Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Problemy w małżeństwie: podejrzenia zdrady, brak zaufania, przemoc i chęć samobójstwa

Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

Justyna Papurzyńska-Parab

Justyna Papurzyńska-Parab

Dzień dobry,

Muszę przyznać, że opis Pani sytuacji jest dość niepokojący. Po okresie poprawy w małżeństwie, kiedy to mąż zachowywał się zgodnie z pani oczekiwaniami i spełniał Pani potrzeby, nastąpiła bardzo duża zmiana. Teraz to, co robi, nosi znamiona zachowań przemocowych, manipulacyjnych. Przede wszystkim z pani opisu wynika, że brakuje pani wsparcia i bliskości emocjonalnej z mężem. Dużo kręci się wokół kwestii seksu, zastanawiam się, czy jest to w jakiś sposób wyznacznik dobrej relacji z mężem? "coraz częściej mnie poniża i krytykuje, ale uwielbia ze mną seks"- mam wrażenie, że jest to jeden z niewielu plusów obecnej sytuacji. Ale warto pamiętać, że kwestie seksualne w związku też mogą być narzędziem manipulacji, sposobem na uzależnienie drugiej osoby. Szczególnie, jeśli sfera seksualna jest ważna, lub w jakiś sposób problematyczna np z powodu kompleksów, poczucia bycia niewystarczającą, lub przebytych traum. 

Wyczuwam bardzo duże zagubienie w pani poście, myślę, że jest ono wynikiem sprzecznych sygnałów ze strony męża. Także fakt, że jest on zdolny do zmiany i zachowywania się zgodnie z tym, czego Pani potrzebuje, pewnie nie ułatwia określenia się w tej sytuacji i podjęcia decyzji. Różne krytykujące, krzywdzące określenia powodują mętlik w głowie. Myślę, że w tej sytuacji warto zaopiekować się sobą i zgłosić po profesjonalne wsparcie i pomoc. W bezpiecznej atmosferze będzie pani mogła swobodnie wyrazić to, co czuje, przyjrzeć się racjonalnie postawie męża, bez obawy o krytykę czy gaslighting. Wzmocnienie się psychiczne może pozwolić Pani postawić granicę i bronić się przed krzywdzącym wpływem. 

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie,

Justyna Papurzyńska- Parab

Psycholog  

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

Pani Kasiu,

przede wszystkim dziękuję za zaufanie i podzielenie się swoją historią. Widzę w niej wiele bólu, napięcia, smutku i zagubienia. To, czego Pani doświadcza, jest bardzo trudne i zasługuje na uważność i opiekę – przede wszystkim ze strony samej siebie.

Zanim zacznie Pani szukać odpowiedzi na pytanie „co robić z mężem?”, warto zatrzymać się na pytaniu: co dzieje się ze mną w tej relacji? Jak się w niej czuję? Czy to mnie wspiera, rozwija, leczy – czy rani i niszczy?

Pojawia się też bardzo ważny wątek myśli samobójczych – to sygnał, że ból, którego Pani doświadcza, przekracza już granice wytrzymałości. Z całego serca zachęcam: nie zostaje Pani z tym sama. Można z tego wyjść, ale nie samotnie – z pomocą terapeuty, psychologa, grup wsparcia.

Związek, w którym pojawiają się takie emocje, musi być oparty na zaufaniu i granicach. Tymczasem z tego, co Pani opisuje, widać bardzo dużo lęku, kontroli, niepewności, szukania potwierdzenia swojej wartości poprzez reakcje męża.

Wydaje się, że bardzo silnie potrzebuje Pani, by to on potwierdzał, że jest Pani piękna, pożądana, kochana – a jeśli tego nie robi, pojawia się pustka, złość, rozpacz. To zrozumiałe – ale warto zastanowić się: czy ja sama potrafię się zobaczyć, docenić, uznać swoje uczucia i potrzeby? To jeden z ważnych tematów do pracy terapeutycznej.

