Wstecz

Czy to normalne, że mając 41 lat, martwię się, jak moje decyzje wpłyną na najbliższych, rodzinę?

Kasia Ocka

Czy to normalne, że mając 41 lat, martwię się, jak moje decyzje wpłyną na najbliższych, rodzinę, że nie chcę się wychylać i zgadzam się, a jak postawiłam na swoim, to cała rodzina odwróciła się? I czy to normalna sytuacja, że partner usprawiedliwia złośliwości przyjaciółki w stosunku do obecnej partnerki, zbywa je, bo nie chce robić przykrości przyjaciółce?

Odpowiem na pierwsze pytanie. Przychodzi do mnie taka refleksja, że skoro zwykle tak było, że Pani na pierwszym miejscu stawiała dobro rodziny to być może kiedy po raz pierwszy Pani zdecydowała zrobić coś dla samej siebie, kierując się przede wszystkim swoim dobrem to jej członkowie odebrali tą sytuację jako zupełnie nową, pewnie byli też nią zaskoczeni i być może stąd taka reakcja. Doceniam tym bardziej odwagę w Pani by rozpocząć świadome wybieranie siebie. Zastanawiam się, czy można poszukać jakiegoś sposobu, przestrzeni, aby Pani mogła zacząć swobodnie komunikować swoje potrzeby i granice, przy jednoczesnym spotkaniu się z potrzebami pozostałych ważnych dla Pani osób.

Co do drugiego pytania to wyczuwam, że Pani poczuła się jakoś podwójne dotknięta i poruszona, po pierwsze zachowaniem przyjaciółki, a po drugie partnera. Raczej spodziewamy się wsparcia w trudnej sytuacji ze strony partnera. Jednak może należałoby sprawdzić jak on tą sytuację odbiera, jaka intencja leżała u podstaw tego zbywania. Zachęcam Panią do poradzenia sobie z tą sytuacją w ten sposób by najpierw skontaktować się z tym czego najbardziej Pani potrzebuje i otwarcie o tym porozmawiać z partnerem.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Głównym problemem, o którym tutaj chcę napisać, jest mój ojciec.
Witam, mam 20 lat i choruje od około 3 lat na depresję. Zaczęłam znowu chodzić na terapię około 2 miesięcy temu po długim czasie "męczenia się" z moim stanem i po kilku miesiącach brania różnych leków. Mój stan ostatnio diametralnie się pogorszył i czasami nie wydaje mi się, żebym dała radę z tego wyjść. Ale głównym problemem, o którym tutaj chcę napisać, jest mój ojciec. Od dzieciństwa w domu towarzyszyły mi nieustannie kłótnie i sprzeczki, ale najwięcej z nich związanych było z moim ojcem. Nie zdawałam sobie sprawy, jak to na mnie wpłynęło aż do niedawna. Mój tata ma bardzo złe sposoby komunikacji i dyskusji. Stawia się wciąż w roli ofiary, często używa stwierdzenia "wam wszystko wolno a mi nic", wciąż unosi głos i emocjonuje się o nawet małe i na pozór nieistotne rzeczy. Podczas dyskusji lub kłótni bardzo często przeinacza on znaczenie wypowiedzi drugiej osoby i dodaje jakieś informacje, które pogrążają drugą osobę. I jest to wręcz nagminne w dyskusjach z nim, nawet gdy kilka razy próbuje mu powoli i na spokojnie to wytłumaczyć. Jestem świadoma, że to częściowo przez tą sytuację w domu i jego zachowania wykształciłam depresję, ponieważ jestem osobą wrażliwą emocjonalnie. Dzisiaj nastąpiła sytuacja, która przeważyła szalę i zaczął mi on wszystko wytykać, co zrobiłam czy powiedziałam źle względem niego w przeszłości. Czułam się wręcz obwiniana za moje uczucia i moją chorobę, że zwalam na niego winę za coś mojego i uważam, że ja jestem idealna. Bardzo mnie to dobiło, szczególnie ze względu na to, że on zdaje się nie zauważać jak destrukcyjny wpływ jego zachowania mają na moją (ale też np mamy) psychikę. Próbowałam go namówić na terapię, ale on uważa, że nie ma takiej potrzeby, bo terapia jest potrzebna tylko w skrajnych przypadkach. W jaki sposób mogę mu wytłumaczyć, że to, co robi bardzo mnie krzywdzi i że jeśli nie zrobi coś z tym, to nie widzę przyszłości w tej relacji? Bo wydaje mi się, że takie ultimatium jest jedynym wyjściem z tej sytuacji (myślałam też nad wyprowadzką, ale jestem od nich zbyt zależna, głównie finansowo).
1 odpowiedź
Dlaczego moja matka zawsze staje po stronie innych i wykazuje dziwne zachowania?

