Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak znaleźć spokój podczas długotrwałego poszukiwania pracy po 30-stce

Od długiego czasu nie mogę znaleźć pracy. Jest to tym bardziej niepokojące, że mam już ponad 30 lat i martwię się, kiedy wreszcie zacznę zbierać składki na emeryturę. Jak mogę sobie przetłumaczyć tę sytuację, żeby uzyskać spokój i móc tym samym dużo efektywniej szukać pracy?
Aleksandra Pawlak

Aleksandra Pawlak

Niepokój i lęk o przyszłość są naturalne w kontekście trudności zawodowych. W mojej ocenie warto się przyjrzeć przeszkodom, które stoją na drodze do znalezienia pracy oraz aspektowi zamartwiania się. W terapii poznawczo - behawioralnej są metody, które u wielu osób sprawdzają się by poradzić sobie z takimi problemami. Zalecam konsultację by zaplanować dokładnie cele i znaleźć odpowiednie metody by je osiągnąć. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Łagodzka-Dubikowska

Karolina Łagodzka-Dubikowska

Strach związany z poszukiwaniem pracy jest naturalny. Szczególnie obecnie kiedy sytuacja na rynku nie jest łatwa. Natomiast strach nie powinien powstrzymywać przed działaniem. Aplikując na różne stanowiska jest ryzyko, że możesz zostać nieprzyjęty do pracy, ale nie aplikując masz 100% gwarancję, że nie zostaniesz przyjęty. 

