Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Dlaczego nie potrafię mówić, co myślę, czuję i chcę?

Marta

Dlaczego nie potrafię mówić, co myślę, czuję i chcę? Ciągle to ukrywam, czasami nawet nieświadomie, ale najczęściej z premedytacją. Czuję ogromny lęk, kiedy mam o czymś powiedzieć. Głównie mam tak w relacjach romantycznych, ale między znajomymi też się zdarza. Nie chcę nikomu sprawić przykrości, a tym bardziej nie chce, żeby ktoś o mnie coś źle pomyślał, do takiego stopnia, że kłamię i manipuluję, tylko po to, żeby było dobrze. Być może ma to związek z rodzicami, ale nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Chodziłam do terapeutów i nic się nie zmieniło, jest jeszcze gorzej. Przez to rozsypał mi się związek, bo mój ukochany nie mógł tego wytrzymać, pomimo że bardzo starał się pomóc i dawał mi tyle szans. Dodam, że stwierdzono u mnie osobowość unikającą.
Zdjęcie Monika Kujawińska

Monika Kujawińska

Psycholożka
27 odpowiedzi na forum

Pani Marto, 

Przy stwierdzonej osobowości unikającej, powyższe problemy mogą się pojawiać i domyślam się, że musi to być dla Pani trudne. Niemniej jednak, zachowania, które Pani opisała mogą ulec zmianie, jeśli odpowiednio się nad nimi popracuje. Każda terapia wymaga czasu, cierpliwości i zaufania do siebie oraz terapeuty. To jest proces, który nie zadziała w trakcie jednego dnia, a zmiany, które mu towarzyszą nie zawsze i nie od razu są spektakularne, ale z czasem stają się widoczne. Zachęcam Panią do wrócenia na terapię i podarowania sobie trochę czasu i cierpliwości. 

Pozdrawiam, 

Monika Kujawińska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

 Dzień dobry Pani Marto

Chociaż mówi Pani, że terapia nie pomogła, istnieje wiele różnych rodzajów terapii i terapeutów. Możliwe, że nie znalazła Pani jeszcze odpowiedniego podejścia lub terapeuty. 

Ważne jest, aby pamiętać, że zmiana jest procesem i często wymaga czasu. Może być frustrujące, kiedy nie widzi Pni natychmiastowych wyników, ale to nie znaczy, że nie robi Pani postępów. Każdy ma swoje tempo i drogę do zdrowia psychicznego.

Proszę pamiętać, że zawsze możesz poprosić o pomoc. Jeśli czuje się  Pani zbyt przytłoczona, proszę skontaktować  się z zaufanym przyjacielem, członkiem rodziny lub profesjonalistą. 

 

 Pozdrawiam

 Małgorzata Korba-Sobczyk

Pani Marto,

Zdecydowanie osobowość unikająca może wiązać się z przedstawionymi przez Panią trudnościami. Warto jednak pamiętać, że mimo, iż jest to zaburzenie osobowości, można wprowadzić pewne zmiany, zarówno w obszarze zachowań, jak i emocji oraz myśli towarzyszących różnym sytuacjom. 

Z czego takie trudności moga wynikać? Odpowiedzi może pojawiać się naprawdę wiele. Skoro wspomniała Pani o rodzicach, to zapewne warto byłoby zgłębić kwestię Pani dorastania, lat szkolnych, relacji, które pojawiały się na przestrzeni Pani życia. Rodzice i przywiązanie do nich w dzieciństwie, a więc relacja z nimi, stanowi niejako matrycę, na której budują się kolejne relacyjne doświadczenia. To z kolei, bardzo upraszczając, wpływa na to jak funkcjonujemy w relacjach w dorosłości. Styl naszego przywiązania ulega często niewielkim zmianom na przestrzeni lat (jeśli nad tym nie pracujemy), na co wskazuje wiele badań naukowych.

Ze swojej strony polecałabym terapię w nurcie poznawczo- behawioralnym lub zorientowanym na schematy. Skoro ma Pani świadomość swoich strategii radzenia sobie, to myślę, że postawiła Pani już naprawdę duży krok w stronę poprawy. Taki wgląd to wartość w kontekście pracy terapeutycznej, dlatego trzymam kciuki za znalezienie odpowiedniego dla Pani specjalisty. 

