Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Problemy w małżeństwie: podejrzenia zdrady, brak zaufania, przemoc i chęć samobójstwa

Kasia1983

Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

Dzień dobry,

Muszę przyznać, że opis Pani sytuacji jest dość niepokojący. Po okresie poprawy w małżeństwie, kiedy to mąż zachowywał się zgodnie z pani oczekiwaniami i spełniał Pani potrzeby, nastąpiła bardzo duża zmiana. Teraz to, co robi, nosi znamiona zachowań przemocowych, manipulacyjnych. Przede wszystkim z pani opisu wynika, że brakuje pani wsparcia i bliskości emocjonalnej z mężem. Dużo kręci się wokół kwestii seksu, zastanawiam się, czy jest to w jakiś sposób wyznacznik dobrej relacji z mężem? "coraz częściej mnie poniża i krytykuje, ale uwielbia ze mną seks"- mam wrażenie, że jest to jeden z niewielu plusów obecnej sytuacji. Ale warto pamiętać, że kwestie seksualne w związku też mogą być narzędziem manipulacji, sposobem na uzależnienie drugiej osoby. Szczególnie, jeśli sfera seksualna jest ważna, lub w jakiś sposób problematyczna np z powodu kompleksów, poczucia bycia niewystarczającą, lub przebytych traum. 

Wyczuwam bardzo duże zagubienie w pani poście, myślę, że jest ono wynikiem sprzecznych sygnałów ze strony męża. Także fakt, że jest on zdolny do zmiany i zachowywania się zgodnie z tym, czego Pani potrzebuje, pewnie nie ułatwia określenia się w tej sytuacji i podjęcia decyzji. Różne krytykujące, krzywdzące określenia powodują mętlik w głowie. Myślę, że w tej sytuacji warto zaopiekować się sobą i zgłosić po profesjonalne wsparcie i pomoc. W bezpiecznej atmosferze będzie pani mogła swobodnie wyrazić to, co czuje, przyjrzeć się racjonalnie postawie męża, bez obawy o krytykę czy gaslighting. Wzmocnienie się psychiczne może pozwolić Pani postawić granicę i bronić się przed krzywdzącym wpływem. 

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie,

Justyna Papurzyńska- Parab

Psycholog  

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Pani Kasiu,

przede wszystkim dziękuję za zaufanie i podzielenie się swoją historią. Widzę w niej wiele bólu, napięcia, smutku i zagubienia. To, czego Pani doświadcza, jest bardzo trudne i zasługuje na uważność i opiekę – przede wszystkim ze strony samej siebie.

Zanim zacznie Pani szukać odpowiedzi na pytanie „co robić z mężem?”, warto zatrzymać się na pytaniu: co dzieje się ze mną w tej relacji? Jak się w niej czuję? Czy to mnie wspiera, rozwija, leczy – czy rani i niszczy?

Pojawia się też bardzo ważny wątek myśli samobójczych – to sygnał, że ból, którego Pani doświadcza, przekracza już granice wytrzymałości. Z całego serca zachęcam: nie zostaje Pani z tym sama. Można z tego wyjść, ale nie samotnie – z pomocą terapeuty, psychologa, grup wsparcia.

Związek, w którym pojawiają się takie emocje, musi być oparty na zaufaniu i granicach. Tymczasem z tego, co Pani opisuje, widać bardzo dużo lęku, kontroli, niepewności, szukania potwierdzenia swojej wartości poprzez reakcje męża.

Wydaje się, że bardzo silnie potrzebuje Pani, by to on potwierdzał, że jest Pani piękna, pożądana, kochana – a jeśli tego nie robi, pojawia się pustka, złość, rozpacz. To zrozumiałe – ale warto zastanowić się: czy ja sama potrafię się zobaczyć, docenić, uznać swoje uczucia i potrzeby? To jeden z ważnych tematów do pracy terapeutycznej.

 

W relacji, w której nie ma zaufania, trudno o poczucie bezpieczeństwa i miłości. Pytanie: czy mam realne dowody na zdradę – czy to bardziej mój lęk mnie prowadzi? Jeżeli przez te wszystkie lata nie zdarzyła się konkretna sytuacja, to może warto się przyjrzeć, dlaczego nie jestem w stanie mu zaufać, nawet jeśli nie mam dowodów?

Widzę też, że bardzo dużo w Pani opisie jest koncentrowania się na tym, jak zmienić jego – ale niewiele o tym, co ja mogę zrobić dla siebie. Być może nie chodzi dziś o pytanie: „czy on się zmieni?”, tylko: „czy ja jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie?”

