Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
100 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,7
na podstawie kilkuset opinii
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Wstecz

Nie pamiętam kiedy szczerze się z czegoś cieszyłam...

Katarzyna

Będzie długo, ale muszę. Witam, mam 46 lat, nieco ponad 20 lat pracuje w szkole, w tym od 12 lat na stanowisku pedagoga szkolnego, ok. 400 uczniów. Mam rodzinę: męża, syna 15 latka, własne mieszkanie, stały dochód. Wydawałoby się że nie powinnam narzekać... A jednak czuje się totalnym przegrywem. Odkąd pamiętam byłam dzieckiem zakompleksionym, ale przy tym bardzo samodzielnym, bo mnie i siostrę wychowywała mama. Jako nastolatka moje kompleksy nasilały się a alkohol w rodzinie powodował że miałam poczucie winy za wszelkie żale jakie mama czasem na mnie wylewała. Ojciec bywał w domu kilka razy w roku, pracował w kopalni, był alkoholikiem. W szkole średniej dobrze się czułam, bo miałam zgrane grono koleżanek, chłopaków nie miałam, bo zwyciężały moje kompleksy. Gdy poszłam na studia pedagogiczne- na Śląsku, aby ojciec choć trochę pomógł mi finansowo, wtedy starałam się wszystko trzymać w ryzach, a by nie zawieść pokładanych przez rodziców we mnie nadziei... Jedyna z rodziny wyżej wykształcona... I owszem, noty były wysokie, studia pięknie zdane, ale wyhodowałam sobie anoreksję. Trwało to jakieś 3-5 lat, po skończeniu studiów przeszło w bulimię - kolejne 2-lata. Szybko zaczęłam pracę, ale nie w szkole, tylko gdzie się dało aby być samowystarczalną. Potem praca w szkole, przez pierwsze kilka lat miałam poczucie , że ja w szkole jestem tylko na chwilę , bo czuję że do niej nie pasuje. Ale w międzyczasie poznałam swojego obecnego męża, potem ciąża, ślub. Cieszyłam się, bo lekarze nie dawali mi szansy, że zajdę w ciążę. W końcu nadeszła propozycja abym objęła etat pedagoga. Zgodziłam się, choć się panicznie bałam, że sobie nie poradzę. Przed pracą musiałam wypalić papierosa. Na szczęście rzuciłam palenie zupełnie. Stres w pracy towarzyszy mi bardzo często. Jeszcze kilka lat temu stres spalałam poprzez sport: chodzenie na spacery, z koleżankami na kijki, ćwiczyłam w domu z Chodakowską. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć gdy musiałam zająć się schorowaną mamą, zamieszkała ze mną, a ja czując że potrzebuje więcej krzepy przy opiece nad mamą zaczęłam ćwiczyć aby się wzmocnić. Mama zmarła 7 lat temu, pochowałam ją, siostra przyjechała tylko na chwilę na uroczystości pogrzebowe bo dostała przepustkę z ZK... W pracy bardzo dużo obowiązków i dochodziły nowe, bo się na to zgadzalam... Aby pokazać że nikogo nie zawiodę.nWtedy miałam pierwszy raz w życiu epizod ataki paniki. Nadeszła pandemia i pomyślałam że to nawet lepiej bo odpocznę od środowiska szkolnego, ale grubo się pomyliłam. W rodzinie- syn cały prawie dzień przy komputerze, ja zresztą też... Mąż który swoją frustrację zaczął wyładowywać na synu. Załamałam się, bardzo często w nocy płakałam, problemy ze snem. Po pandemii wróciliśmy do szkoły, nadeszły wakacje i myślałam że też wszystko wróciło do normy. Ale poczucie smutku i pustki wcale nie znikło, wrex narastało. Postanowiłam że zasięgnę pomocy u psychologa, bo mogą to być symtopmy depresji. Poszłam na 2 spotkania z psychologiem, ale właśnie wybuchła wojna na Ukrainie i dopadłanie myśl, że sobie coś wkręcam. Ludzie właśnie przeżywają prawdziwe dramaty, jest wojna a ja będę pieniądze na pierdoły wydawać, bo nie mam z kim porozmawiać. Więc terapię przerwałam. Już wtedy poważnie myślałam o zmianie pracy, czułam że to wypalenie zawodowe. Ale przecież gdzieś pracować trzeba, rachunki połacić. Poza tym inni majalą gorzej a ja się nad sobą użalam. Rok temu syn nie zdał w kl. 1 liceum, powtarza klase... To mnie trapi okrutnie dodatkowo. Jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że szkoła to nie jest miejsce dla mnie-jestem już szczerze zmęczona rozwiązywaniem problemów cudzych dzieci i ich rodziców. Gdy w wakacje widzę gdzieś skupisko dzieci to mam ochotę uciekać. Trzy lata temu zapisałam się na język niemiecki, bo chciałam go podszkolić abym miała lepsze perspektywę innego zatrudnienia. Ale gdzieś od kwietnia tego roku coś we mnie pękło: już nie mam siły się starać, porzuciłam niemiecki tłumacząc sobie że i tak nie odwaze się porzucić szkoły, bo przecież nic innego nie potrafię robić. Nie mam ochoty na sport, a o seksie już nie wspomnę, nie istnieje. Bardzo mało rozmawiam z mężem, z synem też nie zadurzo, bo twierdzi że nasze rozmowy i tak zawsze kończą się nagabywaniem go o naukę, odrabianie lekcji etc. Czuję pustkę, do pracy chodzę, wypełniam swoje obowiązki, dyrekcja cały czas mnie chwali za zaangażowanie a ja czuję że się za chwilę udusze. W nocy często myślę, że dobrze by było abym na coś poważnie zachorowała, wtedy odpoczelabym od szkoły. Boje się powiedzieć dyrekcji, że bardzo chciałbym skorzystać z urlopu zdrowotnego. Działam w trybie autopilota, nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się z czegoś cieszyłam. Nawet czytanie książek mi nie idzie, bo czuję że niewiele pamiętam z tego co przeczytałam. Dlatego też rzuciłam dalszą naukę niemieckiego, bo nic z tego nie pamiętałam. Jeszcze parę miesięcy temu syn często pytał: Mama, co ty taka smutna? Teraz już nie pyta, już mu to spowszedniało. Nie chcę aby taką mnie zapamiętał, przez to czuję że jako matka bardzo nawaliłam. Strecilam wiarę, straciłam sens, ot taka sobie przykra wegetacja...
Zdjęcie Milena Miszkiel

