
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca, traumy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Czy i jak nie...
Czy i jak nie romantyzować zaburzeń psychicznych, szczególnie studiując psychologię? Czy ludzie tak mają?
Krystian Michalak
Witaj Ulo,
Miło czytać post od studentki psychologii :)
Jak to bywa na tym kierunku, To zależy ;) Do czego chcesz aby doprowadziła ciebie ta ciekawość tematu? Ponieważ w głównej mierze służy edukacji, przedstawienia sytuacji z tej drugiej strony (osoby odczuwającej). Gdy jakimś tematem interesujemy się i dużo tego czytamy, często bywa tak, że to na nas w jakiś sposób oddziaływuje.
Temat depresji nie jest prosty i dosyć delikatny, otaczając się historiami ludzi, ich odczuciami podczas chorowania na to zaburzenie, wchodzenie w ich „buty” (często książki do tego prowadzą), to wszystko na nas (po raz kolejny powtórzę) oddziaływuje i z tego powodu nasze samopoczucie może się obniżać.
Jak temu obniżaniu samopoczucia przeciwdziałać?
Nie znam idealnej odpowiedzi, na pewno zwróciłbym swoją uwagę na własną wrażliwość i delikatność psychiczną. Nie warto obciążać jej nadmiernie, aby temat nie zaczął nas przytłaczać.
Natomiast jeśli zauważamy gdzieś nasze słabości, które z czasem utrudniają nam funkcjonowanie to warto pomyśleć o udaniu się do psychologa/psychoterapeuty, bo może to temat do przepracowania. :)
Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia,
Krystian Michalak
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
TwójPsycholog
Dzień dobry,
romantyzacja zaburzeń psychicznych jest szerokim tematem, trudnym tematem. Jednak wcześniej jest coś, co sprawia, że dana osoba romantyzuje trudności, np. zmaga się z zaburzeniami nastroju, traumą, głębokim poczuciem smutku. Jeżeli wpływa to na Twoje samopoczucie, warto się przyjrzeć źródłom i swoim emocjom. Co odczuwasz czytając materiały, np. o depresji? Czy czujesz w tym komfort, być może bliskość, poczucie zrozumienia? Zachęcam do przyjrzenia się sobie oraz skorzystania z pomocy psychologicznej :)
Pozdrawiam ciepło
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Czasem tak się zdarza, że czytając o chorobach albo zaburzeniach osobowości, czy nawet o typie czy organizacji osobowości, czytelnik może próbować wpasować się w jakieś ramy. Pojawia się pytanie, w jakim celu? I tutaj dobrze byłoby przyjrzeć się konkretnemu przypadkowi. Czasem paradoksalnie pomimo cierpienia dzięki chorobie można czerpać gratyfikację, np. zyskując uwagę, przywileje. Można wtedy nic ,,nie musieć" albo poczuć się ważnym. Warto przyjrzeć się sobie, dlaczego emocje depresyjne udzielają się Pani. Pozdrawiam
Katarzyna Waszak

Zobacz podobne
Witam, mam 22 lata i od zawsze mierzę się z uczuciem bezsensu w życiu, apatią i problemami społecznymi. Chodzę do psychiatry ma NFZ co kilka miesięcy, mam leki antydepresyjne, przeciwlękowe, na adhd (na to też cierpię), od dwóch lat się leczę, ale czuję, że to nie ma sensu. Nic mi nie pomaga. Mam ogromne problemy z ludźmi, niby czuję potrzebę przynależności, ale gdy ktoś się zbliża, to mam ochotę uciec, wyizolować się. Nie czuję, że należe do tego świata. Mam też okropne wahania nastroju. Ostatnio w czerwcu miałam dobry miesiąc, zapisałam się na praktyki studenckie, jako wolontariusz do schroniska, do tatuatorki, zaczęłam zarabiać na rysunkach i chcieć spotykać się z ludźmi (co jest dziwne, bo mam fobie społeczną i jestem silnym odludkiem), potem nastąpił spadek i zaniedbałam zlecenia, wypisałam się ze schroniska i nie wychodziłam z domu. Zawaliłam studia przez prokastrynacje, walczę z uzależnieniem od żyletki, ale niezbyt wychodzi. Jestem tępa i jedyne czego chce to, żeby te stany, w których mam więcej energii i motywacji wróciły. Leki, jakie biorę to Dulsevia 60 mg na depresję, medikinet 30mg na ADHD, estazolam 2mg ostatnio na sen (doświadczałam paraliżów sennych, oraz krzyczałam przez sen, szeptałam o zjawach) i Perazin 100mg też na uspokojenie. Raz w życiu przeżyłam stan, w którym miałam halucynacje ze zjawą. Do teraz boję się wyprowadzić z domu i sama mieszkać. Miałam też pare lat temu paranoje na punkcie duchów, słyszałam trzask mebli i widziałam cienie. Często śnią mi się krwawe rzeczy. Mam dosyć tego, że nic się nie zmienia, że nie mogę nawet nawiązać stabilnej relacji przyjacielskiej, bo od razu mój organizm odmawia radości ze spotykania się z ludźmi. Trochę dryfuję. Nie wiem, od czego to. Tak mam zawsze. Czy jest jakiś lek, jakaś szansa, by chociaż uciszyć te wahania nastroju? :(
Mam takie dni, że często czuję się, jakby moje życie straciło sens, a wątpliwości dotyczące moich celów nie dają mi spokoju. Ten cały kryzys egzystencjalny sprawia, że rzeczy, które kiedyś robiłem z automatu, teraz wydają się bez sensu.
Często myślę: 'po co ja to w ogóle robię?' i brak mi konkretnej odpowiedzi. Lęk przed nieznanym i brak poczucia spełnienia są teraz moją codziennością. Zastanawiam się, czy to po prostu normalny etap w życiu, czy potrzebuję wsparcia, żeby lepiej zrozumieć, co się ze mną dzieje. Naprawdę chciałabym dowiedzieć się, jak radzić sobie z tymi wątpliwościami i lękami, które są teraz moimi częstymi towarzyszami.
Dodatkowo zauważyłem, że coraz częściej boję się wychodzić z domu, bo nie wiem, co mnie spotka. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale chyba boję się konsekwencji jakiś przeszłych zdarzeń, że karma wróci i coś mi się stanie