Nie rozumiem zachowania mojej matki. 

Zawsze jak był jakiś spór z ludźmi- matka po paru minutach staje po stronie przeciwnej. Wynajduje argumenty przeciwko nam - dzieciom, mężowi itd. Przyznaje rację, chociaż i ją obrażano. 

O co w tym chodzi??? 

Ma 60 lat, ale taka jest od zawsze. Kiedyś koleżanka zauważyła, że zachowuje się jak 6-latka. Potrafi też opowiadać i gestykulować, chodzić wtedy po pokoju, kucać itd. 

To jest dziwne. Skończyła liceum bez matury, nigdy się nie rozwijała i jakimś cudem trafiła do pracy w sklepie. 

W domu gotuje i powierzchownie sprząta, ale na ogół to ogląda całe życie filmy, ogląda po 10h wiadomości i gra w gry. 

Od 20 lat w pasjansa i jakieś klocki. Nie chcę jej obrażać, ale jest wybitnie głupia dla mnie. Ciągle krzyczy, jak powiem cokolwiek o sobie, to w odp słyszę "ja też" albo "mam tak samo". 

Mówi, jakby posiadała wszystkie rozumy, ale jest tak płytka, że nawet nie rozumie, że nie mówi się "weszłem". 

Wstyd z nią jechać tramwajem, bo głośno gada, jak zwróci się uwagę, to mówi mi dorosłej osobie "dam Ci zaraz w papę". 

Od małego uwielbiała gnoić mnie, używała pasa i jej drugie dziecko to nr 1. Jest dla mnie obca baba, nie lubię jej na stare lata. Nie jest to kwestia podeszłego wieku, tylko głupoty. 

Ma dziwne teorie, wyolbrzymia fakty, jak ciężko pracuje i sprząta w domu, a ma do posprzątania swój pokój i korytarz. Potrafi wydać kilka tys. zł na torebkę i co chwilę wspomina, że kiedyś nie miała. No nie.. ale nie miała 35 lat temu! A nie teraz! 

Ma manię zakupową, ale do restauracji nie pójdzie. 

Na wakacje nie pojedzie. Obrażona na ojca, bo nie pasuje jej. Ojciec też narcyz albo psychopata. Wszytko jedno. 

Nie rozumiem jej zachowania, bo ktoś mógłby mnie skopać, a ona przyjdzie i powie, że to moja wina. Całe życie była beznadziejna matka, a teraz mam wrażenie, że jest to osoba z jakąś chorobą. Dodam, że często kłamała, np. opowiadała zmyślone historię z autobusu albo uważa, że wszyscy ją lubią i jest piękna. 

Zero ciepła, zrozumienia jako rodzic. Kary, krzyk, umniejszanie, a jak chorowałam, to wstydziła się mnie chorej. 

O co tu chodzi??