Zdjęcie Karolina Białajczuk

Karolina Białajczuk

Psycholog
94 odpowiedzi na forum

Trudności w wyrażaniu swoich myśli, uczuć i potrzeb mogą być wynikiem różnych czynników, w tym doświadczeń w przeszłości, osobowości i mechanizmów obronnych. Osoba unikająca może często odczuwać lęk przed odrzuceniem, krytyką lub negatywnymi reakcjami innych, co może wpłynąć na to, że unika wyrażania siebie.

Pracując nad zdolnością komunikowania się, ważne jest stopniowe budowanie pewności siebie i zaufania do siebie oraz innych osób. Rozważenie kontynuowania terapii lub pracy nad sobą pod kierunkiem profesjonalisty może być korzystne, aby zrozumieć głębsze przyczyny swoich trudności komunikacyjnych i znaleźć strategie, które pomogą Ci rozwijać zdolność do otwartej i uczciwej komunikacji. Pamiętaj, że proces ten może wymagać czasu i cierpliwości, ale praca nad sobą może przynieść pozytywne efekty.

Pozdrawiam Karolina Białajczuk 

NowośćTylko w aplikacji mobilnejTwoja sytuacja jest trochę inna?Opisz swoją sytuację na czacie w aplikacji TwójPsycholog, a specjalista odpowie do 24 godzin. Bez kamery i bez terminu, pakiety od 49 zł.Sprawdź, jak to działa

