Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak odnaleźć sens życia i ustalić cel zawodowy w wieku 30 lat?

Od lat męczy mnie codziennie, dosłownie codziennie jedna myśl. Co robić w życiu? Do czego się nadaje? Mam 30 lat. Nie mam dzieci ani męża. Mam partnera. Niestety tak potoczyło mi sie życie ,choć chciałabym mieć pełna, normalna rodzinę. Do tego mieszkamy za granicą i mam kiepska prace, nie dość, ze fizyczna to jeszcze kiepsko płatna. Czuję, że mogę więcej. W Polsce cale życie pracowałam w biurze, mam wyższe wykształcenie. Niestety sytuacje życiowe z partnerem doprowadziły mnie do takiego miejsca, ze niewiele mnie cieszy. Czuję się, jakbym utknęła. Zawsze miałam tak, ze nie wiedziałam, co chce robić. Od samego skończenia szkoły średniej, czyli już ponad 10 lat męczą mnie myśli ze cięgle nie wiem, co robić. Mam wiele zainteresowań, za wiele. Chciałam być dentysta, dietetykiem, kosmetologiem, psychologiem, stylistka rzęs, stylistka paznokci itp. Mnóstwo pomysłów, a na końcu nic nie wyszło i skończyłam w pracy fizycznej, która jest ponad moje siły. Zawsze się na czymś zafiksuje, a potem mi mija i znowu czas zobojętnienia i braku motywacji i pomysłu na siebie.. Dlaczego tak jest? Jak w końcu sie określić czego chce i do tego dążyć. Jestem konsekwentna, ale tylko wtedy gdy mam jasno wyznaczony cel. A teraz się motam i czuje, ze tracę czas i życie. Czuję się, jakbym była za stara na zrobienie jeszcze czegoś w życiu, choć mam dopiero 30 lat... I męczy mnie to wszystko do tego stopnia, ze czuje się czasem jakbym już wariowała od tych myśli. Ciągle tez mam strach, ze jak coś wybiorę, to zle wybiorę i nie będę się do tego nadawać. Nie mam pojecia co robic, jak poradzić sobie z tymi obsesyjnymi myślami.

Anastazja Zawiślak

Anastazja Zawiślak

To, co Pani opisuje, to bardzo powszechne doświadczenie – uczucie zagubienia, nadmiaru myśli i lęku przed podjęciem złej decyzji. Często wynika to z przeciążenia psychicznego, perfekcjonizmu i braku jasności co do własnych potrzeb. Warto rozważyć terapię (np. ACT lub terapię schematów), która pomoże uporządkować myśli i oswoić lęk. Zacząć od małych kroków – nie musi Pani od razu znać „celu życia”. Wystarczy drobna zmiana, np. eksploracja jednego zainteresowania bez presji. Proszę pamiętać, że 30 lat to nie jest „za późno” – to dobry moment, by zacząć coś na nowo, z większą samoświadomością. Pracować nad lękiem przed wyborem – często nie chodzi o złą decyzję, tylko o brak odwagi do działania mimo wątpliwości.

 

Nie musi Pani przechodzić przez to sama – pomoc specjalisty może być ogromnym wsparciem w odzyskaniu kierunku i nadziei. 

 

Pozdrawiam,

Anastazja Zawiślak

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Marta Lewandowska-Orzoł

Marta Lewandowska-Orzoł

To, co Pani opisuje, brzmi naprawdę trudno – codzienne napięcie, gonitwa myśli, poczucie utknięcia i ciągła presja, że trzeba coś wybrać… a jednocześnie brak pewności, czy cokolwiek z tego „zadziała”. Można się w tym bardzo zmęczyć.

To często efekt przeciążenia – wyborami, oczekiwaniami, porównywaniem się z innymi, lękiem przed pomyłką. Paradoksalnie – im więcej mamy możliwości, tym trudniej wybrać, bo każda decyzja wydaje się zamykać inne drzwi.

