Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy w małżeństwie: podejrzenia zdrady, brak zaufania, przemoc i chęć samobójstwa

Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

Justyna Papurzyńska-Parab

Justyna Papurzyńska-Parab

Dzień dobry,

Muszę przyznać, że opis Pani sytuacji jest dość niepokojący. Po okresie poprawy w małżeństwie, kiedy to mąż zachowywał się zgodnie z pani oczekiwaniami i spełniał Pani potrzeby, nastąpiła bardzo duża zmiana. Teraz to, co robi, nosi znamiona zachowań przemocowych, manipulacyjnych. Przede wszystkim z pani opisu wynika, że brakuje pani wsparcia i bliskości emocjonalnej z mężem. Dużo kręci się wokół kwestii seksu, zastanawiam się, czy jest to w jakiś sposób wyznacznik dobrej relacji z mężem? "coraz częściej mnie poniża i krytykuje, ale uwielbia ze mną seks"- mam wrażenie, że jest to jeden z niewielu plusów obecnej sytuacji. Ale warto pamiętać, że kwestie seksualne w związku też mogą być narzędziem manipulacji, sposobem na uzależnienie drugiej osoby. Szczególnie, jeśli sfera seksualna jest ważna, lub w jakiś sposób problematyczna np z powodu kompleksów, poczucia bycia niewystarczającą, lub przebytych traum. 

Wyczuwam bardzo duże zagubienie w pani poście, myślę, że jest ono wynikiem sprzecznych sygnałów ze strony męża. Także fakt, że jest on zdolny do zmiany i zachowywania się zgodnie z tym, czego Pani potrzebuje, pewnie nie ułatwia określenia się w tej sytuacji i podjęcia decyzji. Różne krytykujące, krzywdzące określenia powodują mętlik w głowie. Myślę, że w tej sytuacji warto zaopiekować się sobą i zgłosić po profesjonalne wsparcie i pomoc. W bezpiecznej atmosferze będzie pani mogła swobodnie wyrazić to, co czuje, przyjrzeć się racjonalnie postawie męża, bez obawy o krytykę czy gaslighting. Wzmocnienie się psychiczne może pozwolić Pani postawić granicę i bronić się przed krzywdzącym wpływem. 

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie,

Justyna Papurzyńska- Parab

Psycholog  

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

Pani Kasiu,

przede wszystkim dziękuję za zaufanie i podzielenie się swoją historią. Widzę w niej wiele bólu, napięcia, smutku i zagubienia. To, czego Pani doświadcza, jest bardzo trudne i zasługuje na uważność i opiekę – przede wszystkim ze strony samej siebie.

Zanim zacznie Pani szukać odpowiedzi na pytanie „co robić z mężem?”, warto zatrzymać się na pytaniu: co dzieje się ze mną w tej relacji? Jak się w niej czuję? Czy to mnie wspiera, rozwija, leczy – czy rani i niszczy?

Pojawia się też bardzo ważny wątek myśli samobójczych – to sygnał, że ból, którego Pani doświadcza, przekracza już granice wytrzymałości. Z całego serca zachęcam: nie zostaje Pani z tym sama. Można z tego wyjść, ale nie samotnie – z pomocą terapeuty, psychologa, grup wsparcia.

Związek, w którym pojawiają się takie emocje, musi być oparty na zaufaniu i granicach. Tymczasem z tego, co Pani opisuje, widać bardzo dużo lęku, kontroli, niepewności, szukania potwierdzenia swojej wartości poprzez reakcje męża.

Wydaje się, że bardzo silnie potrzebuje Pani, by to on potwierdzał, że jest Pani piękna, pożądana, kochana – a jeśli tego nie robi, pojawia się pustka, złość, rozpacz. To zrozumiałe – ale warto zastanowić się: czy ja sama potrafię się zobaczyć, docenić, uznać swoje uczucia i potrzeby? To jeden z ważnych tematów do pracy terapeutycznej.

 

W relacji, w której nie ma zaufania, trudno o poczucie bezpieczeństwa i miłości. Pytanie: czy mam realne dowody na zdradę – czy to bardziej mój lęk mnie prowadzi? Jeżeli przez te wszystkie lata nie zdarzyła się konkretna sytuacja, to może warto się przyjrzeć, dlaczego nie jestem w stanie mu zaufać, nawet jeśli nie mam dowodów?

