
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak opanować...
Jak opanować wybuchy nerwowe, które kończą się kłótnią z bliskimi mi osobami?
Witam, jak opanować wybuchy nerwowe, które kończą się kłótnią z bliskimi mi osobami?
Daria Kamińska
Dzień dobry,
na początku gratuluję autorefleksji. To pierwszy krok do potencjalnej zmiany. Warto przyjrzeć się temu, w jakich sytuacjach i w jakich relacjach pojawia się w Pan_ tak silna złość. Jak Pan_ interpretuje to, co się dzieje i czy można na to spojrzeć inaczej? Czy kiedy doświadcza Pan_ wspomnianego wybuchu, coś to Pan_ przypomina? Pomocna może okazać się w tym temacie lektura takich książek jak: Emocjonalne pułapki przeszłości i/albo Relacje na huśtawce. Samodzielnie albo ze specjalistą można przyjrzeć się źródłom Pan_ silnych reakcji oraz zaplanować takie działania, które umożliwią Pan_ zyskanie więcej spokoju w swoich relacjach i życiu.
Pozdrawiam serdecznie,
Daria Kamińska

Zobacz podobne
Czy surowe wychowanie męża to już przemoc wobec dzieci?
Nie wiem co mam myśleć o zachowaniu męża? Dzień dobry, chciałabym zapytać o zachowanie męża. Nie daje mi to spokoju. Widzę różne zachowania które dla mnie są nie w porządku, ale nie wiem czy to się mieści jeszcze w ramach, np. surowego wychowania czy to już przemoc? Bardzo źle się z tym czuję a może powinnam odpuścić, bo jestem zbyt łagodna dla córek (według niego). Opiszę kilka wybranych sytuacji. Młodsza córka (9 lat) chciała mu zaśpiewać piosenkę ale się zdenerwowała, bo jej nie wychodziło. Więc zmięła kartkę z tekstem. Kazał jej podnieść, ona powiedziała że nie. Więc zaczął ją ściągać z krzesła na siłę z krzykiem że ma to brać i iść wyprasować tę kartkę. I że nie będzie się tak zachowywać. Wtedy ja zeszłam na dół i powiedziałam że on nie będzie się tak zachowywać. Wywrzeszczał że jesteśmy takie same i nikt go nie słucha. Córka zapłakana, ja roztrzęsiona, wzięłam ją do łazienki i puściłam ulubioną piosenkę. Sytuacja również z młodszą córką. Wysiadamy z auta, mąż mówi że sam wyjmie rzeczy z bagażnika ale było ich dużo więc my też je zabieramy. Córka wzięła grę, wypadły z niej karty. Mąż wrzeszczy na całe podwórko: „Widzisz! Popatrz co zrobiłaś”. Ja mu mówię, że pozbieramy i nic się nie stało. Potem mi wykrzyczał, że wcale nie chodziło o karty, tylko o to, że go nie posłuchałyśmy, czyli go nie szanujemy, ponieważ on uważa, że szacunek to posłuszeństwo. Kolejna sytuacja z młodszą córką. Ja rano stoję już w drzwiach, w kurtce, gotowa do wyjścia. Na dół wpada mąż z tekstem, że córka nie umyła zębów. Ja mu powiedziałam, że trudno, bo ja muszę już iść. On wysyczał „Proszę cię o wsparcie bo ona mnie nie słucha” (wszystko przy córce). Dla świętego spokoju poszłam po szczoteczkę i umyła te zęby. Zapłakana pojechała do szkoły. Sytuacja ze starszą córką (11 lat). Byliśmy razem w parku. Poszłam do toalety, zostawiłam mężowi torebkę. Kiedy wróciłam, stali kilka kroków od ławki, na której leżała torebka. Powiedziałam: „O, sama sobie leży”. To go odpaliło, chwycił córkę za kark i lekko popchnął. Ja byłam w szoku. Wyjaśnił, że kazał jej przypilnować tej torebki. Wieczorem kazałam mu ją przeprosić, on sam by tego nie zrobił. Córka była zdruzgotana. Odrabianie zadania również ze starszą córką. Ona nie rozumie matematyki, rozkleja się i krzyczy. On przez chwilę to znosił a potem się zaczęło. On jej coś tłumaczy, ona do niego: I co?? (bo nie rozumiała) a on: gówno! Potem jej wykrzyczał że tego nie wytrzyma psychicznie i ma się mu nie pokazywać na oczy. Poszła zapłakana na górę, razem odrobiłyśmy to zadanie. Nie chciała potem zejść na dół bo tata nie chce jej widzieć. A z drugiej strony czuję, że robi z niej swoją sojuszniczkę albo powierniczką? Kiedyś po kłótni wykrzyczał do mnie: Tak, jestem beznadziejnym ojcem i mężem!