - Czy w sytuacji, gdy jedna strona stawia granice i reguluje emocje, ale druga nie podejmuje dialogu, jest przestrzeń na poprawę relacji? - Na czym warto się skupić w terapii indywidualnej w takiej sytuacji? Będę wdzięczny za każdą merytoryczną perspektywę.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!