Widzę też, że bardzo dużo w Pani opisie jest koncentrowania się na tym, jak zmienić jego – ale niewiele o tym, co ja mogę zrobić dla siebie. Być może nie chodzi dziś o pytanie: „czy on się zmieni?”, tylko: „czy ja jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie?”

 

Jeśli czuje Pani, że nie umie odejść – to warto się tym zająć w terapii. Piszę Pani o myślach samobójczych, a czemu w Pani głowie nie ma wyboru wyjścia z tej relacji? Bo to nie jest tylko pytanie o męża. To pytanie o wewnętrzne więzienie, które trzeba najpierw zrozumieć i zacząć z niego wychodzić – krok po kroku. I naprawdę nie widzę innej drogi niż praca terapeutyczna. To jest – z mojego punktu widzenia – jedyna realna opcja, by odzyskać siebie, poczucie wartości i wolność. Wówczas nie będzie Pani zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi mąż.


 

Z troską,

Małgorzata Wysocka

psycholożka, Gabinet Psychologiczny Rozplątani

Karolina Bladowska

Karolina Bladowska

Pani Kasiu,
 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Widzę, że nosi Pani w sobie ogromny ciężar, samotność i głębokie cierpienie. Przede wszystkim chcę powiedzieć: to, czego Pani doświadcza, nie jest w porządku i nie zasługuje Pani na takie traktowanie.

Z opisu sytuacji wyłania się obraz związku, w którym doświadczyła Pani nie tylko emocjonalnego rollercoastera, ale także przemocy psychicznej, a nawet fizycznej (np. duszenie, wyzwiska). Tego nie wolno lekceważyć. Kiedy bliska osoba nas upokarza, odpycha, manipuluje, podważa naszą wartość, to nie jest "miłość z problemami" – to toksyczny układ, który może niszczyć psychikę, poczucie własnej wartości, a nawet doprowadzać do rozważań o samobójstwie, jak sama Pani napisała.

Chcę być z Panią absolutnie szczera:

To nie Pani jest chora.

To, co Pani przeżywa, to skutek długotrwałego życia w napięciu, przemocy emocjonalnej i gaslightingu (czyli manipulacji, która sprawia, że zaczynamy wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości). Gdy słyszy Pani raz, że jest wyjątkowa, a chwilę potem "szmata", "kurwa", "debilem" – to nie miłość. To przemoc.

To nie Pani tworzy dramaty.

To normalne, że osoba, która się czuje samotna, zaniedbywana, zraniona – szuka czułości, rozmowy, obecności. To nie są "dramaty", to są naturalne potrzeby emocjonalne, których Pani mąż nie chce lub nie potrafi zaspokajać – a co gorsza, deprecjonuje je, zrzuca winę na Panią i stosuje mechanizmy przerzucania odpowiedzialności.

Pani ma prawo do miłości, szacunku i spokoju.

Związek nie powinien być polem walki, gdzie trzeba zabiegać o każdy gest, kontrolować telefon partnera i ciągle zastanawiać się, czy coś się ukrywa. Taki tryb życia wyczerpuje, wyniszcza psychicznie i fizycznie.

Co może Pani zrobić teraz?

1. Zabezpieczyć się emocjonalnie i fizycznie

Jeśli pojawiają się myśli samobójcze – proszę pilnie skontaktować się z psychologiem, psychiatrą lub zadzwonić na telefon zaufania (np. 116 123 – całodobowy kryzysowy numer wsparcia).

Jeśli mąż kiedykolwiek Panią zaatakował fizycznie (np. dusił), to już jest powód do zgłoszenia tego na policję i zapewnienia sobie ochrony.

Można także skontaktować się z lokalnym centrum pomocy rodzinie lub fundacją wspierającą kobiety w kryzysie (np. Centrum Praw Kobiet).

2. Zacząć od budowania oparcia poza tym związkiem

Pani pisała, że nie ma pracy, środków, nie ma dokąd odejść – to bardzo trudna sytuacja, ale proszę pamiętać: są instytucje, które pomagają kobietom w takich sytuacjach.

