Left ArrowWstecz

Problemy w małżeństwie: podejrzenia zdrady, brak zaufania, przemoc i chęć samobójstwa

Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

User Forum

Kasia1983

1 rok temu
Justyna Papurzyńska-Parab

Justyna Papurzyńska-Parab

Dzień dobry,

Muszę przyznać, że opis Pani sytuacji jest dość niepokojący. Po okresie poprawy w małżeństwie, kiedy to mąż zachowywał się zgodnie z pani oczekiwaniami i spełniał Pani potrzeby, nastąpiła bardzo duża zmiana. Teraz to, co robi, nosi znamiona zachowań przemocowych, manipulacyjnych. Przede wszystkim z pani opisu wynika, że brakuje pani wsparcia i bliskości emocjonalnej z mężem. Dużo kręci się wokół kwestii seksu, zastanawiam się, czy jest to w jakiś sposób wyznacznik dobrej relacji z mężem? "coraz częściej mnie poniża i krytykuje, ale uwielbia ze mną seks"- mam wrażenie, że jest to jeden z niewielu plusów obecnej sytuacji. Ale warto pamiętać, że kwestie seksualne w związku też mogą być narzędziem manipulacji, sposobem na uzależnienie drugiej osoby. Szczególnie, jeśli sfera seksualna jest ważna, lub w jakiś sposób problematyczna np z powodu kompleksów, poczucia bycia niewystarczającą, lub przebytych traum. 

Wyczuwam bardzo duże zagubienie w pani poście, myślę, że jest ono wynikiem sprzecznych sygnałów ze strony męża. Także fakt, że jest on zdolny do zmiany i zachowywania się zgodnie z tym, czego Pani potrzebuje, pewnie nie ułatwia określenia się w tej sytuacji i podjęcia decyzji. Różne krytykujące, krzywdzące określenia powodują mętlik w głowie. Myślę, że w tej sytuacji warto zaopiekować się sobą i zgłosić po profesjonalne wsparcie i pomoc. W bezpiecznej atmosferze będzie pani mogła swobodnie wyrazić to, co czuje, przyjrzeć się racjonalnie postawie męża, bez obawy o krytykę czy gaslighting. Wzmocnienie się psychiczne może pozwolić Pani postawić granicę i bronić się przed krzywdzącym wpływem. 

 

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie,

Justyna Papurzyńska- Parab

Psycholog  

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Małgorzata Wysocka

Małgorzata Wysocka

Pani Kasiu,

przede wszystkim dziękuję za zaufanie i podzielenie się swoją historią. Widzę w niej wiele bólu, napięcia, smutku i zagubienia. To, czego Pani doświadcza, jest bardzo trudne i zasługuje na uważność i opiekę – przede wszystkim ze strony samej siebie.

Zanim zacznie Pani szukać odpowiedzi na pytanie „co robić z mężem?”, warto zatrzymać się na pytaniu: co dzieje się ze mną w tej relacji? Jak się w niej czuję? Czy to mnie wspiera, rozwija, leczy – czy rani i niszczy?

Pojawia się też bardzo ważny wątek myśli samobójczych – to sygnał, że ból, którego Pani doświadcza, przekracza już granice wytrzymałości. Z całego serca zachęcam: nie zostaje Pani z tym sama. Można z tego wyjść, ale nie samotnie – z pomocą terapeuty, psychologa, grup wsparcia.

Związek, w którym pojawiają się takie emocje, musi być oparty na zaufaniu i granicach. Tymczasem z tego, co Pani opisuje, widać bardzo dużo lęku, kontroli, niepewności, szukania potwierdzenia swojej wartości poprzez reakcje męża.

Wydaje się, że bardzo silnie potrzebuje Pani, by to on potwierdzał, że jest Pani piękna, pożądana, kochana – a jeśli tego nie robi, pojawia się pustka, złość, rozpacz. To zrozumiałe – ale warto zastanowić się: czy ja sama potrafię się zobaczyć, docenić, uznać swoje uczucia i potrzeby? To jeden z ważnych tematów do pracy terapeutycznej.

 

W relacji, w której nie ma zaufania, trudno o poczucie bezpieczeństwa i miłości. Pytanie: czy mam realne dowody na zdradę – czy to bardziej mój lęk mnie prowadzi? Jeżeli przez te wszystkie lata nie zdarzyła się konkretna sytuacja, to może warto się przyjrzeć, dlaczego nie jestem w stanie mu zaufać, nawet jeśli nie mam dowodów?