 

W relacji, w której nie ma zaufania, trudno o poczucie bezpieczeństwa i miłości. Pytanie: czy mam realne dowody na zdradę – czy to bardziej mój lęk mnie prowadzi? Jeżeli przez te wszystkie lata nie zdarzyła się konkretna sytuacja, to może warto się przyjrzeć, dlaczego nie jestem w stanie mu zaufać, nawet jeśli nie mam dowodów?

Widzę też, że bardzo dużo w Pani opisie jest koncentrowania się na tym, jak zmienić jego – ale niewiele o tym, co ja mogę zrobić dla siebie. Być może nie chodzi dziś o pytanie: „czy on się zmieni?”, tylko: „czy ja jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie?”

 

Jeśli czuje Pani, że nie umie odejść – to warto się tym zająć w terapii. Piszę Pani o myślach samobójczych, a czemu w Pani głowie nie ma wyboru wyjścia z tej relacji? Bo to nie jest tylko pytanie o męża. To pytanie o wewnętrzne więzienie, które trzeba najpierw zrozumieć i zacząć z niego wychodzić – krok po kroku. I naprawdę nie widzę innej drogi niż praca terapeutyczna. To jest – z mojego punktu widzenia – jedyna realna opcja, by odzyskać siebie, poczucie wartości i wolność. Wówczas nie będzie Pani zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi mąż.


 

Z troską,

Małgorzata Wysocka

psycholożka, Gabinet Psychologiczny Rozplątani

Karolina Bladowska

Karolina Bladowska

Pani Kasiu,
 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Widzę, że nosi Pani w sobie ogromny ciężar, samotność i głębokie cierpienie. Przede wszystkim chcę powiedzieć: to, czego Pani doświadcza, nie jest w porządku i nie zasługuje Pani na takie traktowanie.

Z opisu sytuacji wyłania się obraz związku, w którym doświadczyła Pani nie tylko emocjonalnego rollercoastera, ale także przemocy psychicznej, a nawet fizycznej (np. duszenie, wyzwiska). Tego nie wolno lekceważyć. Kiedy bliska osoba nas upokarza, odpycha, manipuluje, podważa naszą wartość, to nie jest "miłość z problemami" – to toksyczny układ, który może niszczyć psychikę, poczucie własnej wartości, a nawet doprowadzać do rozważań o samobójstwie, jak sama Pani napisała.

Chcę być z Panią absolutnie szczera:

To nie Pani jest chora.

To, co Pani przeżywa, to skutek długotrwałego życia w napięciu, przemocy emocjonalnej i gaslightingu (czyli manipulacji, która sprawia, że zaczynamy wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości). Gdy słyszy Pani raz, że jest wyjątkowa, a chwilę potem "szmata", "kurwa", "debilem" – to nie miłość. To przemoc.

To nie Pani tworzy dramaty.

To normalne, że osoba, która się czuje samotna, zaniedbywana, zraniona – szuka czułości, rozmowy, obecności. To nie są "dramaty", to są naturalne potrzeby emocjonalne, których Pani mąż nie chce lub nie potrafi zaspokajać – a co gorsza, deprecjonuje je, zrzuca winę na Panią i stosuje mechanizmy przerzucania odpowiedzialności.

Pani ma prawo do miłości, szacunku i spokoju.

Związek nie powinien być polem walki, gdzie trzeba zabiegać o każdy gest, kontrolować telefon partnera i ciągle zastanawiać się, czy coś się ukrywa. Taki tryb życia wyczerpuje, wyniszcza psychicznie i fizycznie.

Co może Pani zrobić teraz?

1. Zabezpieczyć się emocjonalnie i fizycznie

Jeśli pojawiają się myśli samobójcze – proszę pilnie skontaktować się z psychologiem, psychiatrą lub zadzwonić na telefon zaufania (np. 116 123 – całodobowy kryzysowy numer wsparcia).

Jeśli mąż kiedykolwiek Panią zaatakował fizycznie (np. dusił), to już jest powód do zgłoszenia tego na policję i zapewnienia sobie ochrony.

Można także skontaktować się z lokalnym centrum pomocy rodzinie lub fundacją wspierającą kobiety w kryzysie (np. Centrum Praw Kobiet).