Można krok po kroku zacząć planować przyszłość – np. kontakt z OPS (Ośrodek Pomocy Społecznej), doradztwo zawodowe, grupa wsparcia. Warto porozmawiać o tym z terapeutą – nawet przez internet, jeśli na początek nie da się inaczej.

3. Uwierzyć, że Pani wartość nie zależy od opinii męża

To, że Pani przestała o siebie dbać, że czuje się niewidzialna i pusta – to nie jest prawda o Pani, tylko skutek życia z kimś, kto tę wartość w Pani systematycznie niszczył.

Pani jest osobą, która pragnie bliskości, miłości, bezpieczeństwa – to zdrowe, dobre i normalne potrzeby.

Czy on może mieć romans?

Nie da się tego jednoznacznie ocenić na odległość, ale jego zachowania – skrytość, wyciszanie telefonu, oskarżenia o zdradę, nagłe wybuchy agresji, chwiejność emocjonalna – wskazują, że coś ukrywa, a przynajmniej – nie gra wobec Pani uczciwie. Ale proszę pamiętać – nie Pani musi rozwiązywać jego kłamstwa. Pani ma prawo odejść od osoby, która krzywdzi – nawet jeśli nie ma "twardego dowodu".

Na koniec:

Pani życie jest wartościowe, ważne, niezastąpione. Nie pozwólmy, żeby jakaś relacja, nawet wieloletnia, odebrała Pani tę wiarę. Ma Pani prawo zacząć od nowa. Nie od razu, nie w ciągu jednego dnia – ale krok po kroku. Z pomocą.

Proszę pamiętać: nie jest Pani sama.

 

