
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Czy można nauczyć...
Czy można nauczyć się dostarczać sobie samemu miłość?
Katarzyna Waszak
Witam! Oczywiście :) Zachęcam do pracy nad wydobyciem swoich zasobów, mocnych stron, wartości - można przypominać sobie sytuacje i na ich podstawie rozważać, co się udało osiągnąć, w jakich spsób, co to o Pani mówi. Jaki sukces, nawet maleńki udało się ostatnio osiągnąć? Propnuję prowadzenie dzienniczka wdzięczności, aby notować, za co jest się wdzięcznym w danym dniu sobie, najbliższym, światu czy Bogu. Co w sobie Pani lubi, może to być ,,maleńka" cecha? Jakie udało się ostatnio zdobyć umiejętności? Zastanowić się, jakie aspekty siebie doceniłaby Pani, gdyby były aspektami innej osoby? Zachęcam do mówienia do siebie czule, do pracy z wewnętrznym dzieckiem. Polecam książkę: ,,Odkryj swoje wewnętrzne dziecko" Stefanie Stahl. Pozdrawiam serdecznie
Katarzyna Waszak
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista_tka
Miłości siebie można się nauczyć. Sam proces może przebiegać na różne sposoby, w zależności od wcześniejszych doświadczeń. Bardzo ważne jest przy tym otrzymywanie wsparcia profesjonalisty, który pomoże rozpoznać wcześniejsze braki i udzielić pomocy w uczeniu się miłości do siebie samego.
Usunięty Specjalista_tka
TwójPsycholog
Dzień dobry,
milosci do samego siebie można się uczyć w wielu procesach rozwojowych - psychoterapii, praktykach uważności i wdzięczności, poszerzając swoją wiedzę w tym zakresie - czytając książki, artykuły, słuchają webinarow czy podcastów. Ważne aby korzystać w tym ze sprawdzonych źródeł - wyszkolonego psychoterapeuty czy materiałach uwzględniających praktyki potwierdzone w badaniach naukowych. Rozwijanie miłości do siebie będzie przebiegało również poprzez przyglądanie się brakom w tym obszarze, rozumienie ich przyczyn i pochodzenia oraz codzienna prace nad sobą.
Jednak miłość do samego siebie nie zastąpi miłości i bliskości z drugim człowiekiem, a człowiek z natury potrzebuje bliskich, satysfakcjonujących relacji, aby w nich regulować swoje uczucia. Warto wiec zajmować się tymi dwoma obszarami jednocześnie: relacja z samym sobą i relacjami z ludzmi. Bardzo dobrze sprawdza się w takiej pracy psychoterapia, w tym psychoterapia grupowa.

Zobacz podobne
Przytrafiła mi się dziwna historia. Lata temu byłem na randce z dziewczyną. Randka była udana, ale wtedy różnica wieku między nami spowodowała, że nie zdecydowaliśmy sie na kolejną.
Po kilku latach wpadliśmy na siebie, zaczęliśmy pisać i umówiliśmy sie ponownie. Już na drugim spotkaniu powiedzieliśmy sobie sporo miłych rzeczy i zbliżyliśmy sie do siebie fizycznie ( jeszcze nie łóżkowo ). Na trzecim spotkaniu porozmawialiśmy o tym. Troche sie wyrwałem i powiedziałem jej, że traktuje ją, jako moją dziewczynę. Stonowała mnie i powiedziała, że owszem, chce sie ze mną spotykać i mnie lepiej poznać, ale ze związkiem powinniśmy poczekać. Dodała, że jak wszystko będzie dobrze i wrócę zza granicy to wtedy zaczniemy być razem. Przyznalem jej racje i w 100% to zaakceptowalem.
Wszystko zaczęło rozwijać sie bardzo szybko i bardzo dobrze. Randki, prezenty, wspólne wyjazdy i imprezy. Zero kłótni, same pozytywne wibracje. Pomimo tego że nie byliśmy parą, ona zaprosiła mnie na noc do swojego domu. Mieszka z rodzicami, którzy również byli wtedy w domu ( dodam, że to młoda dziewczyna, ma nieco ponad 20 lat ). Troche później zostałem również zaproszony na obiad rodzinny. Ona, jej rodzice, ciotka oraz brat z partnerka. Było naprawdę fajnie. Zaraz po tym obiedzie zabrałem ją do siebie do domu. Była mała imprezka, ona została na noc a dzień później mieliśmy jechać na wycieczke do kraju, w którym pracuje.