2. Zacząć od budowania oparcia poza tym związkiem

Pani pisała, że nie ma pracy, środków, nie ma dokąd odejść – to bardzo trudna sytuacja, ale proszę pamiętać: są instytucje, które pomagają kobietom w takich sytuacjach.

Można krok po kroku zacząć planować przyszłość – np. kontakt z OPS (Ośrodek Pomocy Społecznej), doradztwo zawodowe, grupa wsparcia. Warto porozmawiać o tym z terapeutą – nawet przez internet, jeśli na początek nie da się inaczej.

3. Uwierzyć, że Pani wartość nie zależy od opinii męża

To, że Pani przestała o siebie dbać, że czuje się niewidzialna i pusta – to nie jest prawda o Pani, tylko skutek życia z kimś, kto tę wartość w Pani systematycznie niszczył.

Pani jest osobą, która pragnie bliskości, miłości, bezpieczeństwa – to zdrowe, dobre i normalne potrzeby.

Czy on może mieć romans?

Nie da się tego jednoznacznie ocenić na odległość, ale jego zachowania – skrytość, wyciszanie telefonu, oskarżenia o zdradę, nagłe wybuchy agresji, chwiejność emocjonalna – wskazują, że coś ukrywa, a przynajmniej – nie gra wobec Pani uczciwie. Ale proszę pamiętać – nie Pani musi rozwiązywać jego kłamstwa. Pani ma prawo odejść od osoby, która krzywdzi – nawet jeśli nie ma "twardego dowodu".

Na koniec:

Pani życie jest wartościowe, ważne, niezastąpione. Nie pozwólmy, żeby jakaś relacja, nawet wieloletnia, odebrała Pani tę wiarę. Ma Pani prawo zacząć od nowa. Nie od razu, nie w ciągu jednego dnia – ale krok po kroku. Z pomocą.

Proszę pamiętać: nie jest Pani sama.

 

Z troską,
Karolina Bladowska 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Borderline i spektrum autyzmu - już jestem wykończona rollercoasterem emocji i zachowań.
Mam 17 lat. Niedawno dostałam diagnozę spektrum autyzmu I nieprawidłowej osobowości chwiejnej emocjonalnie borderline. Ciągle borykam się z trudnościami na jakie niestety trafiam. Moje funkcjonowanie jest na tyle ciężkie, że muszę zażywać się lekami i ciągle zwiększać dawkę. Mam teraz taki epizod, że leżę w łóżku i myślę tylko i wyłącznie o przykrych rzeczach, odcinam się od bliskich, znowu po mojej euforii jest gwałtowny dołek (temu diagnoza nieprawidłowej osobowości chwiejnej emocjonalnie). Nie wiem już co robić. Mija już 2 lata od tego "rollercoastera" I różnymi ciężkimi wyzwaniami. Co prawda diagnoza wyjaśniła mi bardzo wszelkie moje zachowania, obyczaje, emocje jednak zastanawiam się tylko jak mogę mając te diagnozy sobie radzić? Mimo chodzenia obecnie regularnie na terapię, nie brakuje mi momentów krzyku, agresji, płaczu, izolacji a najgorsze, krzywdy bliskich i samej siebie.
Samotność w nowym miejscu, poświęcenie dla rodziny a brak radości w życiu

Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię. 

Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane... 

Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał. 

W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi. 

A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości. 

Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół. 

Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami...

