Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poradzić sobie z trudną sytuacją rodzinną i znaleźć pomoc dla siebie?

Od pewnego czasu zle się czuje w swoim ciele i czuje ze straciłam prawdziwe szczęście i uśmiech, trudno mi jest się otworzyć na moje problemy, ponieważ cała moja rodzina martwi się o moją siostrę która ma również bardzo poważne problemy psychiczne i cała energia mojej rodziny jest zwracana ku niej. Chciałabym się udać do psychologa ale wiem ze mamy trudna sytuacje finansową i cześć pieniędzy jest przekazywana na terapie i psychiatrę siostry. Zauważyłam również ze bardzo martwi mnie sytuacja siostry i moja bezsilność niektórych sytuacji jest na tyle wysoka ze doprowadzam się do szału i przez to z każdym się kłócę. Zdarza sie czasem ze jednego dnia sie objadam a następnego jem tylko jeden posiłek. Próbuje walczyc z tym ale nie potrafię. Nie wiem co robić i gdzie się udać z moim problemem. Jak mam się zachować?
Konrad Smolak

Konrad Smolak

Odniosę się do wątku pójścia do psychologa w obliczu Pani braku środków na taką usługę. W wielu miastach są różnego rodzaju instytucje i fundacje świadczące darmowo doraźną pomoc psychologiczną. Często działają one online.

Co do reszty pytań, będzie można więcej powiedzieć po szczegółowym wywiadzie.

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z trudną młodzieżą w zakładzie pracy - skuteczne metody i wsparcie
Pracuję w zakładzie z trudna młodzieżą. Dziewczyny są świetne w dokuczaniu mi. Ilość przekleństw i wyzwisk powala na łopatki. Nie mogę odpowiadać w ich stylu. Coraz trudniej znoszę ich delikatnie mówiąc wybryki. O nauce podczas lekcji trudno mówić... Czy są sposoby na ogarnięcie sytuacji bardzo dla mnie trudnej. Dziekuję i pozdrawiam B
Jak radzić sobie z przewlekłą depresją? Chcę skutecznej pomocy

Dzień dobry, 

Od 10 lat mam ciągle nawracającą się depresję. 

Jestem ciągle zmęczona … wszystkim. Mam leki, psychiatrę … już trzeciego. I znowu od 4 miesięcy jest bardzo źle, gorzej niż zwykle, mimo że chodzę na terapię 2 x w miesiącu i biorę leki. Jestem strasznie zmęczona, już nie widzę, co mogłabym jeszcze zrobić, żeby było lepiej. Mam męża i 2 dzieci, którzy mają mnie już dosyć. Ja też mam siebie dosyć, nawet kąpać mi się nie chce. Chcę tylko spać i przespać to gówno. 

Ale jak się budzę to nie nowy to samo. 

Co mam robić, gdzie szukać pomocy, czy w ogóle jest jakieś wyjście? 