Może warto zacząć od małych kroków? Podam kilka przykładów – być może coś z tego okaże się dla Pani możliwe już teraz:

Zatrzymanie się przy kilku pytaniach:
– Czy jest coś, co naprawdę mnie zaciekawia – nawet jeśli tylko trochę?
– Które z moich zainteresowań wracają co jakiś czas?
– W jakim środowisku (z jakimi ludźmi, w jakim rytmie pracy) czuję się dobrze – niezależnie od zawodu?

Zastanowienie się, czy i kiedy mogłaby Pani zapisać się na kurs, szkolenie, studia podyplomowe – a może zacząć od książek, podcastów lub uczenia się „na sobie” (np. w tematach beauty, dietetyki)?

Przetestowanie czegoś w praktyce – np. poprzez wolontariat albo rozmowę z kimś, kto już działa w interesującej Panią branży. Nawet jedna godzina w tygodniu może pokazać, czy „to moje”.

Być może nie trzeba od razu rzucać pracy i zaczynać wielkiego projektu – czasem wystarczy mały krok w jednym kierunku, żeby zobaczyć, czy daje to satysfakcję. Ważne, by działać choć trochę, a nie tylko analizować w głowie.

To zupełnie naturalne, że bez celu trudno o motywację. Ale cel nie musi być wielki – może być mały i tymczasowy:

„Zacznę gotować zdrowo tylko dla siebie.”

„Przeczytam jedną książkę o rozwoju człowieka.”

Takie małe ruchy mogą pomóc rozbudzić to, co dziś wydaje się przygaszone.

Ma Pani prawo czuć się zmęczona. Ma Pani prawo nie wiedzieć. I – co ważne – ma Pani czas. 30 lat to nie jest za późno. To dla wielu osób moment, w którym zaczynają żyć bardziej po swojemu.

Jeśli te myśli są bardzo natrętne i zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie, warto rozważyć wsparcie terapeutyczne – nie po to, by natychmiast odnaleźć „swój zawód”, ale by uspokoić ten wewnętrzny chaos i poczuć, że nie trzeba być w tym wszystkim samemu.

Warto postawić na siebie – i w tym wszystkim jasno komunikować, że liczy Pani również na wsparcie partnera, którego – jak można wnioskować z Pani słów – Pani sama wspiera w różnych sytuacjach.


 

Łączę pozdrowienia,

Marta Lewandowska-Orzoł 

Psycholog 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Z Twojej wiadomości bije ogrom zagubienia, zmęczenia, ale też potrzeba zmiany i sensu. To, że zadajesz sobie pytanie „co robić w życiu?”, nie oznacza, że coś z Tobą nie tak – to bardzo ludzkie pytanie, zwłaszcza gdy czujemy, że nasze życie nie wygląda tak, jak byśmy chcieli.

Piszesz, że masz wiele zainteresowań, ale trudno Ci coś wybrać. To cecha wielu osób, które są kreatywne, wrażliwe i ciekawe świata. Problem nie leży w braku ambicji, tylko w przeciążeniu wyborem i lęku przed złą decyzją. W dodatku czujesz, że utknęłaś – mieszkasz za granicą, wykonujesz pracę, która Cię nie satysfakcjonuje, i nie masz poczucia wpływu. To bardzo obciążające psychicznie.

Z Twoich słów wynika, że bardzo potrzebujesz jasnego celu, ale zanim on się pojawi, warto zadbać o coś podstawowego: regenerację, przestrzeń na myślenie, przywrócenie kontaktu ze sobą. Nie chodzi o wielką decyzję na całe życie – czasem wystarczy mały krok: spróbować nowej rzeczy, zrobić mikroeksperyment, dać sobie zgodę na testowanie zamiast natychmiastowej pewności. Masz 30 lat – to nie za późno. Dla wielu osób, to właśnie czas przebudzenia i odkrywania siebie na nowo, tym razem bardziej świadomie.

Nie musisz wiedzieć wszystkiego teraz. Wystarczy, że zrobisz pierwszy mały krok.

Usunięty Specjalista_tka

Krzysztof Skalski

Krzysztof Skalski

To, co Pani czuje to częsty efekt przeciążenia i życia bez wewnętrznego oparcia. Pani nie jest za późno na zmiany, tylko przytłoczona wyborem i lękiem przed błędem. Warto porozmawiać z psychoterapeutą, by uporządkować myśli. Zamiast szukać jednej idealnej ścieżki, proszę zacząć od prostego pytania: co dziś dałoby mi choć trochę ulgi lub satysfakcji. Mały krok, bez presji. Pani wrażliwość to siła- wystarczy jej nie oceniać, tylko wsłuchać się w nią z troską. 