Wyjazd doszedł do skutku, niestety godzine po wylądowaniu samolotu doszło miedzy nami do drażliwej rozmowy, w której wyszło, że rozmawiając kiedyś z jednym znajomym przedstawiłem ją jako moja dziewczyne ( bylo to jakies 2,5 miesiaca po naszej pierwszej randce). Nie była z tego zadowolona, ja troszke to zbagatelizowałem i powiedziałem jej, że nie za bardzo widzę już różnice pomiedzy spotykaniem sie a byciem w związku, bo przecież śpimy razem ( nawet pod jej dachem kiedy są jej rodzice), jestem zapraszany na wspólne obiady, no i po prostu nie kryjemy sie z tym co jest miedzy nami i wiekszosc znajomych myśli, że jestesmy razem. Zrobiło sie niemiło. Powiedziała, że być moze to wszystko wydarzyło sie za szybko. Następne 2 dni byly kiepskie. Czulem sie w jej obecności niekomfortowo. Przestała być czuła i okazywać mi bliskość. Powiem wiecej, mam wrażenie, że nawet celowo odpychała mnie od siebie i wbijała szpilki. Mniej lub bardziej świadomie.
Po tych 2 dniach bylo mi przykro. Przykrość przerodziła sie w złość postanowiłem z nią porozmawiac. Bylem bliski zakończenia tej relacji i skrócenia jej pobytu u mnie, ale rozmowa okazała sie pełna emocji i ostatecznie znowu sie do siebie zbiliżylismy. Kolejne 2 dni byly zdecydowanie lepsze. Wróciła czułość, kontakt fizyczyny i seksualny. W jej ostatni dzien pobytu porozmawialiśmy jeszcze raz. Powiedzieliśmy sobie, że czujemy cos do siebie i bedziemy w kontakcie, ale damy sobie troche wiecej czasu i przestrzeni na przemyślenia. Niestety ja musialem zostac, ona wróciła ( wiedziała, że za 3 miesiace wracam do Polski na stałe ).
Po tygodniu porozmawialismy. Troche sobie wyjaśniliśmy co sie stalo, rozmowa byla owocna i mialem nadzieje, że jakos to wytrzyma do mojego powrotu na stale. Doszedlem do wniosku, że to ona zachowała sie niedojrzale i powinna teraz pokazać, że jej zalezy. Bylem otwarty i cieply na jej kontakt, ale sam raczej go nie inicjowałem. Chociaż oczywiście tez mi sie to zdarzało. Czestotliwosc naszego kontaktu zaczęła spadac. Po 2 tygodniach ciszy ( 5-6 tygodniach od jej wyjazdu ) odezwalem sie do niej. Chcialem pogadac i zapytac czy mamy ochote spedzic razem sylwestra. Byla to nasza ostatnia rozmowa. Po bezplciowej wymianie zdań o tym co slychac powiedziała mi, że u niej idzie to raczej w przeciwnym kierunku. Boi sie, że jeśli wrócę do Polski to znowu bedzie zachowywać sie tak jak przez pierwsze 2 dni u mnie. Powiedziała, że odepchnąłem ja od siebie tym, że tak szybko chciałem przypisać naszej relacji status zwiazku. I że w sumie nie czuje jakiejs dużej potrzeby dzielenia sie tym co u niej ze mną. Troche tego nie rozumiem, bo sama inicjowała te wszystkie sytuacje, które świadczyły o tym, że waga i status tej relacji sie zwiększa. Powiedzialem jej to, a ona stwierdziła, że postepowala tak jak mówiło jej serce. Kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni nie brzmiala pewnie. Używała slow takich jak chyba, moze, raczej tak, raczej nie. Az sie jej zapytalem czy my to kończymy, czy chyba kończymy, bo przestaje rozumiec. Zakończyliśmy.
Przez cala rozmowe zachowałem spokoj i nie pokazywalem emocji. Cos tam przebąkiwała ze jakbym byl w Polsce to pewnie byłoby inaczej. Minelo kilka dni. A ja po prostu zastanawiam sie co sie wydarzyło. Moge dodac ze oboje jeszcze kilka miesiecy temu bylismy w dosyc długich i poważnych związkach. Ja 2 lata, ona 4 lata. Do tego podczas jej pobytu u mnie dostała okresu, dokładnie 3 dni po tej drazliwej rozmowie, która byla początkiem konca. Co moze oznaczac PMS. Sama po czesci tak wyjaśniała swoje zachowanie. Niby nie byliśmy nawet para, ale jednak cala ta relacja trwala jakies 3.5 miesiaca a mi po prostu zaczęło na niej zależeć. Nie wiem co o tym myslec. Mimo tego jak sie zachowała, nie jestem na nia jakos bardzo zly lub obrazony. Sam siebie raczej tez jakos nie obwiniam. Czekam na opinie.
