Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy potrzebuję psychiatry?Jak rozpoznać potrzebę leczenia? Podejrzenie borderline i ADHD.

Czy potrzebuję psychiatry i leków czy atencji? 

Mam wrażenie, że wymyśliłam sobie wszystkie problemy i jestem jakąś rozpieszczoną gówniarą, która naoglądała się czegoś w internecie (mam 20+ lat). Według mojej terapeutki mam dużo cech Borderline i niektóre ADHD. Myślałam, że terapia pokaże o wiele szybciej efekty, ale niestety będę się musiała jeszcze trochę namęczyć ze swoimi huśtawkami nastroju. Zauważam niby jakieś problemy w relacjach, mam każdego za oszusta, nawet jeśli ktoś jest miły, to boję się, że mnie chce skrzywdzić i tak naprawdę każdy skrycie mnie nienawidzi. 

Ale w sumie to izoluje się od ludzi i to mi odpowiada, czuję się dobrze. Nie zauważam tych różnych 'objawów' czy coś tam. W moim pierwszym związku poczułam się jakby wszystkie te traumy się odblokowały i te rzeczy miały jeszcze wpływ na relacje (zniszczyły ją). Ale teraz jak już jestem sama to nawet nie zauważam żadnych problemów oprócz tego, że często na jakieś małe sytuacje reaguje uderzaniem w swoją samoocenę i się szybko obrażam na byle kogo o byle co, przez moje teorie i domysły, które mimo że identyfikuję, to nie potrafię zobaczyć tego inaczej. 

Czasem czuję pustkę, ale szczerze to kocham to i o wiele wolę tą pustkę niż te okropne emocje, które potrafią mnie doprowadzić do samookaleczania a potem strachu o zdrowie itd. Nie mam też stabilnej tożsamości, ale naprawdę mam wrażenie, że nic mi nie przeszkadza. 

Często jedynie nie potrafię sobie poradzić z cechami typowymi dla ADHD, np. podczas rozmowy ciągle jestem odcięta, czekam na swoją kolej, boję się, że zapomnę, mam gonitwy myśli, mówię albo za szybko albo za wolno, albo za cicho albo za głośno, prokrastynacja do potęgi, potem brak snu przez zaniedbanie obowiązków. Czasem nie mam ochoty zrobić nic i jestem zamrożona. 

Na tym punkcie to już nie wiem w sumie czy potrzebuję psychiatry, czy nie? Bo chciałabym mieć stabilny nastrój i unikać takich męczących huśtawek, bo bardzo boli mnie głowa od płaczu i stresu i w ogóle szczęka, ale z drugiej strony na terapii moja psychoterapeutka powiedziała, że szukam wszystkiego tylko, żeby się nie skupić na terapii. 

Chciałam po prostu się wygadać, bo stwierdziłam, że to mi pomoże i wtedy o tym porozmawiać i nie moja wina, że sesje są tak krótkie i tak drogie. Może ze mną się nie da pracować? Zastanawiam się czy ona mnie w ogóle toleruje czy ją wkurzam? Nie mam pojęcia i nie potrafię ocenić czy potrzebuję leków i boję się, że jak będę chciała zapytać o to psychiatrę to mnie wyśmieje i będzie oceniał. 

Nie mam w ogóle samoświadomości i nie widzę dosłownie nic :( A jedyne co mi przychodzi do głowy to, że często próbowałam regulować nastrój alkoholem, niezdrowym jedzeniem itd. w wyniku czego potem bałam się o swoje zdrowie i miałam obsesję na punkcie szukania sobie nowych chorób. 

Proszę o poradę (wiem, że tylko ja muszę sama zdecydować czy chcę takiej pomocy, czy nie, ale no problem w tym, że nie umiem tego zobaczyć i nie zdaję sobie z niczego sprawy)

TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry Zuziu,

 

po pierwsze to samoświadomość masz bardzo dużą :) Piszesz o swoich zachowaniach, myślach, emocjach, schematach działania. Piszesz o tym, czym regulowałaś nastrój oraz że trudne emocje są dla Ciebie, jak na ten moment, zbyt ciężkie do radzenia sobie. Samoświadomością jest też to, co widzisz, że może kryć się pod ADHD. Korzystanie z psychoterapii jest już, samo w sobie, wielkim krokiem. 

