
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z brakiem pewności siebie i lękiem społecznym?
Dorosła, a niedojrzała
TwójPsycholog
Dzień dobry, napisanie tego było z pewnością trudne, ale zdobyła się Pani na odwagę, a to już pierwszy, ważny krok! Wiele tych trudności, blokad oraz cierpienia w Pani życiu i widać, że bardzo utrudniają Pani funkcjonowanie. Wszystko, co Pani opisała, kwalifikuje się do psychoterapii. Terapia nie musi być płatna, jest wiele sposobów na otrzymanie bezpłatnej pomocy. Nie wiem z jakiego miasta/regionu Pani pochodzi, ale spróbuję dość ogólnie pokierować jak szukać pomocy:
1. Poradnie zdrowia psychicznego.
2. Jeżeli w historii Pani życia pojawiał się alkohol np. w rodzinie - poradnie leczenia uzależnienia i współuzależnienia.
3. Fundacje zajmujące się pomocą psychologiczną.
4. Fundacje i stowarzyszenia zajmujące się pomocą kobietom, w tym kobietom po urodzeniu dziecka/mającym przerwę w pracy zawodowej.
5. W ramach pakietów medycznych można czasem wykorzystać pule spotkań z terapeutą.
6. Istnieje coś takiego jak terapia niskopłatna - psychoterapia w prywatnym gabinecie, terapeuta udostępnia pulę godzin dla osób mających trudności finansowe.
Najważniejsze jest zacząć szukać, a kiedy trafi Pani do jakiegoś specjalisty, on z pewnością pomoże dalej. Życzę powodzenia!
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Chwastek
To co Pani opisuje brzmi jak kwestie do pracy terapeutycznej nad swoim poczuciem wartości, słychać, że opiera Pani poczucie wartości i siebie jako osoby na wyglądzie. Oczekuje Pani, że ten wygląd będzie w jakimś sensie nieskazitelny. Podobnie z Pani zachowaniem. Możliwe, że koncentruje się Pani na swoim wyglądzie do tego stopnia, że można to nazwać dysmorfofobią- czyli obsesyjnym rozmyślaniu o swoim wyglądzie i szukaniu w nim defektów. Może Pani skorzystać z pomocy lekarza psychiatry. Odpowiednio dobrane leki najczęściej z grupy SSRI pomogą uspokoić Pani natrętne myśli. W toku terapii warto wyznaczyć cel jakim byłoby stworzenie bardziej stabilnego obrazu siebie, Pani zasobów, które na pewno Pani ma a nie docenia ich.
Serdecznie polecam już teraz zapisać się na terapie na NFZ w Pani rejonie, nawet jeśli kolejka jest na kilka lat to jest to zawsze jedna z opcji jaką sobie Pani może dać, kolejną opcją jest znalezienie terapii niskopłatnej, często na grupach na portalach społecznościowych typu Facebook psychoterapeuci ogłaszają miejsca do terapii niskopłatnej. Warto również mieć kogoś kto może Panią wysłuchać na co dzień, stworzyć siatkę wsparcia, na pewno są osoby, które przeżywają podobne emocje i myśli co Pani. Pozdrawiam serdecznie

Zobacz podobne
Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji.
Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania.
Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.).
W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę).
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą).
Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy.
Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).
Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało.
Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.
Czy lek bromazepan pomoże na nerwice natręctw ? (sprawdzanie kilkanaście razy czy są zamknięte drzwi, okna, czy jest wyłączona kuchenka,toster, czy jest dobrze nastawiony budzik.

