
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z utraconą miłością i obsesyjnymi myślami po rozstaniu?
Dzień dobry.
Ponad Rok temu rozstałem się z kobietą, którą zostawiłem z różnych powodów. Od ponad roku tęsknie za nią, lecz ona nie chce mnie znać ani mieć ze mną kontaktu. Każdego dnia myślę o niej, o nas i o tym wszystkim, co było między nami.
Czuję, że bardzo mocno ją kocham i żałuje tego, że ją zostawiłem. Sam podczas trwania tego związku byłem niedojrzały, nie zwracałem uwagi na jej potrzeby, mało dawałem z siebie, jednym słowem sam nie byłem dobry dla niej i na końcu skrzywdziłem ją, odchodząc od niej. Nie wiem już co robić, bo jak już napisałem wyżej, każdego dnia myślę o niej praktycznie ciągle, w dodatku czuję, że ją kocham. Co mógłbym zrobić, aby poczuć się choć trochę lepiej ? Wiem, że muszę przepracować te wszystkie emocje, lecz ciężko jest mi każdego dnia.
Staram się swój czas zajmować tak, żeby o niej nie myśleć, lecz ona i tak pojawia się w mojej głowie, w dodatku śni mi się po nocach i wstając z rana już mam w głowie ją.
Proszę mi powiedzieć czy to może być miłość, czy po prostu zwykła obsesja, bo już sam nie wiem, staram się jakoś to wszystko pojąć, lecz jest ciężko. Ja twierdzę, że jest to miłość, lecz może i się mylę, dlatego potrzebuje rady na ten temat i co mógłbym zrobić, aby móc ruszyć dalej. Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że próbowałem ją odzyskać, ona dawała mi nie raz jakieś szanse na powrót, lecz i tak kończyło się z jej strony tym, że urywała kontakt. Proszę o porady i z góry dziękuję wszystkim za pomoc.
Magdalena Sikora
Odpowiadając na Twój post – bardzo poruszyło mnie to, co napisałeś. Widać, że przeżywasz stratę w bardzo głęboki i autentyczny sposób. Z Twoich słów bije ogromna tęsknota, żal i miłość – być może miłość do niej, ale też żal związany z tym, kim byłeś w tej relacji i jak potoczyły się Wasze losy. To, że mimo upływu czasu nie potrafisz przestać o niej myśleć, może świadczyć zarówno o głębokim przywiązaniu, jak i o tym, że nie udało Ci się jeszcze naprawdę przeżyć i domknąć tej straty. To zupełnie naturalne – rozstanie, szczególnie takie, które wiąże się z poczuciem winy i brakiem zamknięcia, działa na psychikę jak żałoba.
Pytasz, czy to miłość, czy obsesja. Prawda może leżeć gdzieś pośrodku. Jeśli Twoje myśli o niej nie pozwalają Ci funkcjonować, jeśli są obecne codziennie, nieustannie, mimo prób odciągnięcia uwagi – mogą mieć charakter obsesyjny. Ale to nie znaczy, że Twoje uczucia są nieprawdziwe. Można bardzo kogoś kochać i jednocześnie utknąć w pewnym rodzaju mentalnej pułapki, w której przeszłość wydaje się jedyną przestrzenią, gdzie czujesz coś naprawdę. Ważne jest to, że miłość – dojrzała, zdrowa – obejmuje też troskę o drugą osobę, o jej decyzje, o jej potrzebę zamknięcia i życia dalej. Jeśli ona nie chce już mieć z Tobą kontaktu, to bolesna, ale bardzo jasna granica, którą warto uszanować – nie dla niej, ale dla siebie. Bo każda próba przekraczania tej granicy może Cię jeszcze bardziej ranić.
Widzisz wyraźnie, że sam nie byłeś w tej relacji gotowy, dojrzały, obecny. To bardzo ważna świadomość. Możesz to potraktować jako coś więcej niż tylko stratę – możesz to uznać za punkt zwrotny. Może to był związek, który miał Cię czegoś nauczyć – nie po to, by do niego wrócić, ale by dzięki niemu zrozumieć, jakim partnerem chcesz być w przyszłości. Dla kogoś, ale przede wszystkim dla siebie.
Co możesz teraz zrobić? Przede wszystkim – uznać, że to wszystko, co czujesz, ma prawo być. Nie musisz tego natychmiast „pozbywać się” ani „wyłączać”. Twoje emocje domagają się przeżycia, wysłuchania, a nie walki z nimi. Spróbuj napisać do niej list – nie po to, by go wysłać, ale by wyrzucić z siebie wszystko, co nosisz. Możesz też pomyśleć o psychoterapii – nie dlatego, że sobie nie radzisz, ale dlatego, że tak bardzo zależy Ci na zrozumieniu siebie i odzyskaniu spokoju. Terapia może pomóc Ci nie tylko przeżyć stratę, ale też uporządkować emocje i zbudować poczucie sensu na nowo.