Po drugie - psychiatra jest od tego, by Ci pomóc. Być może wkrada się tutaj Twój wewnętrzny dialog, który boi się potencjalnego wyśmiania i odrzucenia - natomiast wciąż są to domysły, oparte raczej na lęku antycypacyjnym (które zauważasz u siebie w relacjach). Psychiatra potwierdza diagnozy, więc możesz do niego pójść z zaleceniem wglądu od swojej terapeutki lub bez tego - lekarz podpyta Cię o trudności, samopoczucie, samouszkodzenia, radzenie sobie w kryzysie. Jeśli przepisze farmakoterapię, możesz zyskać nową jakość życia, co samo pomaga niezwykle w uczestnictwie i nauce w psychoterapii. Być może właśnie tutaj jest klucz - by ustabilizować Twój nastrój, co pozwoli na lepsze radzenie sobie z nowymi możliwościami, które zyskujesz dzięki spotkaniom z psychoterapeutką. Farmakoterapia jest też bardzo pomocna w ADHD.

Możesz na spokojnie wziąć kartkę, narysować kreskę dzielącą stronę na pół, po lewej wpisać "Myśli" a po prawej "Fakty". Po lewej spisać myśli - oddzielnie do jednego 'tematu'/sfery życia - np. Psychiatra mnie wyśmieje, gdy zapytam o zaburzenie typu borderline. Po prawej wypisać fakt - pamiętaj, że są to sprawy, które dzieją się 'tu i teraz', są obiektywne, pozbawione nakładki w postaci Twoich emocji, przypuszczeń i postaw - np. Nie mogę wiedzieć, że psychiatra mnie wyśmieje, ponieważ nie byłam jeszcze u niego. Itd.

Trzymam kciuki Zuziu!


 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Dziękuję, że tak szczerze opisałaś, co przeżywasz. To, co piszesz, naprawdę nie wygląda na "szukanie atencji", tylko na głęboki wewnętrzny chaos, trudne emocje, zagubienie i ogromną samotność w tym wszystkim. Widać, że bardzo dużo myślisz o sobie, analizujesz, próbujesz zrozumieć – i to już naprawdę jest coś ważnego. Ale sama świadomość to za mało, jeśli nie masz się na czym oprzeć emocjonalnie.

 

Czy potrzebujesz psychiatry? Moim zdaniem – warto spróbować. Nie dlatego, że „coś z Tobą nie tak”, tylko dlatego, że leki (jeśli zostaną zaproponowane) mogą pomóc złagodzić najtrudniejsze objawy: huśtawki nastroju, impulsowość, płaczliwość, zamrożenie. To może być wsparcie, które pozwoli Ci lepiej korzystać z terapii i mieć więcej siły na codzienne funkcjonowanie. Psychiatra nie jest od oceniania. Dobrzy lekarze wiedzą, że osoby z zaburzeniami emocjonalnymi często czują się niepewne, więc nie bój się powiedzieć: „Nie wiem, czy to problem, ale potrzebuję pomocy”.

 

A co do terapii – masz prawo czuć, że to za mało, że trudno Ci się tam odnaleźć, że potrzebujesz więcej czasu, ciepła, zrozumienia. Możesz otwarcie powiedzieć terapeutce, że boisz się, że Cię ocenia – to też może być bardzo ważna część procesu. Jeśli nie czujesz się przy niej bezpiecznie, masz prawo poszukać innej osoby – relacja terapeutyczna ma ogromne znaczenie.

 

Na koniec – piszesz, że „nie widzisz nic”, ale w moim poczuciu to nieprawda. Widzę osobę bardzo refleksyjną, wrażliwą, zmęczoną. Ale też kogoś, kto nigdy się nie poddał, mimo wielu trudnych emocji, samookaleczeń, prób ucieczki. Ty naprawdę walczysz o siebie.

 

Zrób ten krok. Umów się na konsultację psychiatryczną. Nie musisz od razu zaczynać leczenia – po prostu usłysz opinię, poznaj opcje. To nie zamyka niczego, a może otworzyć Ci więcej przestrzeni na ulgę.

 

Życzę Ci wszystkiego dobrego,

Justyna Bejmert

Psycholog

Patrycja Kurowska

Patrycja Kurowska

Szanowna Pani,

dziękuję za Pani szczerość i zaufanie. W Pani słowach widać wiele ważnych emocji — niepewności, zmęczenia, ale też prób zrozumienia siebie i tego, co Pani przeżywa.