 

Jeśli czuje Pani, że nie umie odejść – to warto się tym zająć w terapii. Piszę Pani o myślach samobójczych, a czemu w Pani głowie nie ma wyboru wyjścia z tej relacji? Bo to nie jest tylko pytanie o męża. To pytanie o wewnętrzne więzienie, które trzeba najpierw zrozumieć i zacząć z niego wychodzić – krok po kroku. I naprawdę nie widzę innej drogi niż praca terapeutyczna. To jest – z mojego punktu widzenia – jedyna realna opcja, by odzyskać siebie, poczucie wartości i wolność. Wówczas nie będzie Pani zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi mąż.


 

Z troską,

Małgorzata Wysocka

psycholożka, Gabinet Psychologiczny Rozplątani

Pani Kasiu,
 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Widzę, że nosi Pani w sobie ogromny ciężar, samotność i głębokie cierpienie. Przede wszystkim chcę powiedzieć: to, czego Pani doświadcza, nie jest w porządku i nie zasługuje Pani na takie traktowanie.

Z opisu sytuacji wyłania się obraz związku, w którym doświadczyła Pani nie tylko emocjonalnego rollercoastera, ale także przemocy psychicznej, a nawet fizycznej (np. duszenie, wyzwiska). Tego nie wolno lekceważyć. Kiedy bliska osoba nas upokarza, odpycha, manipuluje, podważa naszą wartość, to nie jest "miłość z problemami" – to toksyczny układ, który może niszczyć psychikę, poczucie własnej wartości, a nawet doprowadzać do rozważań o samobójstwie, jak sama Pani napisała.

Chcę być z Panią absolutnie szczera:

To nie Pani jest chora.

To, co Pani przeżywa, to skutek długotrwałego życia w napięciu, przemocy emocjonalnej i gaslightingu (czyli manipulacji, która sprawia, że zaczynamy wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości). Gdy słyszy Pani raz, że jest wyjątkowa, a chwilę potem "szmata", "kurwa", "debilem" – to nie miłość. To przemoc.

To nie Pani tworzy dramaty.

To normalne, że osoba, która się czuje samotna, zaniedbywana, zraniona – szuka czułości, rozmowy, obecności. To nie są "dramaty", to są naturalne potrzeby emocjonalne, których Pani mąż nie chce lub nie potrafi zaspokajać – a co gorsza, deprecjonuje je, zrzuca winę na Panią i stosuje mechanizmy przerzucania odpowiedzialności.

Pani ma prawo do miłości, szacunku i spokoju.

Związek nie powinien być polem walki, gdzie trzeba zabiegać o każdy gest, kontrolować telefon partnera i ciągle zastanawiać się, czy coś się ukrywa. Taki tryb życia wyczerpuje, wyniszcza psychicznie i fizycznie.

Co może Pani zrobić teraz?

1. Zabezpieczyć się emocjonalnie i fizycznie

Jeśli pojawiają się myśli samobójcze – proszę pilnie skontaktować się z psychologiem, psychiatrą lub zadzwonić na telefon zaufania (np. 116 123 – całodobowy kryzysowy numer wsparcia).

Jeśli mąż kiedykolwiek Panią zaatakował fizycznie (np. dusił), to już jest powód do zgłoszenia tego na policję i zapewnienia sobie ochrony.

Można także skontaktować się z lokalnym centrum pomocy rodzinie lub fundacją wspierającą kobiety w kryzysie (np. Centrum Praw Kobiet).

2. Zacząć od budowania oparcia poza tym związkiem

Pani pisała, że nie ma pracy, środków, nie ma dokąd odejść – to bardzo trudna sytuacja, ale proszę pamiętać: są instytucje, które pomagają kobietom w takich sytuacjach.

Można krok po kroku zacząć planować przyszłość – np. kontakt z OPS (Ośrodek Pomocy Społecznej), doradztwo zawodowe, grupa wsparcia. Warto porozmawiać o tym z terapeutą – nawet przez internet, jeśli na początek nie da się inaczej.

3. Uwierzyć, że Pani wartość nie zależy od opinii męża

To, że Pani przestała o siebie dbać, że czuje się niewidzialna i pusta – to nie jest prawda o Pani, tylko skutek życia z kimś, kto tę wartość w Pani systematycznie niszczył.

Pani jest osobą, która pragnie bliskości, miłości, bezpieczeństwa – to zdrowe, dobre i normalne potrzeby.

Czy on może mieć romans?