Widzę też, że bardzo dużo w Pani opisie jest koncentrowania się na tym, jak zmienić jego – ale niewiele o tym, co ja mogę zrobić dla siebie. Być może nie chodzi dziś o pytanie: „czy on się zmieni?”, tylko: „czy ja jestem gotowa wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie?”

 

Jeśli czuje Pani, że nie umie odejść – to warto się tym zająć w terapii. Piszę Pani o myślach samobójczych, a czemu w Pani głowie nie ma wyboru wyjścia z tej relacji? Bo to nie jest tylko pytanie o męża. To pytanie o wewnętrzne więzienie, które trzeba najpierw zrozumieć i zacząć z niego wychodzić – krok po kroku. I naprawdę nie widzę innej drogi niż praca terapeutyczna. To jest – z mojego punktu widzenia – jedyna realna opcja, by odzyskać siebie, poczucie wartości i wolność. Wówczas nie będzie Pani zależna od tego, co zrobi lub czego nie zrobi mąż.


 

Z troską,

Małgorzata Wysocka

psycholożka, Gabinet Psychologiczny Rozplątani

1 rok temu
Karolina Bladowska

Karolina Bladowska

Pani Kasiu,
 

Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Widzę, że nosi Pani w sobie ogromny ciężar, samotność i głębokie cierpienie. Przede wszystkim chcę powiedzieć: to, czego Pani doświadcza, nie jest w porządku i nie zasługuje Pani na takie traktowanie.

Z opisu sytuacji wyłania się obraz związku, w którym doświadczyła Pani nie tylko emocjonalnego rollercoastera, ale także przemocy psychicznej, a nawet fizycznej (np. duszenie, wyzwiska). Tego nie wolno lekceważyć. Kiedy bliska osoba nas upokarza, odpycha, manipuluje, podważa naszą wartość, to nie jest "miłość z problemami" – to toksyczny układ, który może niszczyć psychikę, poczucie własnej wartości, a nawet doprowadzać do rozważań o samobójstwie, jak sama Pani napisała.

Chcę być z Panią absolutnie szczera:

To nie Pani jest chora.

To, co Pani przeżywa, to skutek długotrwałego życia w napięciu, przemocy emocjonalnej i gaslightingu (czyli manipulacji, która sprawia, że zaczynamy wątpić we własne postrzeganie rzeczywistości). Gdy słyszy Pani raz, że jest wyjątkowa, a chwilę potem "szmata", "kurwa", "debilem" – to nie miłość. To przemoc.

To nie Pani tworzy dramaty.

To normalne, że osoba, która się czuje samotna, zaniedbywana, zraniona – szuka czułości, rozmowy, obecności. To nie są "dramaty", to są naturalne potrzeby emocjonalne, których Pani mąż nie chce lub nie potrafi zaspokajać – a co gorsza, deprecjonuje je, zrzuca winę na Panią i stosuje mechanizmy przerzucania odpowiedzialności.

Pani ma prawo do miłości, szacunku i spokoju.

Związek nie powinien być polem walki, gdzie trzeba zabiegać o każdy gest, kontrolować telefon partnera i ciągle zastanawiać się, czy coś się ukrywa. Taki tryb życia wyczerpuje, wyniszcza psychicznie i fizycznie.

Co może Pani zrobić teraz?

1. Zabezpieczyć się emocjonalnie i fizycznie

Jeśli pojawiają się myśli samobójcze – proszę pilnie skontaktować się z psychologiem, psychiatrą lub zadzwonić na telefon zaufania (np. 116 123 – całodobowy kryzysowy numer wsparcia).

Jeśli mąż kiedykolwiek Panią zaatakował fizycznie (np. dusił), to już jest powód do zgłoszenia tego na policję i zapewnienia sobie ochrony.

Można także skontaktować się z lokalnym centrum pomocy rodzinie lub fundacją wspierającą kobiety w kryzysie (np. Centrum Praw Kobiet).

2. Zacząć od budowania oparcia poza tym związkiem

Pani pisała, że nie ma pracy, środków, nie ma dokąd odejść – to bardzo trudna sytuacja, ale proszę pamiętać: są instytucje, które pomagają kobietom w takich sytuacjach.

Można krok po kroku zacząć planować przyszłość – np. kontakt z OPS (Ośrodek Pomocy Społecznej), doradztwo zawodowe, grupa wsparcia. Warto porozmawiać o tym z terapeutą – nawet przez internet, jeśli na początek nie da się inaczej.

