
- Strona główna
- Forum
- inne, psychoterapia
- Czy przemieszczenie...
Czy przemieszczenie polega tylko i wyłącznie na wyładowaniu swoich emocji na mniej zagrażającym obiekcie niż ten, który te emocje wzbudził, czy zjawisko to może mieć również inną formę
Magdalena Bilińska-Zakrzewicz
Dzień dobry,
Ciekawi mnie fakt, na ile jest to pytanie teoretyczne, a na ile stojąca nim jakieś realne trudności? Być może na nie odpowiedz mogłaby być bardziej pomocna?
Trudno mi ustosunkować się do pytania popartego takim przykładem, bowiem wydaje się, ze w opisywanej sytuacji może być przynajmniej kilka (niezależnych) obiektów złości : zarówno dziecko, które, kiedy jest trudne w opiece zwyczajnie wywołuje w nas złość; jak i myśl o matce dziecka, która zadecydowała o takim a nie innym jego losie; jak i używki, których używanie wywołują takie a nie inne skutki uboczne. Idąc tym tropem teoretycznych rozważań można sie pokusić o badanie dale - czy złość nie jest skierowana do osób, które te używki udostępniają kobietom w ciąży? A może do ich producentów? Może do rzadu, który nie ma idealnej polityki walki z uzależnieniami? Być może w podanym przykładzie nie dochodzi do przemieszczenia w ogóle, a złość dotyczy wszystkich obiektów na raz? A może dochodzi, ale trzeba by bardzo precyzyjnie sie ta złością zająć w bardziej osobistym kontakcie. Do czego zachęcam, jeśli przykład jest rzeczywisty. Pozdrawiam

Zobacz podobne
Dzień dobry,
zadałam tutaj kilkanaście dni temu pytanie, czy psychoterapeutka, która zadała pytanie, dlaczego moja mama późno mnie urodziła, zachowała się wobec mnie etycznie. Usłyszałam odpowiedzi, że jest to normalny etap procesu terapeutycznego - pytanie o wywiad rodzinny. Mnie jednak chodziło nie o samo pytanie o rodzinę, a o założenie, jakie jest zawarte w tym pytaniu- że istnieje jedna właściwa formą życia, jaką jest urodzenie dziecka "o czasie". Jednak dlaczego takie pytanie pada? Wyobraźmy sobie odwrotną sytuację - gdyby grupa mniejszościową narzucała presję grupie większościowej. Na przykład gdyby kobieta, która w latach 90. urodziła dziecko po 30, bo studiowała, zapytała swoją koleżankę, która urodziła dziecko "o czasie" i zgodnie z ówczesną "normą statystyczną" nie studiowała, "dlaczego urodziłaś dziecko zamiast studiować? Edukacja to podstawa!". Wszyscy oburzylibysmy się na takie przekraczanie granic. Dlaczego oburzamy się, gdy grupa mniejszościowa wywiera presję większości, a nie oburzamy się, gdy grupa większościową narzuca presję mniejszości? Wtedy jest to "normalny etap procesu terapeutycznego". Co w tym złego, że ktoś jest w statystycznej mniejszości? Osoby,które czytają książki w Polsce, też są w statystycznej mniejszości, czy również należy im zadawać pytania typu: "dlaczego czytasz książki, przecież większość społeczeństwa w Polsce nie czyta?". Boli mnie to, że bycie w mniejszości jest napiętnowane.