Nie da się tego jednoznacznie ocenić na odległość, ale jego zachowania – skrytość, wyciszanie telefonu, oskarżenia o zdradę, nagłe wybuchy agresji, chwiejność emocjonalna – wskazują, że coś ukrywa, a przynajmniej – nie gra wobec Pani uczciwie. Ale proszę pamiętać – nie Pani musi rozwiązywać jego kłamstwa. Pani ma prawo odejść od osoby, która krzywdzi – nawet jeśli nie ma "twardego dowodu".

Na koniec:

Pani życie jest wartościowe, ważne, niezastąpione. Nie pozwólmy, żeby jakaś relacja, nawet wieloletnia, odebrała Pani tę wiarę. Ma Pani prawo zacząć od nowa. Nie od razu, nie w ciągu jednego dnia – ale krok po kroku. Z pomocą.

Proszę pamiętać: nie jest Pani sama.

 

Z troską,
Karolina Bladowska 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Problemy z jedzeniem i myśli o samookaleczaniu u 14-latki
Czy proszę o tak wiele? Mam 14 lat. Nie wiem co się ze mną dzieje. Przez chwilę wydawało mi się, że może choruje na depresję, może na anoreksje. Ale teraz już nic nie wiem. Nie cieszę się z życia tak jak kiedyś, nie mam motywacji. Nienawidzę jeść. Jestem teraz na wakacjach z rodzicami i jestem zmuszona do jedzenia. Bardziej chodzi mi o to, że sama się zmuszam i udaje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, ponieważ wiem, że jeśli nie chciałabym zjeść śniadania lub obiadu to rodzice od razu by mnie okrzyczeli i kazali jeść, a tego nie chcę. Po każdym posiłku, a nawet kęsie mam wyrzuty sumienia. Że nie powinnam tego jeść, że w ogóle powinnam przestać. Więc nienawidzę jeść, nienawidzę widoku jedzenia. I mimo cieszę się kiedy udaje mi się nie jeść. Cieszę się kiedy na wadze widzę mniejszą liczbę. Prawie każdego dnia myślę, żeby się pociąć. Czasami to robię...
6 odpowiedzi
Powtarzajacy sie schemat rozpadu zwiazkow i brak pozadania partnerek - seksuolog czy psycholog?
Witam, Poszukuje odpowiedzi, a mianowicie, chciałbym się dowiedzieć czy mój problem jest skierowany do seksuologa czy psychologa, postaram się po krótce opisać moją historię związkową. Mam 29 lat i właśnie (2 tygodnie temu) zakończyłem swój drugi 4 letni związek. Martwi mnie to, ponieważ schemat jednego i drugiego związku jak i jego zakończenia łudząco się przypominają, tak samo czas trwania, związki rozpadły się w podobnych ramach czasowych. Po krótce streszczę i jedną i drugą relację, aby przedstawić podobieństwo tych relacji. Pierwsza moja poważna relacja z partnerką opierała się na wzajemnym szacunku, przyjaźni, nie było między nami toksycznych zagrywek. Już nie pamiętam wszystkich szczegółów dobrze, te rzeczy działy się dobre kilka lat temu ale pamiętam, że świetnie się dogadywaliśmy aż do samego końca pomimo że widziałem wiele wad u partnerki których nie próbowałem zmieniać a akceptowałem. Nasze pożycie seksualne było zaskakująco dobre aż do czasu, jak stopniowo partnerka zaczęła się oddalać z pożądaniem a ja niekoniecznie wiedziałem co miałem zrobić – były wtedy z jej strony tłumaczenia, że to są hormony, że jednak jest aseksualna, niekoniecznie chciała mi powiedzieć prawdę której nie znam aż do dziś co we mnie było nie tak, że te pożądanie zniknęło. W końcowej fazie związku po 3 latach w ogólnie nie uprawialiśmy seksu aż wszystko runęło – partnerka zerwała ze mną tłumacząc, że „jestem za dobry” po czym po tygodniu weszła w nową relacje – więc naturalnie poczułem się zdradzony. Okres rozstania z poprzednią partnerką przeżyłem strasznie, to dziś pamiętam jakie emocje mi towarzyszyły, ile smutku, gniewu oraz żalu wylewało się ze mnie, ale nauczyłem się z tym żyć a emocje z czasem szybko opadły – po 3 miesiącach poznałem nową partnerkę – i jak wchodziłem w nową relacje to czułem się „gotowy” – mniej więcej 5-6 miesiecy po rozstaniu. Przebieg mojej drugiej relacji jest zaskakująco podobny. Z moją drugą partnerką byliśmy razem też 4 lata. Zdecydowała się zakończyć relacje dwa tygodnie temu, tłumacząc, że to z nią jest problem, że kocha mnie jako przyjaciela, że nie czuje do mnie pożądania – na moje pytanie co tak właściwie źle robiłem nie otrzymałem odpowiedzi. Druga relacja cechowała się jeszcze mocniejszą więzią emocjonalną, nasz „miesiąc miodowy” w związku cechował się dużą ilością seksu i pozytywnych emocji, potem jak naszła faza stabilizacji związku to liczba zbliżeń spadła, w między czasie razem zamieszkaliśmy, ale zawsze uważałem pożądanie za nic stałego – zmienia się to w okresie trwania relacji – więc tym się nie martwiłem. Pomimo braku seksu bardzo dobrze się dogadywaliśmy, śmialiśmy się, gadaliśmy, przytulaliśmy i całowaliśmy, nasza intymność nigdy nie zniknęła, jedynie seksu brakowało . Odkąd razem zamieszkaliśmy seks jeszcze bardziej stopniowo się zmiejszał aż w ostatnich 6 miesiącach relacji całkowicie zniknął, partnerka tłumaczyła to anemią, hormonami, przeróżnymi powodami ale nie mną, ja nigdy nie byłem niczemu winny. Próbowałem kilkukrotnie rozpocząć rozmowy jednak bezskutecznie i nie wiedziałem jak mogę odbudować pożądanie. Prawde mówiąc po drugim takim związku gdzieś moje poczucie męskości zanikło przez to, że wiele razy byłem odrzucany, a ja dalej się starałem i dawałem najlepszą wersje siebie. Nasz związek ostatecznie się rozpadł, wszystko odbywa się z szacunkiem i dużą liczbą emocji, jednak partnerka powiedziała, że ktoś jej się spodobał, że jestem zbyt mało „dominujący”, że nie chce już ze mną być a jednocześnie jestem najważniejszym człowiekiem w jej życiu, a przez ostatnie pół roku walczyła ze sobą pomimo tego, że mnie kocha. Próbowałem jeszcze ratować tą relacje ale z szacunkiem, jednak partnerka powiedziała, że nie chce ze mną być i to akceptuje, gdyż będzie to zdrowsze dla mnie, bo jednak związek to jest obustronna walka. Jedyny wniosek jaki wysunąłem po tej drugiej relacji to brak odpowiedniej komunikacji ale uważam, że to za mało. Reasumując – aktualnie jestem w fazie żałoby po ważnej dla mnie relacji, gdzieś tam mam swoje poczucie wartości i wiem, że kogoś jeszcze w swoim życiu spotkam – to pewne. Jednak bardzo bym nie chciał powtórzyć trzeci raz swoich błędów które nie mam pojęcia gdzie leżą i przepracować to w sobie. Jestem raczej typem faceta który stawia granice, ale też bardzo dba o te drugie osoby (nie pomylić tego z nadopiekuńczością albo ojcowaniem bo tak nie jest) raczej dużo od siebie daje, niekoniecznie tyle samo biore. Gdzie szukać schematów jakie u mnie w jednym i drugim związku się pojawiły? Jak je wyłapać tak żeby w kolejnych relacjach się nie powtórzyły? Gdzie szukać u siebie elementów do poprawy? Bardzo prosiłbym o odpowiedź do kogo się z tym zgłosić. Dziękuję
10 odpowiedzi
Jak odnaleźć sens życia i ustalić cel zawodowy w wieku 30 lat?