Zobacz podobne

Ciągłe podważanie decyzji o przeprowadzce, lęk i objawy somatyczne – jak sobie zaufać?
Ciągle podważam własną decyzję o przeprowadzce, coś na siłę podpowiada mi, że może mogę zostać tu, gdzie jestem. Nie potrafię uszanować własnej decyzji. To jest chore. Dosłownie napisałam sobie na kartce "masz się wyprowadzić i koniec, to dobra decyzja" bo wiedziałam, ze nie mogę sobie zaufać, wiedziałam, że za chwilę znowu przyjdzie zwątpienie. Bywają przebłyski "to dobra decyzja na 100%" jednak dosłownie za chwilę znowu wraca to podważanie na zasadzie "już mam ulgę, czuję się dobrze, więc może jednak spróbować żyć tutaj". Ale to jest błąd, bo te dobre stany wynikają np. z wyjazdu, gdy w końcu mogę poczuć się bezpiecznie, albo gdy wyobrażam sobie, że mogę żyć w końcu bezpiecznie. Nie mogę tutaj zostać. Dostaję natrętnych mysli, zawrotow głowy, mdłości, gorączki, ostrych negatywnych stanów gdy tutaj żyję. A mimo tego to podważanie się pojawia. Nie rozumiem tego i nie wiem, jak w końcu do siebie samej przemówić? Kiedyś wiedziałam i czułam, że nie znoszę tutaj żyć, ale był taki moment, że wyprowadzka nie była możliwa i byłam zmuszona się "przestawić" no i teraz mi się w głowie poprzestawiało. A czekanie na przeprowadzkę (muszę czekać aż znajdę pracę w innym mieście) tylko wzmaga niepokój i utrudnia nastawienie, że niedługo się przeprowadzę.
Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...
Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Boję się zajęć na studiach, że nie poradzę sobie na angielskim i w laboratorium. Analizuję też moje spotkania, to, co powiedziałam czy mogłam powiedzieć.
Dzień Dobry. Jestem na 2 roku studiów i boję się zajęć w laboratorium i zajęć z angielskiego. Wydaje mi się, że nie mam jeszcze żadnych umiejętności i boję się, że coś zepsuję. Nie mam problemów z samą nauką i egzaminami, ale nic nie umiem zrobić. Cały czas czuję lęk i chce mi się płakać. Boję się też mówić po angielsku, że czegoś nie zrozumiem albo się zatnę i nic nie powiem, bo inni mają angielski na wysokim poziomie. Dodatkowo ostatnio mam cały czas natrętne myśli, że powiedziałam coś głupiego albo że kogoś nieumyślnie uraziłam, chociaż nie mam powodów, żeby tak myśleć i po powrocie do domu analizuje wszystko, co powiedziałam. Nie mogę spać w nocy. Boję się, że już zawsze tak będzie i nigdy nie znajdę pracy albo nie poradzę sobie w napisaniu pracy licencjackiej. Czy leki na uspokojenie od psychiatry mogłyby mi pomóc? Dziękuję za odpowiedź i przepraszam, że się tak rozpisałam.
Przekraczane są moje granice przez rodzica i część rodziny, jakbym był niewystarczający. Uczę się, pracuję, dbam i wiem, że mogę odpoczywać.
Za miesiąc kończę 25 urodziny, mieszkam nadal z rodzicem w starszym wieku, ponieważ mieszkanie ma zostać dla mnie oraz nie płacę za rachunki, lecz pilnuje terminów, dokonuje przelewów, zajmuje się zapotrzebowaniem w domu (gdy nie ma wody, to idę itp.). Wszystko pięknie i ładnie, lecz zaczynają mi przeszkadzać komentarze rodzica, np. wczoraj pracowałem przez 12 godzin, wróciłem późno, dzisiaj miałem wolniejszy dzień, ponieważ miałem tylko jednego klienta (godzina pracy) to odpoczywałem, podstawowe obowiązki wywiązałem, jedynie zapomniałem o tym, że umówioną mam wizytę u fizjoterapeuty wraz z tym rodzicem (2 wizyty pod rząd, umówione ponad miesiąc temu) przypomniałem sobie dopiero, gdy specjalista odwołał wizytę, nie przypomniał (miał do tego prawo, chociaż jestem przyzwyczajony, że specjaliści dzień wcześniej wysyłają chociaż przypomnienie). Po tej mojej gafie powiedziałem rodzicowi i dopiero się rozpoczęło. Ja się lenie, nic nie robię, tyle do roboty a ja nic, skończy mi „kawalerkę“ (była w pokoju moja dziewczyna po pracy) i nie powiem, rodzic wyprowadził mnie z równowagi, bo po studiach próbuje rozwinąć skrzydła, nie wychodzi mi jeszcze na tyle, aby pójść na swoje, ale działam. Ta sytuacja jest jedną z wielu. Ostatnio były reprymendy, że jak moja dziewczyna do nas przychodzi po pracy, to idzie się położyć i chce abym z nią poleżał (ostatnio jest tego więcej, bo też ma więcej stresu [dowiedziała się o guzie w mózgu, studia, praca]) wywiązała się z tego rozmowa, że „ta dziewczyna“ rodzicowi się nie podoba, bo siedzisz w pokoju, nic nie robisz etc. Po wytłumaczeniu sytuacji, nie nastąpiło jakiekolwiek zrozumienie rodzica. Podkreślę, że ja zawsze wolałem spędzać wolniejszy czas, tym bardziej, gdy jest zimno, w swoim pokoju, bo czuję się komfortowo i po poznaniu dziewczyny nic się nie zmieniło, tylko przed poznaniem dziewczyny to nie przeszkadzało (nie przeszkadza, gdy nie ma dziewczyny a odpoczywam w pokoju albo uczę się, bo dalej się dokształcam). Są ciągle docinki, dzisiaj padła z ust taka: „zamiast leżeć, powinieneś ogarnąć przy garażu“ (jest przestrzeń przy garażu, przez który wcześniej weszły koty i nasmrodziły). Mam już powoli tego dosyć, bo są przekraczane moje granice, ostatnio pomimo tego, że sam sobie przygotowuje ubrania to ten rodzic zaczął przygotowywać dla mnie ubrania, bo tak powinienem się ubierać. Zamykam swój pokój, bo gdy był otwarty to wchodzono do niego, rozwalano i nie sprzątano, bo to mój pokój. Np. gdy moja starsza siostra przyjeżdża z dziećmi to tam są zapraszane dzieci, bawią się, delikatnie porysowały mi ścianę, pobrudziły pościel, przeglądały moje rzeczy i gdy znajdowały słodycze to zjadały (nie częstowały się). Po napomnieniu jest bagatelizowanie albo stawianie mnie w gorszym świetle, bo zakazuje, a Oni nie szanują moich próśb, żeby tak nie robili albo chociaż pytali się czy tak mogą (wejść, skorzystać z mojego telewizora/sprzętu). Nie wiem co robić, na ten moment nie zarabiam tyle, aby wynająć coś, poduszki finansowej też za dużej nie mam, a praca na ten moment też nie jest pewna, bo to początki. Jakby ktoś mógł coś podpowiedzieć.
Jak radzić sobie z poczuciem niskiej wartości i wyśmiewaniem za pracę?
Ze względu na problemy zdrowotne musiałam rzucić etat. Łapie zlecenia, jestem pracowita i mam stałą współpracę z pewną firma. Również sprzątam. Niestety poznając kogoś nie chce już mówić co robię, bo jestem wyśmiewana. Ostatnio spotykałam się z mężczyzną, który zarabia kilkadziesiąt tys zł i wiem, że gdybym była kimś, to chciałby ze mną być. Jestem po prostu za biedna. Proszę nie mówić, że pieniądze nie mają znaczenia, bo to nieprawda. Chociażby nie mogę pozwolić sobie na styl życia i wyjazdy jak bogaci partnerzy albo wstyd zaprosić kogoś do mojego domu, gdzie wynajmuje po prostu stary pokoj. To nie jest tak, że byłam leniwa w życiu i totalnym nieukiem... Po prostu leczyłam się neurologicznie przez połowę życia... czuje się dzisiaj jak dni i zero. Ten mężczyzna nawet nie chce już patrzeć w moją stronę. Uważa mnie jak większość ludzi w otoczeniu za nic...
Stress

Stres - przyczyny, objawy i skutki oraz jak sobie z nim radzić?

Stres to nieodłączny element życia, ale można nim zarządzać. Zrozumienie jego mechanizmów i rodzajów oraz nauka skutecznych metod radzenia sobie z nim poprawia jakość życia. Artykuł omawia naturę stresu, jego typy i fazy.