Milena Miszkiel

Psycholog
5 odpowiedzi na forum

Witam Pani Katarzyno

Przeczytałam Pani wpis i widzę, że dużo trudnych rzeczy zadziało się w Pani życiu. Na chwilę obecną wyłania się z tego dość spory chaos, ale to co przychodzi mi na myśl, to jak najbardziej wsparcie terapeutyczne jest wskazane.
Rozumiem myśli, które u Pani się pojawiały, że “ludzie mają ważniejsze problemy”, które skutkowały rezygnacją z terapii. Proszę jednak pamiętać, że aby mieć siłę pomagać innym, powinniśmy dbać o siebie i dotyczy to każdej osoby. Są rzeczy na które nie ma Pani wpływu (jak wojna na Ukrainie), ale ma Pani wpływ na siebie i na swoje decyzje - a w konsekwencji na swój świat, w którym ma Pani siebie, rodzinę, pracę, pasje... I właśnie podczas terapii o tych wpływach i zasobach można rozmawiać. Tak jak Pani na końcu napisała, że nie chce by syn Panią taką zapamiętał, to pierwszym krokiem jest zacząć pracę od siebie. Tu jest Pani wpływ.
Na początek można przyjrzeć się obszarom, które chciałaby Pani zaopiekować w pierwszej kolejności. Na jednym spotkaniu terapeutycznym nie ma możliwości ogarnięcia wszystkiego, ale małymi krokami, w dłuższym czasie, jak najbardziej. Jeśli uporządkuje Pani na początku, od czego chce Pani w tym momencie zacząć swoją pracę terapeutyczną (relacja z synem? z mężem? a może praca? praca nad stresem? itd.), jest szansa, że powoli będą się dziać małe zmiany. A te małe zmiany w jednym obszarze będą miały wpływ na inne. 
Proszę ponownie rozważyć wsparcie psychologiczne. Jest Pani ważną osobą dla swojej rodziny, a szkoda, żeby miała Pani nie odzyskać sensu życia i ciągle tkwić w poczuciu "wegetacji". Do Pani należy decyzja - to jest również Pani wpływ. Być może nawet to jest pierwszy krok do zmiany - pójść do psychologa.
 

