Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz
Mam trądzik i bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dodatkowo z każda porażka w pracy czy w życiu codziennym jest poniżej zera. Potęguje. Nie mam nikogo, jestem z tym sama. Jak mam z tego wyjść? Nie mam kontaktu z rodzina, nie mam za bardzo znajomych, nie umiem wyjść do ludzi ani tym bardziej znaleźć sobie chłopaka. Dopada mnie prawie 30. Jestem bezradna. Byłam u wszystkich specjalistów, mam dobrane leki, chodzę do kosmetologa staram się robić co mogę ze swoją twarzą. Niestety jest to walka z wiatrakami. Mój wygląd bardzo mocno przekłada się na moja psychikę. Błędne koło. Nie daje sobie z tym rady, nie umiem tego opanować..
Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Gdy czytam Pani wypowiedź nie jest dla mnie jasne o jakich specjalistach Pani mówi, więc na wszelki wypadek podpowiadam, że problemy z cerą warto sprawdzić od strony somatycznej - może to np.kwestia hormonów czy potrzeby suplementacji? W kwestii poczucia wartości pomocny byłby kontakt z psychologiem/psychoterapeutą.

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Pani Magdaleno,

Tak jak Pani sama napisała „wygląd bardzo mocno przekłada się na moja psychikę. Błędne koło”. To jest jak najbardziej prawda, udowodniono tę zależność w licznych badaniach gdzie stres, lęk, nastrój depresyjny wpływał nie tylko na gorsze samopoczucie ale również powodował pogorszenie stanu zdrowia (wrzody żołądka, łuszczyca). Również jeśli chodzi o skórę jest ona największym organem naszego ciała i trochę „lustrem” tego co dzieje się „w środku”.  Mogą być to m.in. sytuacje stresowe ale również zaburzenia hormonalne czy nawet nietolerancje pokarmowe (ostatnio coraz więcej danych dociera o wpływie naszej mikrobioty jelitowej na funkcjonowanie fizyczne ale i psychiczne). 

Jak Pani sama stwierdziła walka z trądzikiem jest długa (obecnie ma Pani wrażenie, że jest to „walka z wiatrakami”). Na pewno wiele przyczyn takiego stanu somatycznego (nie wiem czy mówiąc o specjalistach miała Pani na myśli tylko dermatologów czy tez np. ginekologa-endokrynologa). W związku z tym sugerowałabym rozszerzenie diagnostyki, żeby działać nie tylko objawowo (wizyty u kosmetologa) ale i znaleźć przyczyny i je leczyć.

Jak Pani sama mówi kontakty społeczne są dla Pani trudne (zwłaszcza, że nie jest już Pani w wieku „nastoletnim” gdzie trądzik jest uważany za  powszechny „defekt kosmetyczny”, jest on chorobą i powinien być leczony). Być może w Pani otoczeniu są osoby, którym Pani ufa, są Pani przychylne niezależnie od Pani wyglądu. Być może rozmowa o Pani samopoczuciu i niepewności mogłaby być pomocna. Z rozmów z pacjentami wiem, że defekty, które dla nas są dużym problemem są niezauważalne lub zupełnie nieważne dla innych. Dla innych może być ważne, że ma Pani ładne oczy, jest zabawna, czy pomocna. 

Życzę wszystkiego dobrego. Pozdrawiam

2 lata temu
depresja

Darmowy test na depresję - Kwestionariusz Zdrowia Pacjenta (PHQ-9)

Zobacz podobne

Jak zacząć myśleć o sobie pozytywnie po stracie dziecka i braku wsparcia?

Dzień dobry, 

Piszę z zapytaniem, ostatnio moje życie obróciło się do góry nogami. Byłam w ciąży, lecz straciłam moje dziecko. 

Od nikogo nie dostałem wsparcia ani od rodziny, ani od chłopaka. Wręcz przeciwnie zostaje poniżana, wyzywana. Szczerze bardzo mnie to boli. Na początku starałam się innym wyjaśnić, co mnie boli, lecz nie rozumieją moich uczyć. Nie umiem odejść od nich, bo są dla mnie ważni. Na zewnątrz jestem uśmiechnięta, a w środku załamana. Nie myślę o sobie, tylko jak uszczęśliwić innych. Martwię się o innych, troszczę, a za to dostaje odrzucenie. 

Chcę popracować nad tym, żeby myśleć o sobie, lecz nie umiem. Dlatego piszę tutaj z zapytaniem, jak zacząć myśleć o sobie pozytywnie i zająć się sobą?

