
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Czy odizolowanie...
Czy odizolowanie dziecka od rodziny partnera wpłynie na jego rozwój i relacje?
Mam rocznego synka i drugiego który ma miesiąc. Dwa miesiące temu chciałam odejść od partnera. Partner zawiadomił rodzinę.
Przyszła jego mama zaczęła mnie straszyć i wyzywać, mówiła że zabierze mi dzieci. Bardzo przyzwyczaiła się do pierwszego syna. W kłótni mówiła "to mój syn" zamiast wnuczek..
Po calej klotni zostałam w mieszkaniu. Z partnerem probujemy pracowac nad związkiem.. Ale czuje niepokoj, kiedy zabiera starszego syna do jego rodziny. Nie jestem nigdy za tym, najchetniej calkowicie odseparowalabym go od nich. Przede wszystkim dlatego, żeby nie nastawili go z czasem przeciw mnie i druga sprawa to nie chce, aby przejął ich paskudne cechy. Czy dla jego dobra moge cos takiego zrobic nie czując że robie mu krzywdę?
Zabronić parterowi zabierania dzieci do nich, walczyć o to?
Czy zaburzę mu rozwój odlaczajac go od rodziny partnera?
Czy zrobie mu jakas krzywde tym zachowaniem i wplynie to na jego relacje rodzinne w przyszlosci kiedy bedzie tworzyl własną rodzinę?
Czy przez to ze bym go od nich odlaczyla w integracjach spolecznych w szkole moze miec problem z komunikacją?
Adrianna Stawarz
Dzień dobry. Przerwanie więzi rodzinnych nie jest łatwe dla nikogo. Ani dla dorosłego, ani dla dziecka. Warto się przyjrzeć temu, dlaczego chciałaby Pani, aby Pani dzieci nie miały kontaktu z ich rodziną. Warto udać się na terapię własną i przyjrzeć się swojej złości, lękom, które Pani czuje. Z poważaniem. Adrianna Stawarz

Zobacz podobne
Niepokój w związku na odległość: czy brakuje mi bliskości i zrozumienia?
Witam, zastanawia mnie moj niepokoj, ktory obiektywnie nie ma podstaw i sam nie raz powtarzalem w zyciu, ze w zwiazku nalezy miec przestrzen i nie wolno sie ograniczac natomiast w przypadku kiedy moja dziewczyna wychodzi ze znajomymi na miasto nie czuje sie dobrze… Czy moze wynikac to z tego, ze mamy slaby kontakt i mi go wiecznie brakuje (zwiazek na odleglosc, ona 2 dzieci). Dla mnie szokiem jest ze zdarzaja sie dni kiedy nie potrafi znalezc nawet 5 min na krotki telefon przed snem -“jak chcesz to sam mozesz zadzwonic”. Jest dzien ze zadzwoni, na drugi np. jest cisza, ja czekam na sygnal az da mi znac ze juz wszystko wokol dzieci zrobila - dostaje tylko wiadomosc “dobranoc”. Bliskosc i czulosc na zero. Byla syt. kiedy chodzila do psychologa mowila, ze wszystko ja meczy, brak sily na cokolwiek, zero checi, problemy finansowe - ograniczyla nawet pewne zajecia z dziecmi, zeby wrocic do siebie. Nagle telefon od kolezanki ktorej dawno nienwidziala 8 godzin ze znajomymi 2 w nocy powrot mimo, ze z samego rana obowiazki. Wczoraj az mnie zaszkowalo jak zadzwonila na te 5 minut powiedziec dobranoc - dzisiaj wyszla znowu. Mam tutaj na mysli, ze zycie ja przytlacza tak, ze nie ma na nic czasu ale jakby zaproszenie kolezanek potrafi zawrocic calym planem dnia, zmeczeniem - czas i energia nagle sie znajduja… Byc moze drazni mnie cos innego… te dwie kolezanki ciagle narzekaj na to jakie zycie z dziecmi jest ciezkie… i ja mimo, ze ich nie posiadam jestem swiecie przekonany, ze problem tkwi w czyms innym a nie dzieciach - na pewno natura nas tak nie stworzyla zeby spelniajac potrzebe potomstwa tracic chec do zycia… byla syt. “Powiedzialam do syna w nerwach juz “wypier na gore” - ja uwazam to za mocno karygodne… natomiast jej kolezanka powiedziala, ze “ona tez tak juz ma bo nie wytrzymuje wiec to normalne” i oczywiscie - moje zdanie sie nie liczy bo “nie mam dzieci” ale jej kolezanka ma racje bo zachowuje sie tak samo i na pewno “nie mozna tego nazwac patologiczna reakcja”. Kiedy druga zazywa leki bo wykancza ja opieka nad dzieckiem mimo, ze ja dzieli i wlasciwie 50% czasu jest wylaczona z opieki - tez ma racje bo ona tez tak robi. Chodzi o to, ze te moim zdaniem bezpodstawne negatywy potem zamiast znalezc na nie rozwiazanie sa utrwalane “bo te 2 znajome tez tak maja”. Byc moze tez dostaje “zlote porady” dot. Naszeto zwiazku. Nie wiem ale czuje niepokoj - moze nie potrafie ufac, i cala nazwijmy to “wina” lezy po mojej stronie?
Czy to zaburzenia osobowości? - przemoc w dzieciństwie, ogromna potrzeba współczucia i związane z tym zachowania
Zaburzenia osobowości? Nie rozumiem swojego zachowania i nienawidzę siebie za nie, ale nie potrafię zmienić.