Jak radzić sobie z konfliktami w związku na odległość?
Witam, mam klopot w relacji - jestesmy od ponad roku w zwiazku na odleglosc. Ja jestem raczej osoba niekonfliktowa (albo przynajmniej mi sie tak wydaje) jednak zdarzaja sie czeste klotnie, ktorych przyczyn po prostu nie rozumiem. Opisze tylko jedna kwestie zeby nie spamowac mimo, ze jest ich wiecej. Ostatnio podczas rozmowy telefonicznej powiedzialem, ze moja partnerka jest troche wredna, na deugi dzien powiedzialem, ze jest konfliktowa. Jej reakcja jest moim zdaniem zupelnie nieadekwatna - uwaza, ze ja obrazilem i mam za to przeprosic. Nie wspomne o tym, ze po rozmowie mnie zablokowala i powiedziala, ze pozaluje tego. Powiedziala, ze zapamieta to do konca zycia. Zauwazylem, ze czesto interpretuje moje wypowiedzi jako atak - a ja dopiero po czasie orientuje sie ktory to moment rozmowy wywolal negatywna reakcje, bo totalnie nie rozumiem jak takiego moglobyc odebrane jako atak. Byc moze faktycznie slowa, ze ktos jest wredny to obraza a ja jestek tego nieswiadomy i cala wina lezy po mojej stronie.Kiedys w jakiejs klotni zauwazylem, ze nie bierze moich slow pod uwage i powiedzialem, ze jest egoistka… wybuchnela gniewem i mnie obrazila przeklenstwem… Chcialbym jakos rozwiazac te problemy, ale nie wiem w jakim kierunku isc. Kiedy ma problem z czyms doradzam jak go rozwiazac szuiam jakiegos rozwiazania a ona sie wscieka i obraza “bo jej nie wspieram”. Z gory dziekuje za wszelkie sugestie
Jak poradzić sobie z przywiązaniem do toksycznej byłej partnerki po 7‑letnim związku i rozstaniu
Dzień dobry, zmagam się z bardzo silnym przywiązaniem emocjonalnym do byłej partnerki była moją pierwszą miłością. Byliśmy razem 7 lat. W trakcie związku znosiłem wiele trudnych sytuacji: szantaż emocjonalny, grożenie samobójstwem, przedstawianie mnie jako złej osoby przed innymi ludźmi. Na końcu zostałem też oszukany i zdradzony. Od rozstania minęło już 8 miesięcy, ale myśli o niej wracają praktycznie codziennie. Kilka dni temu przypadkowo się spotkaliśmy chwilę porozmawialiśmy, a później wymieniliśmy się dłuższymi wiadomościami SMS od tego momentu mysli wrociły z podwójną silą. Zapewniała mnie, że się zmieniła i że chce o mnie walczyć lecz jasno powiedziałem że ma mnie zostawić w spokoju Ja nie chcę ponownie przechodzić przez to wszystko, co było wcześniej. Problem w tym, że mimo tej świadomości, myśli o niej nie dają mi spokoju i bardzo mnie to męczy, a wręcz niszczy psychicznie. Dodatkowo przez ten związek straciłem znajomych i obecnie nie mam wokół siebie ludzi. Nie mam też motywacji ani ochoty na nic, żeby czymś zająć głowę. Jak sobie poradzić z takim przywiązaniem i powracającymi myślami?
Związek na odległość: jak radzić sobie z brakiem codziennego kontaktu i potrzebą czułości
Witam, zwiazek na odleglosc od roku - ona z dziecmi ja bez. Bardzo mnie meczy brak kontaktu - nie umiem sobie wyobrazic tego, ze przez caly dzien - jakies 17 godzin poza snem… mozna sie nie odezwac telefonicznie… ja tego bardzo potrzebuje chociaz na dobranoc uslyszec Kocham i pojsc spac… mowilem o tym juz dawno temu teraz nawet nie chce mowic i przypominac o tej potrzebie… byly nawet sytuacje kiedy rozmawialismy i nagle slysze takim milym tonem “kocham Cie”… myslalem, ze to do mnie… za chwile “idz juz spac dobranoc kocham….”