Dzień dobry. Mój chłopak jest narkomanem. Nie brał przez pół roku i od pół roku zaczął, przejrzałam mu telefon i miał portale założone i przez ostatnie dwa tygodnie mnie zdradzał z dziewczyną. Mówił, że by tego nie zrobił nigdy, jak by nie był na ćpany. Nie wiem, jak funkcjonuje mózg narkomana i myślę, że ćpanie to ćpanie a zdradził, bo chciał. On mi mówi, że pod wpływem nic go nie interesuje i jest w euforii emocji. Jest dobrym chłopakiem, ale tylko jak jest czysty. Umówiłam go na leczenie z uzależnieniem. Nie wiem, co mam myśleć.
Witam,
mój problem od zawsze i źródło wiecznych sprzeczek z mężem. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec nie miał kolegów, nie wychodził na przysłowiowe piwo. Mama też nie, nie pracowała.
Wyszłam za mąż ponad 10 lat temu. Mąż domator.
Czasami były jakieś wyjścia z pracy, ale zazwyczaj nie chodził, bo ja nie chciałam. Im dalej w naszym małżeństwie, tym większy problem się z tego zaczął robić. To nie tak, że wcale nie chodził. Chodził, ale rzadko i po naszych sporych kłótniach.
Czasami trzymałam go i płaczem prosiłam, żeby nie wychodził.
Po skończeniu magicznej 40stki coraz częściej zaczął mówić o tym, że chce mieć czas na własne hobby, że ma prawo wyjść ze znajomymi, że się stresuje jak ma mi powiedzieć o jakimś wyjściu itd. Oprócz wyjazdów służbowych i wyjść tu na miejscu doszły teraz spotkania ze znajomymi z rodzinnego miasta.
Na wszystkie chce pójść, pojechać itd.
Obecnie jest to coś, co myślę, że doprowadzi do naszego rozstania, ponieważ ja już psychicznie nie jestem w stanie tego udźwignąć. Tego napięcia, że zaraz przyjdzie i znowu będzie chciał gdzieś wyjść. A dodam, że chodzi na boks kilka razy w tygodniu, wiec ma swój czas poza domem.
Z czego wynika moja postawa? Z domu? Z tego, że u mnie w rodzinie nie ma takich problemów? Z tego, że moi rodzice uważają, że jak ktoś wychodzi wieczorem, to zdradza? Że nie wypada, bo ma żonę i dzieci to po co ma się szlajać.
Z tego, że sama jeździłam na wiele wyjazdów służbowych i widziałam, co tam się dzieje. Wreszcie z tego, że on stawia te wyjścia ponad nasze relacje. Miałam terapię, ale niewiele to dało.
I szczerze zastanawiam się, dlaczego to ja mam się zmieniać? Dlaczego mam się godzić na jego wyjścia?
Dzień dobry, mam pewien problem, a raczej taki którego sama nie zauważam. Jestem z partnerem od ponad roku, na ogół dobrze się dogadujemy, kochamy się, wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak czasem pojawiają się pewne problemy, jak w każdej relacji. Pół roku temu zaczął się u niego problem z zazdrością wsteczną, która ingerowała w jego humor, samopoczucie, ogólnie na codzienne życie. Starałam się go bardzo wspierać, dużo wysłuchałam, starałam się zrozumieć, ale dzisiaj dostałam pewną przykrą informację. Że przez ten cały czas nie zrobiłam nic, co by go podniosło na duchu. Czasem dostaje zażalenie odnośnie tego, ze nie czuje się chciany i pożądany w relacji… Ja na ogół jestem typem osoby spokojnej, trochę samotniczka. Wydaje mi się, że jego problemy są troszkę przesadne i że jest dobrze, tak jak jest. Ale skoro jesteśmy w relacji, to chodzi w niej o kompromisy i zrozumienie dlatego starałam się coś zmienić, żeby było lepiej, ale niestety wciąż słyszę ten sam zarzut. Nie wiem, w czym może być problem. Bardzo go kocham, chce z nim być, wspierać go, ale wydaje mi się, że czasem nie umiem i zawodzę bardzo na każdej płaszczyźnie

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?
Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.