(nic takiego nie powiedziałam). Poszedł do starszej córki, przytulił się do niej, ona zapytała czemu jest smutny. Powiedział jej, że mama mu powiedziała że jest beznadziejnym mężem i ojcem. Kiedy mu powiedziałam, że nie może obarczać dziecka takimi słowami nawet jeśli to byłaby prawda, powiedział, że głośno się kłóciliśmy i to nasza wspólna wina. To tylko drobne wyrywki z naszej rzeczywistości. Nie ma tygodnia, żeby coś takiego się nie działo. Słyszałam, że jesteśmy nie do wytrzymania, ja jestem nienormalna, wszystko to moja wina. Zarzuca córce kłamstwo, bo np. nie przeczytała kilku kartek książki mimo że obiecała, a sam nie dotrzymuje obietnic wobec nich i mnie zresztą też. Mamy być wdzięczne i zauważać jego trud, np. jak nam nie smakuje obiad to nie powinnyśmy tego pokazywać bo on się natrudził. Że córki to już dorosłe kobiety i nie trzeba im pomagać, że wychowuję je na niezaradne życiowo bo im pomagam. Ja mu ciągle powtarzam, że nie pozwolę mu na nie krzyczeć. On mówi, że nie będzie wychowywał ich bezstresowo. I ciągle krążymy w zamkniętym kręgu. Do niedawna układ był mniej więcej stabilny, bo on się nie wtrącał, dzieci były chyba według niego za małe. Martwi mnie ta jego teoria o posłuszeństwie i szacunku. O metodzie kija i marchewki, bo według niej chce wychowywać dziewczynki. Tak jak pisałam, wybrałam tylko kilka przykładów, ale tego jest znacznie, znacznie więcej. Czy jestem przewrażliwiona i przesadzam? Czy to jest model rodziny w której rządzi surowy ojciec? Dziękuję za przeczytanie mojego maila i dziękuję za odpowiedź.
Toksyczna relacja z matką – jak postawić granice i uwolnić się od emocjonalnej zależności?
Wczoraj matka przyszła do mnie bez zapowiedzi i zaczęła przeglądać moje szafki, komentując, że mam syf i jak mój facet może ze mną wytrzymać. Jak próbowałam ją wyprosić, to zrobiła scenę, że jest u siebie, bo ona mnie urodziła i ma prawo do wszystkiego. Skończyło się na tym, że to ja ją przepraszałam, żeby tylko przestała krzyczeć. Wieczorem czułam taki ciężar w piersiach, że nie mogłam oddychać. Nienawidzę tego, że ona ma nade mną taką władzę, że wystarczy jedno jej zdanie, żeby zrujnować mój cały dobry humor. Czuję, że bez pomocy psychologa nigdy się nie odetnę od tej pępowiny, która mnie dusi.
Moja siostra lat 34 (ja mam 29), nigdy nie podjęła żadnej pracy zarobkowej
Moja siostra lat 34 (ja mam 29), nigdy nie podjęła żadnej pracy zarobkowej. Opiszę jej sytuację życiową. Skończyła studia z ochrony środowiska w wieku 25 lat. Studiowała dziennie, na ten czas mieszkała w akademiku. Wyprowadziła się z rodzinnej wsi. Po studiach wróciła, mieszka z mamą. Niska motywacja do szukania pracy. I od tego czasu, czyli prawie 10 lat, siedzi w domu, właściwie wykonując tylko proste czynności życia codziennego. Na próbę rozmowy ucieka z pokoju, reaguje złością. Co można zrobić, by ją w jakikolwiek sposób zaktywizować? Takie trochę hikikomori.
Wybuchowy ojciec, manipulacja i ADHD - jak radzić sobie z atmosfera w domu?