2 odpowiedzi
Córka nie chce wrócić do przedszkola, bardzo płacze, mówi, że jest jej tam niedobrze.
Witam. Zacznę od tego, że córka ma 5 lat. Ogólnie jest dzieckiem wycofanym, bojącym się nowych rzeczy, nowych wyzwań, nowych ludzi. Obawiałam się jej pójścia do przedszkola, ponieważ przez 4 lata była tylko i wyłącznie przy nas/rodzicach. Absolutnie z nikim innym nie chciała zostać sama. Ku naszemu zdziwieniu od września bez żadnych oporów zaczęła chodzić do przedszkola. Wracała szczęśliwa i zadowolona. W między czasie bywały różne przykre incydenty, ponieważ, np. w ramach profilaktyki po dzieci przychodziła Pani logopedka, żeby ogólnie sprawdzić, po prostu sprawdzić mowę dziecka. Albo przychodziła Pani doktor, żeby sprawdzić kręgosłup czy stopy dziecka... Córka wtedy reagowała panicznym płaczem. Jednak wracała do przedszkola. Oczywiście w domu tysiąc pytań czy na pewno nikt już po nią nie będzie przychodził (logopedka/ doktorka) . Później sytuacja znów dosyć się uspokoiła. Poważny kryzys zaczął się po feriach. Długa przerwa chyba nie pomogła. Córka kilka dni na siłę i przy porannych mega płaczach zostawała w przedszkolu. Ale kryzys zaczął się nasilać, zaczęła mocno krzyczeć płakać i cała się trząść rano, kiedy miała wychodzić do przedszkola... i tak do tej pory już do niego nie chodzi. Mówi mi: "jutro już pojdę" po czym rano i tak płacze. Zapytana o powód, dlaczego ... Mówi, że w przedszkolu jest jej niedobrze i boi się, że nas nie ma i nie będzie się mogła wtedy do nas przytulić, a jak płacze to Pani na nią krzyczy.
1 odpowiedź
W jaki sposób brak ojca w dzieciństwie wpływa na moje dorosłe relacje?
Czy odrzucenie i brak taty w dzieciństwie, wpływa na relacje w moim dorosłym życiu? Bardzo boje się odrzucenia, przez co nie okazuje swoich emocji w stosunku do nowych partnerów, jestem chłodna (unikam dotyku, przytulania, całowania) mam wrażenie ze przez to kończy się każda moja rozpoczęta relacja, mimo iż chciałabym mieć partnera to każdy po czasie ze mnie rezygnuje. Bardzo ciężko jest mi się przed kimś otworzyć, co mogę z tym zrobić?
3 odpowiedzi
Poglądy partnera są niezdrowe dla naszego małego synka. Partner jest ignorantem, a syn tego słucha.
Mój partner od kilku lat codziennie przez prawie cały czas mówi o polityce i swoich poglądach. Jest to bardzo męczące, ponieważ jest człowiekiem, którego poglądy są nieadekwatne do dzisiejszego świata, np. wyraża się lekceważąco o mniejszościach seksualnych oraz uważa, że kobieta powinna podlegać mężczyźnie. Najbardziej jestem zła na siebie, gdy uda mu się sprowokować mnie do próby odpowiedzi na ten temat, ale naprawdę ciężko jest mi biernie tego słuchać... Partner w dyskusji nie dopuszcza mnie do głosu, a jeżeli uda mi się jakoś przez niego przebić i wypowiedzieć, przeinacza moje słowa albo porównuje je do czegoś z zupełnie innej płaszczyzny i widząc mocno naciąganą analogię wytyka mi rzekomą hipokryzję. Podobna sytuacja dotyczy dyskusji z innymi osobami. On wkłada w usta ludzi słowa, których nigdy nie wypowiedzieli. Mam wrażenie, że w ten sposób buduje swoje poczucie wyższości nad innymi. Dodam, że od wielu lat widzę u niego niepokojącą przemianę — ze skromnego chłopaka stał się zarozumiałym ignorantem, który jest święcie przekonany o swojej inteligencji i nieomylności. A będąc szczerą napiszę, że inteligencja na pewno nie jest jego cechą, która sprawiła, że się z nim związałam. Niestety z jego dawnych zalet, typu dobre serce, wrażliwość, dziś nic nie zostało. Mamy synka, który tego wszystkiego słucha. Boje się, że kiedyś może przyjąć poglądy ojca. Rozmawiałam już wiele razy z partnerem na ten temat. Niby wszystko rozumie, ale zmiany na lepsze brak. Jak dotrzeć do niego?
3 odpowiedzi
Czuje sie niedoceniana i ponizana przez rodzine - jak radzic sobie z krytyka, przeciazeniem i czarnymi myslami?

