Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Samotność, brak miłości i lęki w młodym wieku - jak sobie radzić?

Miałem zadać pytanie, lecz podczas pisania uświadomiłem sobie, że lepiej się poczuje, gdy słowa opiszą i być może otworzą mi oczy, jak głęboko na dnie się obecnie znajduję. 

Mam 24 lata nigdy nie miałem dziewczyny. Najpiękniejsze uczucie, jakim jest miłość i coś, co leży w naturze ludzkiej, jest mi zupełnie obce (pisząc ten fragment, poleciały mi natychmiastowo łzy). Ponad to, od 10 lat nie mam choćby jednego znajomego, z którym mógłbym popisać o wypadach na miasto, nawet nie myślę, są to zbyt odległe marzenia. Nie mam również rodziny. 

Ojciec zmarł, gdy miałem dwa latka, od tamtego momentu mama kompletnie nie dawała sobie rady pod żadnym aspektem wychowywania dziecka, nigdy nie przekazywała mi żadnych wartości, nigdy niczego mnie nie nauczyła, a nawet nie obdarowała mnie matczyną miłością (uświadomiłem to sobie, dopiero gdy się od niej wyprowadziłem). 

Miała partnera, który ją bił, miałem wtedy 6-12 lat nie mogłem nic zrobić, tylko płakać i patrzeć się na to z nadzieją, że przestanie. Przez 6 lat życia z nim, jako dziecko, nie wychodziłem z pokoju do kuchni czy łazienki, gdy pierw nie upewniłem się, że nie będę musiał go mijać w przedpokoju. 

W wieku 21 lat chciałem zacząć nowe życie, więc sam wyprowadziłem się do Belgii, mam dobrze płatną i stabilną pracę, lecz przez to, że wychowałem się bez ojca, kompletnie nie radzę sobie z rzeczywistością i realiami, które wiążą się z samodzielnym życiem. Mam lęki przed wyjściem do sklepu, nawet gdy coś pilnie potrzebuję, to często strach daje za wygraną. 

W tym momencie uświadomiłem sobie, że to, co teraz robię, nie ma żadnego sensu i nie zmieni to mojego życia.

Dodam jeszcze tylko, że gdy mój stan jest wyjątkowo krytyczny, uspokaja mnie wtedy myśl o samobójstwie, że wtedy przecież już zupełnie nic nie będzie miało znaczenia. 

Znam odpowiedź specjalisty, który podejmie się mojej sprawy -zmień dotychczasowe nawyki, z dnia na dzień stawaj się lepszy o 1%. Bardzo bym chciał, żeby to było takie proste, ale wiem, że już jest na mnie za późno

Paweł Cisowski

Paweł Cisowski

Dzień dobry Panie Łukaszu,

Pisze Pan o trudnych doświadczeniach z dzieciństwa i o tym jaki mają wpływ na różne obszary dzisiejszego Pana życia. 

Opisuje Pan też bardzo niepokojące zjawisko tego, jak kojące są myśli odnośnie do chęci zrobienia sobie krzywdy. 

Z tego miejsca chciałbym zaznaczyć, że myśli samobójcze to jeden z podstawowych objawów, który może pojawiać się m.in. w depresji. Jak każdy z objawów wymaga on zaopiekowania się i leczenia. Warto zatem skorzystać z profesjonalnej pomocy lekarza psychiatry, który postawi właściwą diagnozę i wskaże dalszy plan leczenia (m.in. może to być wsparcie farmakologiczne, psychoterapia etc.). W razie występowania myśli samobójczych warto odwiedzić stronę zwrj.pl (Życie warte jest rozmowy). 

Tam można dowiedzieć się więcej o tym, jak radzić sobie z takimi myślami i gdzie można uzyskać fachową pomocą. 

Ostatecznym wariantem jest również zgłoszenie się na szpitalny oddział ratunkowy lub telefon pod 112 (numer alarmowy w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia). 

Życzę dużo siły w walce o lepsze jutro i proszę pamiętać, że nigdy nie jest za późno na to, by coś zmienić!