To naturalne, że przy tak intensywnych doświadczeniach może pojawiać się poczucie chaosu i pytania o to, co jest „naprawdę”, a co nie. To nie świadczy o braku samoświadomości, ale raczej o tym, że mierzy się Pani z bardzo złożonym i wymagającym procesem.

W relacji z terapeutką pojawiły się ważne emocje — wątpliwości, obawy przed oceną, pytania o sens terapii. Zachęcam, by wnieść te uczucia bezpośrednio na sesję terapeutyczną. Takie rozmowy, choć trudne, często stają się kluczowym elementem zmiany. Jeśli jednak mimo prób relacja nie daje poczucia bezpieczeństwa, ma Pani prawo rozważyć zmianę terapeuty.

Niezależnie od tego, konsultacja psychiatryczna jest jak najbardziej wskazana — nie jako wyraz „słabości”, ale jako dodatkowe źródło wiedzy i możliwego wsparcia. Psychiatra pomoże ocenić, czy farmakoterapia mogłaby przynieść ulgę i wesprzeć proces, który już Pani rozpoczęła.

 

Z wyrazami szacunku,

Patrycja Kurowska

Karolina Bobrowska

Karolina Bobrowska

Dzień dobry, 

To, że zmagasz się z huśtawkami nastroju, lękiem, trudnościami w relacjach i samooceną, świadczy o tym, że coś się w Tobie dzieje i potrzebujesz wsparcia. Myślę, że wizyta u psychiatry nie zaszkodzi, a pomoże zweryfikować sytuację. Psychiatra to lekarz, który oceni, czy w Pani przypadku leki byłyby pomocne, zwłaszcza jeśli Twoje huśtawki nastroju i trudności są bardzo męczące, a terapia nie daje jeszcze pełnej ulgi. Leki nie są magicznym środkiem który rozwiąże problemy, ale mogą stabilizować nastrój, zmniejszać lęki i dać Pani więcej siły, by lepiej pracować nad sobą w terapii. To zupełnie normalne, że ludzie korzystają z połączenia terapii i farmakoterapii.

Potrzeba bycia zauważonym, zrozumianym i akceptowanym jest bardzo naturalna, szczególnie gdy czujemy się zagubieni i samotni. Nie jest to nic złego ani oznaka słabości. Ważne jest, żeby to wsparcie było konstruktywne, a nie tylko chwilowe „zaleczenie” uwagą innych. Proszę pamiętać, że terapia to proces - czasem długi, nierówny, pełen wzlotów i upadków. To normalne, że nie widać efektów od razu. To, że czuje Pani pustkę i jednocześnie się jej nie boi, czy izoluje się, może być pewnym sposobem na przetrwanie. Zachęcam do szczerej rozmowy o tym z terapeutą.

 