3. Uwierzyć, że Pani wartość nie zależy od opinii męża

To, że Pani przestała o siebie dbać, że czuje się niewidzialna i pusta – to nie jest prawda o Pani, tylko skutek życia z kimś, kto tę wartość w Pani systematycznie niszczył.

Pani jest osobą, która pragnie bliskości, miłości, bezpieczeństwa – to zdrowe, dobre i normalne potrzeby.

Czy on może mieć romans?

Nie da się tego jednoznacznie ocenić na odległość, ale jego zachowania – skrytość, wyciszanie telefonu, oskarżenia o zdradę, nagłe wybuchy agresji, chwiejność emocjonalna – wskazują, że coś ukrywa, a przynajmniej – nie gra wobec Pani uczciwie. Ale proszę pamiętać – nie Pani musi rozwiązywać jego kłamstwa. Pani ma prawo odejść od osoby, która krzywdzi – nawet jeśli nie ma "twardego dowodu".

Na koniec:

Pani życie jest wartościowe, ważne, niezastąpione. Nie pozwólmy, żeby jakaś relacja, nawet wieloletnia, odebrała Pani tę wiarę. Ma Pani prawo zacząć od nowa. Nie od razu, nie w ciągu jednego dnia – ale krok po kroku. Z pomocą.

Proszę pamiętać: nie jest Pani sama.

 

Z troską,
Karolina Bladowska 

mniej niż godzinę temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Mąż od zawsze nadużywa alkoholu, ma gdzieś mnie i dzieci. Ja jestem niezależna i mogę się rozwieść.

Nasza historia zaczęła się kilkanaście lat temu jako nastolatkowie. Wzięliśmy ślub, na świecie pojawiło się dziecko, a drugie jest w drodze. 

Zawsze mieliśmy problemy w związku/ małżeństwie- alkohol, brak szacunku, brak wzajemnego wsparcia i zrozumienia. Sytuacja eskalowała, kiedy po narodzinach pierwszego dziecka zostałam sama z synem, bo mąż dużo pracował, w weekendy imprezował i w ogóle nie zajmował się nami ani nie czuł obowiązków w stosunku do dziecka. Nadużywa alkoholu, więcej rozmawia z kolegami, niżeli ze mną, przyłapałam go na oglądaniu kamerek live z parami na stronach dla dorosłych- gdy o tym powiedziałam, że wiem, to obarcza mnie winą, że nie ma tego w domu, to ogląda (jestem w 8 msc ciąży, nie dąży do cielesności ze mną). 

Ostatnio doszło między nami do kłótni, w której już przeklinaliśmy na siebie, bo pękły każde bariery. Wyszedł z domu, nie odbierał telefonu i wrócił zalany w trzy trupy- nie wiem gdzie się znajdował. Jestem w rozsypce, nie chce być tak traktowana. Nasz syn nie ma z nim wielkiej relacji, ale gdy nie ma go dłużej, to dopytuje i tęskni, a ja najchętniej odeszłabym od niego. Nie chce resztę życia czuć się jak śmieć, a teraz dokładnie tak się czuję. 

Jestem niezależna, mam własną firmę, zarabiam więcej pieniędzy niż on na etacie. Nie wymagam od niego nic, tylko opieki i szacunku, resztę mogę zapewnić sobie sama. Męczy mnie sytuacja, że mogłabym żyć spokojnie sama z dziećmi, ale go kocham i zostaje za wszelką cenę. Po ostatniej kłótni rzucił kluczykami do samochodu, który wzięłam na firmę i zarządał połowy pieniędzy, kiedy ja zarządałam połowy pieniędzy za wyprawkę dla naszego dziecka stwierdził, że jak się rozstaniemy to ja zabiorę dzieci, to co on ma mi dawać. Mówi, jakby dla niego nic nie znaczyła rodzina, dzieci i ja. Mam mętlik w głowie i jestem wykończona psychicznie a poród za miesiąc. Zamiast cieszyć sie z narodzin dziecka, ja zastanawiam się czy będę wychowywać dzieci sama czy z nim.