Nie wiem już, co mam zrobić, żeby rodzina w końcu przestali traktować mnie jak leniwego, niewdzięcznego człowieka, który nic nie robi. Pracuję, dokładam się do domu, gotuję, sprzątam, piorę, robię zakupy i mimo tego mam wrażenie, że nikt kompletnie nie widzi niczego, co robię. Co z tego, że zrobię zakupy i nagotuję obiadu dla całej rodziny i jeszcze kilka razy upewnię się, że moje rodzeństwo jest najedzone? Co z tego, że zjedzą mi ostatnie wędliny z lodówki, które kupiłam za swoje pieniądze? Co z tego, że posprzątam po nich kibel, bo przecież po załatwieniu się samemu po sobie posprzątać już nie można? Co z tego, że piorę, sprzątam, robię zakupy i dokładam się do domu? Ważne przecież, że nie umyłam podłogi w garażu i to już znaczy, że jestem leniwa i jestem porażką. Wszystko, co robię, jest traktowane jak oczywistość, a wystarczy jedna rzecz, której nie zrobię, żeby cała reszta przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Moi rodzice widzą każdą moją wadę, każdy błąd i każdą rzecz, której nie zrobiłam, ale mają kompletnie zamknięte oczy na moje dobro, moje sukcesy, moją pracę i wszystko, co jednak robię. Nigdy nie paliłam, nigdy nie piłam, nie miałam patologicznego towarzystwa ani problemów z prawem. Nie byłam uczennicą na same piątki, ale też nigdy nie miałam problemów z nauką, skończyłam szkołę i bez większych problemów znalazłam pracę. Nie prowadziłam jakiegoś patologicznego życia, a mimo tego we własnym domu jestem traktowana, jakbym była największym problemem tej rodziny. Teraz mam wrażenie, że również moi młodsi bracia zostali przez rodziców tak nastawieni, że patrzą na mnie dokładnie tak samo. Coraz częściej czuję, że nie mam już rodziny. Czasami zastanawiam się, czy może kiedyś zrobiłam albo powiedziałam coś, czego nawet nie pamiętam, co sprawiło, że zobaczyli we mnie wroga i od tamtej pory wszystko, co robię, jest odbierane przeciwko mnie. Czuję, jakbym żyła z ludźmi emocjonalnie niedojrzałymi, którzy na mojej porażce próbują się dowartościować i którzy potrzebują, żebym była tą gorszą, żeby sami mogli poczuć się lepiej. Wracam styrana z pracy, a oni potrafią być zdziwieni, że jestem zmęczona, jakbym była jakąś maszyną, która ma po pracy dalej sprzątać, gotować i spełniać wszystkie oczekiwania. Nie mam pieniędzy, żeby się wyprowadzić, więc czuję się uwięziona we własnym domu. Doszło do tego, że serio myślę o spakowaniu rzeczy i zamieszkaniu w samochodzie, bo chyba wolałabym spać w aucie niż codziennie wracać do miejsca, w którym czuję się jak ktoś niewystarczający i bezwartościowy. I chcę zaznaczyć, że to, co tutaj napisałam, to jest może mały procent tego, co naprawdę dzieje się w domu, i tego, jak się przez to wszystko czuję. Nie jestem w stanie opisać całej skali tego, co dzieje się między nami. Najbardziej dobija mnie to, że naprawdę nie wiem, czego oni ode mnie jeszcze chcą. Ile można dawać z siebie, zanim człowiek po prostu się wypali? Mam już takie momenty, że przychodzą mi do głowy najczarniejsze myśli i zastanawiam się, czy gdybym po prostu zniknęła, to wtedy wreszcie dotarłoby do nich, ile mnie kosztowało życie w tym domu. Chcę, żeby ktoś w końcu zauważył, że też się staram, że też pracuję, że też mam swoje granice i że nie jestem tylko zbiorem wad i porażek. Jestem potwornie zmęczona tym, że moje dobro, moje sukcesy i moja praca są dla nich niewidzialne, a każda moja słabość jest natychmiast wykorzystywana przeciwko mnie. Czuję się samotna wśród własnej rodziny i naprawdę zaczynam nie wiedzieć, ile jeszcze jestem w stanie to znosić.

2 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: Para jedzie razem na rowerze tandemie

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!