Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak poprawić komunikację w związku i złagodzić kryzys?

Jak poprawić komunikację w związku i złagodzić kryzys? Jaka terapia, wizyta będzie najlepsza żeby odkryć i nauczyć się mówić o swoich uczuciach i emocjach? I zmniejszyć lęki przed przyszłością.
Jakub Cesarz

Jakub Cesarz

Dzień dobry, 

odpowiadając na pytanie, takimi problemami zajmuje się terapia par. Nurt poznawczo-behawioralny zajmuje się zagadnieniami, jak poprawa komunikacji, nauka rozwiązywania problemów, rozpoznawanie i nazywanie swoich potrzeb i emocji. Jest też jedną z najlepiej przebadanych terapii o dużej skuteczności, jeśli chodzi o problemy natury lękowej. Badania również wykazały, że w przypadku tej terapii skuteczność jest taka sama, porównując terapię stacjonarnie i online. 

Serdecznie pozdrawiam, 

mgr Jakub Cesarz 

Certyfikowany Psychoterapeuta Poznawczo-Behawioralny nr 1198

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

bardzo dobrze, że widzi Pan/i potrzebę pomocy jeśli chodzi o komunikację w związku. Ponieważ sytuacja dotyczy dwojga osób, także najlepszą formą pomocy jest terapia małżeńska czy partnerska wymagająca oczywiście obecności na spotkaniach obu osób zainteresowanych.