Po stracie mamy i pracy nie potrafię funkcjonować. Moje definicje przestały istnieć i nie wiem, gdzie i kim tak naprawdę jestem.
Chciałam w życiu tylko coś znaczyć! Mam ponad 30 lat, męża i 4 letnie dziecko. Ciążę spędziłam na l4, po urodzeniu dziecka rozwiązano ze mną umowę o pracę, więc nie pracuję w zasadzie od prawie 5 lat. Miałam pracę którą uwielbiałam, która pomogła przetrwać mi najgorszy czas w życiu (poważna choroba i śmierć mamy), niestety firmę zamknięto, ludzi zwolniono ( to było jeszcze przed ciążą). Obecnie otrzymałam diagnozę depresji, fobii społecznej i problemów z zaaklimatyzowaniem się w sytuacji dla mnie trudnych. Czuję, że nic w życiu nie znaczę, czuję jakbym przegrała własne życie. Nie potrafię znaleźć pracy, bo wiem (z góry zakładam), że sobie z niczym nie poradzę. WIEM, że będę wytykana palcami przez pracowników, mam wrażenie, że odniosę porażkę już w pierwszej godzinie. Mam takie poczucie, że wraz z mamy śmiercią, a potem stratą pracy straciłam wszystko co mnie definiowało. Mama była jedyną osobą, która we mnie bezgranicznie wierzyła, która mnie doceniała, która mnie wspierała nawet wtedy, kiedy inni stawiali na mnie krzyżyk! ( a stawiali wszyscy, od nauczycieli przez koleżanki po rodzinę). W pracy wypracowałam sobie pozycję, może nie kierownika, ale pracownika, do którego po pomoc i poradę przychodzili wieloletni pracownicy, do której prezes osobiście przychodził i zlecał zadania, które wymagały bardzo dużego zaangażowania, dokładności i umiejętności. Dziś... jedyne co potrafię to posprzątać i ugotować obiad! Tak bardzo chciałabym coś znowu znaczyć! Zaimponować sobie samej, a boję się podjąć pracę, bo przecież jestem nikim!!
Objawy depresji, rutyna i samotność po przeprowadzce - szukam pomocy
Mam problem z depresją ale nie mam pewności, objawy które mam, odczuwanie smutku, nic mi się nie chce, mam myśli że jestem do niczego, że nic nie osiągnąłem, brak pewności siebie, że codziennie jest to samo, rutyna i ona mnie dobija, one występują rzutami, mam to od kilku miesięcy z przerwami raz jest lepiej raz gorzej, pogorszyło się jak wyprowadziłem się od rodziców i teraz mieszkam sam, najgorzej jest jak wracam z pracy do pustego mieszkania. Jak mogę sobie z tym poradzić żeby móc wyjść z tego. Szukam pomocy żeby uporać się z tym problemem.
Trudna współpraca z koleżanką po mobbingu i depresji – jak zadbać o siebie w pracy?
Zmagam się ostatnio z sytuacją w pracy, z którą nie umiem sobie poradzić. Parę lat temu zostałam przeniesiona do innego działu z powodu... No właśnie - był to dla mnie trudny czas, syn poważnie zachorował, był w szpitalu. Dotąd praca wymagała ode mnie sporo wyrzeczeń kosztem życia rodzinnego i pomimo, że starałam się nie zaniedbywać obowiązków zawodowych, kierowniczka uznała, że problemy rodzinne mogą zagrozić organizacji pracy działu i po paru miesiącach udowadniania mi, że przestałam się nadawać do tej pracy, zostałam przeniesiona. Przypłaciłam to zdrowiem, niską samooceną i musiałam włożyć sporo pracy by dojść do siebie a przy okazji udowodnić wszystkim, że potrafię dobrze pracować. Minęło sporo czasu, awansowałam, mam bardzo dobre układy z nowym kierownikiem, lubię swoją pracę i cenię sobie dobrą atmosferę w dziale. Niestety do naszego działu, a dokładnie do mojego pokoju, została przeniesiona koleżanka z poprzedniego działu, która wróciła po dłuższym zwolnieniu z powodu ciężkiej depresji po mobbingu w poprzednim dziale. Niestety ta koleżanka w stosunku do mnie zachowywała się w poprzednim dziale bardzo źle, mając kierowniczkę po swojej stronie (przyjaciółki z lat szkolnych), była powodem wielu nieprzyjemności, które mnie tam spotkały. Niestety, z niewiadomych przyczyn, mobbing dotknął również jej osobę, a jej przyjaźń zamieniła się w toksyczną relację. No i do