 

Pozdrawiam serdecznie

Paweł Cisowski

Psycholog | Psychoterapeuta poznawczo-behawioralny w trakcie szkolenia | Terapeuta EMDR

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Lewandowska-Bernat

Anna Lewandowska-Bernat

Dzień dobry,

Mam nadzieję, że opisanie własnej historii pomogło Panu. 

Mając 24 lata, na pewno nie jest dla Pana za późno. 

Są osoby, które trafiają na terapię znacznie później. 

Jeżeli pragnie Pan zmiany i jest na nią gotowy, warto rozpocząć proces psychoterapii. Zmiana nie jest prosta, ale jest możliwa. Ważne jest, aby trafić na specjalistę, który nie tylko doradzi Panu zmianę nawyków i stawanie się „lepszym”, ale pomoże znaleźć dla siebie wyrozumiałość i zrozumienie, skąd biorą się Pana lęki i jak można sobie z nimi radzić. Praca terapeutyczna często opiera się na paradoksalnej teorii zmiany – zmiana staje się możliwa dopiero wtedy, gdy zaakceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy, z tym, co nas w życiu spotkało. Jeżeli ciągle ze sobą walczymy, próbując być kimś, kim nie jesteśmy, to zazwyczaj kręcimy się w kółko. 

Mam nadzieję, że się Pan nie podda i znajdzie nadzieję, aby sobie pomóc.

 

Pozdrawiam serdecznie

1 rok temu
Urszula Jędrzejczyk

Urszula Jędrzejczyk

Dzień dobry Panie Łukaszu!

Wiem, że może to brzmieć zbyt banalnie i idealistycznie, ale myślę, że na zmianę nawyków nigdy nie jest za późno. 

Sam fakt, że zdecydował się Pan podzielić swoim bólem i poczuciem bezradności tutaj oraz tym, że zgłosił się do specjalisty, jest już OGROMNYM krokiem (a nawet dwoma krokami) na przód! 
Domyślam się, że teraz może być bardzo ciężko i bardzo mi przykro z powodu tego, co Pana spotkało. Z jednej strony rozumiem, że myśl o samobójstwie wydaje się jednym rozwiązaniem, ale z drugiej, bardzo bym chciała zaznaczyć, że jednak nie jest to jedyne rozwiązanie nawet w tych krytycznych momentach! 

Ze swojej strony chciałam okazać Panu swoje wsparcie. 

Bardzo kibicuję, że wspólnie ze specjalistą wypracuje Pan nowe nawyki i odnajdzie choć trochę sensu w codziennym życiu.  

Nie wiem, co w powyższym opisie znaczy "lepszy o 1%", ale zachęcam, aby koncentrować się na stawieniu małych kroczków do większego celu i próbować docenić się, chociaż za naprawdę, wydawałoby się małe rzeczy, jak np.: za to, że zjadło się rano dobre śniadanie.  
Na koniec chciałam dodać, że emocje (i myśli, które się w związku z tym pojawiają) mają to do siebie, że mijają. 

To, że teraz jest beznadziejnie, jest na pewno bardzo trudne do zaakceptowania, ale nie znaczy, że będzie trwało wiecznie. Czasem potrzeba czasu, aby coś przetworzyć, ale w końcu to mija.

Poniżej zostawiam link do krótkiego filmiku "Medytacja Góra", którego zadaniem jest poczucie większej stabilizacji i pewności siebie w trudniejszych momentach życiowych. Zachęcam do zobaczenia czy filmik byłby dla Pana pomocny.

https://www.youtube.com/watch?v=nGRSN92Qq7Y&t=3s

Życzę dużo zdrowia i wytrwałości! 
Pozdrawiam serdecznie
Ula Jędrzejczyk 

mniej niż godzinę temu
Dmytro Lysy

Dmytro Lysy

A czego Pan chce teraz?

W sensie tego, że opisał Pan swoje życie w dzieciństwie, ale o czym Pan marzył w dzieciństwie, co budziło w Panu interes?

W odpowiedzi na te pytania można znaleźć to, co będzie dawało Panu NADZIEJĘ na to, że zdąży Pan iść tam, gdzie chce.

Te odpowiedzi (mniej więcej 20 sztuk) można wypisać sobie na kartce i potem już wybierać ten cel, do którego Pan będzie szedł w najbliższym czasie.

