
Dzień dobry, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że zaraz upadnę
TwójPsycholog
Dzień dobry,
Zbyt mała ilość danych ogranicza możliwość trafnej odpowiedzi, jednak spróbuje zaproponować strategie: w pierwszej kolejności warto wykluczyć kłopoty natury somatycznej, dlatego odpowiednim kierunkiem będzie lekarz pierwszego kontaktu. Jeżeli okaże się, że nie ma to uzasadnienia fizycznego, kolejnym kierunkiem będzie lekarz psychiatra. Już teraz może Pani przyglądać się czy takie objawy pojawiają się w jakiś konkretnych okolicznościach? W stresie? Co Pani wtedy pomaga? Gdyby w toku diagnozy okazało się, że doświadczane objawy to rodzaj psychosomatyzacji, reakcji lękowych lub o innym podłożu psychologicznym, prawdopodobnie potrzebna będzie pomoc psychoterapeuty. Powodzenia
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Waszak
Dzień dobry!
Z pewnością należałoby udać się do lekarza, aby wykluczyć ewentualne problemy zdrowotne. Wówczas warto przyjrzeć się, czy nie są to objawy psychosomatyczne. To, co Pani opisała, wygląda na objawy lękowe. Może tak się dziać, jeśli pozwoli Pani, aby lęk się rozprzestrzeniał. Co jest bodźcem wyzwalającym, czy jest on zewnętrzny - sytuacja, czy wewnętrzny - np. myśl? Kiedy to się zaczęło, gdzie jest źródło? To wszystko jest do zdiagnozowania oraz przepracowania w procesie psychoterapeutycznym, równocześnie zachęcam także do umówienia się na wizytę z lekarzem psychiatrą. Praca z lękiem na psychoterapii daje dobre rezultaty. Powodzenia
Katarzyna Waszak
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
objawy, które Pani opisała mogą wskazywać na wiele różnych zaburzeń; od braków mikroelementów, poprzez anemię, zaburzenia neurologiczne, kardiologiczne, enokrynologiczne czy psychiatryczne. Przez internet nie można postawić diagnozy. Na początek sugeruję udać się do lekarza pierwszego kontaktu, który przeprowadzi wstępny wywiad, podstawowe badania i pokieruje Pania w dalszej ścieżce diagnostycznej.
Pozdrawiam

Zobacz podobne
Mam mętlik w głowie i obrzydzenie do życia. Mój brat jest niepełnosprawny umysłowo w stopniu głębokim. Ostatnio stał się bardziej nerwowy. Trzaska drzwiami, uderza w piec w nocy.
Jest głośny. W dzieciństwie zdarzyło się, że uderzył mnie lub siostrę. Często chodzi nago i się... zadowala. Na oczach wszystkich. Mama bagatelizuje ten problem, mówi, że z siostrą dramatyzujemy, przesadzamy. Że to nienawiść nas zaślepia. I może tak jest. Czuję się przeklęty. Nienawidzę życia, studiuje, więc mieszkam z rodzicami. Nie mam gdzie pójść. Próbowałem szukać pomocy u specjalistów, ale przepisywali mi tylko antydepresanty, leki przeciwlękowe. Nie stać mnie na terapię. Nienawidzę siebie. Nienawidzę mojego otoczenia. Nie mam motywacji do niczego, tkwię w depresji, która jest codziennością. Nawet nie wiem, czy to choroba, czy zwyczajny stan przytępienia. Nienawidzę moje brata, jestem złym człowiekiem. Przedawkowywałem tabletki o kilkaset mg, żeby zobaczyć, na jaką granice mogę się posunąć. Chcę pustki. Mam ogromne problemy społeczne. Czuję, że nie pasuję. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie umiem i nie czuje potrzeby zawierać przyjaźni.
Żyję w stanie zawieszenia między rzeczywistością a snem urojonego umysłu, którym chyba jestem. Nie mam celu. I sensu. Będę musiał płacić alimenty na brata, gdy rodzice nie będą w stanie się nim zajmować. Jak byłem mały, myślałem, że mój brat jest opętany. Miałem paranoję przed duchami, zdarzyło mi się widzieć zjawy i słyszeć skrzypienie mebli w środku nocy.
Jestem brzydkim, ohydnym dziwakiem. Chodzę na studia, ale czuję się jakbym, nie należał. Stoję za małą. Wyglądam obrzydliwie. Powoli mam dość. Powoli już mnie wszystko przytłacza. Moja mama nie chce oddać go do ośrodka, a ja nawet jeśli się wyprowadzę, będę przygnębiony z powodu sytuacji mamy. Jest uwięziona z nim. Do śmierci. Proszę. Czy dramatyzuje? Już nie wiem, co jest prawdą, co kłamstwem.