rzeczy - rozumiem, co przeżyła, nie chcę dokładać jej zmartwień po takim doświadczeniu, ale sytuacja mnie przerasta. Ona ma zmienne nastroje, przyznaje, że może popełniać błędy w pracy, ponieważ jest na silnych lekach uspakajających i często jest otumaniona. Zażywa też psychotropy, jak mi przekazała. Nic czuję się komfortowo, otrzymując takie informacje. Często boi się poprzedniej kierowniczki, potrafi pół dnia rozpamiętywać stare sytuację, ma przeczucia, że tamta czai się, by ją zniszczyć.A po chwili odgraża się, że to ona ma asy w rękawie by ją załatwić. Jest bardzo wścibska, rano przed pracą plotkuje po pokojach a później znosi wszystkie zebrane informacje i dzieli się nimi ze mną. Parę razy powiedziałam jej wprost, że nie interesują mnie tego typu wiadomości. Ciężko przyswaja wiedzę, choć staram się być spokojna i cierpliwa, a winą za błąd obarcza mnie. Mam swoją pracę, którą muszę wykonać a przy okazji uczę ją. Nie mam czasu by ciągle pozytywnie ją nastawiać, tłumaczyć, że nikt jej nie robi pod górkę. Nie czuję się na siłach, by codziennie ją motywować. Jestem zmęczona, czuję się jakbym była w potrzasku - na samą myśl o tym by zasygnalizaować cokolwiek szefowi, czuję wyrzuty sumienia, że nie powinnam bo ona została skrzywdzona, a z drugiej strony sama mam dość bycia psychologiem, psychiatrą mając w pamięci jej zachowania z poprzedniego działu, które mnie również zraniły i spowodowały, że prawie straciłam pracę.Proszę o pomoc, jak postąpić w tej trudnej sytuacji.
Dzień dobry, jestem w takim momencie życia że w zasadzie nie wiem co mam zrobić. Jestem pracującą studentką i ostatnio wiele sytuacji z życia codziennego mnie przytłacza. Miałam już załamanie nerwowe, po którym na następny dzień nie było śladu. Nie potrafię przyznać się, że potrzebuję pomocy dlatego trzymam wszystko w sobie i to mnie niszczy od środka, do tego jeszcze odbija się to na moim zdrowiu. Byłam niedawno u kardiologa z podejrzeniem nadciśnienia, jednak kardiologicznie wszystko jest w porządku. Zdaję sobie sprawę z tego, że to efekt nadmiernego stresu i przepracowania. Mimo negatywnych myśli (że jestem winna wszystkim niepowodzeniom i że ludzie wokół mnie oceniają i tępią) jestem w stanie pozornie realizować postawione sobie cele, choć nie sprawia mi to radości a jedynie wzbudza presję, że muszę to zrobić. Momentem kulminacyjnym było to jak miałam lekkie wstrząśnienie mózgu spowodowane wejściem w drzwi. Poczułam odcięcie na chwilę od świata i stąd nie widziałam ich, a po całym zajściu poszłam na uczelnię, po kolokwiun dopiero zaczęłam krwawić i wtedy dopiero zainteresowałam się swoim stanem. Byłam u lekarza i dostałam skierowanie do psychologa, ale nie mam ani czasu się zapisać ( codziennie pracuję po 9 h) ani odwagi (co pewnie przeważa dlaczego jestem bierna). Do tego jeszcze zdaję sobie sprawę że zanim się zapiszę no to sporo czasu minie, a na terapię prywatną nie mogę sobie pozwolić. Mam wrażenie, że świat biegnie za szybko a ja obecnie nie mam sił w nim się realizować, choć utrzymuję bardzo dobre pozory aby nie pokazać swojej słabości. Pracę planuję zakończyć za dwa tygodnie i postarać się wycofać z niektórych aktywności, aby w końcu znaleźć czas dla siebie a nie tylko i wyłącznie dla innych. Czasem mam momenty w których ogarnia mnie panika i ogromny stres związany z obowiązkam, ale biorę wtedy doraźnie Xanax. Nie chciałabym takiego rozwiązania jednak na ten moment wydaje mi się być nieuniknione, aby jakkolwiek przeżyć i nie zamęczyć się psychicznie. Wiem, że najprawdopodobniej nie dostanę jednoznacznej odpowiedzi, ale co powinnam zrobić? Zaczynam już tracić poczucie stabilności i chciałabym, aby osoba trzecia powiedziała mi czy jeszcze racjonalnie podchodzę do swojego problemu?
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.