Krzysztof Chojnacki

Krzysztof Chojnacki

Rozumiem Pani poczucie frustracji i wyczerpania wynikające z codziennej myśli "co robić w życiu?". W wieku 30 lat, z wyższym wykształceniem, świadomość bycia w pracy poniżej swoich kwalifikacji, do tego za granicą i z niezaspokojonymi pragnieniami osobistymi, jest naturalnym źródłem cierpienia.

Pani wiele zainteresowań i trudność w podjęciu decyzji to normalne zjawisko psychologiczne. Często zamiast nadmiar opcji paraliżuje, a lęk przed podjęciem "złej" decyzji blokuje przed działaniem. To, że "zawsze się na czymś zafiksuje, a potem mija" i pojawia się brak motywacji, może świadczyć o tym, że poszukuje Pani idealnego rozwiązania, które niekoniecznie istnieje, albo że początkowy zapał ustępuje w zderzeniu z realiami. Obawa, że jest Pani "za stara" na zmiany w wieku 30 lat jest zupełnie nieuzasadniona – to wciąż bardzo młody wiek z mnóstwem możliwości.

Zamiast szukać jednego, idealnego celu, może Pani pomyśleć o małych krokach i eksperymentach. Może to być krótki kurs online, wolontariat, rozmowa z osobami z branż, które Panią interesują. To pozwoli zebrać realne informacje bez konieczności podejmowania drastycznych decyzji.

Obecna sytuacja życiowa i partnerstwo, które "niewiele cieszy", z pewnością obciąża Panią emocjonalnie. Czasem, aby zająć się przyszłością, trzeba najpierw zadbać o bieżące trudności. Pani konsekwencja w dążeniu do celów, gdy są jasno wyznaczone, jest Pani mocną stroną – warto ją wykorzystać.

W obliczu tak intensywnych i obsesyjnych myśli, wsparcie psychologa może być pomocne. Specjalista pomoże Pani uporządkować te myśli, poradzić sobie z lękiem przed podjęciem decyzji i wspólnie poszukać konstruktywnych rozwiązań. 

 

Życzę pomyślności

Agnieszka Hatton-Jones

Agnieszka Hatton-Jones

Dziękuję Ci za ten list – widać w nim ogromne zagubienie, ale też potrzebę zmiany i poszukiwania sensu. To bardzo ludzka, prawdziwa tęsknota, z którą zmaga się wiele osób – i to nie znaczy, że coś z Tobą nie tak. Masz 30 lat i wciąż wiele możliwości przed sobą, choć teraz może się wydawać, że utknęłaś. To, co opisujesz – ciągłe rozważania, co wybrać, nadmiar zainteresowań, lęk przed podjęciem złej decyzji i przed tym, że życie ucieka – może być wynikiem silnego wewnętrznego napięcia i perfekcjonizmu, który zamiast pomagać, paraliżuje. Z Twoich słów przebija duża wrażliwość, ambicja i chęć życia w zgodzie ze sobą – tylko że gdzieś po drodze mogłaś się zgubić w cudzych oczekiwaniach, porównaniach, schematach. To nie znaczy, że nie możesz tego odnaleźć na nowo. W takich momentach bardzo pomaga rozmowa – najlepiej w terapii, gdzie można bez oceniania przyjrzeć się swoim lękom, wartościom i prawdziwym pragnieniom. To nieprawda, że jest już za późno – wręcz przeciwnie, masz teraz doświadczenie, świadomość siebie i pytania, które mogą być początkiem bardzo ważnej drogi. Nie musisz od razu wiedzieć, kim chcesz być – wystarczy, że pozwolisz sobie powoli sprawdzać, co jest dla Ciebie żywe i prawdziwe. Nie jesteś sama. I to, co czujesz, ma sens.