Zobacz podobne

Mój syn zaczął unikać szkoły
Cześć, jestem tatą 10-letniego Jasia i naprawdę nie wiem już, co robić 😟 Ostatnio Jaś zaczął unikać szkoły, każdego ranka płacze, boli go brzuch, a czasem mówi, że po prostu nie da rady... Nauczycielka też mówi, że jest wycofany i przestał się uczyć, chociaż kiedyś miałem same dobre oceny. To już trwa kilka tygodni i nie wiem, jak mu pomóc 😢 Kiedy pytam, co się dzieje, nie potrafi mi powiedzieć… tylko mówi, że jest mu „niedobrze” i że „boi się szkoły”. Próbowałam wszystkiego, ale nic nie pomaga. Czy ktoś miałem podobne problemy z dzieckiem? Jak rozpoznać, czy to może być jakiś rodzaj lęku, a może po prostu stres związany ze szkołą? Będę wdzięczna za każdą radę 💔
1 odpowiedź
Czy przeprowadzka do partnerki i asymetria mieszkaniowa w zwiazku to powod do leku i poczucia nierownosci?
Mam 30+ lat i od pewnego czasu spotykam się z kobietą, która ma 30 lat. Relacja rozwija się dobrze, dobrze się dogadujemy i widzę w niej osobę, z którą potencjalnie mógłbym zbudować wspólne życie jednak póki co przeżywamy fazę "honeymoon", z racji doświadczenia w relacjach patrzę na to z dystansem mimo wszystko. Problem pojawia się, kiedy zaczynam myśleć o kolejnym kroku, czyli wspólnym zamieszkaniu. Obecnie mieszkam z rodzicami po bolesnym rozstaniu z narzeczoną po 6 latach. Mam stałą pracę, której nigdy nie zmieniałem, oszczędności na wkład własny/poduszkę finansową, które ciągle powiększam. Ona natomiast mieszka w 40 km ode mnie i ma własne mieszkanie, kupione przez rodziców i zapisane na nią. Z racji sytuacji to ja przyjeżdżam do niej, często na 3 dni w weekend. Ona nie posiada prawa jazdy i auta. No i z racji tego, że mieszkam z rodzicami, tam mamy więcej prywatności dla siebie. Jeśli kiedyś zamieszkamy razem, najbardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że to ja przeprowadzę się do niej. I tutaj pojawia się mój lęk związany z pewną asymetrią. Ona wprowadza do związku mieszkanie, które jest wyłącznie jej własnością i z którego, jak mówi, jest bardzo zadowolona. Ja natomiast miałbym wnieść przeprowadzkę do innego miasta, prawdopodobnie zmianę pracy i rezygnację z dotychczasowego sposobu życia. Oczywiście nie chodzi mi o to, że oczekuję połowy jej mieszkania. Zdaję sobie sprawę, że jest jej własnością i że dostała je od rodziców. Chodzi mi raczej o poczucie, że w przyszłości budujemy coś wspólnego, a nie że ja po prostu dołączam do już istniejącego życia, które w całości należy do niej i podejmuję większe ryzyko w razie niepowodzenia. W przyszłości chciałbym mieć z partnerką coś wspólnego - wspólnie kupione mieszkanie, które byłoby w równym stopniu „nasze”. Nie wiem natomiast, czy ona kiedykolwiek chciałaby zrezygnować ze swojego obecnego mieszkania albo sprzedać je i kupić z partnerem coś wspólnego. Skoro jest z niego bardzo zadowolona, byłoby przecież zrozumiałe, gdyby nie chciała tego robić. Póki co mieliśmy jedną luźną rozmowę na temat wizji przyszłości, nie ustalaliśmy czy zamieszkamy w jej mieszkaniu i podczas tej rozmowy mówiła mi, że w sumie to jeszcze nad tym tak nie myślała. W rozmowie wyszło, że to ja pewnie musiałbym przenieść się do jej miasta. Rozmowę zakończyliśmy zdaniem, że była to niezobowiązująca rozmowa bez deklaracji z racji krótkiego stażu związku. Potem powiedziała mi jeszcze, że miała ogromne szczęście, że rodzice kupili jej mieszkanie i zdaje sobie sprawę, że masa ludzi nie może sobie pozwolić sama na zakup mieszkania. Powiedziała mi również, że według niej warto mieć coś swojego bo nigdy nic nie wiadomo, nawet na kredyt i wynajem - i że zdaje sobie sprawę, że łatwo powiedzieć gdy sama mieszkanie dostała jednak uważa, że pieniądz, który leży traci na wartości. I tutaj ma rację. Ja 2/3 swoich oszczędności trzymam w obligacjach aby chociaż w jakimś stopniu uchronić je przed inflacją. Jednak samodzielnie nie stać mnie na mieszkanie nawet 30 metrów w jej mieście a nie chcę zaciągać kredytu na ogromną kwotę samemu. Z drugiej strony, w chwili obecnej mógłbym pewnie kupić coś małego w moim mieście gdzie ceny są niższe tylko mając z tyłu głowy tyle potencjalnych zmian, wstrzymuje się i odkładam pieniądze. Co jeśli bym kupił a za rok, lub dwa i tak musiałbym przeprowadzić się do