Życzę Pani wiele dobrego.

mgr Milena Miszkiel

psycholożka i seksuolożka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.

Zobacz podobne

Brak motywacji i strach przed porażką po niezdanym egzaminie na prawo jazdy
Czuje się jak przegryw codziennie mam już dość życia i jest tylko gorzej wszystko zaczęło się od tego że poddałem prawo jazdy po 8 nieudanych razach 4 lata temu i do tej pory boje się spróbować ponownie. Dalej mieszkam z rodzicami pracuje w tej samej kategorii od 4 lat generalnie po prostu zawiodłem nie mam planu nie mam siły na nic po prostu jestem przegrywem widząc tych wszystkich ludzi co są normalni nie wiem studiują coś robią normalnie mogą jeździć bie boją się a ja nic mam dość życia nic mi nie sprawia radości
16 odpowiedzi
Natrętne myśli o zrobieniu komuś krzywdy a prawo jazdy - czy to OCD i czy zaczynać kurs?
Witam, mam 16 lat i od ok. 4 lat zmagam się z natręctwami na tle religijnym, higienicznym i bezpieczeństwa swojego i innych. Od mniej więcej 3 tygodni doszła do tego kwestia natrętnych, intruzywnych myśli odnośnie robienia innym krzywdy. Początkowo byłem pewny że nie chcę ich wprowadzać w życie i nikomu nie chcę zrobić krzywdy ale z czasem mam coraz większe wątpliwości czy kiedyś w końcu którejś nie zrealizuję, mimo tego że nie planuję nic takiego zrobić. Najbardziej tyczy się to tego, że chciałbym niedługo zacząc robić prawo jazdy i od rozpoczęcia kursu ciągle powstrzymuje mnie myśl że kiedyś mógłbym po prostu np. w kogoś wjechać, bez żadnego powodu.Ostatecznie, po rozmowie z rodzicami stwierdziłem że to tylko mysli i nie są równoznaczne z działaniem, z resztą gdy jadę rowerem to mimo że czasem mam taką myśl to czuję że tego nie zrobię. Ale znowu gdy jechaliśmy tego samego dnia samochodem przerażała mnie myśl że tak niewiele dzieli nas od wjechania komuś na czołówkę i to że gdybym to ja kierował to musiałbym się z tą myślą zmagać. Czy to oznacza że nie powinienem obecnie zaczynać kursu ze względu na ryzyko takiego czynu czy właśnie lepiej doświadczyć jazdy samochodem i sam się przekonać czy stanowi to jakieś zagrożenie?
7 odpowiedzi
Czy wracać do byłego męża po zdradach, depresji i PTSD, gdy boję się znów zaufać?
Ponad 30 letni związek małżeński zakończony rozwodem z jego winy bo przez bardzo wiele lat miał podwójne życie. Za mną głęboka depresja, PTSD, oddział psychiatryczny, ponad trzy lata terapii (leki i psycholog) , trzykrotna próba ratowania związku zakończona kolejnymi zdradami. Od dwóch lat nie jesteśmy razem. Teraz on znów chce wrócić. A ja sama nie wiem czy tego chcę. Raczej się boję. Mieszkamy w jednym domu, w dwóch mieszkaniach, mamy dorosłe dzieci, wnuki. Widujemy się przez to. I gdzieś to serce bije mocniej jak on jest blisko a rozum mówi co innego. On twierdzi, że się zmienił, że teraz wie co jest i kto ważne. Dzieci (dorosłe) boją się, że ja znów zrobię sobie nadzieję a to i tak nie przetrwa bo jak twierdzą "stary to oszust". Za dużo złego się wydarzyło przez ostatnie lata. Jakiś czas temu zaczęłam się z kimś spotykać i to inny związek związek, pełen spokoju a ja nie potrafię się przystosować bo moim życiem w związku zawsze rządził chaos. Czasem myślę, że oszukuję tego człowieka i czuję się z tym podle. Wciąż tęsknię za byłym mężem choć wiem, że nie jest w stanie zapewnić mi poczucia bezpieczeństwa choćby finansowego. Zaufać też byłoby bardzo bardzo ciężko.