Zobacz podobne

Zaskakująca zmiana zachowania męża: agresja, wyznania miłości i znikające posty na Facebooku
Małżeństwo piękne gesty słówka id męża namiętność pragnienie pożądanie udany sex. Wszystko jednak na chwilę, wstawia posty gdzie się da z wyznaniami szczerych uczuć co do mnie, że jestem wyjątkowa ta jedyna i Bóg wie jeszcze jakie słodzenia. Od ponad 20 wspólnych lat nagle kwiaty biżuteria pieniążki od tak daje abym coś sobie kupowała poprostu szok, nigdy taki nie był. Teraz nie ma logicznego toku rozmów co nie powiem uważa że ryje mu łep że czepiam się szczypie sprawiam ból. Min zapytałam się czy gdzieś dzwonil bedac z psem na dworze nie odpowiada normalnie krzyczy odpycha lekceważy olewa, poprostu atak agresji słownej rzucanie talerzem telefonem a nawet powie, że nie chce mu się żyć ze jego jako żona nie rozumiem. Potrafi sam siedzieć zadumany szperać po telefonie a co do czego jadąc do pracy słodzić jak kocha mnie jak uwielbia spędzać ze mną czas sex obłęd itp. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej krytykuje obarcza mnie za wszystko. Ma problem z narządami męskimi ból podczas stosunku dyskomfort, urolog kazał dermatologa ponoć stany grzybicze, maści płyny które raz stosuje potem nie chce. Mi mówi ze pragnie mnie uwielbia sex bym mu pomogła przejść ten ból. Uważa że ma tego dość boli oraz cyt,,wkurwia mnie już to,, tłumaczę iż pomimo tego nie powinien mnie odpychać a tym bardziej się zbliżyć pieszczoty czułość namiętność poprostu okazać uczucia, on do mnie potrafi powiedzieć co to da skoro tylko cie dotknę i buzuje a trafia mnie ze nie mogę sexu bo odczuwam ból. Zapewnia że kocha tylko mnie ze tylko ja itp choć bedac pośród kobiet w pracy zachowuje się jak zdrowy pełen energii facet jakby nic mu nie doskwierało. Czemu uważam że mnie oszukuje manipuluje. Na portalu fb dużo obserwował kont kobiet tak nagich kobiet, co do czego pousuwał parę osób które obserwuje połowę ze znajomych. Kiedy zauważyłam zapytałam powiedział pierw nie usuwałem nic następnie taki tekst cyt,, I co z tego że pousuwałem, jakby nie ruszało go nic tak jakby miał wszytko w dupie. Czy on coś kręci w coś gra??? Nie mam juz sił nie wiem co robić co myśleć. Boję się o co kolwiek zapytać no bo zaraz atak agresji że ja już banie mu ryje. Strach poprostu się odezwać. Nie wiem czy uczucia wszystko co zapewnia są szczere. Jestem załamana
Dobro córki w kryzysie relacji z żoną.
Dzień dobry, żona poważnie myśli o rozwodzie. Mamy 8-letnią córkę. Rodzice żony są rozwiedzeni i widzę, że u mnie powiela się dokładnie taki sam schemat, łącznie z zarzutami - z mojej strony brak wsparcia psychicznego w trudnych chwilach, ze strony żony uzależnienie od telefonu i gier - (spędza tam prawie cały wolny czas od ponad roku) i nawiązywanie tam zbyt bliskich relacji łącznie z nagranym filmem erotycznym najprawdopodobniej dla kogoś. ) Mieliśmy trudną rozmowę powiedziałem, że zrobię wszystko, żeby ratować małżeństwo, że będę pracować nad tym, czego jej brakowało ( wsparcie psychiczne) Wszystko inne miała zawsze zapewnione łącznie z wsparciem psychicznym ("dobrym słowem"), ale widocznie nie takiego oczekiwała. Może zabrakło bliskości ? Dlatego chcę nad tym pracować. Zaproponowałem terapie dla par. Czekam na Jej decyzję, w między czasie Teściowa mieszka w Niemczech i doradza żonie w tym temacie i nie koniecznie z korzyścią dla mojego małżeństwa ( słyszałem rozmowę) nawet o tym, żeby zabrać tam córkę, czy to w ogóle dopuszczalne ? Przeciez chodzi o dobro dziecka a z córką jesteśmy bardzo blisko. Ja straciłem zaufanie do żony po tym co znalazłem w telefonie, o czym jej powiedziałem na spokojnie. Od ostatniej rozmowy próbuję już naprawiać relacje, ale czuje, że żona nie bardzo chce (myśli, że robię to na pokaz) .. Boję się, że jak będę zbytnio "natarczywy" to żona wycofa się jeszcze bardziej. Z drugiej strony jak odpuszczę to obawiam się, że odbierze to jako brak wniosków z sytuacji i w końcu złoży pozew rozwodowy. CO ROBIĆ ? Mam wrażenie, że Ona nie widzi u siebie żadnej winy tylko, że to ja jestem wszystkiemu winien. Film erotyczny wytłumaczyła tym, że to miało być dla nas i że nikomu tego nie wysłała ( tak jej ponoć doradziła jej koleżanka, która tak robi w kryzysie z partnerem), ale z drugiej strony skoro mieliśmy już takie złe relacje czy nagrałaby coś takiego...? nigdy tak się nie zachowywała. Dowodów, że wysłała nie znalazłem. Pragnę, aby w najgorszym wypadku córka została przy mnie, jednocześnie nie chciałbym w żaden sposób ograniczać spotkań z żoną. Najważniejsze jest dla mnie dobro córki. Proszę o poradę .