Wiem, że starasz się zajmować czas i myśli, ale to, co naprawdę może pomóc, to zaangażowanie się w coś, co Cię przekracza – coś większego niż Ty sam. Czasem to może być wolontariat, czasem pasja, czasem relacje z ludźmi, którym możesz coś dać. Tęsknota najbardziej rośnie w pustce – jeśli zapełnisz swoje życie tym, co buduje, stopniowo będzie w nim mniej miejsca na cierpienie.
I jeszcze jedno – to minie. Nie szybko, nie łatwo, ale z czasem. Jeśli pozwolisz sobie czuć, wyciągniesz wnioski i zaczniesz budować siebie na nowo, to wszystko będzie miało sens. A Ty – bogatszy o te doświadczenia – staniesz się kimś, kto potrafi kochać dojrzalej, świadomiej, z większym szacunkiem do siebie i drugiej osoby.
Trzymam za Ciebie kciuki.
Pozdrawiam serdecznie,
dr Magdalena Sikora
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Yolanda Bolívar-Wardas
Dzień dobry,
To, co Pan opisuje, brzmi jak tęsknota połączona z poczuciem winy i utratą. Pyta Pan czy to miłość, czy obsesja.
To niekoniecznie obsesja, ale też niekoniecznie miłość w rozumieniu zdolności do widzenia drugiego człowieka takim, jakim jest - z jego ograniczeniami, potrzebami i niezależnością (mówi Pan, że w trakcie związku trudno było się zaangażować i zwracać uwagę na potrzeby partnerki). Pana aktualny stan psychiczny może być mieszanką pragnienia naprawienia błędów, tęsknoty za bliskością i trudności z zaakceptowaniem utraty. Zachęcam do skorzystania z psychoterapii, gdzie będzie Pan mógł przyjrzeć się tym emocjom, ich źródłom i znaczeniu.
Pozdrawiam
Yolanda Bolivar-Wardas
Psycholog/Psychoterapeuta
Patrycja Kurowska
Dzień dobry,
Rozumiem, jak trudno jest Panu zmierzyć się z tymi uczuciami. Tęsknota, która utrzymuje się tak długo, może być naprawdę przytłaczająca, zwłaszcza gdy towarzyszy jej świadomość utraconych możliwości i poczucie winy. To zupełnie naturalne, że w takich chwilach wszystko wydaje się bardziej skomplikowane, a emocje – trudniejsze do okiełznania.
Warto pamiętać, że miłość nie zawsze znika z dnia na dzień. Czasem zostaje z nami dłużej, przeplatając się z żalem i refleksją nad tym, co było. To, że Pan wciąż o niej myśli, nie musi oznaczać niczego złego – to po prostu znak, że ta relacja była dla Pana ważna. Jednocześnie, gdy te uczucia utrudniają codzienne funkcjonowanie, warto zastanowić się, jak znaleźć ulgę.
Ponieważ samodzielne radzenie sobie z tak silnymi emocjami bywa wyzwaniem, dobrym pomysłem mogłaby być konsultacja z psychologiem. Specjalista mógłby pomóc Panu uporządkować myśli, zrozumieć, skąd bierze się ta tęsknota, i znaleźć sposoby, by stopniowo odzyskać równowagę. Czasem już kilka rozmów pozwala spojrzeć na sytuację z innej perspektywy i znaleźć drogę do wewnętrznego spokoju.
Nie oznacza to, że ma Pan nagle przestać czuć to, co czuje – chodzi raczej o to, by te emocje przestały być tak obciążające. Małe kroki, jak skupienie się na drobnych przyjemnościach czy znalezienie nowych celów, mogą pomóc w łagodnym przepracowaniu tego trudnego czasu.
Życzę Panu dużo cierpliwości i życzliwości dla siebie. Jeśli zdecyduje się Pan na rozmowę z psychologiem, mam nadzieję, że przyniesie ona ulgę i pomoże znaleźć sposób na pogodzenie przeszłości z teraźniejszością.