Jak poradzić sobie po trudnej relacji z partnerem i podejrzeniach o jego orientację?
Leczyłam się po załamaniu nerwowym związanym z pracą.przedawkowałam.leki na depresję bałam się białych samochodów takie miałam w pracy .Jakoś z tego wyszłam Poznałam rok temu po terapii faceta jak się okazało impotenta .ja podejrzewam że jest gejem sama z nim zerwałam bo brak bliskości jego uniki jeśli chodzi o zaangażowanie zamieszkanie razem moim zadaniem odwracał kota ogonem .Spotykaliśmy się tylko jak miałam okres jakoś tak..Mimo że ja zerwałam i on deklaruje się jako zraniony to jestem dobita .Naprawdę jestem pewna że on jest gejem że nie byłam dla niego warzna nie wiem czy była ta gra .Ciągle czuje do niego zauroczenie nie wiem co ale wiem że dobrze zrobiłam sama odchodząc żeby się nie poniżac.Zwracał uwagę na facetów ich muskulaturę a w mojej obecności nawet po niebieskich tabletkach mu nie pomagało.Poco mnie okłamywał że kocha czuje że go nienawidzę ..mimo że sama zakonczyłam znajomość nie wiem z czego to wynika
Czuję się samotna, co tworzy u mnie ogromny lęk o siebie, o swoje zdrowie. Proszę o pomoc
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, siedzę i cały czas się marwię o siebie co dalej mnie w życiu spotka. Mam 29 lat i wile chorób współistniejących, boję się o siebie i swoje życie boję się, że coś może się stać i nikt mi nie pomoże. Jestem sama, mam brata, który nie utrzymuje kontaktu mieszka w Norwegii, rodzice nie żyją zginęli w wypadku samochodowym. Nie ma zbyt wielu zaufanych osób. W nocy też się wybudzam i martwię się co ze mną będzie i jak dalej będzie ze mną i na kogo mam liczyć. Ogromnie się martwię każdego dnia. To mnie wykańcza. Proszę o podpowiedź co mam z tym zrobić
Dzień Dobry. Piszę w sprawie, z która nie mogę sobie poradzić, a która odbiera mi spokój i dobry humor. Jestem z moją żoną 19 lat po ślubie. Mieszkamy w trzypokojowym mieszkaniu 60 m2, które zostało nabyte przeze mnie jeszcze przed ślubem. Nie to jest jednak tu najistotniejsze. Od prawie trzech lat mieszka z nami matka mojej żony. Trafiła tu po pobycie w szpitalu i miała z nami pobyć do momentu nabrania sił. Od tej chwili mija już trzy lata i ta sytuacja trwa cały czas. Dla mnie jest to nieznośne bo teściowa jest kłopotliwą i uciążliwą osobą. Myślę, że nawet jakby było ok to zamieszkiwanie wspólne na 60 metrach nie jest sytuacją komfortową dla nikogo. Żona pomimo moich próśb aby coś z tym zrobiła, nie robi nic, a jak bardziej stanowczo zaczynam się o to dopominać to kończy się to krzykami z jej strony i permanentną awanturą. Mówi, że zamierza tą sprawę rozwiązać, ale tak naprawdę nie robi nic. Wszystko to powoduje, że czuję się coraz bardziej przygnębiony i podenerwowany. Odczuwam coraz większą odrazę przy powrotach do domu. Właściwie robię wszystko aby wracać coraz później. Teściowa w domu nie robi kompletnie nic. Co robić? Prośby do żony nie przynoszą rezultatów a ja czuję się coraz bardziej bezsilny i przygnębiony.
Samotność w rodzicielstwie: mąż nie pomaga z 6-miesięcznym dzieckiem, czuję się na skraju wytrzymałości

Piszę tutaj, bo naprawdę już nie wiem, co mam robić. Mam 6-miesięcznego synka z mężem. Od kiedy urodził się maluch, czuję się jakbym była sama. Damian kompletnie się wyłączył z opieki nad dzieckiem. Jego argument brzmi zawsze tak samo: "przecież mała potrzebuje cyca, ja i tak nie pomogę". Nie wstaje w nocy NIGDY. Nawet jak dziecko płacze godzinami, on sobie śpi jak zabity i mówi, że "to moja robota". Codziennie wieczorem znika - albo na padla z kumplami, albo na jakieś swoje zajawki. Wraca późno, czasem nawet nie wiem o której. A ja siedzę sama z maluchem od rana do wieczora, potem całą noc wstaję co 2-3 godziny. Teraz planuje wyjazd z kolegą do Hiszpanii na 2-3 TYGODNIE. Jak mu powiedziałam, że nie dam rady sama z dzieckiem przez tyle czasu, to się zdenerwował i powiedział, że "w pierwszych dwóch latach życia dziecko potrzebuje matki, a nie ojca" i że "powinnam być wdzięczna, że może pracować i nas utrzymywać". Ja już nie śpię prawie wcale od 6 miesięcy. Zaczęłam mieć napady płaczu, czuję się jak zombie. Czasem patrzę na siebie w lustrze i nie poznaję tej osoby. Boję się, że wpadam w depresję poporodową, ale nawet na wizytę do lekarza nie mogę pójść, bo kto będzie z dzieckiem? Próbowałam z nim rozmawiać, ale on mówi, że przesadzam i że "wszystkie kobiety jakoś sobie radzą". Jego matka też mu przytakuje i mówi, że "za jej czasów mężczyźni w ogóle nie zajmowali się dziećmi". Co mam robić? Czy to normalne? Czy rzeczywiście powinnam "dać radę" sama? Czuję się jak najgorsza matka na świecie, że już nie mam siły... Przepraszam za chaotyczny wpis, ale naprawdę jestem na skraju wytrzymałości. Co mam zorbić?

depresja poporodowa

Depresja poporodowa - objawy, leczenie i wsparcie dla młodych rodziców

Depresja poporodowa to stan, który może pojawić się w okresie po narodzinach dziecka. Gdy trudności emocjonalne utrzymują się dłużej lub są intensywne, odpowiednia pomoc specjalisty i wsparcie bliskich mogą być niezwykle cenne i potrzebne.