Trudności z niepełnosprawnością, świadczeniami, pracą i brakiem wsparcia.
I tak pewnie nikt mi nie pomoże, bo mi nie da się pomóc i na pomoc nie zasługuję, ale: - Mam Zespół Aspergera i zaburzenia depresyjno-lękowe, - Od ok. 8 lat jestem w stałej terapii psychiatrycznej, - Przez 6 lat miałam rentę, w zeszłym roku mi ją zabrali. Od tego czasu się sądzę z ZUSem. Wykańcza mnie to psychicznie. - Mam orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, ale kończy się 30.09.2024, czyli wtedy co wszystkim, którzy mieli przedłużone w pandemii, więc na pewno będą problemy z terminowym przedłużeniem orzeczenia i na pewno będą wymyślać powody byle tylko nie dać umiarkowanego stopnia, - Przez 4 lata pracowałam, z dofinansowaniem pfron (pracę znalazła mi fundacja zajmująca się aktywizacją osób niepełnosprawnych), z roku na rok w biurze było coraz mniej osób, w zeszłym roku zostałam sama ze stażystami i złożyłam wypowiedzenie, bo nie dawałam rady, ale zabrano mi rentę, więc wycofałam wypowiedzenie, teraz jestem któryś miesiąc na L4, bo zostałam w biurze kompletnie sama (rok samotności i użeranie się z rozzłoszczonymi brakiem obsługi klientami doszczętnie mnie straumatyzował, myślę o pozwaniu mojej szefowej o wywołanie uszczerbku na zdrowiu przez zatrudnianie osoby niepełnosprawnej bez "racjonalnych adaptacji", ale nie mam siły tego zrobić), do tego doszła jeszcze moja sprawa o rentę i wysiadłam nerwowo, - ZUS ciąga mnie po komisjach zmuszając do udowadniania, że nie symuluję L4, co mnie wyprowadza z równowagi i doprowadza do myśli samobójczych, - Sąd nie wysyła żadnych informacji na jakim etapie jest sprawa, ostatnią wiadomością była informacja, że biegły uznał, że nie jestem całkowicie niezdolna do pracy i moja odpowiedź na nią wysłana w marcu, - Nie moge składać kolejnego wniosku o rentę bo sprawa o rentę jest w trakcie, nie wiadomo kiedy się skończy, może trwać to dwa lata, jak żyć? - Złożyłam wniosek o świadczenie rehabilitacyjne, ale lekarz napisał, że "rokowania niepewne" ,więc prawdopodobnie mi świadczenia rehabilitacyjnego nie przyznają, bo świadczenie rehabilitacyjne z założenia przyznawane są osobom, które rokują powrót do zdrowia, - Przez ostatnie 2 lata stałam się wrakiem samej siebie, stałam się osobą, której bym nie polubiła, wiecznie narzekającą, nerwową, pesymistyczną, której nic się nie chce, - Nie mam wsparcia społecznego, nie mam znajomych, przyjaciół, - Pomagało mi uczestnictwo w zajęciach organizowanych przez program aktywności lokalnej ale tamte zajęcia się skończyły a nowych nie otwierają bo nie ma funduszy. Ogólnie mam dość tego życia, jestem zmęczona. Odnoszę wrażenie, że wszystkim przeszkadzam. Dziś prosiłam mamę, żeby zadzwoniła za mnie do ZUS powiedzieć, że nie jestem w stanie się stawić na komisji kontrolującej L4, bo lało jak z cebra, a ja mam nadwrażliwość sensoryczną to się mama na mnie wydarła, że ona jest teraz w pracy i mam iść. Teraz po komisji jestem zła, wściekła, przeciążona, mam myśli samobójcze i nie wiem co ze sobą zrobić. Mama zadzwoniła do mnie ponownie i nakrzyczała na mnie, żebym jej więcej nie zawracała głowy jak jest w pracy, bo się nie może przeze mnie skupić w pracy i "musiała się przeze mnie napić melisy". Czuję się opuszczona przez wszystkich, ignorowana. Nie mam już dla kogo żyć. Kiedyś przed samobójstwem powstrzymywało mnie to, że zranię mamę, ale chyba na dłuższą metę przyniosłoby jej to ulgę, bo nie musiałaby się już ze mną użerać, sprawiam jej same problemy. Skoro ranię bliskich i przeszkadzam im w pracy to nie powinnam żyć. Nie mam jednak sił, by popełnić samobójstwo. Nie chcę wylądować w szpitalu gdyby próba się nie udała, więc nie mam zamiaru próbować, bo znając mój pech nie wykonam tego skutecznie. Pewnie jutro będzie trochę lepiej jak się wyśpię (dziś się nie wyspałam, bo nie dość, że musiałam wstać wcześniej niż zwykle to na dodatek we śnie przeszkadzał mi hałas deszczu bębniącego o metalowy parapet). Ale potrzebowałam się wygadać.
Kryzys w małżeństwie. Żona zmienia nastawienie, jest obojętna, chłodna, niezdecydowana a ja wykończony.

