
TW. Próba samobójcza, nie mam już siły, trudności finansowe, związkowe. Za mną mnóstwo terapii.
Treść wrażliwaRndl
TwójPsycholog
Dzień dobry, cześć,
bardzo mi przykro, że doświadczasz takich trudności, od tak długiego czasu. Nie musisz mieć pytania, dobrze, że podzieliłeś się tym, co przeżywasz. To wymaga dużej odwagi i siły, z czego możesz być z siebie dumny. Masz też bardzo dużą świadomość siebie, tego co widzisz, czujesz, myślisz. To piękna umiejętność, ale też czytam, że znajdujesz w sobie dużo bólu. Najważniejsze w tym momencie to zaopiekować się tym bólem, czyli zaopiekować się sobą.
Tu i teraz najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo - warto pomyśleć o nim w sposób objęcia ciepłem i bezpieczeństwem osoby, o którą bardzo dbasz, jakbyś obejmował najlepszego przyjaciela - i właśnie to daj sobie. Zapewnij sobie bezpieczeństwo, mając przygotowane telefony numerów kryzysowych, telefonu do bliskiej osoby, ale także przemyśl, w jakie bezpieczne miejsce mógłbyś się udać w przypadku silnej potrzeby samobójczej. Czytam, że chcesz jej dokonać - ta potrzeba może wynikać z bólu, który jakaś część ciebie w sobie nosi. Spróbuj zwrócić się do drugiej części siebie, która Cię nieprzerwanie podtrzymuje, jak najlepszego przyjaciela. Przypomnij sobie wtedy, że to jest ta zdrowa część, która wychodzi ponad, często zniekształcony, obraz rzeczywistości :)
Jeśli chodzi o diagnozę - diagnoza jest bardzo ważna po to, by dobrać najlepsze możliwe wsparcie. Najlepiej udać się do neuropsychologa_żki i dać sobie czas na znalezienie osoby, której praca Cię usatysfakcjonuje i Ci pomoże. Teraz również bardzo ważnym jest udanie się do psychiatry, na wsparcie farmakologiczne, ponieważ jesteś w kryzysie suicydalnym. Leki psychiatryczne przeważnie nie są drogie ( kosztują, np. 7 zł za opakowanie). Dobrym krokiem byłoby zasięgnięcie pomocy neuropsychologa, psychoterapeuty i psychiatry w jednym ośrodku psychologicznym - specjaliści mają wtedy Twój pełen obraz, mogą się ze sobą konsultować i współpracować. Czy finansowo jest w stanie ktoś Cię wesprzeć? Rodzina, znajomi? Możesz też zwrócić się do fundacji zajmujących się zdrowiem psychicznym, na naszej stronie są dostępne konsultacje darmowe i niskopłatne. Poszukaj w swoim miejscu zamieszkania niskopłatnych grup wsparcia.
Czasem przerwa w studiowaniu, np. wzięcie rocznego urlopu dziekańskiego, jest niezwykle pomocną opcją. Możesz wtedy w pełni skupić się na swoim zdrowiu psychicznym, przeznaczyć ten czas również na poprawienie sytuacji finansowej, farmakoterapię. Bardzo ważne jest, żebyś odciążył teraz swój czas i głowę. Studia psychologiczne są wymagające i to zupełnie normalne i zdrowe, byś dał sobie odpowiednią przerwę i zadbał o siebie. Jeśli nauka, czytanie sprawiają Ci przyjemność - wcale nie musisz się tego pozbywać wraz z dziekanką :) Możesz to kontynuować w swoim tempie.
Bardzo, bardzo się cieszę, że psychoterapia schematów dała Ci dużo wsparcia. Postaraj się przypomnieć sobie narzędzia i techniki, których nauczyłeś się podczas procesu i powolutku je wprowadzać do codzienności, do ciężkich momentów. Możesz je sobie spisać, możesz też zastanowić się sam, co byłoby dla Ciebie uspokajające, wzmacniające i pokombinować - jesteś w końcu indywidualną jednostką i możesz mieć “tylko swoje” techniki.
Przerwanie relacji z bliską osobą to trudny czas, to też naturalne, że spotkały Cię przeróżne emocje i myśli o sobie. Warto przejść z dialogu “ta osoba mnie nie chce” na “nasze drogi się rozeszły, ale Ja wciąż tu jestem”. Relacja z samym sobą jest tą najważniejszą :) Relacje są zmienne w czasie, z niektórych wyrastamy, niektóre nie są dla nas w danym momencie życia. To bardzo trudne doświadczenia, na co wskazują nam emocje. Emocje są jednak dynamiczne i nie są rzeczywistością, mimo że mogą nam ją malować na szaro.