Najprościej rzecz ujmując, chcę od innych litości, chociaż nie dzieje się nic, czego mogliby mi współczuć. Posuwam się do tego, że wymyślam smutne historie i to są naprawdę poważne kłamstwa. Szczególnie tyczy się to osób, które ja lubię. Ja tego nienawidzę, brzydzę się sobą, a jednocześnie nie potrafię inaczej. Zawsze mam jedną osobę, o której myślę wręcz obsesyjnie i wyobrażam sobie, że on dowiaduje się o mnie czegoś i patrzy na mnie z takim zrozumieniem/współczuciem. I to nie jest związane z tym, że ktoś mi się podoba. To są osoby starsze, ja mam 20 lat, w gimnazjum była to jedna nauczycielka, w liceum wychowawczyni, teraz zaczęłam studia i też jest jeden wykładowca, w międzyczasie instruktor prawa jazdy. Tak naprawdę nie potrafię przestać, dopóki nie skończą się kontakty z tą osobą, tzn nie skończę szkoły.
Mnie już to strasznie męczy, poza tym czasami żeby pokryć głupie kłamstwa muszę wymyślać kolejne i kolejne. W gimnazjum zostałam "zdemaskowana" i niczego mnie to nie nauczyło.
Nie wiem, z czego to wynika, być może z tego, co działo się w dzieciństwie. Mój ojciec robił codziennie awantury, podczas których niszczył sprzęty i był bardzo agresywny, ale nas nie bił. Paskiem po tyłku albo szarpnął, ale nigdy nie miałam nawet siniaka. Potrafił zrobić kilkugodzinną awanturę o to, że ktoś posmarował kanapkę wg niego zbyt dużą ilością masła. Ja wiem, że to na mnie wpłynęło, generalnie ja nie potrafię odnaleźć się w społeczeństwie, mam bardzo niską samoocenę. Często palnę coś głupiego, albo jakoś dziwnie się zachowuję, często jestem też przygnębiona (mam zdiagnozowaną i leczoną depresję). Może szukam w ten sposób akceptacji swojego zachowania? Bo przecież nie powiem ludziom "mój ojciec był tyranem i dlatego jestem dziwna, proszę zaakceptujcie mnie". Tym bardziej, że awantury są w co drugiej rodzinie i ludzie jakoś sobie radzą. Więc łatwiej podciągnąć to pod coś, co dzieje się aktualnie...
Co z tym mogę zrobić?
Jak radzić sobie z poczuciem winy w relacji z mamą? Problemy z codziennymi rozmowami
Dzień dobry, Chciałabym zapytać odnośnie mojej relacji z mamą. Mam 24 lata i od 4 lat mieszkam w innym mieście ze względu na studia. W związku z wymagającym kierunkiem i całodniowymi zajęciami na uczelni jestem zależna finansowo od mamy. Razem z siostrą (która jest już zamężna) byłyśmy wychowywane tylko przez mamę (rozwód 20 lat temu). Obecnie mieszka ona sama, bardzo dużo pracuje przez co ciągle jest zmęczona i nie ma czasu dla siebie. (Ma 56 lat). Mama ma na mnie bardzo duży wpływ, przez co czuje czasami poczucie winy, kiedy mam odmienne zdanie. Tutaj chciałabym przytoczyć sytuacje z rozmowami przez telefon. Oczekuje ona, że będę dzwonić do niej codziennie, a gdy tego nie robię, bo nie odczuwam takiej potrzeby lub zwyczajnie nie mam czasu to jest obrażona i smutna, tłumacząc, że jest sama, że gdyby jej się coś stało, to nikt by nawet nie wiedział. Uważa, że powinnam się domyślić, że akurat w dniu dzisiejszym źle się czuła. Staram się jej tłumaczyć, dlaczego nie zawsze dzwonie codziennie (zazwyczaj staram się co 2/3 dni) i proponuję, że zawsze ona może zadzwonić jeśli potrzebuje porozmawiać - to odpowiada, że nie chce mi przeszkadzać i że to ja powinnam się domyślić. Takim zachowaniem i takimi komentarzami wzbudza we mnie poczucie winy, nie wiem jak powinnam reagować w takich sytuacjach. Nie chciałabym sprawiać jej przykrości, jednak mam swoje życie i nie mogę czuć, że jestem odpowiedzialna za emocje mamy.
Dziękuję za odpowiedź
Toksyczna relacja z matką – jak postawić granice i uwolnić się od emocjonalnej zależności?
Wczoraj matka przyszła do mnie bez zapowiedzi i zaczęła przeglądać moje szafki, komentując, że mam syf i jak mój facet może ze mną wytrzymać. Jak próbowałam ją wyprosić, to zrobiła scenę, że jest u siebie, bo ona mnie urodziła i ma prawo do wszystkiego. Skończyło się na tym, że to ja ją przepraszałam, żeby tylko przestała krzyczeć. Wieczorem czułam taki ciężar w piersiach, że nie mogłam oddychać. Nienawidzę tego, że ona ma nade mną taką władzę, że wystarczy jedno jej zdanie, żeby zrujnować mój cały dobry humor. Czuję, że bez pomocy psychologa nigdy się nie odetnę od tej pępowiny, która mnie dusi.
Mąż odszedł do innej kobiety, teraz po rozwodzie chce wrócić – co robić dla dobra dzieci i siebie?
Ciężki czas mąż zostawił mnie i dwójkę dzieci (2 i 4 lata) dla innej kobiety. Złożyłam papiery rozwodowe, sąd długo czekał i po 9 miesiącach ustalił rozprawę i wysłał informację dla męża i on sie teraz po tym czasie obudził że chce walczyć o nas ze sie zmieni... nie wiem co robić. Tyle czasu sie nie odzywał miał gdzieś...