Dzień dobry jestem w związku z partnerką prawie 21 lat a 16 po ślubie, mamy dwójkę dzieci 9 i 15 lat.

Przechodzimy przez kryzys w związku, jakiego nigdy jeszcze nie było. Zaczne od początku w skrócie,mam 39 lat żona 46 lat ,ona jest spokojna wycofana ,wstydliwa ,ma problem z otwartą rozmową i mówieniem o uczuciach a ja jestem osobą bardziej energiczną, pewną siebie i bezpośrednią oraz szczerą . Czasami przy kłótniach potrafiłem jak to żona mowi wbić szpile ,nie mogła mnie przegadać itd. 

Od 5 lat leczę się na depresje ,nie podjąłem terapii, tylko byłem na tabletkach ,miałem duży mobbing w pracy ,w końcu stamtąd odeszłem, zacząłem pracę w nowym zawodzie i wszystko zaczęło się układać, niestety między nami zaczął się chłód, przestaliśmy ze sobą spędzać czas ,włączyła się rutyna ,dzieci itd ,coraz mniej seksu ,bliskości, wychodzenia razem.

Ostatnie 3 lata skupiliśmy się na wykończeniu domu, więc żadnych urlopów za granicą, bo każdy grosz szedł w dom . Niestety przez moją depresje zmieniłem się z zachowania, zacząłem się wycofywać z życia rodzinnego ,czułem się odrzucony przez moją żonę i dzieci ,szły do kina ja byłem sam ze sobą i nawet juz nie pytała czy chce iść z nimi ,próbowałem rozmawiać z żoną co się dzieje, ale zawsze mówiła, że to moje wymysły i że jest wszystko ok .