Piszesz o braku sensu życia. Sens życia to nie coś do znalezienia, ale do stworzenia sobie samemu, od podstaw, zgodnie ze swoimi wartościami, wyobrażeniami i zainteresowaniami. Poza tym, medialny przekaz bardzo silnie naciska na posiadanie tego sensu, celu życia. A może wcale nie trzeba go mieć i czuć? Może życie jest realne i toczy się, nawet bez celu? I chyba to w tym jest piękne, bo możemy być “tu i teraz”, a nie do czegoś gonić :)
Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę w Ciebie!

Zobacz podobne
Witam, mam 22 lata i od zawsze mierzę się z uczuciem bezsensu w życiu, apatią i problemami społecznymi. Chodzę do psychiatry ma NFZ co kilka miesięcy, mam leki antydepresyjne, przeciwlękowe, na adhd (na to też cierpię), od dwóch lat się leczę, ale czuję, że to nie ma sensu. Nic mi nie pomaga. Mam ogromne problemy z ludźmi, niby czuję potrzebę przynależności, ale gdy ktoś się zbliża, to mam ochotę uciec, wyizolować się. Nie czuję, że należe do tego świata. Mam też okropne wahania nastroju. Ostatnio w czerwcu miałam dobry miesiąc, zapisałam się na praktyki studenckie, jako wolontariusz do schroniska, do tatuatorki, zaczęłam zarabiać na rysunkach i chcieć spotykać się z ludźmi (co jest dziwne, bo mam fobie społeczną i jestem silnym odludkiem), potem nastąpił spadek i zaniedbałam zlecenia, wypisałam się ze schroniska i nie wychodziłam z domu. Zawaliłam studia przez prokastrynacje, walczę z uzależnieniem od żyletki, ale niezbyt wychodzi. Jestem tępa i jedyne czego chce to, żeby te stany, w których mam więcej energii i motywacji wróciły. Leki, jakie biorę to Dulsevia 60 mg na depresję, medikinet 30mg na ADHD, estazolam 2mg ostatnio na sen (doświadczałam paraliżów sennych, oraz krzyczałam przez sen, szeptałam o zjawach) i Perazin 100mg też na uspokojenie. Raz w życiu przeżyłam stan, w którym miałam halucynacje ze zjawą. Do teraz boję się wyprowadzić z domu i sama mieszkać. Miałam też pare lat temu paranoje na punkcie duchów, słyszałam trzask mebli i widziałam cienie. Często śnią mi się krwawe rzeczy. Mam dosyć tego, że nic się nie zmienia, że nie mogę nawet nawiązać stabilnej relacji przyjacielskiej, bo od razu mój organizm odmawia radości ze spotykania się z ludźmi. Trochę dryfuję. Nie wiem, od czego to. Tak mam zawsze. Czy jest jakiś lek, jakaś szansa, by chociaż uciszyć te wahania nastroju? :(
Szanowni Państwo, mam 38 lat. Niektórzy zapewne uznają, że to nic nadzwyczajnego, ale w moim mniemaniu w ciągu ostatnich 5 lat przeszedłem intensywną drogę. Urodziła mi się dwójka dzieci, uzupełniłem i dokończyłem przerwane przed laty studia i dwukrotnie się przebranżowiłem. Zawodowo ponad 2 lata temu trafiłem na rynek finansowy. Ciężka praca i zaangażowanie motywowane chęcią zapewnienia moim bliskim jak najlepszych warunków bytowych odniosła skutek. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy dobry pułap życiowy. Parę miesięcy temu ponownie zmieniłem pracodawcę, żeby zarabiać jeszcze więcej i mniej więcej po dwóch miesiącach - trach! Jakby z dnia na dzień dopadła mnie całkowita niemoc. Wszystko mi zobojętniało. Nic mnie nie cieszy. Nie mogę się zmusić do pracy - wykonują absolutne minimum obowiązków, a czasem i poniżej tego minimum. Muszę się zmuszać, żeby rozmawiać z żoną i słuchać własnych dzieci. Żona zaczęła to dostrzegać, dlatego jedyne obowiązki jakich nie zaniedbuję, to te domowe - dzieci zabawione, spacery, rowerki, książeczki przeczytane, zęby umyte. Ale prawda jest taka, że mógłbym przesiedzieć cały dzień na fotelu, bezmyślnie gapiąc się w telefon. Dodam, że mam cukrzycę typu 1 (tzw "młodzieńczą"), ponadto odnowił mi się uraz przepukliny. Czuję się wrakiem i mnie to przeraża. Nie wiem, co będzie jutro. Czy mogliby Państwo coś doradzić. Z góry dziękuję za wszelkie wskazówki.

