
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, zaburzenia osobowości
- Czy potrzebuję...
Czy potrzebuję psychiatry?Jak rozpoznać potrzebę leczenia? Podejrzenie borderline i ADHD.
Czy potrzebuję psychiatry i leków czy atencji?
Mam wrażenie, że wymyśliłam sobie wszystkie problemy i jestem jakąś rozpieszczoną gówniarą, która naoglądała się czegoś w internecie (mam 20+ lat). Według mojej terapeutki mam dużo cech Borderline i niektóre ADHD. Myślałam, że terapia pokaże o wiele szybciej efekty, ale niestety będę się musiała jeszcze trochę namęczyć ze swoimi huśtawkami nastroju. Zauważam niby jakieś problemy w relacjach, mam każdego za oszusta, nawet jeśli ktoś jest miły, to boję się, że mnie chce skrzywdzić i tak naprawdę każdy skrycie mnie nienawidzi.
Ale w sumie to izoluje się od ludzi i to mi odpowiada, czuję się dobrze. Nie zauważam tych różnych 'objawów' czy coś tam. W moim pierwszym związku poczułam się jakby wszystkie te traumy się odblokowały i te rzeczy miały jeszcze wpływ na relacje (zniszczyły ją). Ale teraz jak już jestem sama to nawet nie zauważam żadnych problemów oprócz tego, że często na jakieś małe sytuacje reaguje uderzaniem w swoją samoocenę i się szybko obrażam na byle kogo o byle co, przez moje teorie i domysły, które mimo że identyfikuję, to nie potrafię zobaczyć tego inaczej.
Czasem czuję pustkę, ale szczerze to kocham to i o wiele wolę tą pustkę niż te okropne emocje, które potrafią mnie doprowadzić do samookaleczania a potem strachu o zdrowie itd. Nie mam też stabilnej tożsamości, ale naprawdę mam wrażenie, że nic mi nie przeszkadza.
Często jedynie nie potrafię sobie poradzić z cechami typowymi dla ADHD, np. podczas rozmowy ciągle jestem odcięta, czekam na swoją kolej, boję się, że zapomnę, mam gonitwy myśli, mówię albo za szybko albo za wolno, albo za cicho albo za głośno, prokrastynacja do potęgi, potem brak snu przez zaniedbanie obowiązków. Czasem nie mam ochoty zrobić nic i jestem zamrożona.
Na tym punkcie to już nie wiem w sumie czy potrzebuję psychiatry, czy nie? Bo chciałabym mieć stabilny nastrój i unikać takich męczących huśtawek, bo bardzo boli mnie głowa od płaczu i stresu i w ogóle szczęka, ale z drugiej strony na terapii moja psychoterapeutka powiedziała, że szukam wszystkiego tylko, żeby się nie skupić na terapii.
Chciałam po prostu się wygadać, bo stwierdziłam, że to mi pomoże i wtedy o tym porozmawiać i nie moja wina, że sesje są tak krótkie i tak drogie. Może ze mną się nie da pracować? Zastanawiam się czy ona mnie w ogóle toleruje czy ją wkurzam? Nie mam pojęcia i nie potrafię ocenić czy potrzebuję leków i boję się, że jak będę chciała zapytać o to psychiatrę to mnie wyśmieje i będzie oceniał.
Nie mam w ogóle samoświadomości i nie widzę dosłownie nic :( A jedyne co mi przychodzi do głowy to, że często próbowałam regulować nastrój alkoholem, niezdrowym jedzeniem itd. w wyniku czego potem bałam się o swoje zdrowie i miałam obsesję na punkcie szukania sobie nowych chorób.
Proszę o poradę (wiem, że tylko ja muszę sama zdecydować czy chcę takiej pomocy, czy nie, ale no problem w tym, że nie umiem tego zobaczyć i nie zdaję sobie z niczego sprawy)
TwójPsycholog
Dzień dobry Zuziu,
po pierwsze to samoświadomość masz bardzo dużą :) Piszesz o swoich zachowaniach, myślach, emocjach, schematach działania. Piszesz o tym, czym regulowałaś nastrój oraz że trudne emocje są dla Ciebie, jak na ten moment, zbyt ciężkie do radzenia sobie. Samoświadomością jest też to, co widzisz, że może kryć się pod ADHD. Korzystanie z psychoterapii jest już, samo w sobie, wielkim krokiem.
Po drugie - psychiatra jest od tego, by Ci pomóc. Być może wkrada się tutaj Twój wewnętrzny dialog, który boi się potencjalnego wyśmiania i odrzucenia - natomiast wciąż są to domysły, oparte raczej na lęku antycypacyjnym (które zauważasz u siebie w relacjach). Psychiatra potwierdza diagnozy, więc możesz do niego pójść z zaleceniem wglądu od swojej terapeutki lub bez tego - lekarz podpyta Cię o trudności, samopoczucie, samouszkodzenia, radzenie sobie w kryzysie. Jeśli przepisze farmakoterapię, możesz zyskać nową jakość życia, co samo pomaga niezwykle w uczestnictwie i nauce w psychoterapii. Być może właśnie tutaj jest klucz - by ustabilizować Twój nastrój, co pozwoli na lepsze radzenie sobie z nowymi możliwościami, które zyskujesz dzięki spotkaniom z psychoterapeutką. Farmakoterapia jest też bardzo pomocna w ADHD.
