Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Męczy mnie zazdrość i ból, gdy przyjaciółki wchodzą w związki i się ode mnie oddalają.

Jestem panicznie zazdrosna/zawistna, że przyjaciółki wchodzą w związki Od lat otaczam się wieloma, bliskimi przyjaciółkami. Większość z nich po jakimś czasie wchodzi w związki i oddala się, bo nie spędzamy już tyle czasu ze sobą (mimo że mówią mi, że nic się między nami nie zmieniło). Ostatnio została mi jedna przyjaciółka singielka - razem zwiedzałyśmy świat, ciągle się widziałyśmy. Niestety weszła teraz w związek, a ja, żeby siebie nie ranić, staram się nie pisać do niej, unikam spotkań - nie wiem czemu tak reaguję, chronię chyba swoje emocje. Za każdym razem jak mówi o tym jaki nowy partner jest wspaniały, czuję aż mdłości, albo jakby coś mnie kłuło w środku. Raz nawet porysowałam swoje auto, bo byłam tak zestresowana tą sytuacją, że straciłam panowanie na parkingu. Oczywiście można wywnioskować, że jestem sama, mimo że aktywnie szukam partnera i marzę o rodzinie, to ciągle zmagam się z przykrymi sytuacjami: ghosting, oszukiwanie itp. Mam dość odczuwania tej zazdrości a właściwie zawiści - bo, mimo że to okropne to wolałabym, aby przyjaciółki były singielkami jak ja. Okropnie jest żyć z takim uczuciem. Zwłaszcza, że nie wiem czemu im się ciągle przydarzają dobre związki, a mi nie. Od razu zaznaczam, że jestem osobą heteroseksualną i nie czuję żadnych uczuć romantycznych względem przyjaciółek - tego jestem pewna.
Sylwia Kalinowska

Sylwia Kalinowska

Dzień dobry,
to naturalne, że w takiej sytuacji pojawiają się trudne emocje i uczucia. Pani potrzeby są niezaspokojone i nie potrafi Pani sobie odpowiedzieć dlaczego tak się dzieje. Warto poszukać źródeł nawracającego problemu oraz przepracować trudne emocje zazdrości, samotności i zawiści np. podczas psychoterapii indywidualnej lub grupowej.
Serdecznie pozdrawiam,
Sylwia Kalinowska 
 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Zielińska-Świątek

Paulina Zielińska-Świątek

Dzień dobry Pani zielone-oczy,

Z tego co czytam, widzę, że jest Pani osobą lubianą i nie ma Pani problemu z nawiązywaniem bliskich relacji przyjacielskich. Przyjaciółka również zwierza się Pani z nowo nabytych znajomości, co również świadczy o tym, że jest Pani dla niej ważna. Jeśli chodzi o Pani samopoczucie, to normalne, że w takich sytuacjach może Pani odczuwać zazdrość i zawiść, w przypadku gdy bliskie osoby wchodzą w dobre związku, a Pani się nie udaje. To duża zmiana dla Pani, duża zmiana dla sytuacji w Pani stylu życia - spotkania i podróże z przyjaciółkami. 

Dobrze, że dostrzega Pani swoje emocje, że to one powodują cały wachlarz podjętych działań i zachowań. Emocjami można zaopiekować się w terapii z psychologiem/psychoterapeutą. Jeśli ma Pani przestrzeń proszę znaleźć dla siebie taką osobę, z którą można o tym porozmawiać i znaleźć odpowiednie techniki zarządzania emocjami. A przede wszystkim, aby znalazła Pani to czego oczekuje Pani od życia.