. I w momencie kiedy chcialem odpowiedziec uslyszalem “no juz jestem, syn byl… to co my tez idziemy juz spac? No to dobranoc”. Poczulem sie jak ostatni… w tym roku uslyszalem, ze w tamtym roku z ostroznosci trzymala taki dystans - dzwonila i mowila kocham duzo zadziej niz tego ja potrzebuja. Mowila “wazne jest powiedziec dzieciom z rana przed wyjsciem ze sie je kocha bo nie wiadomo co sie wydarzy” ale mi nie musi… owszem zdarzaly sie okresy telefonow, i tych czulych slow wiec moglbym dynamike tej relacji nazwac jako taka “hustawka”. W tym roku i pod koniec ostatniego cos zaczelo sie we mnie zmieniac - nawet sam chwilowo mialem momenty “dzwoni… a nie chce mi sie w sumie rozmawiac chcialem pograc ze znajomym - wczoraj rozmawialismy bardzo dlugo zaspokoilem swoje emocjonalne potrzeby bardzo mocno. A kiedy sie mniej odzywala mowilem sobie “na pewno ma duzo pracy zwiazanej z dziecmi - odezwie sie to sie odezwie moze ja zadzwonie chociaz brakuje mi takiej jej inicjatywy. Zaczalem sie troche godzic z tym, ze u niej ta potrzeba nie bedzie spelniona - musze znalezc sposob na czerpanie radosci z innych zrodel w zyciu - chociaz, czy da sie tak na prawde? Kiedy te potrzeby sa nie zaspokojone nie potrafie sie cieszyc innymi rzeczami. W kazdym razie w tym roku az tak mocno mnie to nie dolowalo… zaczalem nawet moze bardziej przypominac ja sama. Wczoraj po calym jej dniu w pracy i opieka nad dziecmi po niej… pomyslalem, ze zadzwoni w koncu to ja czekam az ona bedzie miec wolny czas - mowi, ze czasem nie zadzwoni tylko rzuci krotkim “dobranoc” bo jest tak mocno zajeta dziecmi. Wiec czekalem, dostalem wiadomosc ze juz wreszcie wszystko zrobione “dopiero teraz czas na herbate” - no i widze, ze to pozny wieczor… nie dzwoni… mowie zadzwonie sam nie bede sie bawic w przedszkole - w tym zwiazku niestety nie jest tak ze jezeli czegos pragne to to po prostu mam… zadzwonilem powiedziec dobranoc chociaz bo jestem chory od 3 dni, mimo to pracuje… ale dzwonie… spytalem jak sie czuje… nie wiem czy cos mnie rozkojarzylo… uslyszalem ze jest zmeczona ma bole plecow itd… (dla mnie to normalne zrzeczy w tym wieku i faktycznie nie przywiazuje do tego takiej wagi jak ona - wiem, ze tu sie roznimy tyle, ze ona nie rozumie tego…) i jakos zmienilem temat nieswiadomie na opowiesc o bracie… chcialem o czyms porozmawiac i na koncu znowu zapytalem jak ona sie czuje - byc moze przez jakies zmeczenie zapomnialem, ze juz pytalem. Odpowiedz dostalem taka “co sie z toba dzieje? Od 4 tygodni zmieniles sie w ch*** (mimo, ze wie, ze bardzo nie znosze przeklinania), na prawde?! Ja mowie, ze zle czuje a Ty o bracie?!. Zaraz po tym mimo, ze staram sie nie eskalowac kobfliktow, zaczela oczywiscie bardziej narzekac i oskarazac rozlaczyla sie… ja napisalem ze mi przykro ona tez… rano dokonczylem wiadomosc, ona tez… kolo 12 zadzwonilem nie odebrala… po kilka godzinach dala kciuka jako “odczytane” potem “duzo zdrowia” - nie odnoszac sie zadnej mojej wiaromosci/pytan. Wiec wieczorem po kolejnych godzinach milczenia napisalem, ze widze ze ma bardzo zajety dzien… (mimo, ze to wolna sobota) i co robi? “ Mam chore dzieci, więc od rana latam między jednym a drugim, podaję leki, inhalacje robię, śniadania obiad sprzątanie po posiłkach, apteka sklep... A sama źle się czuję więc tak zajęty dzień”. Ja nawet w poprzedniej wiadomosci napisalem ze przepraszam za to ze czasem nawalam. Dla mnie jest to jakis rodzaj karania cisza… brak potrzeby rozmowy, czulosci… nie wiem… mecze sie z tym mocno i teraz na przyklad po tym jak wyrzucilem swoje mysli, nie chcialbym paradoksalnie zeby dzwonila bo jakby nie oczekuje niczego pozytywnego po tej rozmowie…
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.