Od lat męczy mnie codziennie, dosłownie codziennie jedna myśl. Co robić w życiu? Do czego się nadaje? Mam 30 lat. Nie mam dzieci ani męża. Mam partnera. Niestety tak potoczyło mi sie życie ,choć chciałabym mieć pełna, normalna rodzinę. Do tego mieszkamy za granicą i mam kiepska prace, nie dość, ze fizyczna to jeszcze kiepsko płatna. Czuję, że mogę więcej. W Polsce cale życie pracowałam w biurze, mam wyższe wykształcenie. Niestety sytuacje życiowe z partnerem doprowadziły mnie do takiego miejsca, ze niewiele mnie cieszy. Czuję się, jakbym utknęła. Zawsze miałam tak, ze nie wiedziałam, co chce robić. Od samego skończenia szkoły średniej, czyli już ponad 10 lat męczą mnie myśli ze cięgle nie wiem, co robić. Mam wiele zainteresowań, za wiele. Chciałam być dentysta, dietetykiem, kosmetologiem, psychologiem, stylistka rzęs, stylistka paznokci itp. Mnóstwo pomysłów, a na końcu nic nie wyszło i skończyłam w pracy fizycznej, która jest ponad moje siły. Zawsze się na czymś zafiksuje, a potem mi mija i znowu czas zobojętnienia i braku motywacji i pomysłu na siebie.. Dlaczego tak jest? Jak w końcu sie określić czego chce i do tego dążyć. Jestem konsekwentna, ale tylko wtedy gdy mam jasno wyznaczony cel. A teraz się motam i czuje, ze tracę czas i życie. Czuję się, jakbym była za stara na zrobienie jeszcze czegoś w życiu, choć mam dopiero 30 lat... I męczy mnie to wszystko do tego stopnia, ze czuje się czasem jakbym już wariowała od tych myśli. Ciągle tez mam strach, ze jak coś wybiorę, to zle wybiorę i nie będę się do tego nadawać. Nie mam pojecia co robic, jak poradzić sobie z tymi obsesyjnymi myślami.