Czuje że każdy problem sprowadza się do mnie, że czego nie zrobię będzie to moja wina jak nie wyjdzie...mam ADHD i problem z odczytywaniem niektórych emocji/ironi. Mam problem z ojcem, bo jest wybuchowy (nie ma problemu z alkoholem/używkami) po prostu...cały czas mam wrażenie że się poddaje jego grom psychologicznym, w sensie lekkich manipulacji, np. dziś miałam sobie zrobić kolacje, chciałam otworzyć kulkę mozzarelli (z takiego opakowania torebki) i chciałam wziąć nożyczki, jak normalny człowiek a on mi mówi żebym otworzyła nożem nie odezwałam się tylko otworzyłam po swojemu nożyczkami a on mi to wyrwał z ręki(rozlewając część zalewy) i prawie wykręcił mi palca żebym tylko nie miała już tego w ręce, pokazał mi jak mogłabym to zrobić nożem i wylał całą zalewę którą miałam odlać do pojemnika gdybym nie zużyła całej kulki. W wielkiej złości zaczęłam płakać bo bolała mnie już ręka i powiedziałam żeby przestał bo mnie to boli(puścił dopiero po swoim wywodzie) powiedziałam że "zajebiście wylałeś całą zalewę brawo" i zaczęłam klaskać, a on powiedział że "no super spójrz w lustro klaunie i sobie poklaszcz" miałam na powiekach tęczowy makijaż i tyle a włosy miałam napuszone i utrwalone lakierem żeby wyglądały na postrzępione i tak trochę creepy/psychicznie czy coś. Końcowo nie zjadłam kolacji a on mnie nie przeprosił i nie przeprosi, jestem tego pewna bo on nigdy nie przeprasza w takich sytuacjach, on uznaje że sprawa zamknięta nic nie było, a najlepiej jak ja go przeproszę. Więc tak...siedzę tu i piszę jakiegoś głupiego maila bo nie mam z kim o tym pogadać bo koleżanki nie zrozumieją a siostra jest w pracy, mama ma już dość i pewnie będzie próbować mnue jakoś udobruchać a najgorsze jest to że pewnie znowu się poddam!...mam już tego dość czasem chciałabym po prostu uciec...zniknąć żeby o mnie zapomnieli albo chociaż zaczęli szanować....
Problemy z relacjami rodzinnymi, zdrowiem dziecka i wpływem toksycznego środowiska na zdrowie
Witam. Moje pytanie, w zasadzie problem jest dość złożony, ale postaram się w skrócie określić problem. Mam problem w relacjach z matka i siostrą. Od zawsze ona była stawiana na piedestale, ja zawsze czolam się mniej ważna. Radziłam sobie i żyłam w świadomości trudno jest jak jest. Akceptowałam i znosiłam różne docinki i przede wszystkim wieczna krytykę. Nigdy nie postawiłam granicy. Wszystko zmieniło się gdy 4 lata temu urodziłam dziecko, przewartościowałam sobie wszystko i zaczelam dostrzegać, że tak naprawdę nadal jest w moim kierunku krytyka i co bym nie zrobila, jakbym się nie starała to jest zle. Czasem wręcz zostałam oceniana, jakbym wszystkim robila nie wiem jaka krzywdę. Ja zaczelam stawiać granice, że nie życzę sobie takiego traktowania i takiego oceniania. Moje relacje z siostrą calkiem ograniczyły się do minimum. Z matka podobnie. Dlatego też że jest dodatkowy problem. Moje dziecko jest chorowite, łapie byle co, ja zresztą podobnie. Wieczne infekcje wywracają nam życie, bo z mezem tak naprawdę wymieniamy się na zmianę w opiece bo nie mamy kogo prosić o pomoc. I największy problem, który spędza mi sen z powiek jest sytuacja. U mojej matki w domu- stary dom, panuje grzyb, przykry bardzo uciążliwy zapach. I tak naprawdę mam wrażenie że tylko mi i mojemu mężowi to przeszkadza. Było gdy mowilam matce o tym, że coś jest nie tak, że to się pogłębia, że ten zapach jest uciążliwy i że jest to niebezpieczne. Ona wręcz mnie wyśmiewa i nie rozumie problemu. A my po każdej wizycie u niej jesteśmy chore. W jedny roku moja córka wziela multum antybiotyków bo każda wizyta kończyła się infekcja która wogole nie ustępowała. Gdy próbowałam tłumaczyć to sytuacje, moja matka nie rozumie, twierdzi że wymyślam. Mojej siostrze chyba to nie przeszkadza i może ma inną odporność. I najgorszy problem zbliżające się święta. W tamtym roku zorganizowałam u siebie by nie przebywać u niej, tylko żeby wszyscy przyli do mnie. Ale oczywoscie było tylko krzywe patrzenie. Mialam odczucie, że nic nie pasuje, wszystko zle. I przeciez powinniśmy spędzać u niej. I w tym roku nie wiem co zrobić. Jestem w takiej rozterce że nie potrafię sobie poradzić. A jest to dla mnie tym bardziej cięższe bo od 3 tyg zmagam się z zapaleniem zatok, a moja córka wlansie też jest chora, i wiem że odwiedziny u niej skończą się źle, boje się że dostaniemy gorszego zapalenia, będąc świeżo bądź jeszxze w trakcie naszych infekcji. Naprawdę nie wiem co robić. Dodatkowo wspomnę że cierpię na nerwice i przerasta mnie ten problem, bo co bym nie zrobila będzie zle. Ale nie chce narażać dziecka na choroby. Proszę o jakos pomoc.