Z wyrazami zrozumienia,
Patrycja Kurowska
Magdalena Żukowska
Dzień dobry
Dziękuję Ci za tak szczere podzielenie się tym, co przeżywasz. Widać, że ten związek zostawił w Tobie coś bardzo ważnego i żywego – coś, co trwa do dziś, mimo upływu czasu. Strata, której doświadczyłeś, nie dotyczy tylko tej kobiety, ale też wersji Ciebie, którą z nią byłeś, i której – jak sam piszesz – nie potrafiłeś w pełni zrozumieć czy docenić w tamtym czasie. Teraz, z dystansu, widzisz rzeczy, których wcześniej nie widziałeś – to oznaka emocjonalnej dojrzałości, ale też źródło bólu, bo przeszłości nie da się cofnąć. To, co czujesz, może być połączeniem miłości, tęsknoty i żalu. Nie musi to być obsesja, ale jeśli uczucia nie znajdują już żadnego odbioru z jej strony, a mimo to nadal całkowicie pochłaniają Twoje myśli i codzienność, to znak, że warto skupić się nie na niej, ale na sobie. Bo jeśli cały Twój wewnętrzny świat krąży wokół kogoś, kto już zniknął z Twojego życia, to być może pod spodem jest coś głębszego – jakaś rana, poczucie winy, brak, który próbujesz zasypać jej obrazem.
Miłość do niej może być prawdziwa, ale dziś już nie chodzi o wasz związek – on się zakończył. Chodzi o to, co ta relacja w Tobie poruszyła, co zostawiła, i czego nauczyła. Kluczem do ulgi nie będzie jej powrót, tylko Twoja gotowość, by przestać stawiać swoje życie w cieniu tego, co było. Warto pozwolić sobie opłakać tę stratę – nie tylko ją, ale też marzenie o tym, co mogłoby być, gdybyś był wtedy innym człowiekiem. Dobrze byłoby przyjrzeć się temu wszystkiemu w terapii – nie po to, by zapomnieć, ale by zrozumieć, kim dziś jesteś, co Cię boli naprawdę, i czego potrzebujesz, by zacząć żyć dalej z większą lekkością.

Zobacz podobne
Witam. Opiszę swoją sytuację najlepiej jak umiem.
Mieszkamy z siostrą blisko siebie, nie odwiedzam jej zbyt często tak bez okazji, tylko wtedy kiedy trzeba lub mnie o to poprosi. Ma o to do mnie pretensję, a ja nie czuje potrzeby, by często ją odwiedzać. Zwyczajnie nie chce mi się do niej po prostu chodzić. Sama to stwierdziła, a ja przyznałam jej rację, bo tak jest.
Kiedy powiedziałam, że spróbuję zmienić swoje nawyki i odwiedzać ją częściej, spytałam ją czy możemy zacząć od początku, czy ma ochotę? Odpowiedziała, że już się przyzwyczaiła, że do niej nie przychodzę i żeby zostało tak jak jest. Czyli rzadkie odwiedzanie, jeśli mam odwiedzać ją na siłę. Powiedziałam do niej "ok. Próbowałam tylko później nie miej pretensji".
Ja nie rozumiem jej punktu widzenia, a ona mojego. Poza tym moja siostra nie rozumie też drugiej mojej sytuacji. Mianowicie sądzi, że nie mam dzieci, bo boje się życia. (Mam inny powód, dla którego nie posiadam dzieci). Ona wylicza mi swoje obowiązki pisząc "...życie się toczy". U mnie też toczy się życie o czym jej wspomniałam - tylko bez dzieci. Moja mama też twierdzi podobnie, zacytuje "bo ty nie masz żadnych obowiązków". Czy to, że nie posiadam dzieci jest równoznaczne z tym, że nie mogę mieć obowiązków i bez tego?
Nie mogę znieść myślenia mojej siostry, która przesiąkła schematem kobiety z ogromem obowiązków na głowie dziećmi i domem. Każda kobieta ma prawo żyć po swojemu czy to z dziećmi, czy bez nich. I to nie oznacza, że jest gorsza. Czy, że nie ma obowiązków.
Kiedyś wyniknęła między mną a siostrą rozmowa -wiesz co ja nie chcę mieć dzieci -dlaczego -ponieważ w rodzinie jest ryzyko Aspergera lub autyzmu. Od strony męża dzieciaki to mają, a i u nas jest ryzyko. Nie czuję się na siłach by się z tym mierzyć. Sądziłam, że trochę zrozumiała. Po czasie dowiedziałam się, że rozmawiała na mój temat z mamą, zanim ja zdążyłam mamie w ogóle o tym powiedzieć. Byłam zła, bo jak mogła nie zostawić tego tematu mi.
Uważam, że siostra jest toksyczną manipulatorką. Chce zrobić z siebie ofiarę mówiąc mi "kiedy mama pyta o ciebie, to uważasz, że mam jej nie opowiadać o tobie. Zastanów się". Tak brzmiała wiadomość. Nie zrozumiała, że to ona źle postąpiła - nie umie po prostu przyznawać się do błędów. Uważa, że to ona ma prawo pierwsza mówić o moich sprawach, nie pytając mnie o zdanie.
W dzieciństwie często się kłóciłyśmy, byłyśmy pełne nienawiści wobec siebie i toksycznych zachowań. Ja w swoim życiu chce otaczać się fajnymi szczerymi osobami, a moja rodzina mi tego po prostu nie daje.