Monika

Wycieńczenie w związku z długami i brakiem bezpieczeństwa emocjonalnego
Piszę ten tekst, ponieważ od dłuższego czasu czuję się skrajnie wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Jestem zagubiona i nie wiem już, co w mojej sytuacji jest normalne, a co przekracza moje granice. Potrzebuję obiektywnej, zewnętrznej perspektywy i pomocy. Od kilku lat żyję w małżeństwie, które zamiast dawać mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności, generuje coraz większy lęk, stres i poczucie utknięcia. Mój mąż ma około 40 tysięcy funtów długu na kartach kredytowych. Nie są to zobowiązania związane z domem czy realnym majątkiem, ale długi konsumpcyjne. O zadłużeniu wiedziałam jeszcze przed zaręczynami – było ono wtedy znacznie mniejsze i miało być systematycznie spłacane. Minęły cztery lata, a dług zamiast się zmniejszyć, wzrósł. Co roku słyszę, że „to już ostatni rok” i że „teraz będzie plan”, jednak ja od dawna nie mam już poczucia bezpieczeństwa ani zaufania, że ta sytuacja realnie się zakończy. Mój mąż pracuje na kontrakcie, co wiąże się z dużą niepewnością finansową. Zdarzyło się, że źle wyliczył podatek i musiał dopłacać, co ponownie zostało pokryte kartami kredytowymi. To powoduje u mnie stałe napięcie i lęk o przyszłość. Nie potrafię planować życia ani myśleć długoterminowo, bo ciągle boję się, że pojawi się kolejny problem finansowy. Dodatkowo mąż ma problemy zdrowotne (żołądek, zatoki, anemia), które wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie. Jego dieta jest bardzo restrykcyjna i kosztowna. Wiele zwykłych aktywności jest niemożliwych: nie chodzimy na spacery, bo wiatr pogarsza jego zatoki, nie możemy razem napić się kawy, nie podróżujemy, bo każdy wyjazd wydłuża spłatę długów. Jeśli gdziekolwiek wychodzimy lub wyjeżdżamy, zazwyczaj płacę za to sama, ponieważ boję się, że jakiekolwiek jego wydatki tylko pogłębią zadłużenie. Od kilku lat nasze życie jest bardzo ograniczone. Nie ma randek, spontaniczności ani inicjatywy z jego strony. Żyjemy bardziej jak współlokatorzy niż partnerzy. Wszystko jest „odłożone” do momentu spłaty długów. Na początku związku było inaczej, były wyjazdy, restauracje, wspólne podróże. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to życie było finansowane kartami kredytowymi. Dziś czuję, że ponoszę konsekwencje tamtych decyzji, mimo że formalnie dług nie jest mój. Nie czuję się bezpiecznie ani stabilnie. Od lat funkcjonuję w ciągłym stresie. Mam objawy somatyczne: ścisk w żołądku, silne lęki, smutek, poczucie bezsensu i rezygnacji. Od około pięciu lat wypadają mi włosy, mam problemy hormonalne (podwyższona prolaktyna, zaburzenia tarczycy). Gdy przebywam w Polsce, a mąż zostaje w Anglii, na samą myśl powrotu pojawia się u mnie silny stres i stany depresyjne. Bardzo istotnym elementem tej relacji jest sposób, w jaki reaguje on na moje emocje. Gdy próbuję mówić o swoich lękach, niepewności czy obawach dotyczących przyszłości, mąż odbiera to jako brak zaufania wobec niego. W odpowiedzi często słyszę, że jeśli mu nie ufam, to „nie ma sensu być w takim związku”. To sprawia, że zaczęłam bać się wyrażać swoje uczucia. Każda próba rozmowy kończy się u mnie lękiem, że on odejdzie. Z czasem nauczyłam się tłumić swoje emocje i potrzeby, aby nie doprowadzać do konfliktu ani groźby rozstania. Czuję się przez to coraz bardziej samotna i zamknięta w sobie. W tej relacji coraz częściej funkcjonuję w roli osoby silniejszej – jakbym to ja musiała wszystko dźwigać, rozumieć, ratować i wspierać. Czasami czuję się bardziej jak matka niż partnerka. Brakuje mi poczucia wspólnego kierunku, partnerstwa i bycia prowadzoną przez