
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Złe relacje ojca z...
Złe relacje ojca z 17-latkiem
Piotrek
Usunięty Specjalista_tka
Wspieram Pana w skorzystaniu z pomocy specjalisty, myśli samobójcze to ważny sygnał ku temu. Sprawy relacji z synem może Pan przejrzeć również na sesji indywidualnej psychoterapii lub z psychologiem.
Pozdrawiam
Piotr
Usunięty Specjalista_tka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
TwójPsycholog
Dzień dobry,
Po pierwsze myśli samobójcze to poważna sprawa, która wymaga interwencji lekarskiej - proszę pilnie zgłosić się do lekarza psychiatry i omówić z nim tę kwestię.
Po drugie: wygląda na to, że ze względu na napięcia i różnice w reagowaniu na zachowania syna pomiędzy Panem a żoną, trudno jest Wam zobaczyć, co stoi za takim, a nie innym zachowaniem syna. Trudno potraktować to, co widzicie jako objaw trudności, które przeżywa. I nie ma się co dziwić - takie zachowania w odbiorze wywołują wiele trudnych uczuć, głównie złości. Ale warto je potraktować jako wołanie o pomoc, o uwagę, o obecność, nie tylko w roli kontrolera i rozliczającego przewinienia, ale w roli towarzysza zainteresowanego tym, co się u nastolatka dzieje. Dorastanie to czas intensywnych zmian fizycznych i psychicznych, które trudno ogarnąć samemu. Ponadto to czas stawania się dorosłym i niezależnym człowiekiem. A więc szukania drogi do tego, żeby żyć po swojemu. Jest to rozwojowe i wpisane w ten okres życia. To dynamiczny proces i dlatego tak ważne, aby dorosły rozumiał, że niedojrzały jeszcze układ nerwowy nie zawsze nadąża za tym, co się dzieje.
Wydaje się, że jeśli Pan zaopiekuje się sobą i swoimi emocjami będzie Panu łatwiej towarzyszyć w tych zmianach synowi. Życzę powodzenia

Zobacz podobne
Właśnie po 17 latach małżeństwa żona ode mnie odeszła, wyprowadziła się z dziećmi. Wina leży w większości po mojej stronie, krytykowaniu jej, moim nerwowym zachowaniu i zdarzającą się agresją po upojeniu alkoholowym. Kilkukrotnie się poszarpaliśmy lub np. wykręciłem jej rękę, najgorsze, że na drugi dzień nic z tego nie pamiętałem. Nasze relacje bywały różne, raz lepiej raz gorzej. Byłem też o żonę często zazdrosny, nie lubiłem jak wychodziła gdzieś na imprezy z koleżankami. Po ostatniej takiej sytuacji, gdy wróciłem pijany i podczas kłótni wykręciłem jej rękę, postanowiła, że się wyprowadzi. Na początku mówiła, że potrzebuje czasu, żeby zobaczyć czy za mną zatęskni, ale mijał drugi tydzień i naciskałem, żeby się określiła co dalej i podczas rozmowy powiedziała, że nie tęskni i że nic do mnie nie czuje. Nie wiem czy to przez to, że naciskałem na nią i potrzebuje więcej czasu. Ja nie mogę się z tym pogodzić, bo ją bardzo kocham i nie dochodzi to do mnie. Nie mogę spać, straciłem mocno na wadze, mimo że staram się jeść normalnie. Ciężko mi się zmusić do czegokolwiek, stałem się obojętny. Tęsknię też mocno za dziećmi, choć widuje je, a dzieci sypiają u mnie, jeszcze nie wiedzą co zaszło. Dopiero teraz po kolejnych nieprzespanych nocach i przemyśleniach doszło do mnie jak skrzywdziłem moją żonę. Nieraz wcześniej mówiła, że to ostatnia szansa na moją zmianę, ale jakoś to do mnie nie dochodziło. Bardzo mi zależy na naszej rodzinie, na mojej żonie i chciałbym to wszystko odbudować, tylko że moja żona mówi, że już nic do mnie nie czuje. Czy to możliwe, że mogło jej uczucie do mnie całkiem wygasnąć? Jest szansa na uratowanie naszego małżeństwa? Czy to jeszcze za szybko i potrzeba czasu? Co mam robić?