 

Pozdrawiam,

Życzę mądrości i siły, by pokonać wszystko, co Panu wypadnie na drodze życiowej :)

1 rok temu
Martyna Jarosz

Martyna Jarosz

Panie Łukaszu,
przeżył Pan wiele trudnych doświadczeń, które miały ogromny wpływ na Pana życie. 

Nie jest Pan sam. Istnieją ludzie i organizacje, które mogą Panu pomóc. Warto rozważyć skontaktowanie się z psychologiem, który specjalizuje się w terapii traumy. Terapia może pomóc zrozumieć i przetworzyć trudne doświadczenia z dzieciństwa oraz nauczyć się radzić sobie z lękami i emocjami.

Jeśli myśli o samobójstwie stają się zbyt przytłaczające, potrzebny jest natychmiastowy kontakt z najbliższym SOR, psychiatrą lub skorzystanie Ogólnopolskiej Poradni Telefonicznej dla Osób Przeżywających Kryzys Emocjonalny - numer telefonu 116 123 (połączenia darmowe). 

Proszę pamiętać, że zmiana jest możliwa, nawet jeśli wydaje się trudna. Małe kroki mogą prowadzić do dużych zmian. 

Nie musi Pan przechodzić przez to sam. 

Trzymam mocno kciuki!
Martyna Jarosz

1 rok temu

Zobacz podobne

Jak mogę poradzić sobie z chroniczną samotnością, lękiem, smutkiem i złością, która w szczególności ostatnio mnie przeraża?
Jak mogę poradzić sobie z chroniczną samotnością, lękiem, smutkiem i złością, która w szczególności ostatnio mnie przeraża? Chodzą różne myśli po głowie, ale najbardziej się boję, jak w niektóre dni mam troszkę więcej energii. Jakby ktoś wtedy mnie zdenerwował, co wtedy zrobię, sama nie wiem (nie jestem agresywna i nie miałabym sumienia, gdyby przeze mnie działa im się jakakolwiek krzywda psychiczna czy fizyczna). Mam też czasami trudności w porozumieniu się z ludźmi z najbliższego otoczenia. Co mogę zrobić, aby pomóc im i sobie?
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę
Witam. Na wstępie powiem, że jestem osobą bardzo samotną, posiadającą niską samoocenę oraz permanentnie smutną, która jakiś czas temu można powiedzieć, poddała się życiowo i wycofała socjalnie. Wewnątrz czuję pustkę i jakbym był wyprany z emocji, nic na mnie nie robi już wrażenia, nawet raz jak pojechałem skoczyć w tandemie, to myślałem, że będzie to jakiś bodziec, ale jak się okazało, sam skok nie zrobił na mnie żadnego wrażenia (a podobno pierwszemu skokowi towarzyszy przeładowanie sensoryczne i nic się nie pamięta). W skrócie można by powiedzieć o mnie życiowy przegryw. Mam dwójkę chorych rodziców, z którymi mieszkam i się nimi zajmuję. Jeden rodzic wymaga znacznie większej uwagi (podnoszenie z łóżka, czyszczenie, przygotowywanie jedzenia itp.), drugi jest w miarę samodzielny i jakiś czas wytrzyma bez pomocy. Teraz do rzeczy, w ostatnie wakacje poznałem dziewczynę, dołączyła się przypadkiem do mojej wędrówki po górach. Po powrocie do normalności prowadziliśmy rozmowy na komunikatorze dzień w dzień, długie rozmowy, ściany tekstu o wszystkim i niczym. Z czasem, kiedy w ten sposób ją lepiej poznałem, zrozumiałem, że to może być ta bratnia dusza, której zawsze miałem nadzieję znaleźć, najgorsze, że ona mimo będąc ode mnie sporo młodsza dawała mi subtelne znaki zainteresowania moją osobą. Zawsze sobie mówiłem, że albo będę z kobietą, która mi odpowiada albo wolę umrzeć sam. Jeden problem to taki, że w momencie jej poznania ona była w trakcie podjęcia dużych życiowych kroków, przeprowadzka do innego kraju. Już po przeprowadzce, opowiadała mi o tym kraju, wysyłała zdjęcia, filmy itp. Aż w końcu rozbudziła moją wyobraźnię na tyle, że postanowiłem się również tam przeprowadzić, ale jej o tym nie mówiłem, tylko zacząłem uczyć się języka, załatwiać sprawy dotyczące opieki nad rodzicami, próbować przekwalifikować się na zawód, który mógłbym wykonywać w nowym kraju. Wstępnie miałem ją odwiedzić, na kilka dni. Bilety były już kupione, ja się nie mogłem doczekać, jak i ona, kiedy się spotkamy, a na miejscu chciałem po części wybadać sytuację i podjąć jakieś konkretniejsze plany, żeby nie robić tego przez komunikator. Te codzienne rozmowy dawały mi takiego, życiowego kopa, chciało mi się działać, w końcu miałem przejrzysty cel, w głowie rodziły się nowe pomysły, życie