Życzę wszystkiego dobrego, Paulina Zielińska-Świątek

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak wspierać partnera z depresją i odbudować więź z dzieckiem?
Dzień dobry, Postanowiłam napisać, ponieważ czuje się bezradna, zmęczona sytuacją, sama już nie wiem gdzie szukać pomocy. Mój partner od roku ma ciężki nawracający epizod depresyjny. Niestety bez znaczącej poprawy. W tym czasie zmiana lekarza, leków, terapeuty. Czuje sie ciągle zmęczony, śpiący, wyczerpany, nie ma siły, nie ma energii, nic mu się nie chce. To, co kiedyś go interesowało/cieszyło teraz nie cieszy. W międzyczasie stracił pracę, nie umie się określić co dalej, w jaka stronę pójść, co ma ze sobą zrobić. Ma wobec siebie ogromny krytycyzm, niska samoocenę, perfekcjonizm i poczucie że musi być lepszy, najlepszy a nic w zyciu nie ma i nie osiągnął i pewnie już nie osiągnie. Myśli s i myśli rezygnacyjny czasem występują jednak już w mniejszym stopniu niż wcześniej. W przyszłym tygodniu idzie na diagnostykę i leczenie na oddział psychiatryczny, ze wskazań lekarza. Oprócz tego mamy 20miesieczna córkę. Po porodzie przez pierwsze 2-3 miesiące to ja miałam problem z epizodem depresyjnym po porodzie i to partner przejął opiekę i obowiązki nade mną i dzieckiem. Wyleczyłam się, czuje się dobrze, wróciłam też do pracy, ogólnie wszystko ok. Pracuje na zmiany, mam prace i w weekendy i na noce gdzie partner zostaje z córką sam. Od pewnego czasu partner mówi, że jak jest z nią sam to nie czuje więzi z córką, że przebywanie z nią go po prostu męczy, wyczerpuje energetycznie. Bardzo ją kocha jednak przebywanie z nią jest dla niego ciężkie i to widać. Najczęściej to ja go zachęcam do kontaktu z córką, do zabaw, do interakcji. Zazwyczaj trwa to jakiś czas i partner wraca do swojego pokoju. Co robić? Jak mu pomóc odbudować tą relacje i więź żeby przebywanie z dzieckiem było dla niego przyjemnością, żeby sam chciał z nią przebywać bez mojej zachęty? Jestem naprawdę przeciążona, sfrustrowana biernością i niemocą partnera i zwyczajnie mam dosyć bo sytuacja trwa już długo i jest obciążeniem dla nas wszystkich. Czasem trudno jest mi wydobyć z siebie empatię i zrozumienie, gdy widzę jak jest znowu przybity, kiedy słyszę że po raz kolejny nie ma na coś siły albo gdy widzę że po 10min zabawy z córką po prostu położył się na podłodze i leży, a córka obok bawi się sama. Co robić? Szczerze mówiąc jestem już też pesymistycznie nastawiona i obawiam się, że ten pobyt w szpitalu niewiele pomoże i niewiele zmieni tylko co wtedy pozostaje? Z góry dziękuję jeśli ktoś przeczyta całość i będzie chciał odpisać, pomóc. Serdecznie pozdrawiam.
Jak radzić sobie z toksyczną teściową i problemami w związku

Witam, mam 26 lat narzeczonego i 8-miesięczne dziecko. Narzeczony jest starszy ode mnie 14 lat i całe życie mieszkał z rodzicami. Mają ze swoją matką biznes i on jest zatrudniony u niej. Jego matka leczy się na depresję, a ojciec był alkoholikiem (był na odwyku i nie pije już kilkanaście lat), a co za tym idzie, ja wiem, że mój partner ucierpiał na tym psychicznie, z czego wynikają nasze problemy, a raczej mój problem z jego matką.

To osoba bardzo zaburzona, czasem mam wrażenie, że ktoś ją źle zdiagnozował albo posiada jeszcze inne choroby psychiczne.

Całą swoją uwagę przerzuciła z męża na syna, bo z mężem się nie dogadują. Traktuje go czasem jak swojego partnera, wybiera mu ciuchy, kupuje bieliznę, robi jedzenie. Nie daje mu też normalnej pensji, tylko on pracuje "za darmo" tzn. nie dostaje pieniędzy, tylko ona z tego płaci jakieś faktury, rachunki, jak pisałam wyżej, wybiera mu ubrania. Razem też załatwiają sprawy takie jak ubezpieczenia np.samochodów, jakieś naprawy przydomowe, ogólnie ojciec jest przez nią pomijany i ona obcym ludziom i wszystkim naokoło opowiada o nim różne, nieprzychylne rzeczy, jaki to on nie jest zły i ile krzywdy jej wyrządził. Potrafiła mówić tak o nim nawet moim rodzicom, swoim klientom, sąsiadom itd.

