Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jako młody człowiek zażywałem środki odurzające

Jako młody człowiek zażywałem środki odurzające w postaci konopii - dość długo 15 - 24 lata. Teraz mam 26 lat i zaprzestałem korzystania. Czy takie środki mogą na stałe zmienić chemię w mózgu? Rozumiem, że pewne problemy psychiczne mogą się pojawić, ale czy skutki korzystania z tego typu środków są nieodwracalne? Pytanie to wynika, że od młodości cierpię na zaburzenia lękowe i choć mam znaczną poprawę i występują tylko nieznaczne objawy, które pozwalają mi funkcjonować normalnie - praca, sport, codzienne czynności domowe i społeczne to ciężko mi w pełni pozbyć się tych zaburzeń. Może to moja zbytnia dociekliwość, ale czy coś w tym może być, że te skutki uniemożliwiają pełny powrót do zdrowia?
Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Ja szukał bym wspólnego źródła zażywania marihuany  jak i stanów psychicznych o których wspomina Pan. 
Psychoterapia jest bardzo skutecznym narzędziem do radzenia sobie ze stanami lękowymi . Polecam. 
Wspieram również Pana dociekliwość i stawianie pytań .

Pozdrawiam serdecznie

Piotr Karpiński 

Usunięty Specjalista_tka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Marek Dudek

Marek Dudek

Dzień dobry,

To bardzo dobrze, że jest Pan dociekliwy, w końcu to chodzi o Pana zdrowie więc warto zadawać pytania. Jeśli nie powrócił Pan do pełni zdrowia i w związku z tym odczuwa Pan dyskomfort, to warto sobie pomóc. Ze stanami lękowymi dobrze radzi sobie psychoterapia lub wdrożone leczenie farmakologiczne.

Pozdrawiam

Marek Dudek

Dorota Kuffel

Dorota Kuffel

Dzień dobry, ja także poszłabym w kierunku poszukiwania wspólnego źródła lęków i zażywania marihuany. W procesie   terapeutycznym skupiłabym się na chwili obecnej, przyglądając się w jaki sposób pojawiają się reakcje lękowe u Pana. Zakładam, że doświadczał Pan lęku, w formie, którą Pan ocenia jako nadmierną czy nieadekwatną, zanim zaczął używać THC. Owszem substancje psychoaktywne mają ogromny wpływ na działanie mózgu, a jednocześnie mózg jest bardzo plastyczny. Jest Pan bardzo młody. Psychoterapia jest czasem długotrwałym procesem, trudnym, ale też przynoszącym nieocenione korzyści, nowe perspektywy i trwałe zmiany. Trwalsze niż te z THC;)