podyndało mi możliwością prawdziwego szczęścia przed nosem, by je po chwili zabrać. Na dwa tygodnie przed wylotem, jeden z rodziców zachorował i trafił do szpitala. Stanąłem przed wyborem, jadę do niej i zostawiam rodziców na pastwę losu albo zostaje i możliwość życiowego szczęścia i spełnienia prawdopodobnie odpływa w nieznane. Zostałem. Po poinformowaniu jej o całej sytuacji okazała zrozumienie i współczucie, ale czułem, że ta decyzja będzie rzutować na dalszej relacji. Dwa tygodnie po moim nie przyjechaniu, kontakt zaczął wyhamowywać, odpowiedzi po 2 dniach, po 3, 5. Zdjęcia tak jak wcześniej wysyłała z solowych wypadów, teraz subtelnie sugerowały, wypady w towarzystwie. Rozumiem ją, że nie będzie wstrzymywać swojego życia, ale mam teraz takie wielkie przeświadczenie, że to ja mogłem przeżywać z nią te chwile, gdybym nie wybrał opieki nad potrzebującym rodzicem. Motywacja i chęci zniknęły, chęć do życia też. Miałem moment, gdzie emocje były tak silne, że jak siadłem to zacząłem gadać do siebie i płakać jak nigdy wcześniej (nawet na pogrzebach bliskich nie płakałem). Mówiłem do siebie, że tylko chciałem móc otoczyć drugą osobę swoją miłością i mieć dla kogo żyć, otworzyć tę tamę emocji, która się we mnie zgromadziła przez te lata samotności. Nie wiem, co dalej z tym robić, próbować, że a może jednak? Dać jej spokój, co w sumie byłoby fair wobec niej? Zły jestem na siebie, że nie potrafię cieszyć się życiem samemu i sama nadzieja związku z taką wymarzoną osobą ma na mnie tak duży wpływ. No cóż, wszystko się okaże w te wakacje, bo dawno temu umówiliśmy się na jeszcze jedną wyprawę, z której póki co nie wycofała się, ale moje nadzieje, jeżeli chodzi o związek, z mojej perspektywy wyglądają całkiem mizernie. Także po wakacjach pewnie przepale oszczędności i podejmę tą jedną jedyną egoistyczną decyzję w moim smutnym jak **** życiu. Odkładałem to ze względu na bliskich ("no nie mogę im tego zrobić"), ale czuję, że tak dalej już nie dam rady. Nie wiem, czy to, co napisałem, można nazwać pytaniem, ani czy było to napisane składnie i ładnie, bo tyle rzeczy chodzi mi po głowie, ale chciałem się gdzieś anonimowy wygadać. Może powiecie mi coś, czego o sobie nie wiem, może doradzicie, a może tylko zaproponujecie proszki i terapię. Na nic w każdym razie nie liczę. Pozdrawiam
Moim problemem w wieku 26 lat jest samowykluczenie z życia społecznego.
Moim problemem w wieku 26 lat jest samowykluczenie z życia społecznego. Nie mam przyjaciół, zawieranie jakichkolwiek znajomości jest niemożliwe, wieczny smutek, który 24 g na dobę czuje, załatwienie sprawy u lekarza, w urzędzie wiąże się z dużym stresem i paniką. Nieraz zrobiłem 30 km do specjalisty, np. jak wbiło mi się ciało obce w oko, to siedziałem w samochodzie i ryczałem takie emocje. Zawodowo nigdzie nie mogę się odnaleźć, staram się pracować obecnie Niemcy z rodziną, ale niestety 1 pokój na 3 osoby czuje się źle, nie mogę być sam nawet 1 g, czuje się źle. Wiem, że jak zrezygnuje z pracy, to nie mam dobrych relacji z mamą przeciwieństwa, zawsze byłem nierobem i nic nie pomagałem, nie pije alkoholu od 7 lat z powodu w sumie urodziny mojej siostry byłem bez pracy i rodzina no zaczęła mi docinać, że nic nie robię itp. parę przykrych słów które, nigdy się nie zakochałem, boje się nigdy mi nikt nie powiedział nawet mama, że mnie kocha, myślałem wielokrotnie o samobójstwie, ale się boję, mam w sobie tyle bólu, że mnie rozrywa psychicznie, jestem już zmęczony, nie mogę być sam minuty, telewizor radio na okrągło, a ja się modlę o spokój cisze.
Jak poradzić sobie z samotnością?
Jak poradzić sobie z samotnością? Od jakiegoś czasu mam na dodatek wrażenie, że zaczynam nienawidzić ludzi, nawet tych, z którymi najchętniej się spotykałam. Pewnie to ważne, więc dopowiem, że odkąd pamiętam jestem odrzucana przez rówieśników. Za to rodzice są przy mnie od małego i dbają o mnie tak, jak powinni, czuję się przez nich kochana.
Czuję samotność, poczucie zmarnowanej młodości. Wyobrażałam sobie studia dzienne, akademik, znajomości, a nie mam tego.