Z troską,
Karolina Bladowska 

Zobacz podobne

Toksyczny związek o cechach narcystycznych - jak dalej postępować?
Jestem w toksycznym związku i nie wiem, co robić – czuję się niszczona, ale nie potrafię odejść Jestem w 10-letnim związku. Od ponad pół roku wszystko zaczęło się bardzo psuć. Mój partner ma 44 lata, ja 34. Poznał młodszą ode mnie osobę, z którą zaczął spędzać bardzo dużo czasu. Tłumaczył to pracą – ale ja coraz częściej czułam, że nie jest ze mną szczery. Mówił, że nie daje mu się rozwijać- kiedy wychodził z domu i nie było go cały dzień bo niby miał dużo pracy. Od tamtego momentu nasz związek to ciągły rollercoaster. Raz jest dobrze, a raz bardzo źle. Coraz rzadziej mówi, że mnie kocha. Przy niemal każdej kłótni mówi mi, żebym się wyprowadziła. Gdy próbuję spokojnie porozmawiać, on przestaje słuchać, wychodzi z rozmowy, mówi, że ma mnie dość i że powinnam zniknąć z jego życia. Reaguje agresywnie i sprawia, że płaczę. Po kilku dniach wszystko się „resetuje” – wraca do normalności, jest miły, zabiera mnie do kina, robimy coś razem, gotuje obiad. Wtedy mam nadzieję, że może jednak da się to uratować. Ale potem znowu znajduję coś, co świadczy o tym, że nie jest ze mną szczery. Gdy chcę o tym porozmawiać i pytam o konkretne fakty, on zaczyna krzyczeć, oskarża mnie o stalking, mówi, że ma mnie dość. Ja wciąż go kocham, ale coraz bardziej czuję, że ta relacja mnie niszczy. Zaczynam podejrzewać u niego narcystyczne cechy – brak odpowiedzialności, zrzucanie winy na mnie, wybuchy złości, brak empatii. Nie potrafię z nim rozmawiać, bo każda próba kończy się awanturą. Kilka razy próbowałam się wyprowadzić, ale za każdym razem on przepraszał, obiecywał, że spróbujemy jeszcze raz. I ja zostawałam. Teraz już sama nie wiem, o co mu chodzi i co się właściwie dzieje. Zastanawiam się, czy on ma jakieś zaburzenie, czy po prostu nie chce brać odpowiedzialności za swoje zachowanie. On Nie chce iść na terapię – uważa, że terapeuci tylko wyciągają pieniądze od ludzi. Ja z kolei czuję się coraz bardziej bezsilna, zagubiona i wyczerpana. Nie chcę się wyprowadzać, ale mam wrażenie, że nie mam już siły dalej walczyć i żyć w tej samej pętli. Będę wdzięczna za każdą opinię, spojrzenie z zewnątrz lub radę, bo naprawdę nie wiem, co robić.
Jak radzić sobie z poczuciem żalu i smutku związanego z wyborem domu?
Od około roku czuję narastający smutek i żal związany z domem, który wybudowałem. Miał być spełnieniem marzeń i miejscem odpoczynku dla mojej rodziny, a stał się głównym źródłem mojego cierpienia. Najbardziej bolą mnie: ukształtowanie terenu, brak prywatności oraz poczucie, że podjąłem złą decyzję, której nie da się łatwo odwrócić. Kiedy myślę o domu, często chce mi się płakać. Mam ogromne wyrzuty sumienia i żałuję tej decyzji. Od pewnego czasu nie odczuwam radości z rzeczy, które wcześniej były dla mnie ważne. Nie mam siły, trudno mi się zmobilizować do pracy wokół domu, a weekendy i urlopy są szczególnie ciężkie, ponieważ wtedy najwięcej myślę o tym wszystkim. Czasami cieszę się, że kończy się weekend i zaczyna praca, bo wtedy łatwiej odwrócić uwagę. Kilka miesięcy po odstawieniu Asertinu czułem się dobrze, ale od czerwca mój nastrój ponownie wyraźnie się pogorszył. Mam wrażenie, że cały czas rozpamiętuję ten sam temat i nie potrafię się od niego uwolnić. Chciałbym zrozumieć: - czy to jest nawrót depresji, czy głównie reakcja na sytuację życiową, - dlaczego żal związany z domem jest tak silny, - jak odzyskać spokój i zacząć znowu normalnie funkcjonować, - jak odróżnić rzeczywisty problem od sposobu, w jaki wpływa na mnie obecny stan psychiczny. Bardzo chciałbym znowu czuć nadzieję i umieć podejmować decyzje bez ciągłego poczucia winy i rozpaczy.
Chcę uciąć kontakt z moją matką, po tym jak parę dni temu, gdy jechałyśmy razem samochodem
Chcę uciąć kontakt z moją matką, po tym jak parę dni temu, gdy jechałyśmy razem samochodem i ja się rozpłakałam, gdyż jestem ostatnio w stresie, jechałyśmy do dziadków, powiedziałam jej, żeby zawróciła do domu, bo płaczę i nie chcę jechać w takim stanie, nazwała mnie histeryczką, powiedziała, że mi odbija i po co płaczę, że nie będzie zawracać, że od tej pory dużo się zmieni między nami. Gdy prawie dojechałyśmy, wysiadłam z samochodu i szłam na pociąg, ona dzwoniła z 5 razy, podjeżdżała po mnie i kazała wracać, mówiła, że popełniam duży błąd. Ona ma problemy z głową jeżeli zachowuje się w taki sposób, bo ktoś jej odmówił i się rozpłakał. Nie ufam jej i czuję się gorzej w jej towarzystwie, nawet jeśli ona zachowuje się normalnie to i tak mam z tyłu głowy jej nieracjonalne zachowania. Jak można tak traktować dorosłą córkę? Jak to zrobić, by zupełnie ją odciąć? Kto wie, jak się wtedy zachowa.
Czy lęki po odstawieniu duloksetyny mogą się nasilić i jak sobie z nimi radzić?