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Bobrowska
psycholog

Kacper Urbanek

Kacper Urbanek

Dzień dobry,

Bardzo dobrze, że zdecydowałaś się o tym napisać, to już krok do przodu. Z tego, co opisujesz, przeżywasz naprawdę trudne i intensywne emocje, które potrafią całkowicie pochłaniać i powodować cierpienie. Nie jest to kwestia „szukania atencji” ani „wymyślania sobie problemów”. Twoje doświadczenia są prawdziwe i ważne, a to, że sama zastanawiasz się, czy to wszystko jest „prawdziwe”, jest częste u osób z niestabilnym nastrojem i problemami w regulacji emocji. To, co opisujesz czyli huśtawki nastrojów, impulsywność, trudności w relacjach, lęk przed odrzuceniem, poczucie pustki, problemy z tożsamością, a także objawy, które mogą przypominać ADHD to wszystko może bardzo mocno wpływać na codzienne funkcjonowanie. Jeśli sama czujesz, że huśtawki nastroju są dla Ciebie męczące, a czasem prowadzą do samookaleczeń, to jest to ważny sygnał, że wsparcie psychiatry może być potrzebne. Psychiatra nie jest od oceniania, tylko od pomocy w znalezieniu najlepszego sposobu na poprawę jakości życia. Leki nie są zawsze konieczne, ale jeśli trudności są tak nasilone, że utrudniają normalne życie, czasem leki mogą pomóc w ustabilizowaniu emocji i dać więcej przestrzeni, by terapia mogła działać skuteczniej. To, że Twoja terapeutka zauważa mechanizmy unikania, nie znaczy, że jesteś „nie do pracy”. Wręcz przeciwnie, w terapii często wychodzą na jaw sposoby radzenia sobie, które kiedyś pomagały, ale teraz już nie działają. To część procesu. Zmiany w terapii mogą trwać długo, zwłaszcza jeśli trudności mają swoje korzenie w dzieciństwie czy wcześniejszych doświadczeniach. Spróbuj porozmawiać otwarcie z terapeutką o swoich obawach nawet jeśli czujesz wstyd czy lęk. Możesz wprost powiedzieć, że boisz się, czy ona Cię nie ocenia i że zastanawiasz się, czy potrzebujesz pomocy psychiatry. Jeśli jest dobrą terapeutką, pomoże Ci podjąć decyzję i w razie potrzeby skieruje do psychiatry. Twoje wątpliwości, zamrożenia, gonitwy myśli, impulsywne sposoby regulacji emocji (jak alkohol, jedzenie), wszystko to są objawy, które pokazują, że mierzenie się z tym samotnie jest bardzo trudne. Nie jesteś w tym sama i nie musisz radzić sobie bez wsparcia. Rozważ skonsultowanie się z psychiatrą, to nie oznacza od razu konieczności przyjmowania leków, ale pozwoli ustalić, czy i jaka forma leczenia mogłaby Ci pomóc. Nie ma w tym nic wstydliwego.

Zasługujesz na pomoc i wsparcie. Dobrze, że o tym mówisz, to pierwszy krok, by coś zmienić.

 

Z pozdrowieniami 

Psycholog diagnosta 

Kacper Urbanek 

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Zrozumienie emocji i błędów w toksycznej relacji: jakie mechanizmy mną kierują?

Dzień dobry proszę o pomoc w indentyfikacji moich emocji co do mojej byłej partnerki. Chciałbym w skrócie opowiedzieć całą relację i poddać Państwa analizie co czułem, bo nie potrafię dogadać się z moją obecną partnerką. 

Moja partnerka od dłuższego czasu zarzuca mi, że szaleńczo kochałem swoją byłą partnerkę i była to miłość mojego życia, a ja jej stanowczo zaprzeczam i podkreślam, że byłem w toksycznej relacji i nie podejmowałem świadomych i zgodnych z moimi myślami decyzji. Ponad półtorej roku temu byłem w toksycznej relacji, z której nie potrafiłem się wyrwać. Zrywałem kontakt i kończyłem znajomość z byłą partnerką praktycznie od 2-3tygodnia relacji, ale nie potrafiłem być stanowczy w swojej decyzji i pozwalałem jej wracać. 

Często wobec mojej osoby w tak kryzysowych sytuacjach (dla mojej byłej partnerki) padałem ofiarą manipulacji, szantażu emocjonalnego (płaczu, błagania), zastraszania samobójstwem i wzbudzania poczucia winy (jestem osobą bardzo empatyczną i wzbudzić we mnie poczucie winy i żal jest bardzo prosto) byłem z moją byłą partnerką lekko ponad rok w związku i próbowałem zakończyć tą relację dobre kilkadziesiąt razy, ale za każdym razem była taka sama historia. Byłem w tamtej relacji okłamywany, jak się okazało na końcu zdradzany i oskarżany o zdrady (ogromna zazdrość o moją przeszłości teraźniejszość), potrafiliśmy się kłócić o wszystko. To wszystko powodowało, że bardzo często robiłem w jej kierunku jakieś gesty, żeby zapobiec kłótni lub z winy. Przez całą relację moja była partnerką naciskała mocno na dzieci i kota. Stanowczo wypowiadałem się na temat dzieci, że ich nie chce (nie widziałem jej kompletnie w tak odpowiedzialnej roli). 