Pozdrawiam

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z mężem odmawiającym pomocy terapeutycznej po przeprowadzce?
Hej! Już w innym poście pokrótce opisałam moją historię, znajdziecie ją tutaj https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/jak-poradzic-sobie-z-zalamaniem-meza-po-przeprowadzce-i-nadmiernym-stresie-6076. Mój problem polega na tym że mam wrażenie że mój mąż zrobił sobie ze mnie opiekunkę i psychologa - nie chce się zgłosić do profesjonalisty. Cały czas rozmawiamy tylko na jeden temat ten temat dotyczy jego i jego problemu. On uważa że największym jego problemem jest przeprowadzka w miejsce w którym nie chce mieszkać - mimo że kilka miesięcy temu jeszcze przed tym kryzysem sam namawiał mnie do kupna domu w tej miejscowości. Nagabuje mnie ciągle żeby z nim rozmawiać chodzi za mną ja nie mam gdzie się schować ja cały czas przed nim uciekam mówiąc że jestem już zmęczona jego zachowaniem zmęczona ciągłymi rozmowami na ten sam temat. On jednak tego nie respektuje i cały czas mówi mi jaki on jest biedny jaki on jest smutny że on sobie z tym nie daje rady że on nie wie co to będzie z nim i z naszą rodziną jak my się tam przeprowadzimy. Mam poczucie że chce mną manipulować i moimi uczuciami. Że całą winę za tą sytuację chce zwalić na mnie że ja nie zrobiłam nic żeby mu pomóc czyli nie sprzedałam jak się okazuje niechcianego domu. Który niechciany jest tylko przez niego. Nie mam siły już go wspierać bo każde moje słowo wsparcia, lub próba wytłumaczenia mu że powinien zgłosić się do specjalisty że ani ja mu nie pomogę ani on sam sobie nie pomoże kończy się odbijaniem piłeczki i często płaczem. Jak ja powinnam postępować czy ja mam go głaskać po głowie i ciągle uspokajać czy traktować jako dorosłego mężczyznę mamy 36 lat i dwoje dzieci. Nie mam za bardzo oparcia w mojej rodzinie a nie w jego rodzinie jeśli o to chodzi bo mieszkamy daleko od nich. Ja też chcę się zdystansować bo po prostu ta cała sytuacja bardzo mnie przytłacza i codziennie wywołuje u mnie płacz. Pomóżcie jak ja mam z nim postępować?!
Jestem bardzo drażliwa, wszystko jest nie tak. Czy powinnam udać się po pomoc? Jak to będzie wyglądać?
Jestem strasznie nerwowa, wiele rzeczy mnie denerwuje, uważam też, że w pracy i w domu wiele rzeczy nie wygląda tak jak powinno. Czy to znak,że powinnam w takim przypadku zwrócić się po pomoc do psychologa?
Straciłam relację ze sobą, na rzecz spotykania się z innymi.
Od dłuższego czasu posiadam obsesję na punkcie znajomych, w pewnym momencie zaczęłam spotykać się z ludźmi (nawet ludźmi, którzy nie do końca dobrze na mnie wpływali) bardzo często. Jednak w tym momencie bardzo się tym zmęczyłam, jednak obsesja na punkcie spotykania się została, bo bez tego czuję się bardzo źle. Straciłam jakąkolwiek relację z samą sobą i czuję się bardzo samotna. Od ponad pół roku uczęszczam na terapię, jednak dalej nie czuję się dobrze samą ze sobą. Od czego powinnam w takiej sytuacji zacząć?
Rodzice wymagają pełnej opieki i odpowiedzialności za nich, w zamian nie dając wsparcia.
Dzień dobry. Sprawa jest złożona, ale postaram się opisać jak najbardziej konkretnie. Jestem przed 40. Mam męża i 2 dzieci. Zawsze byłam przywiązana do mojej rodziny. Mama była jedynaczką i mieszkała ze swoimi rodzicami. Ja mam jedną siostrę. Siostra po ślubie wybudowała dom zaraz obok rodzinnego, w jednym ogrodzeniu. Wszyscy myśleli, że jakoś się dogadamy. Mój mąż pracuje za granicą. W mojej rodzinie od zawsze nie mówiło się, co komu leży na duszy, ale po prostu przychodził czas boczenia się i nieodzywania i trzeba się było domyślić, za co tym razem te fochy. Ja, głupia ja, namówiłam męża, abyśmy zostali w domu rodzinnym...no przecież dom miał być dla nas, skoro siostra się wybudowała. No ale mimo, że chcielibyśmy wyremontować konkretnie ten dom (choć i tak włożyliśmy już w niego z 80 tys) to wszelkie pytania o zapis są zbywane. Najpierw mama musiała przejść na emeryturę, potem covid a na końcu dowiedziałam się, że najpewniej od razu oddałabym ich do domu starców... To, że ja chcę żyć po swojemu odbierane jest jako policzek, że nie robię tak jak oni by chcieli. Moja babcia jeszcze żyje i ona dużo złego zrobiła w relacjach między nami. Z siostrą nie rozmawiam. Obraziła się, bo powiedziałam jej, że wszystko dostała (rodzice i dziadkowie pomogli im wybudować dom, brali kredyty, które później spłacali...urządzili wesele, wspomagali finansowo) a ja nawet nie mogę mieć zapisanego obiecanego