Niestety ostatnio miesiąc temu doszło do dużej kłótni między nami ,ja z tej irytacji i przez tą sytuację w domu dużo rzeczy powiedziałem żonie, ale nigdy jej nie wyzwałem itp ,bardziej, że się spakuje i zabiorę w pi.... bardzo to wszystko ją zraniło, na drugi dzień żona pierwszy raz w życiu zaczęła na mnie krzyczeć, też wygarnęła mi dużo rzeczy m.in, że nie wie co do mnie czuje , nie widzi przyszłości ze mną itp ,po czym zakończyła rozmowę i przez dwa tygodnie trzymała mnie za murem bez jakiejkolwiek możliwości komunikacji, co strasznie wykończyło mnie psychicznie ,w tym czasie miałem dużo czasu na przemyślenie swojej sytuacji i zachowania. 

 

Podjąłem terapię u Psychologa i do teraz kontynuuję, zacząłem biegać ,schudłem 10 kg zacząłem walczyć o siebie . Z żoną rozmawialiśmy później na spokojnie na spacerze ,popłakała się i stwierdziła, że mnie nie kocha i że to koniec ,miałem się wyprowadzić, ale zdecydowałem, że tego nie zrobię ,bo też mam prawo być z dziećmi. Minęło 4 tygodnie , pogodziłem się po części sytuacją i skupiałem się dalej na sobie ,przestałem szukać kontaktu z żoną, nie rozmawiałem na nasz temat , poukładałem sobie dużo w głowie, stwierdziłem, że zaczynam życie układać pod siebie jako singiel . 

Nagle żona zaczęła robić podchody, być miła ,szukała kontaktu ,pisała , doszło do tego, że mogliśmy normalnie i na spokojnie rozmawiać, podczas rozmowy telefonicznej zaczęła mnie przepraszać,mówić, że dużo błędów sama popełniła i dużo rzeczy powiedziała, żeby mnie zranić, między innymi to, że mnie nie kocha ,(powiedziała to, żebym dał jej spokój.) Wykazałem się empatią i wyciągnąłem rękę, liczyłem, że jest szansa dla nas ,po przemyśleniu stwierdziłem, że chce jeszcze o to zawalczyć, umówiliśmy się na rozmowę po pracy ,żona przyszła już na luzie pewna siebie ,rozmowa wyglądała całkiem inaczej, aniżeli przez telefon ,już stawiała warunki itp ,powiedziałem, że przez te 4 tygodnie miałem dużo czasu aby sobie w głowie poukładać i że widzę w końcu, że mogę żyć sobie sam ,wcześniej nie wyobrażałem sobie tego ,że mam plany, zmiana pracy itp ,ale żonie się chyba to nie spodobało ,na drugi dzień już się zmieniła o 180 stopni ,przestała się starać, powiedziała, że nic ode mnie nie oczekiwała i od tamtej pory nic się nie zmieniła, znów jest zimna obojętna, bez uczuć , nie zależy jej na kontakcie ze mną. 

Wyjechałem teraz w poniedziałek do Polski na kilka dni ,przed wyjazdem w niedziele w nocy przyszedłem do niej, obudziłem ją, powiedziałem, że chce porozmawiać ,przyszliśmy do drugiego pokoju ,chciałem jej pokazać, że ją nadal kocham ,zagrałem vabanque,kochaliśmy się i nie odrzuciła mnie, podczas zbliżenia na początku czułe, że też tego chciała ,później bylo to juz jednostronne :( Spaliśmy razem kilka godzin i rozmawialiśmy do rana ,po czym uciekła do drugiego pokoju .

Ja się spakowałem i tego dnia wyjechałem, podczas podróży zapytałem czy tego żałuje, powiedziała, że nie, ale ze za szybko się to potoczyło. Przez tydzień do wczoraj się nie kontaktowaliśmy, wróciłem do domu, miała czas, żeby sobie przemyśleć, niestety nic się nie zmieniło, dalej twierdzi, że jest na początku tej sytuacji, że nie wie co do mnie czuje itp ,ale nie jest tak, że mnie nie kocha ,dalej jest zimna ,obojętna, nie szuka kontaktu.