Pozdrawiam

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Dziwne uczucia przy oglądaniu filmów o smokach – a autyzm i dorosłość
Kiedy myślę o smokach w locie (jadąc na smoku lub będąc smokiem) czuję naprawdę dziwne uczucie w ciele. To połączenie ekstazy z mrowieniem i gnieceniem w ciele. Jeśli ekstaza jest zbyt duża zaczynam pocierać pięściami o twarz. Dodam że jestem autystyczna i przejawiam takie zachowania od dzieciństwa. Za każdym razem kiedy oglądam jakiś film o smokach to czuję to dziwne uczucie w ciele. Niektórzy ludzie wyznają różne wierzenia duchowe jak np. therianie którzy wierzą że mentalnie lub duchowo nie są ludźmi, tylko czymś innym np psami, ja nie wyznaję tego. Dla mnie to głupota i nie wierzę że tak naprawdę jestem smokiem. Mam 23 lata, ale przez autyzm często zachowuje się jak nastolatka i bardzo ciężko jest mi wydorośleć.
Napady lęku po omdleniu- na tyle boję się kolejnego takiego zdarzenia, że gdziekolwiek jest duszno od razu skacze mi tętno i czuję napad lęku.
Witam, chciałabym dowiedzieć się jak łatwo i skutecznie mogę radzić sobie z atakami paniki czy nieuzasadnionym lękiem. Od około dwóch miesięcy zaczęłam przejmować się zdrowiem po tym jak pierwszy raz w życiu spadł mi cukier do tego stopnia, że prawie zemdlałam. Nie mam żadnych problemów z cukrem, ale mam insulinooporność (wysoki poziom insuliny), która może prowadzić do cukrzycy, więc bałam się czy to nie jest już początek cukrzycy. Mimo dużej ilości wizyt u lekarzy, którzy powiedzieli, że nic mi nie jest, nadal bardzo na siebie uważałam, nie raz oddalając się przez to od znajomych i życia dookoła mnie. Parę tygodni potem lęk o zdrowie znacznie zniknął, ale niestety pojawiły się inne, np. gdy zrobiło mi się duszno w łazience pod prysznicem. Od tego czasu zawsze, gdy tam wchodzę, tętno skacze mi do 120- 130, nawet kilka razy do 150!, czyli zakładam, że to po prostu panika przed ponownym zdarzeniem się tej sytuacji. Zawsze lubiłam długo przebywać w tym pomieszczeniu a teraz wszystko robię jak najszybciej byle tylko wyjść z tej "duchoty". Nawet jak zostawię uchylone drzwi, przez które na pewno wpływa powietrze to moja głowa nadal twierdzi, że jest zbyt duszno. Tak samo teraz- jestem chora na covid przez co jestem osłabiona i raz źle poczułam się w kuchni, więc kolejne pomieszczenie powoduje u mnie stres. To jest chyba jeszcze bardziej uciążliwe (bo w łazience wystarczy, że szybko wejdę pod prysznic i już) bo zawsze lubiłam i nadal lubię gotować, pomaga mi to nie raz w relaksacji, ale po jakimś czasie muszę wstać od jedzenia po to by nie zwariować.:( Przy takich stanach czasami też mam niewielkie poczucie odrealnienia, które mija praktycznie od razu ze spadkiem tętna i uspokojeniem się. Poczytałam trochę o tym i myślę, że mogą to być w jakimś sensie ataki paniki, ale nie chcę oczywiście sama się diagnozować, dlatego liczę na jakąś radę co robić i czy warto iść do specjalisty. :)
Napady lęku po stracie bliskiej osoby i wpływ zachowań kompulsywnych u partnera
Witam, nie wiem od czego zacząć ale muszę gdzieś napisać a już nie raz uzyskałam od was odpowiedź lub trochę otuchy. Od pewnego czasu nic mnie nie cieszy. Chodzę do pracy, uprawiam sport, raczej nic nie robienie mnie męczy i nie mam tak że leżę i nic mi się totalnie nie chce. Nie mogę zrozumieć siebie, mam napady lękowe znikąd np ostatnio pod prysznicem.. dzieje się coś złego ze mną od momentu gdy zmarła moja babcia. Od tamtej pory boję się że komuś z rodziny coś się stanie lub że ja umrę i mam ogromny strach przed własną śmiercią lub najbliższych. Boję się że tak będę miała już zawsze. Moja babcia dożyła pięknego wieku i co najgorsze nie chciała umierać ona chciała żyć, mówiła to do naszej rodziny wprost i to tak utkwiło w mojej głowie że nie mogę się tego pozbyć. Dodatkowo mam problemy z przełykaniem a ostatnio zaczęły się nasilać. Miałam epizody zadławienia się kilka razy ale z czasem ten strach przed przełknięciem przechodził, teraz jest cały czas od jakiś dwóch miesięcy. Wiem że to siedzi w mojej głowie bo czasem jak o tym zapomnę jem normalnie.. i często ostatnio miewam niepohamowane napady złości o błahostki. Kiedyś byłam cierpliwa a teraz coś się zmieniło.. Dodatkowo jeszcze chciałabym zapytać o radę. Zauważyłam ostatnio u bliskiej mi osoby z którą mieszkam na codzień zaburzenia. Sprawdzanie po kilka razy rzeczy lub pytanie mnie czy dobrze wykonało dany ruch. Czytałam że to zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Gdy ja siedzę na telefonie pyta po kilka razy co robię na nim lub czy wszystko dobrze . Jest to bardzo uciążliwe na codzień a gdy nie chce odpowiedzieć lub źle odpowiem obraża się lub złości. Być może moje samopoczucie to skutek tego co się dzieje z moją bliską mi osobą. Po rozmowie nie dopuszcza do myśli że poszlibyśmy do specjalisty z tym problemem, na wszystko ma wytłumaczenie i twierdzi że obca osoba nic nie pomoże. Proszę o jakieś rady..