W grudniu zostałem zapytany po raz kolejny o kota i zostały wobec mnie użyte argumenty, że nie ma mnie w domu wiecznie (przez charakter pracy i siłownie), że to będzie jej kot, że to ona będzie się nim opiekować. Więc przystając na te warunki zgodziłem się żeby wzięła i zaufałem jej że bedzie odpowiedzialna w tym co mówi. Pojechaliśmy po niego. Początkiem stycznia zakończyłem tamtą relację, (z mojej perspektywy to było zerwanie, w którym utrzymywałem się najdłużej, ale i tak jakoś później wylądowaliśmy w związku) z jej prośby po zerwaniu wziąłem tego kota, ponieważ jej mama chciała go wywalić w domu, a potem się znowu zeszliśmy. Zaoferowałem jej, że dopóki nie znajdzie mieszkania, mogę zajmować się tym kotem, bo było mi go szkoda. 

W momencie w którym znalazła mieszkanie (czyli pokój) uznałem, że nie ma warunków do tego i póki jesteśmy razem, żeby go nie męczyć, kot może zostać u mnie. Do tego momentu wciąż się dużo kłóciliśmy, rozstawaliśmy. Podczas mojego wyjazdu prosiłem ją, żeby zostawała z tym kotem u mnie na mieszkaniu, ale jej nie było całymi dniami co też było powodem do kłótni. 

W międzyczasie aż do kwietnia wychodziły jakieś nieścisłości związane z jej przeszłością, a raczej kłamstwami na temat partnerów seksualnych. Założenie tindera chwilę po naszym kolejnym zerwaniu, a potem zarzekanie się, że szukała tam mnie (w tym momencie znalazłem ją na ciemnym koncie i napisałem do niej niestosowną wiadomość) od lutego do końca kwietnia to był bardzo intensywny okres, który ogromnie na mnie wpłynął i stałem się złym człowiekiem. Sam założyłem tindera podczas rozstania, w momencie, w którym ona spotkała się z kimś z tindera w trakcie związku, ja napisałem do mojej byłej partnerki z relacji fwb. 

Robiłem takie same złe rzeczy jak ona, nie poznawałem się, ponieważ nigdy taki nie byłem. Wpadłem w obsesje na punkcie tego czy mnie zdradza i próbowałem za wszelką cenę jej to udowodnić. Robiłem mnóstwo dziwnych rzeczy zaczynając od kupna kwiatów za duże pieniądze kończąc na proponowaniu terapii, ciągle mając świadomość już od dłuższego czasu że jej nie kocham i chce uciec z tej relacji ale nie potrafię. Robiłem te rzeczy pod wpływem różnych emocji, miałem robione awantury, ciągle odczuwałem poczucie winy, zagubienie, wahania nastroju, mimo że w normalnych momentach myślałem jak odejść i nie wyobrażałem sobie z nią przyszłości to moje czyny w tym kryzysowych sytuacjach często temu zaprzeczały jakbym próbował ją zatrzymać na siłę żeby mnie nie bolało. 

Na końcu relacji nie wierzyłem już, że będę w stanie kogokolwiek sobie znaleźć, nie uważałem się za atrakcyjną osobę, uważałem się za złą osobę po tych wszystkich rzeczach które robiłem w tej relacji (jakbym nie był soba), poczucie winy towarzyszyło mi praktycznie cały czas mimo że ktoś mi zrobił krzywdę to ja i tak doszukiwałem się swoich błędów a byłą partnerką tylko je podkreślała przez co ciągle czułem się ze soba źle. Na końcu już wiedziałem, że nie będę potrafił od niej odejść i próbowałem czegoś innego szczególnie, że byłem już w 6-letniej relacji wcześniej i nie potrafiłem jej zakończyć od dobrych 2 lat, mimo że partnerka mi się nie podobała już, nie miałem do niej żadnych uczuć i też nie chciałem się angażować w relacje . 

Jest mi bardzo ciężko odejść od kogoś jak nie mam stałego gruntu, przemyślanego wszystkiego i jestem bardzo podatny na czyjś wpływ mimo że nie chce z kimś być to mam wrażenie że jestem z kimś, bo mi go żal. Na końcu relacji dopuściłem się takich rzeczy jak, prośba terapii, pisanie do mojej byłej partnerki maili bo byłem wszędzie zablokowany o tym, jak ja kocham i jak bardzo chce z nią byc i chce z nią dzieci, ślubu i przyszłości (mimo że nigdy nawet o tym nie pomyślałem i zawsze jej odmawiałem jak zagadywała o dziecko). Po tygodniu kiedy już było dobrze, zawiozłem jej róże z kartką ze ja kocham pod wpływem impulsu, manifestowałem filmikami na YouTube powrót ex itp i to wszystko mimo świadomości że nie chce z nią być. 