6 odpowiedzi
Przez wychowanie jestem zmartwiony, zapobiegawczy, nie żyję tu i teraz. Dopiero po alkoholu czuję, że jestem taki, jaki chciałbym być. Jak sobie pomóc?
Mam 30 lat. Odkąd pamiętam interesowałem się ludzką psychiką. Nie potrafię rozgryźć siebie. Mama bardzo zapobiegawcza, "nie wypada to, tamto", "po co ci to?" Mama zawsze się dostosowuje do otoczenia, nie wychodzi przed szereg. Tato - zaradny, perfekcjonista. Ja wychowany w tej atmosferze. Mam teraz żonę i w sumie wszystko jest ok. Mogę wciąż liczyć na wsparcie i pomoc rodziców, jakby co. Gdy wracam do domu po pracy po 23 w głowie mam "bądź cicho" "nikogo nie obudź" "staraj się być jak najciszej". Gdy robię jakieś czynności dzienne to w głowie myślę o czymś innym, często się na tym łapie. Ogólnie to nie czuję, że jestem tu i teraz. Próbuje różne techniki, czytam dużo o tym. Przez chwilę jest ok, czuję, że panuję nad swoimi myślami. Po czym łapie się po godzinie, że znowu jestem jak zaprogramowany robot. I tak w kółko. Kiedy wypije alkohol, staje się dokładnie taki, jaki chciałbym być. Wiem, że alkohol nie jest dobry, ale wtedy staje się tym, kim chciałbym być i to kontroluję. Pewny tego co i jak mówię, co robię, jak to robię, robię wszystko spokojnie, dokładnie i tak jak chce. Wiem o tym, że to jest droga do nikąd, ale to działa. Z tego, co mi się wydaje, to pojęcie overthinking opisuje właśnie mnie. Ale po alkoholu to znika. Raczej jestem introwertykiem, ale pracuje z ludźmi i to lubię, co raczej powinno się wykluczać. A może brakuje mi zajęcia w czasie wolnym? Pasji?
1 odpowiedź
Jak pomóc siostrze walczącej z wyolbrzymianiem i zamartwianiem się?
Wyolbrzymianie wszystkiego niepotrzebne i nieuzasadnione zamartwianie się wszystkim Panika , płacz przed np. badaniem Niewykonane czynnosci np. żeby dzieci umyły ręce, przebrały się doprowadzające do dużego stresu i nerwów. Zapominanie : np. o tym co mówiła dana osoba np. dnia poprzedniego, albo że coś pokazywała komuś. O czym to może świadczyć? Siostra miewa takie epizody , niestety nie wiem jak przekonać ją na wizytę u specjalisty, ona problemu nie widzi.
2 odpowiedzi
Straciłam syna, cudownego człowieka, w wypadku. Wszyscy odmawiają mi żałoby.

30 sierpnia tego roku zmarł mój 24-letni syn . 

Syn zginął w wypadku w trakcie pracy. Nie umiem sobie poradzić z jego odejściem. Syn był jedynym moim dzieckiem, z którym łączyła mnie szczególna więź. Syn był moim przyjacielem. Był wspaniałym człowiekiem, który nigdy nie odmawiał pomocy innym ludziom i dlatego, że był właśnie tak pomocny zmarł przez czyjeś zaniedbanie i niedopatrzenie. 

Nie umiem żyć ze świadomością, że już nigdy nie zobaczę syna , że nigdy go już nie usłyszę. Nie mogę o niczym innym myśleć, tylko cały czas o nim, dlaczego właśnie syn musiał odejść z tego świata. Co w życiu zrobiłam źle, że los aż tak bardzo mnie skrzywdził odbierając mi syna? Każdy unika tego tematu a ja się duszę w sobie i płaczę jak nikt nie widzi ,żeby nie słyszeć, że znowu płaczę .

5 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Para jedzie razem na rowerze tandemie

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!