Dzień dobry. Pierwsze objawy nerwicy miałam już w wieku 18 lat, wtedy rodzina i wizyty u psycholog pomogły mi z tego wyjść. W wieku 25 lat pani psychiatra zdiagnozowała u mnie depresję. Byłam w leczeniu przez 3 lata, przyjmowałam 30 mg Dutiloxu i 10 mg Escipramu rano. Trzy tygodnie temu podjęłyśmy decyzję o odstawieniu Dutiloxu, ponieważ czułam się w porządku i z narzeczonym planowaliśmy ciążę za około 8–10 miesięcy. Pierwsze 12 dni odczuwałam lekkie objawy – lekkie uczucie porażenia prądowego czy cierpnięcie. Dwanaście dni po odstawieniu dostałam ogromnego ataku paniki i lęków egzystencjalnych. Rodzice wezwali karetkę, ponieważ moje tętno wynosiło 160. Przez następne dni to była katorga – ciągłe ataki paniki, płacz, ogromny strach, derealizacja, jakbym kompletnie nie była tą osobą. Pani psychiatra po konsultacji telefonicznej kazała wrócić mi do dawki 30 mg Dutiloxu co dwa dni przez dwa tygodnie, potem co trzy dni Dutilox i znów próba odstawienia. Jednak jeśli się nie poprawi w 1 tygodniu, to będziemy musiały wrócić do pełnego leczenia. Kolejne dni były jeszcze gorsze – kompletne zmęczenie, ciągły strach, poczucie beznadziejności, tego, że obarczam wszystkich sobą, strach przed utratą pracy, przed wyjściem z domu. Wróciłam do przyjmowania codziennej dawki Dutiloxu. Dziś jest czwarty dzień, odkąd przyjmuję znowu codziennie Dutilox – wydaje mi się, że widzę lekką poprawę. Jednak stąd moje pytanie: czy te lęki mi miną, bo ciągle atakuje mnie myśl, że nigdy mi się to nie skończy, że nic mi się nie uda. Boję się też, że nigdy nie będę w stanie odstawić duloksetyny i nie będę mogła zostać mamą, a bardzo o tym marzę. Jestem wykończona tym strachem. Umówiłam się również do psychologa. Po prostu chciałam zapytać, czy ten strach i nawracające paniczne myśli kiedyś mi przejdą, ponieważ przez 3 lata wszystko było w porządku i bardzo wystraszyła mnie ta sytuacja.