Za każdym razem jak dałem się zmanipulować i pozwoliłem jej do siebie wrócić, na drugi dzień żałowałem. Podczas ostatniego zerwania cały czas powtarzałem, że nie wiem dlaczego mnie to tak boli skoro ja z nią już nie chciałem być od dłuższego czasu i nie miałem do niej żadnych uczuć. Chodziłem do psychologa, żeby poukładać sobie to wszystko w głowie, ale terapia nie spełniała moich oczekiwań i na samym końcu, kiedy już doszło do zerwania, poszedłem do psychiatry z myślami samobójczymi. Byłem na dnie, moje poczucie wartości nie istniało, wszystko zależało od niej, przyzwyczaiła mnie do tego że nigdy nikogo nie znajdę, ja stałem się przy niej bardzo złym człowiekiem, jakby jej odbiciem. Odczuwałem chroniczne poczucie winy, wahania na stroju i zmęczenie. Zaznaczę że podczas opiekowania się kotem praktycznie od 1.5msc spałem po parę godzin, bo nie miałem czasu i wracałem bardzo późno i kot skakał i chciał się bawić i budził mnie przed moim budzikiem do pracy. 

Moje pytanie brzmi dlaczego robiłem te wszystkie rzeczy tak obsesyjnie próbując zatrzymać kogoś, od kogo chciałem uciec, nie angażując się w tamtą relację czy uważając, że moje uczucia już dawno minęły? 

Większości tamtej relacji nie pamiętam, była dla mnie bardzo traumatyczna. Nie mam pojęcia też jak można zapomnieć prawie większość relacji i tego co się robiło. Kłócę się z moją partnerką od roku o to, że moja była partnerką była miłością mojego życia i robiłem to wszystko, bo chciałem z nią być a ja tylko zaprzeczam. Przeszliśmy przez 2-3msc terapii par, która nic nie dała i aktualnie moja partnerka chcąc mnie zrozumieć poszła na terapię indywidualną, ale liczę na to, że pomoc od państwa w wyjaśnieniu mechanizmów, jakimi mogłem się kierować niekoniecznie miłością czy chęcią bycia z moją byłą partnerką. Pomogę obecnej partnerce lepiej zrozumieć całą sytuację. Bardzo proszę o pomoc i przepraszam za tak długi wpis.

Pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, co odbiło się na moim zdrowiu psychicznym w dorosłości.
Jestem osobą pochodząca z rodziny dysfunkcyjnej, gdzie moi rodzice nadużywają alkoholu. Bardzo dużo przez to wycierpiałam, bo dochodziła też przemoc. Założyłam rodzine, lecz odczuwam, że moja 'przeszłość" odbija sie w każdej sferze życia . Nie potrafie okazywac uczuć i mówić o nich , nie jestem osoba asertywna, nie mówię co myślę , boje sie zmian ,ciagle odnoszę porażki w pracy , łatwo daje sie wykorzystywać innym. Mam bardzo niska samoocene, nie wierze w siebie, czuje sie nieatrakcyjna . Ponadto moj mąż również popija i do tego borykamy sie z problemami finansowymi , długami. To wszysto odbija sie na mnie , czuję, że psychicznie nie daje sobie juz rady , zarzucam sobie, że to moja wina i boje sie spoglądać w przyszłość .. Do tego mąż i jego rodzina we mnie nie wierzą, mówią jaka jestem beznadziejna i że sobie nie radze.. Boli mnie to bardzo. Czuje, że popadam w depresje, bo nie widzę sensu w tym wszystkim, a mam 30 lat. Schudlam , płaczę, nie mam siły na nic . Nie mam w nikim wsparcia, żadnych znajomych, czuję sie we wszystkim sama.. Jedynie córka mnie trzyma jakoś w ryzach . Nie wiem co powinan zrobic w tej sytuacji? Licze na jakakolwiek porade Dziekuje.
Jak poradzić sobie z zerwaniem kontaktu przez dorosłą córkę?