Ja już mam dosyć tej całej sytuacji i nie daje więcej rady , mimo że ją kocham i chciałem się starać, nie potrafię więcej tego znieść, tej zabawy moimi uczuciami , mam wrażenie, że momentami się już poniżam, okazuje znów uczucia i jest to jednostronne. Chcę się wyprowadzić i rozwieść, było mi łatwiej jak powiedziała, że nie kocha ,teraz znów daje nadzieję, a jednocześnie ją odbiera ,nie wiem co się z moją żoną dzieje ,że się zamknęła tak w sobie, nie wie czy chce się starać o nasz związek ,nie wie czy będzie potrafiła itp., tak mi powiedziała ... a ja już jestem tym zmęczony, trwa to już drugi miesiąc, już nie daje rady ,ostatnie co mi zostało to zrobienie terminu na rozmowę wspólną z psychologiem i zrobiłem termin ,nie widzę już nadziei.

Czy może mi ktoś wytłumaczyć czy żona przez te kłótnie ostatnio mogła faktycznie tak się zamknąć sama w sobie ? i z dnia na dzień stać się taka niedostępna? czy przyczyna leży w osobie trzeciej, bo już jest zaangażowana uczuciami gdzieś indziej .... choć uważa, że nigdy by mnie nie zdradziła. Co mogę jeszcze zrobić, aby do niej dotrzeć? Czy po prostu mam zakończyć nasze małżeństwo i 20 wspólnych lat . Dziekuje za Odpowiedź pozdrawiam.

Jak radzić sobie z depresją po rozwodzie? Samotność, brak motywacji, myśli samobójcze

Witam, na wstępie zaznaczam, że od 9 lat leczę się na depresję, w tym czasie zażywałem leki, odstawiałem, było bardzo źle, następnie zaczynałem brać na nowo i wszystko wracało do normy, było stabilnie. Od pewnego czasu, ok. 3 miesięcy pomimo brania leków jestem w totalnym psychicznym dołku, w styczniu się rozwiodłem, od listopada zeszłego roku mieszkam sam. Ale od około jak już wspomniałem, 3 miesiące czuje, że jestem sam, nie mam nikogo, wcześniej chciałem być sam, cieszyłem się, jednak teraz wiem, że moje myślenie było błędem, nie potrafię sobie poradzić z otaczającym światem, mam obniżony nastrój, nic mnie nie cieszy, wcześniej chodziłem z uśmiechem do pracy, teraz na samą myśl o tym nie chce mi się żyć, nie chce mi się wstawać, wracam z pracy, idę spać, w pracy śpię, nie mogę się na niczym skupić, nic mi nie przynosi radości, wegetuję, do tego dochodzą myśli, że co ja tu robię? Po co ja się męczę? Nienawidzę tego, tak naprawdę rozwód był z mojej winy, bo tego chciałem, teraz żałuję, wcześniej było mi źle, teraz jest jeszcze gorzej, przypominam sobie dobre chwile z żoną, to jest bardzo dobrą osobą, teraz widzę, że popełniłem bardzo duży błąd, zacząłem pić więcej alkoholu, bardzo zaniedbałem siebie, przytyłem, nie mam siły się do niczego zmotywować, chciałbym uciec, ale nie mam dokąd… wszystko mnie przytłacza…. Czuję, że w pewnym momencie pęknę… że nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć, poskładać, chciałbym powiedzieć byłej żonie, że bardzo jej dziękuję za to, jaką była, że mi jej brakuje… boję się że w pewnym momencie nie dźwignę tego wszystkiego…. Że już nie będę miał siły… nie wiem co mam robić? Rezygnacja, brak motywacji, brak chęci, przygnębienie, przytłoczenie, samotność, przegrane życie… myśli samobójcze… nie potrafię nawiązać relacji… zostałem sam… nie mam nikogo… w środku krzyczę, na zewnątrz udaję że jest super… jak mogę sobie pomóc?

Mobbing

Mobbing – definicja, objawy i jak sobie radzić?

Mobbing w pracy to poważny problem wpływający na życie zawodowe i osobiste. Sprawdź, jaka jest definicja mobbingu, objawy, skutki oraz sposoby ochrony przed nim. To pomoże ci lepiej zrozumieć zjawisko i chronić swoje prawa w pracy.