Hej, chciałabym porozmawiać z kimś, kto może zmaga lub zmagał się z podobnym problemem. 

Aktualnie mam 22 lata, studiuje zaocznie psychologię na 3 roku i bardzo lubię moje studia, wiąże z nimi przyszłość. Marzyłam o studiach dziennych, mieszkaniu w akademiku, życiu studenckim, poznaniu mnóstwa przyjaciół, znalezieniu pracy dorywczej i próbie usamodzielnienia się. Moje życie jednak nie potoczyło się tak jak chciałam, matura nie poszła mi tak jak oczekiwałam, więc musiałam zrobić sobie rok przerwy, podczas którego pracowałam i poprawiłam maturę, aby dostać się na wymarzony kierunek. Jednak nie udało mi się dostać na kierunek dziennie, więc zdecydowałam, że pójdę zaocznie. Nie chciałam już zmieniać trybu, bo naprawdę mi to odpowiadało, ale dalej miałam trochę żal do siebie, że marnuje swoje młode życie i będę żałować. W tygodniu praca, w której nie było osób w moim wieku, więc trudno było tam nawiązać kontakty towarzyskie, a ze znajomymi z poprzednich lat nie mam już kontaktu, więc czułam bardzo dużą samotność i rutynę. Z ludźmi widziałam się tylko w weekend, ale nie nawiązaliśmy jakiegoś głębszego kontaktu. 

Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że jej życie potoczyło się inaczej niż moje, ona dostała się na studia dzienne, mieszkała w akademiku, do tego pracowała dorywczo, ma paczkę przyjaciół. Ja czuję się o wiele gorsza, mieszkam z rodzicami, dojeżdżam, nie mam paczki przyjaciół i mam wrażenie, że już jest za późno na jakąkolwiek zmianę i bez sensu jest pchać się do akademika, jeśli mam zjazdy w weekend. Myślałam o podjęciu pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku, ale nie wiem, czy to nie jest takie "na siłę".

 Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie sensowne dla siebie i porozmawiać z kimś, mającym różne doświadczenia, żeby jakoś spróbować zmienić perspektywę i swoje myślenie, ponieważ cały czas to do mnie wraca i mnie dołuje przez to. Czuję się beznadziejna...mam wrażenie, że zawsze już będę sama...

myśli samobójcze

Myśli samobójcze – przyczyny, rozpoznanie, pomoc

Myśli samobójcze to poważny problem dotykający wielu osób. Ważne jest rozpoznanie objawów i wiedza o sposobach radzenia sobie z nim. Jeśli Ty lub ktoś bliski zmaga się z takimi myślami, pamiętaj, że warto szukać pomocy!