Dzień dobry, Jestem w trudnej sytuacji, w której jako dorosła kobieta matka dorosłej 34-letniej córki nie umiem sobie poradzić z odcięciem się mojej córki ode mnie. Postaram się jak najjaśniej napisać, o co chodzi. Córka mieszka 12 lat za granicą, ma żonę, z którą pięknie ułożyła sobie życie, co raduje mnie bardzo. Ja mając 32 lata po 10 latach małżeństwa ,zostałam porzucona przez męża i się rozwiodłam. Stan po rozwodzie moje stany depresyjne, nieułożone życie spowodowało ze nie do końca byłam idealną matką i często zbyt mało czasu jej poświęcałam, która też potrzebowała mojego wsparcia . Z biegiem lat byłam ojcem i matką, aż role się odwróciły i córka, dorastając przejęła obowiązki opiekuna była moim wsparciem … Nieudane moje związki w tym jeden z AA lkoholikiem bardzo wpłynął na całe życie mojej córki . Tzn jej się nic fizycznie nie stało ale incydentalne sytuacje z nim źle się odbiły na Niej . Przez wiele lat jak moją córka wyjechała na stałe nasz kontakt był b dobry bardzo się kochamy bardzo tęsknimy co nie raz sobie okazywałyśmy . Po krotce … ostatnio córka jak była u mnie w maju była już nieswojo i smutna wycofana . Wróciła i …. Złapała depresję i się odcięła . Po moich pytaniach napisała tylko zero kontaktu … prosiła abym wspierała ją milcząc bo ona się odezwie jak się poczuje lepiej . Trzy tygodnie temu napisała bbb długi list wyrzucając mi co ją boli bolało oraz też wiele słów ciepła . Nie chce już, abym kontrolowała jej życie ucięła kontakt . Odpisałam jej po przemyśleniu b ją przepraszając sto razy i obiecując że będę lepszą mamą, że czasu nie cofnę że mi przykro . Że jestem teraz zawsze … Ona milczy …. Co robić ? Pozdrowienia K.

Jak radzić sobie z frustracją i bezradnością wobec problemów zdrowotnych i błędów medycznych?

Jeżeli przyczyną jest zdrowie i rozkładające ręce lekarzy, którzy nie są w stanie mi pomóc, bo ktoś zepsuł operację, a nikt nie będzie nakładał swojej ręki. Ja w ciągu roku przestałam być osobą sprawną fizycznie, przez to zdrowie moje się sypie i nikt w stanie nie jest mi pomóc. Co mam zrobić? Leków też nie mogę brać, bo jestem po ostrym zapaleniu trzustki. Z tygodnia na tydzień dowiaduje się o nowych chorobach, to jak mam się czuć jak mam z tym walczyć

Koleżanka zmaga się za samookaleczaniem, a ja widzę świeże ślady. Czy powinnam zgłosić to psycholożce? Jak rozmawiać o tym z koleżanką?
Mam koleżankę w 2 klasie w technikum z którą się lubię, ale nie wiem o niej za dużo i dużo nie rozmawiamy. Problem jest taki, że odkąd ją znam to wiem, że ma problemy z samookaleczaniem , gdyż zawsze widoczne były jej blizny na nadgarstkach , lecz nigdy z nią nie rozmawiałam o tym, gdyż się bałam i nie wiedziałam jak . Na początku naszej znajomości miała widoczne tylko blizny , więc myślałam, że może tak robiła wcześniej, ale już skończyła , dopiero jakiś czas później tak mocno się okaleczyła, że musiała mieć bandaż na ręce , ale nie wiedziałam co z tym zrobić. Parę razy koleżanka chodziła do psychologa szkolnego z powodu problemów w klasie i nie tylko ,więc myślałam, że jest pod dobrą opieką i będzie już dobrze. Po tym już nie widziałam u niej świeżych śladów po samookaleczaniu, w ciągu roku szkolnego , więc myślałam, że jest już ok. I tak było dopóki tydzień dwa temu na wf nie zauważyłam jej nadgarstków, na których było dużo świeżych śladów i blizn po samookaleczeniu i nie wiem co robić. Martwię się i chciałabym pójść z tym do psychologa szkolnego , lecz brak mi odwagi i boję się, że mogę pogorszyć tym sprawę oraz nie wiem, jak zareaguje koleżanka i pani psycholog ,zwłaszcza, że jeszcze nie znam nowej psycholożki szkolnej i teraz nie wiem co robić ? Czy powinnam pójść i porozmawiać o tym z panią psycholog , czy w takiej sytuacji nie powinnam się wtrącać w osobiste sprawy mojej koleżanki?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!