stabilnego, odpowiedzialnego mężczyznę. Moje trudności z poczuciem bezpieczeństwa są dodatkowo związane z moją historią rodzinną. Moja mama rozstała się z moim ojcem z powodu jego nieodpowiedzialności finansowej i została sama z małym dzieckiem, którym byłam ja. Przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem czekającym na ojca, który odwiedzał mnie raz w roku. Mój ojczym również nie był osobą wspierającą mnie emocjonalnie w okresie dorastania. Nie miałam w życiu stabilnego wzorca mężczyzny. Mama zawsze powtarzała mi, że muszę być niezależna, a stabilność finansowa jest bardzo ważna. Dlatego bezpieczeństwo i przewidywalność są dla mnie kluczowymi wartościami. Boję się założyć rodzinę w obecnej sytuacji, ponieważ przeraża mnie myśl, że mogłabym powtórzyć historię mojej mamy – zostać sama z dzieckiem i bez poczucia oparcia. Jednocześnie słyszę od bliskich, że mój mąż jest „dobrym człowiekiem”: spokojnym, miłym, niepijącym, niepalącym. To sprawia, że zaczynam podważać własne odczucia i zastanawiać się, czy powinnam być bardziej wdzięczna i zostać, skoro „nie jest zły”. Jednak mimo tego wszystkiego nie przestaję czuć braku bezpieczeństwa i narastającego lęku, że marnuję swoje najlepsze lata na czekanie na życie, które może nigdy się nie wydarzyć. Ślub odbył się wyłącznie formalnie – bez rodziny i bliskich – ponieważ nie było nas stać nawet na zaproszenie mojej babci, co było dla mnie bardzo bolesne. Często się przeprowadzamy, nie mamy stałego miejsca do życia. Czuję się wykorzeniona – językowo, kulturowo i emocjonalnie. Rozmawiamy po angielsku, który nie jest moim językiem ojczystym, co dodatkowo utrudnia mi wyrażanie emocji i potrzeb. Piszę ten tekst, ponieważ czuję, że jestem na granicy swoich sił. Z jednej strony widzę, że mój mąż nie jest złym człowiekiem, z drugiej – moje ciało i psychika od lat wysyłają sygnały, że ta relacja mnie niszczy. Nie wiem już, co jest normalne, a co nie. Wiem tylko, że czuję się uwięziona, wyczerpana i coraz bardziej oddalona od życia, jakie chciałam mieć. Czy mogłabym uzyskać neutralną opinię co warto by było zrobić w takiej sytuacji? Przemyślenia, wsparcie. Mam wrażenie, że tak jestem w tym problemie już zamieszana w swoich myślach, że nie wiem co jest właściwe, a co nie. Czy to ja jestem problemem, nie będąc wyrozumiała, czy może jest inaczej... Będę wdzięczna za pomoc w ocenie tej sytuacji. :(
Jak poradzić sobie ze stratą rodziców i brakiem wsparcia w rodzinie?
Witam Nie wiem do kogo się zgłosić lub co mam zrobić od 2 lat spotyka mnie wszystko źle 2020 pochowałam ojca i 3 innych członków rodziny a 2021 pochowałam mamę gdzie nie mogę pogodzić się z jej śmiercią. Walczę jedynie dla dzieci. Nie mam nikogo z siostrą mam złe stosunki, wręcz żadnych kontaktów. Żyje w ciągłym strachu i bólu. Nie mam do kogo się zwrócić.
Problemy z diagnozą: depresja, lęki, OCD, podejrzenie autyzmu i brak widocznej poprawy
Dzień dobry, mam 16 lat i od września zauważyłam, że coś jest ze mną nie tak i zaczęliśmy jeździć do psycholożki. Niestety, psycholożka nie jest w stanie stwierdzić, co mi jest. Nic nie pomaga. W marcu byłam pierwszy raz u psychiatry. Pierwsze leki nie pomogły, drugie nie pomogły, trzecie nie pomogły. Psychiatra też nie wie, co mi jest. Mam depresję, lęki, ocd i niby podejrzenie autyzmu. Odsyłają mnie do poradni, żebym się zdiagnozowała, ale nie wiemy w sumie, o co chodzi. U mnie jest coraz gorzej. Od dawna mam myśli samobójcze i problemy z samookaleczeniem. Nie widzę dla siebie absolutnie żadnej przyszłości. Naprawdę nie wiem już, co robić. Nic mi nie pomaga. Jest coś, co mogłoby mi pomóc żyć?
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.