Trudność w szkole z nauczycielem. Nie pasuję do świata przez autyzm. Czy nauczanie online byłoby ok? Co mam poradzić?
Witam. Jestem uczennicą 3 klasy informatycznej i mam już 17 lat. Już wiele w życiu mnie spotkało i mimo leczenia psychiatrycznego i terapii czuje, że z każdym kolejnym nieprzyjemnym wydarzeniem spadam z powrotem na dół na gorszy stan, gdzie trudniej można mnie wyciągnąć. Zdiagnozowano mi spektrum autyzmu i osobowość borderline. Jestem osobą bardzo przewrażliwioną i skłonną na wszelkie impulsy, choć rok temu było z tym o wiele gorzej (miałam częstsze epizody maniakalne, gdzie byłam wręcz nieznośna). Najpierw zakończył się toksyczny związek z facetem kilka miesięcy temu (prawdopodobnie miał zaburzenie osobowości o rysie antyspołecznym i mitoman). Niedawno co się zaczął rok szkolny, a już zdążyłam mieć załamanie nerwowe, chodzi o nauczyciela, który z powrotem ma mnie uczyć. W 1 klasie informatycznej bardzo mnie zdołował, rzucał niepotrzebnymi komentarzami w moją stronę, bo nie należałam i nie należę wciąż do uzdolnionych uczniów, raczej mam wolne tempo nauki. To nie jest typ nauczyciela, który ma zamiar wstawiać jedynki każdemu, lecz upatrzy w każdej klasie tylko jedną ofiarę, aby ją dołować do końca edukacji i trafiło się akurat na mnie (bo w końcu dziewczyna jeszcze wtedy niezdiagnozowana). Jego opinie są bardzo mieszane, ponieważ się dzielą na tych, którzy mówią, że on bardzo dobrze przygotowuje do egzaminów zawodowych, a następni mówią, że to nauczyciel nie do zniesienia, dobijający. 1 klasę przeżyłam, lecz jakim kosztem. Musiałam dodatkowo zaliczać poprawkę w sierpniu ,bo oczywiście z jego przedmiotu nie zdałam. Nawet nie raczył mnie pochwalić kiedy z 1 wskoczyłam na 5. Jedyne jego zdanie brzmiało ''niech ci będzie'', natomiast drugi nauczyciel (bo było dwóch nauczycieli w tej sali) mnie bardzo pochwalił, że go pozytywnie zaskoczyłam. 2 klasa totalny spokój, w końcu on mnie nie uczył a ku zdziwieniu rodziców przedmioty, które on mnie uczył nagle zdawałam bez problemu, może nie bardzo idealnie, ale oceny typu 3 i 4 a czasem i 5 się pojawiały. Teraz 3 klasa i już zdążyłam mieć myśli samobójcze, myśli o samookaleczaniu się, ponieważ ten nauczyciel wrócił. Moja mama postanowiła, że nie zostawi tak sprawy, bo wie jak bardzo wielką traumę psychiczną mi ten nauczyciel spowodował. Sprawa poszła do dyrekcji i wychowawca najpierw z nim porozmawiał. Wystarczyło tylko kiedy on mnie zaczepił następnego dnia i powiedzieć ''dlaczego kłamiesz?'' Ja mu opisałam jak się czułam, że mnie pan stresował itp itd a on na to ''przestań wymyślać głupoty, masz się tylko uczyć jak każdy inny, rozumiesz?'' następnie wybiegłam płaczem i od razu zadzwoniłam do mamy o zabranie mnie do domu, potem mama zadzwoniła do wychowawcy a wychowawca przekazał sytuacje wicedyrektorowi. Wicedyrektor postanowił, że tak tej sprawy nie zostawi a skoro się nawet nie odezwał do niego a już taka reakcja, to on mnie przepisze do swojej klasy (też informatycznej) tam, gdzie nie mają z nim godzin. Ucieszyłam się jak nigdy, że nie zostałam z tym sama. Chce przypomnieć, że wicedyrektor (mój obecny wychowawca) i ten były wychowawca wiedzą, że mam spektrum autyzmu, mam wszystkie papiery (orzeczenie itd) nawet za niedługo będzie spotkanie o zrobieniu dla mnie IPET'u, czyli będą ustalać jakiś mój plan pod względem moich potrzeb, trudności, więc nie jest tak że ściemniam, tylko serio tak jest a są na to papiery. Następnego dnia się jednak dowiedziałam (od jednego z nowej klasy), że my mamy mieć 2 godziny z tym nauczycielem. Myślałam, że mu się coś pomieszało, ale spojrzałam na plan i...miał racje. Od razu poprosiłam mamę, żeby porozmawiała z wicedyrektorem (moim obecnym wychowawcą) o tym. On powiedział, że nie da rady go całkowicie zlikwidować z tego planu, ponieważ są też ci którzy go chwalą (za to że dobrze przygotowuje do egzaminów) i powiedział, że jak na razie widzi 2 opcje: albo idę na nauczanie online na ten rok szkolny, a następnie na kolejny rok szkolny wracam i już będzie tak plan ustalony, że z tym panem nie będę mieć, albo jakoś przeboleć ten rok. Moja psycholog się dowiedziała o tym i jej zdanie jest takie, że nauczanie online mnie zaszkodzi, bo się wycofam społecznie, ale decyzja należy do nas i to od nas zależy i przede wszystkim ode mnie co chce zrobić. Moja mama i ja jesteśmy zdaniem, że jeśli faktycznie nie będzie innego wyjścia (bo wicedyrektor powiedział, że jeszcze spróbuje coś wymyślić) to dla mojego spokoju, żebym się nie stresowała (bo naprawdę, na myśl o tym nauczycielu a co dopiero, że ma mnie uczyć, zaczynam bardzo płakać i ciężko mnie uspokoić) pójdę na nauczanie online na rok szkolny. Jest mi bardzo źle i boję się, że będę zmuszona mieć z nim styczność, a ja tego nie chce. Jestem coraz słabsza psychicznie i nie dam rady udźwignąć tego stresu, nawet tych 2 godzin...Czuje się bezradna i obwiniam się, że mam ten autyzm i borderline. Gdyby nie to, to moje życie byłoby łatwiejsze, bo wychodzi na to, że otaczający mnie świat jest dla mnie męczący, ja do niego nie pasuje.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.