Możesz na spokojnie wziąć kartkę, narysować kreskę dzielącą stronę na pół, po lewej wpisać "Myśli" a po prawej "Fakty". Po lewej spisać myśli - oddzielnie do jednego 'tematu'/sfery życia - np. Psychiatra mnie wyśmieje, gdy zapytam o zaburzenie typu borderline. Po prawej wypisać fakt - pamiętaj, że są to sprawy, które dzieją się 'tu i teraz', są obiektywne, pozbawione nakładki w postaci Twoich emocji, przypuszczeń i postaw - np. Nie mogę wiedzieć, że psychiatra mnie wyśmieje, ponieważ nie byłam jeszcze u niego. Itd.
Trzymam kciuki Zuziu!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Bejmert
Dzień dobry,
Dziękuję, że tak szczerze opisałaś, co przeżywasz. To, co piszesz, naprawdę nie wygląda na "szukanie atencji", tylko na głęboki wewnętrzny chaos, trudne emocje, zagubienie i ogromną samotność w tym wszystkim. Widać, że bardzo dużo myślisz o sobie, analizujesz, próbujesz zrozumieć – i to już naprawdę jest coś ważnego. Ale sama świadomość to za mało, jeśli nie masz się na czym oprzeć emocjonalnie.
Czy potrzebujesz psychiatry? Moim zdaniem – warto spróbować. Nie dlatego, że „coś z Tobą nie tak”, tylko dlatego, że leki (jeśli zostaną zaproponowane) mogą pomóc złagodzić najtrudniejsze objawy: huśtawki nastroju, impulsowość, płaczliwość, zamrożenie. To może być wsparcie, które pozwoli Ci lepiej korzystać z terapii i mieć więcej siły na codzienne funkcjonowanie. Psychiatra nie jest od oceniania. Dobrzy lekarze wiedzą, że osoby z zaburzeniami emocjonalnymi często czują się niepewne, więc nie bój się powiedzieć: „Nie wiem, czy to problem, ale potrzebuję pomocy”.
A co do terapii – masz prawo czuć, że to za mało, że trudno Ci się tam odnaleźć, że potrzebujesz więcej czasu, ciepła, zrozumienia. Możesz otwarcie powiedzieć terapeutce, że boisz się, że Cię ocenia – to też może być bardzo ważna część procesu. Jeśli nie czujesz się przy niej bezpiecznie, masz prawo poszukać innej osoby – relacja terapeutyczna ma ogromne znaczenie.
Na koniec – piszesz, że „nie widzisz nic”, ale w moim poczuciu to nieprawda. Widzę osobę bardzo refleksyjną, wrażliwą, zmęczoną. Ale też kogoś, kto nigdy się nie poddał, mimo wielu trudnych emocji, samookaleczeń, prób ucieczki. Ty naprawdę walczysz o siebie.
Zrób ten krok. Umów się na konsultację psychiatryczną. Nie musisz od razu zaczynać leczenia – po prostu usłysz opinię, poznaj opcje. To nie zamyka niczego, a może otworzyć Ci więcej przestrzeni na ulgę.
Życzę Ci wszystkiego dobrego,
Justyna Bejmert
Psycholog
Patrycja Kurowska
Szanowna Pani,
dziękuję za Pani szczerość i zaufanie. W Pani słowach widać wiele ważnych emocji — niepewności, zmęczenia, ale też prób zrozumienia siebie i tego, co Pani przeżywa.
To naturalne, że przy tak intensywnych doświadczeniach może pojawiać się poczucie chaosu i pytania o to, co jest „naprawdę”, a co nie. To nie świadczy o braku samoświadomości, ale raczej o tym, że mierzy się Pani z bardzo złożonym i wymagającym procesem.
W relacji z terapeutką pojawiły się ważne emocje — wątpliwości, obawy przed oceną, pytania o sens terapii. Zachęcam, by wnieść te uczucia bezpośrednio na sesję terapeutyczną. Takie rozmowy, choć trudne, często stają się kluczowym elementem zmiany. Jeśli jednak mimo prób relacja nie daje poczucia bezpieczeństwa, ma Pani prawo rozważyć zmianę terapeuty.
Niezależnie od tego, konsultacja psychiatryczna jest jak najbardziej wskazana — nie jako wyraz „słabości”, ale jako dodatkowe źródło wiedzy i możliwego wsparcia. Psychiatra pomoże ocenić, czy farmakoterapia mogłaby przynieść ulgę i wesprzeć proces, który już Pani rozpoczęła.