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia.
Mam 26 lat. Jestem mężczyzną. Potrzebuję pomocy. Straciłem chęci do życia. Nie uważam, żebym był brzydki. Powiem więcej - podobam się sobie. Jednakże, nie czuję się atrakcyjny. Ukończyłem studia wyższe uzyskując tytuł magistra informatyki. Pracuję na ten moment, jako Tester oprogramowania. "Chciałbym" startować na stanowisko młodszego programisty. "Chciałbym" umieściłem w cudzysłowie, gdyż tak naprawdę nie wiem, czego chcę już. Nigdy nie chciałem być programistą. Na studia Informatyki poszedłem z braku innego pomysłu oraz presji. Wiem, że to dość typowy przypadek. Programowanie, po prostu, najbardziej mi się spodobało ze wszystkiego w trakcie studiów a dodatkowo jest to zawód raczej dobrze płatny. Moim zamiłowaniem jest muzyka, a konkretniej jestem gitarzystą. Zamiłowanie do instrumentu zaczęło się w gimnazjum. Szybko odkryłem, że mam ponad przeciętne predyspozycje (pragnę, żebyście mi tu uwierzyli, znam się na rzeczy). Kochałem komponować utwory, zawsze zależało mi, aby były złożone, pomysłowe i atrakcyjne dla muzyków (a przede wszystkim dla mnie) do grania. W ten sposób umiałem się uzewnętrzniać. Na studiach dostałem się do składu zespołu muzycznego. Chłopaki byli dla mnie jak druga rodzina. Zawsze jednak grałem trochę w innym klimacie niż oni. Jednakże osobiście uważałem, że nie gryzie się to z resztą, jako całokształt. Chłopaki zwykle byli innego zdania, więc musiałem walczyć o każdy swój pomysł, zazwyczaj wychodziłem zwycięsko i pomysł przechodził dalej. Czułem, że uczę się walczyć o swoje, co nigdy mi nie przychodziło z łatwością. Po około 3-4 latach kilka miesięcy po rozpoczętej pandemii, zaczynałem czuć się gorzej psychicznie. Czułem się tragicznie przez to, że staliśmy w miejscu. Brak występów, nagrane dopiero ze 3 kawałki (żaden z moich pomysłów) a mieliśmy ich więcej naprawdę porządnych i dopracowanych kawałków. Zacząłem naciskać, że powinniśmy iść do studia nagrywać resztę. Zaproponowałem nawet, że mogę za nas założyć na początek. Jednocześnie zdarzało mi się dziwnie izolować na próbach od reszty, z powodów problemów na tle psychicznym, co zaowocowało niedługo wyrzuceniem mnie z zespołu. Był to dla mnie straszliwy cios. Jakby sens mojego życia przestał istnieć. Płakałem, jak gdybym umierał i nie mógł nic zrobić. Od tamtej pory (minęły jakieś 3 lata) na przemian czuję się zmotywowany i przegrany tak, jak teraz. Na ten moment jestem w dwóch zespołach. W jednym gram 2 lata - kompletnie nie mój gatunek muzyczny, ale szedłem z założeniem, że może mi to pomóc kiedyś złożyć zespół jaki pragnę (poznam ludzi itp), lecz z każdą próbą czuję się gorzej, a nie umiem odejść. Drugi zespół od niedawna, podchodzę z dystansem i choć gatunek zdecydowanie bliższy mojemu to znowu widzę, że będę musiał walczyć o swoje pomysły. Mam swoje własne pomysły i strasznie ciężko mi jest znaleźć osoby, którym się to podoba i też jest to ich styl. Jak znajduję, to zazwyczaj nie udaje mi się do końca całej kapeli złożyć, dlatego najłatwiej mi jest próbować się dostawać do zespołów już kompletnych poszukujących gitarzysty (tak jak to było z tymi dwoma). Mam jeszcze inne pasje i boję się je wyjawić, gdyż jest to tak charakterystyczne połączenie, że jeśli ktoś z moich znajomych to przeczyta to od razu będzie wiedział, kto jest autorem. A wtedy prywatność zostanie naruszona. Więc powiem tylko tak, że jest to sport fizyczny indywidualny. Od dziecka chciałem to trenować, ale rodzice mnie nie zapisali. Dopiero na studiach sobie o tym przypomniałem. Jestem w topce w Polsce z dużymi szansami na mistrzostwo. Myślę o byciu instruktorem, jednakże jest to sport niszowy i pieniędzy z tego praktycznie nie ma. A na pewno nie dużych. Lubię się uczyć języków obcych. Zawsze sprawiało mi to frajdę. I mam też kilka innych hobby, ale nie chcę dla dyskrecji się tym dzielić. Nie mam dużo przyjaciół. Właściwie mam jednego, który jest introwertykiem i bardzo rzadko mam z nim kontakt. Czuję się bardzo samotny. Bardzo! Większość czasu spędzam sam. Jedyny kontakt z ludźmi mam na zajęciach dyscypliny sportowej, którą