jej miasta? Wtedy miałbym na głowie kredyt, ewentualnie wynajmującego i jeszcze stres związany ze zmianą pracy. Tutaj mam umowę na stałe. Tam? Nigdy nie wiesz... Rodzice doradzają mi póki co skupić się na jak największym oszczędzaniu żeby powiększać kapitał. I właśnie to budzi mój niepokój. Czy za kilka lat nie okaże się, że ja poświęciłem więcej pod względem zmiany swojego życia, podczas gdy ona właściwie niczego nie musiała zmieniać? Wiem, że relacja to zawsze ryzyko i nigdy nie ma gwarancji... Gdyby nam się nie udało pewnie musiałbym wrócić do mojego miasta i ponownie szukać pracy lub wrócić do starej (i tu nie ma pewności, że na tych samych warunkach...) Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wspólne życie nie musi oznaczać identycznego wkładu w każdą rzecz. Ona ma mieszkanie, ja mam oszczędności, pracę i inne rzeczy, które również wnoszę do związku. Nie chcę też patrzeć na relację jak na księgowość. Jednak nie wiem czy u niej czułbym się jak w domu czy jako gość, lokator mieszkając wiele lat. Czułbym się zależny. Mam jednak za sobą prawie 6-letni związek, który się rozpadł mimo wspólnego mieszkania, zaręczyn i planów na przyszłość. Przez to dzisiaj dużo bardziej widzę ryzyko. Wiem już, że można bardzo mocno zaangażować się w budowanie wspólnego życia, a później zostać z koniecznością zaczynania od nowa. Dodatkowo boję się zmiany pracy. Obecnie pracuję na jednej zmianie. Nigdy wcześniej nie zmieniałem pracy. Przeprowadzka do jej miasta oznaczałaby więc dla mnie kilka dużych zmian jednocześnie i ciężej tam o pracę w dogodnych godzinach jakie mam tutaj więc branie pierwszej lepszej oferty nie wchodzi w grę. Nie wiem jak wtedy to rozegrać, gdyby doszło do wspólnego zamieszkania czy próbować zmieniać płynnie pracę? Pracować tu a w międzyczasie składać tam CV w miejscach, które mi pasują i próbować przejść z pracy do pracy po wypełnieniu okresu wypowiedzenia tak żeby nie było luki gdzie jestem bezrobotny. I po przyjęciu do nowej pracy dopiero się przenieść? Czy może przez jakiś czas dojeżdżać 45km do pracy i zobaczyć jak nam się mieszka razem - jednak to na dłuższy czas będzie nieopłacalne, koszt paliwa i eksploatacji samochodu będzie wynosić nawet 25 % moich zarobków. Zastanawiam się więc, czy moje obawy są rozsądną potrzebą bezpieczeństwa i równości w związku, czy może są już przejawem lęku przed zaangażowaniem po poprzednim rozstaniu. Czy taka zależność będzie zdrowa? Jak Wy patrzylibyście na taką sytuację? Czy asymetria mieszkaniowa - jeden partner ma własne mieszkanie, drugie przeprowadza się do niego może z czasem powodować poczucie nierówności? Szczególnie gdy to mężczyzna wprowadza się do mieszkania kobiety? Chciałbym kiedyś stworzyć coś naprawdę wspólnego, a ona może być bardzo przywiązana do swojego obecnego mieszkania. Sam nie wiem co bym odpowiedział gdyby role były odwrócone. W końcu póki co jesteśmy razem tylko kilka miesięcy. Z jednej strony chce cieszyć się z tej relacji, z drugiej z tyłu głowy mam naszą potencjalną przyszłość. Po drodze może się jeszcze wiele innych rzeczy wydarzyć i pójść nie tak. Czy ja przejmuje się na zapas?
11 odpowiedzi
Jak zwiększyć pewność siebie i asertywność po urodzeniu dziecka?
Dzień dobry. Chciałam zapytać jak być bardziej pewnym siebie i asertywnym? Półtora roku temu urodziłam dziecko od tego czasu moja pewność baaaardzo spadła. Miałam okazje zmienić prace na lżejsza. Umysłowa. Jednak wycofałam się bo bałam się ze sobie nie poradzę. We wszystkim widze swoją porażkę. Ze będą się ze mnie śmiali i wytykali mnie palcami, gdy coś pójdzie nie tak…
4 odpowiedzi
Nawrót depresji i lęku, przeciążenie w pracy i myśli samobójcze – czy iść na zwolnienie lekarskie?