Z wyrazami szacunku,
Patrycja Kurowska
Karolina Bobrowska
Dzień dobry,
To, że zmagasz się z huśtawkami nastroju, lękiem, trudnościami w relacjach i samooceną, świadczy o tym, że coś się w Tobie dzieje i potrzebujesz wsparcia. Myślę, że wizyta u psychiatry nie zaszkodzi, a pomoże zweryfikować sytuację. Psychiatra to lekarz, który oceni, czy w Pani przypadku leki byłyby pomocne, zwłaszcza jeśli Twoje huśtawki nastroju i trudności są bardzo męczące, a terapia nie daje jeszcze pełnej ulgi. Leki nie są magicznym środkiem który rozwiąże problemy, ale mogą stabilizować nastrój, zmniejszać lęki i dać Pani więcej siły, by lepiej pracować nad sobą w terapii. To zupełnie normalne, że ludzie korzystają z połączenia terapii i farmakoterapii.
Potrzeba bycia zauważonym, zrozumianym i akceptowanym jest bardzo naturalna, szczególnie gdy czujemy się zagubieni i samotni. Nie jest to nic złego ani oznaka słabości. Ważne jest, żeby to wsparcie było konstruktywne, a nie tylko chwilowe „zaleczenie” uwagą innych. Proszę pamiętać, że terapia to proces - czasem długi, nierówny, pełen wzlotów i upadków. To normalne, że nie widać efektów od razu. To, że czuje Pani pustkę i jednocześnie się jej nie boi, czy izoluje się, może być pewnym sposobem na przetrwanie. Zachęcam do szczerej rozmowy o tym z terapeutą.
Pozdrawiam serdecznie
Karolina Bobrowska
psycholog
Kacper Urbanek
Dzień dobry,
Bardzo dobrze, że zdecydowałaś się o tym napisać, to już krok do przodu. Z tego, co opisujesz, przeżywasz naprawdę trudne i intensywne emocje, które potrafią całkowicie pochłaniać i powodować cierpienie. Nie jest to kwestia „szukania atencji” ani „wymyślania sobie problemów”. Twoje doświadczenia są prawdziwe i ważne, a to, że sama zastanawiasz się, czy to wszystko jest „prawdziwe”, jest częste u osób z niestabilnym nastrojem i problemami w regulacji emocji. To, co opisujesz czyli huśtawki nastrojów, impulsywność, trudności w relacjach, lęk przed odrzuceniem, poczucie pustki, problemy z tożsamością, a także objawy, które mogą przypominać ADHD to wszystko może bardzo mocno wpływać na codzienne funkcjonowanie. Jeśli sama czujesz, że huśtawki nastroju są dla Ciebie męczące, a czasem prowadzą do samookaleczeń, to jest to ważny sygnał, że wsparcie psychiatry może być potrzebne. Psychiatra nie jest od oceniania, tylko od pomocy w znalezieniu najlepszego sposobu na poprawę jakości życia. Leki nie są zawsze konieczne, ale jeśli trudności są tak nasilone, że utrudniają normalne życie, czasem leki mogą pomóc w ustabilizowaniu emocji i dać więcej przestrzeni, by terapia mogła działać skuteczniej. To, że Twoja terapeutka zauważa mechanizmy unikania, nie znaczy, że jesteś „nie do pracy”. Wręcz przeciwnie, w terapii często wychodzą na jaw sposoby radzenia sobie, które kiedyś pomagały, ale teraz już nie działają. To część procesu. Zmiany w terapii mogą trwać długo, zwłaszcza jeśli trudności mają swoje korzenie w dzieciństwie czy wcześniejszych doświadczeniach. Spróbuj porozmawiać otwarcie z terapeutką o swoich obawach nawet jeśli czujesz wstyd czy lęk. Możesz wprost powiedzieć, że boisz się, czy ona Cię nie ocenia i że zastanawiasz się, czy potrzebujesz pomocy psychiatry. Jeśli jest dobrą terapeutką, pomoże Ci podjąć decyzję i w razie potrzeby skieruje do psychiatry. Twoje wątpliwości, zamrożenia, gonitwy myśli, impulsywne sposoby regulacji emocji (jak alkohol, jedzenie), wszystko to są objawy, które pokazują, że mierzenie się z tym samotnie jest bardzo trudne. Nie jesteś w tym sama i nie musisz radzić sobie bez wsparcia. Rozważ skonsultowanie się z psychiatrą, to nie oznacza od razu konieczności przyjmowania leków, ale pozwoli ustalić, czy i jaka forma leczenia mogłaby Ci pomóc. Nie ma w tym nic wstydliwego.
Zasługujesz na pomoc i wsparcie. Dobrze, że o tym mówisz, to pierwszy krok, by coś zmienić.
Z pozdrowieniami
Psycholog diagnosta
Kacper Urbanek

Zobacz podobne
Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.