domu. Mama mówi, że nam tylko na zapisach zależy. Nie. Chcielibyśmy remontować na swoim, a nie, że po paru latach okaże się, że połowę domu jednak zapiszą mojej siostrze. Mój mąż mówi, że od początku czuje się nieakceptowany (bo nie daje sobą sterować) i kilka lat temu myśleliśmy o pójściu na swoje. Mnie powstrzymywała myśl, że rodzice się starzeją, że będą potrzebowali pomocy, też tej finansowej, no ale starsza córka jest lepsza, bardzo im się przymila i podejrzewam, że dużo też mąci. Konflikty z siostrą ( a raczej nieodzywanie się) wynika z tego, iż jej najmłodsza córka (obecnie 10 lat) od kilku lat jest wobec moich dzieci złośliwa, namawia ich do głupich rzeczy, pokazuje im swoje miejsca intymne, a mój młodszy syn ma zaledwie 5 lat..miałam wiele razy o to pretensje. Dodatkowo a propos tego mieszkania w jednym ogrodzeniu, córka jak i starsi synowie bez problemu przychodzą do "naszego" domu, a moje dzieci nie mogą tam ( do domu siostry) chodzić, bo albo drzwi zamkniete albo zwyczajnie przyjmą ich na progu i powiedzą, że nie mają czasu. Moim dzieciom bardzo smutno z tego powodu, a nikt nie widzi w tym problemu. Nie wiem co robić, z jednej strony czuję się zobowiązana pomagać rodzicom, ale ewidentnie nie chcą nam tego domu zapisać, a wiedzą , że zrobilibyśmy generalny remont i im też żyłoby się wygodniej. Dom jest z lat 60 i wiele technologii też z tego czasu. Z drugiej strony jest mąż i dzieci, dzieci którym ciasno, które chciałyby mieć osobny pokój, które chciałyby wziąć prysznic....takie prozaiczne sprawy. I rodzice nie myślą o tym, że nam ciasno....każdy myśli o sobie. Teraz mąż mówi, żeby jakoś przecierpieć i że rodzice się starzeją i w końcu może zmiękną, a rodzice tak się dumą unieśli, że gdybym zostawiła na stole kubek na tydzień to stałby w tym samym miejscu. Kiedy bylismy na 2 tyg wakacjach to dom był tak zapuszczony po powrocie, ze pierwsze co musiałam czyścić toalety, do tego nikt się nie poczuwa. Ja w tym domu nie mam prawa głosu (choć jak już się postawię to są pretensje i obraza). Mąż mówi, że ....to nie są normalne relacje i że powinnam się od rodziny odciąć. Mnie samej jest bardzo źle, stałam się nerwowa, pesymistyczna, wszystko widzę w czarnych barwach i najgorszych możliwych scenariuszach, jeżdżę na masaże lecznicze, bo od napięcia zaczęłam mieć bóle i zawroty głowy. Na dodatek jestem z tym sama, bo mąż przyjeżdża co miesiąc na 3-4 dni i później ze wszystkim jestem sama, a mam tego pecha, że wszystko biorę do siebie. Teraz żałuję, że nie posłuchałam go te 8 czy 10 lat temu, że postawiłam na rodziców a nie na męża :( Nie widzę teraz żadnego wyjścia z sytuacji. P.S. Podczas jednej z "rozmów" mama niemalże chciała mi wmówić, że ojciec miał 2 zawały serca przeze mnie. Rozumiem, że on nie może się denerwować, ale palić i pić może i reagować na mój widok soczystą "kur*ą" mówioną pod nosem... Jak mogło do tego dojść, że choć ja miałam dobre intencje teraz w domu jest nie do wytrzymania dla wszystkich. I że moi rodzice aż tak mnie ..nie lubią? Nie odżegnuję się, bo mam swoje za uszami, ale w mojej rodzinie wszyscy są pamiętliwi i po kilku latach potrafią wyjąć (poważnie!) z pudełeczka karteczkę, gdzie jest napisane co i kiedy złego zrobiłam, czy powiedziałam. Żyję w ciągłym poczuciu winy względem męża, dzieci, że to ja zdecydowałam o naszym losie, że mimo lat pracy za granicą nie dorobiliśmy się niczego, bo ja naiwnie wierzyłam w zapewnienia "będzie wasza". Przepraszam za ten elaborat, szukam pomocy u kogoś, kto być może spojrzy na ten problem na zimno i powie, że może przesadzam...?
Jak radzić sobie z docinkami rodziny i znajomych jako samotny mężczyzna po trzydziestce?

Ludzie mi dokuczają. Znajomym i rodzinie nie podoba się mój "stan matrymonialny", jestem samotnym mężczyzną po trzydziestce. Wszyscy mnie dobijają, zawsze słyszę jakieś głupie docinki i chamstwo w moją stronę. Zdecydowałem się na samotność, bo jestem brzydki i do tego oszpecony (blizny po wypadku). Pracując, czuję się dobrze, jedynie rozmowy ze współpracownikami powodują u mnie dyskomfort. Rzadko wychodzę z domu, tylko do pracy i na zakupy. Chcę żyć po swojemu, ale ludzie mi nie pozwalają. Samemu jestem szczęśliwy, ale to szczęście ginie, gdy tylko muszę się z kimś spotkać. Czy jakakolwiek terapia ma sens w moim przypadku? Czy to coś w ogóle da? Ja chce tylko spokojnie doczekać śmierci, nie oczekuję nic więcej od życia.

komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.