Dzień dobry Mam problem, nie wiem co mam już robić, jestem taka zagubiona. Znaczy niby wiem, ale się boję czy to to dobry wybór. Od początku. Na początku roku wróciła do mnie depresja, a po konsultacjach z terapeutką i psychiatrą okazało się że to bardziej depresyjno-lękowe zaburzenia. Zaczęłam brać leki i było lepiej, zapisałam się na terapię na NFZ, na którą dalej czekam w kolejce. Niestety aktualnie nie mogę sobie pozwolić na terapię prywatną, mam kredyt na mieszkanie i strasznie boję się o pieniądze. A jednocześnie czuję, że już nie daje rady. Po lekach chwilowo lepiej potem wystąpiły problemy w rodzinie a teraz w pracy. Krótko mówiąc od wiosny pracujemy ponad nasze siły, za chwilę zespół się jeszcze pomniejszy, a ja też czuję że nie ogarniam jak kiedyś. Jestem przemęczona, bo oprócz tego mam orzeczenie i powinnam pracować 7godzin - co od maja nie wychodzi a i tak mało, i tak cały czas coś. Ale najgorsze jest to takie uczucie, które cały czas mi towarzyszy - taki jakiś jakby lęk, jakby coś się miało stać, takie poczucie pustki i bezsensu. Na początku praca nawet pomagała, bo nie miałam czasu na myślenie, ale już fizycznie nie wyrabiam. Często siedzę i chciałabym coś zrobić, coś w domu ogarnąć ale nie mam siły. A ostatnio miewałam coś podobnego do ataku paniki albo lęku, na samą myśl że jutro do pracy. I już cały dzień nie mogę się ogarnać i leże myśląc że już tak dalej nie dam rady. Zapisałam się znowu do tej pani psychiatry, już ostatnio chciała mi dać zwolnienie, żebym odpoczęła. Ale wtedy powiedziałam, że jest tyle pracy, że już nie będę miała gdzie wracać. I to dalej aktualne, ale to że zostanę dalej to nie znaczy że mnie zaraz też nie zwolnią. Szukam już nowej pracy, ale póki co nic. I chciałabym teraz wziąć to zwolnienie, jeśli dostanę, ale właśnie jak wrócę to będzie gorzej. Nie wiem czy dałoby radę dostać dłuższe zwolnienie i w międzyczasie bym odpoczęła i dalej szukała innej pracy. Ale tu znowu się boję że nie tak łatwo będzie, na zwolnieniu będę miała mniej pieniędzy. I jeszcze dochodzą niepokojące mnie myśli np. nie pamiętam czy brałam tabletkę na sen, to wzięłam i tak, a pierwsze co mi przyszło do głowy to że trudno najwyżej się nie obudzę, albo na ulicy na pasach że mnie najwyżej samochód przejedzie itp. Niby sama nie planuje nic robić, ale już wcześniej miałam myśli samobójcze więc też się boję. A z drugiej strony czasami się boję że umrę albo coś mi się stanie, a tak mało w życiu zrobiłam. Tak mogłabym pisać i pisać, ale najważniejsze chyba ujęłam. Ogólnie myśl że mogę zostać bez pracy, nawet na zwolnieniu, mnie przeraża, ale myśl że zaraz koleżanki odejdą też mnie przeraża i nie wyobrażam sobie tego. Co bym nie zrobiła, to będę się bać, ale właśnie nie wiem co mam robić. Jak myślę o zwolnieniu, to też mam wrażenie że jestem słaba, że nie daję rady i wszyscy łącznie z psychiatrą stwierdzą, że chce je wymusić czy coś. Potrzebuję jakiejś wskazówki, jak mogę sobie pomóc albo gdzie jej szukać
6 odpowiedzi
Czy to padaczka, czy może jakieś zaburzenie psychiczne?
Dzień dobry, Czy to padaczka, czy może jakieś zaburzenie psychiczne? Tężyczka wykluczona, czekam na wynik eeg. "Atak" zaczyna się silnym uczuciem deja vu, ścisk w gardle, mrowienie nóg, nudności, uczucie omdlewania i przechodzi. Pojawia się podczas zwykłych czynności, a także podczas snu.
2 odpowiedzi
Czy lęk przed snem po doświadczeniu Burzy Arytmicznej może oznaczać zespół stresu pourazowego u babci?
Witam. Moja babcia (66lat) od kilku lat ma wszczepiony Kardiowerter-defibrylator, niestety około pół roku temu babcia doświadczyła tzw.: Burzy Artmicznej przez co bezzwłocznie trafiła do szpitala na kilkudniową obeserwacje. Przy przyjeciu na oddzial lekarz poinformowal babcie ze miala bardzo duzo szczescia poniewaz wyladowanie Kardiowertera bylo na tyle silne ze gdyby sytuacja wydarzyła się poddczas snu to najprawdopodobniej skończyłoby się to zgonem. I tu zaczyna sie caly ten koszmar ktory trwa po dzien dzisiejszy.. Po usłyszeniu tych slow od lekarza babcia boi sie zasnac poniewaz boi sie ze sytuacja sie powtorzy i sie juz nie obudzi.. Dlatego tez od 3 miesiecy notorycznie gdy tylko zostanie wypisana do domu ze szpitala po 2/3 dniach znow wzywana jest karetka i za kazdym razem wraca na oddzial na na minium tydzien. Gdy przychodzi moment w ktorym lekarz oznajmia jej ze nie ma przeciwwskazan by wrocila do domu ona robi wszystko by zostac dluzej. Stad moje pytanie, czy to moze byc zespol stresu pourazowego? Co najlepiej zrobic w takiej sytuacji, ewentualnie do jakiego specjalisty sie zwrócić ? Z gory dziekuje za odpowiedz
4 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: kobieta przy furtce stawia granicę spokojnym gestem dłoni

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.