trenuję. Dziewczynę miałem raz w życiu, w liceum. Z początkiem studiów, oddaliliśmy się od siebie i mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem wtedy, lecz po pół roku doszedłem do siebie. Czułem, że wiele mnie to nauczyło. Zdaje mi się, że nie umiem nawiązywać kontaktów z innymi ludźmi a przynajmniej do takiego stopnia, żeby chcieli być moimi przyjaciółmi. Raczej wszystko kończy się po prostu na dobrej znajomości. Odkąd pamiętam, mam złe stosunki z rodzicami. Ojciec prawie ze mną nie rozmawia. Przykro mi, że nie otrzymałem od nich większego wsparcia. Wielokrotnie mówiłem o tym, że co innego mi w duszy gra niż Informatyka i że cierpię studiując. Matka mi radziła, żeby to zdać dla bezpieczeństwa a potem pomyśleć o czymś innym. Inni moi znajomi co byli ze mną na kierunku odchodzili po pierwszym semestrze orientując się w tym jak studia wyglądają (przynajmniej na naszej uczelni). W tym momencie robią to co lubią a nie jest to wcale nic takiego. Część z moich z moich znajomych się nawet z tego śmiała, ja zawsze byłem jednak pod wrażeniem. Ja sam nie zdecydowałem się na odejście ze względu na to, że w przeciwieństwie do ów znajomych, co odeszli, mi dobrze szło na studiach. Zdawałem egzaminy. Zawsze sobie też stawiałem ambitne wyzwania. Myślę, że te rzeczy mnie powstrzymały. Wracając do rodziców, nie wspierali mnie w moich pasjach. Nie pomagali zrozumieć, że mogę robić w życiu to co lubię. (Jeden z moich znajomych jest zawodowym muzykiem - postawił na to po prostu, nie bał się). Więc ja zawsze się bałem postawić wszystko na moją pasję. Mam wrażenie, że brak kontaktów z ojcem, brak okazywania miłości z jego strony sprawił, że mam problemy w kontaktach między ludzkich (mam wrażenie, że skoro ja go nie ciekawię, to nikogo nie ciekawię). Wstydzę się też chwalić swoimi osiągnięciami, swoimi twórczościami. Po wyrzuceniu mnie z zespołu zacząłem chodzić na terapię do psychoterapeuty, czułem się na niej wielce nierozumiany i że jestem tam po to, żeby dawać pieniądze. Zmieniłem więc psychoterapeutę. Drugi raz czułem, że to strzał w dziesiątkę. Była to starsza już pani, ale czułem od niej ciepło i troskę. I faktycznie przez pewien czas czułem poprawę. Jednakże problemy moje wróciły ze zdwojoną siłą. Myślę, że starczy już. Sytuacja, w jakiej się teraz znajduję, jest taka, że nic a nic nie ma dla mnie już sensu. Mam 26 lat, a czuję się, jakbym miał już 60, jakby wszystkie drzwi się już przede mną zamknęły. jak w dniu świra, że ja jestem głównym bohaterem tego smutnego filmu. Że mój potencjał się już stracił. Muzykę, choć kocham, to nie mam już motywacji by to robić, straciłem nadzieję a bez tego czuję się jak bez tożsamości. Praca, sport, hobby, muzyka - wszystko dla mnie jest bez sensu. Choć nie chcę tego, myśli samobójcze przychodzą mi do głowy, i to mnie niepokoi. Bo wiem, że wizja samobójstwa mnie przeraża i nie chcę tego robić, ale kto wie do czego ból mnie doprowadzi. Bardzo, bardzo błagam o pomoc. Pozdrawiam, przepraszam, że takie długie
Czy normalne, że po roku terapii psychodynamicznej czuję się gorzej?
Czy to normalne, że w sumie po wizycie (terapia psychodynamiczna) jest mi od niedawna w jakiś sposób gorzej? Uczęszczam na ten rodzaj terapii od roku i dopiero niedawno, czując że właściwie wszystko przez ten cały czas co chciałam, to wyraziłam, teraz jakby nie wiem co ze sobą zrobić. Przed pójściem do terapeutki nie wiem o czym mówić, w trakcie zawsze wyjdzie jakoś mi łatwo z samej siebie jakiś temat, ale to tak, jakbym mówiła te tematy i one ciągle się zapętlały. Tak, jakby nic się nie zmieniało jak myślę o tym, ale ogólnie to czuję się o wiele lepiej niż rok temu (albo może to działanie zwiększonej dawki leku). Chyba jedynym sposobem na bycie szczęśliwą jest niemyślenie o sobie, teraz do takiego wniosku dochodzę, oraz zajmowanie się tylko pracą. Z drugiej strony boję się, że jakbym zrezygnowała z tej terapii, to odczułabym jednak różnicę i byłoby mi gorzej po pewnym czasie. Próbowałam terapii poznawczo-behawioralnej ale ona do mnie nie przemawiała, bo wyglądała jak lista zadań do wykonania żeby się zmienić, ale mi nic to nie dawało bo czułam jakbym wykonywała jakiś obowiązek względem świata Chciałabym mieć taką motywację do działania i taki spokój na co dzień jaki mam z lekiem (150 mg Velaxin) ale nie bede chyba brać tego leku całe życie.. Potrzebuję porady, jak to zazwyczaj u pacjentów wygląda. Oczywiście też porozmawiam o tym z moim terapeutą
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.