10 odpowiedzi
Nie potrafię wybaczyć sobie nieskończonych studiów. Ze względu na szansę, którą miałam kiedyś, zasoby, predyspozycje.
Nie skończyłam studiów (beznadziejnie łatwych, które można było przejść bez wysiłku). Czuję się z tym "niepełnie" i źle. X lat temu założyłam sobie, że zrobię karierę naukową. Rzekomo miałam ku temu predyspozycje w wybranej dziedzinie. Niestety - trwale podkopał mnie warunek z jednego przedmiotu. Moi znajomi nic o tym nie wiedzą, wszyscy myślą, że mam tytuł magistra. Od lat wydaje mi się, że nie zasługuję na szczęście. Nie, nie pójdę na studia w późniejszym wieku. Po pierwsze uważam, że jestem na nie za stara (nie, nie przekonują mnie historie, że ktoś tam w wieku 50 lat skończył studia. To mnie wręcz dobija). Po drugie nie mam ku temu zasobów. Po trzecie nie mogę wybaczyć sobie tego, że nie wykorzystałam szansy będąc jeszcze na utrzymaniu rodziców. Co mam z tym zrobić? Jak z tym dalej żyć?
2 odpowiedzi
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego.
12 lat temu zmarła nagle moja mama nie wstała z nocy. Mocno to przeżyłam chodziłam, przez jakiś czas do psychologa szkolnego. Później brat zerwał ze mną i z ojcem kontakt. Cztery lata temu dostałam informację że mój brat nie żyje popełnił samobójstwo. Od tamtej pory nie mogę sobie z tym poradzić. W tamtym roku poszłam nawet do psychiatry byłam na zwolnieniu 3 miesiące i przyjmowałam leki ale nie zauważyłam większej poprawy. Jedynie teraz nie mam ze snem problemów i nie mam myśli samobójczych. Ale dalej myślę o moim bracie o tym co się wydarzyło mam wahania nastrojów raz się śmieje raz płacze. Jestem bardzo nerwowa szybko się złoszczę o najmniejszą drobnostkę od razu cala się trzęsę. Dwa lata temu też poroniłam ciągle cos jest nie tak. Czasami nie mam już na to wszystko siły. Jak mam sobie z tym poradzić?
3 odpowiedzi
Wezwanie karetki psychiatrycznej w akcie zemsty - co robić?
Witam!Mam pytanie,co zrobić,gdy w akcie zemsty ktoś chce wezwać na mnie karetkę psychiatryczną?Zamknęłam się w szpitalu na własne życzenie kilka lat wstecz,bo przeżyłam kryzys nerwowy a teraz ktoś to wykorzystać chce,że tam byłam i chce ze mnie zrobić wariatkę ,wezwać karetkę po to by mnie tam zabrała znowu,bo nie chcę z nim ani nikim seksu uprawiać czy wpuścić do domu swojego przykładowo,bo tak sobie zażyczy?Jak mam się zachować,gdy taka sytuacja rzeczywiście nastąpi?Odczuwam lęk i czuję się niezbyt bezpiecznie.
2 odpowiedzi

Materiały wspierające

Warto przeczytać

Sprawdź też

Ilustracja: dziecko zza drzwi pokazuje rysunek kucającemu tacie

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.