To osoba, która uwielbia się wtrącać, a szczególnie w sprawy finansowe, musi wiedzieć, ile syn ma pieniędzy, na co wydaje, co kupuje itd. Sama jest też bardzo chytra i za pieniądze zrobi wszystko. Jak trzeba pomoc i naprawdę przydałby się jej udział w czymś, to zawsze ma wymówkę"nie mam siły, mam depresje", ale jak pojawi się jakiś mały problem, dajmy na to, że lało się nam z dziury w dachu i miał przyjść znajomy to naprawić, to zrobiła z tego problem, jakby się świat miał skończyć, cały czas sapała i jęczała, a najważniejsze ile to będzie kosztować i ile jej biedny syn będzie musiał zapłacić i zaraz przybiegła do nas zobaczyć, co się dzieje i jeszcze trochę pojęczeć i wydziwiać. Ja też nie mogę nic wymagać od swojego partnera, bo zaraz się odpali, że on jest taki biedny i pracuje przecież i ma swoje hobby i jemu się należy czas na to, ale jej mąż jest zły i okropny, bo jak mój narzeczony był mały, to on pojechał na dwa dni do Wrocławia i ją zostawił.

Potem okazało się z rozmowy z teściem, że mieszkali wtedy w jej domu rodzinnym i nie została sama, a on jechał kupić jakieś parkiety do domu, w którym teraz mieszkają, a wtedy go budowali. Ogólnie ona bardzo dużo kłamie, czasem potrafi mi opowiadać jakąś historie, oczywiście po swojemu, po czym wchodzi narzeczony i mówi, że to nieprawda i było inaczej i ona mu przytakuje. Od kiedy urodziło nam się dziecko, jest tylko gorzej, psychicznie nie daje już rady, mam ochotę wziąć dziecko i wyprowadzić się jak najdalej. Najpierw w ogóle nie zareagowała na wiadomość o ciąży, potem zaczęło się, bo chciała bardzo, żeby urodziła się dziewczynka i była przekonana, że ja w 7 tygodniu ciąży dowiem się już u lekarza płci i nie dawała mi spokoju.

Potem była afera z imieniem, bo zaczęła nam wybierać imię dla dziecka. Wszyscy mieli zakaz mówienia jej, kiedy mam wizytę u ginekologa, bo tak mnie osaczała i naprawdę myślała, że ona będzie mieć coś do powiedzenia, mimo że mówiliśmy jej, żeby dała nam spokój. Ale jej rodzice wybierali imię dla syna, wiec ona myślała, że ona będzie wybierać imię wnuka. Potem oboje wyprowadziliśmy się z domów rodzinnych na swoje, kiedy byłam na końcówce ciąży. Mieszkaliśmy razem niecały tydzień, kiedy od ich pracownicy dowiedzieliśmy się, że żaliła się jej, że nawet ich z teściem nie zaprosiliśmy. Potem urodziłam, to nawet nie zadzwoniła zapytać, jak tam i była zdziwiona, że narzeczony przyjechał do szpitala, bo ona stoi u nas pod drzwiami, bo chciała się z nim widzieć i jak to jest w szpitalu u mnie. Jak wróciłam do domu z dzieckiem, chciałam wziąć prysznic, więc rozebrałam się (do biustonosza i bielizny poporodowej), a ona cichaczem weszła do naszego mieszkania i oznajmiła, że przyszła zobaczyć dziecko. W ogóle nie zrobiło jej się głupio, że ja stoję prawie naga na środku salonu, nie raczyła nawet umyć rąk (czas epidemii krztuśca, grypy i covid) ani nawet nie zapukała do drzwi. Narzeczony nawet nie zareagował na to, chociaż powiedziałam mu, co o tym myślę i oboje uzgodniliśmy wcześniej, że nie chcemy w pierwszych dniach odwiedzin, a on przynajmniej jeden dzień będzie ze mną, żebym nie była sama, ale matka nie chciała zastąpić go w pracy, bo"ona nie ma siły". Nad dzieckiem wisiała jak nawiedzona, a do mnie z daleka rękę wyciągnęła, bo "gratuluję, ale jesteś po szpitalu, więc się trzymam z daleka". Potem było już tylko gorzej, nachodziła nas co chwilę, wystarczyło, że drzwi były niezamknięte na klucz, nagle pojawiała się w pokoju, mimo że wiedziała, że karmie piersią i jestem półnaga, wchodziła do sypialni, gdzie spało dziecko, które usypiałam godzinę (mieszkamy sami, ja byłam wykończona, a narzeczony mi nie pomagał). Była zaskoczona, że się zamykam, jak jestem sama w domu. Przychodziła do nas przed południem zobaczyć wnuka, a potem drugi raz jak partner wracał z pracy, mimo że wiedziała, że dziecko ma wtedy drzemkę (ma regularnie drzemki od kilku miesięcy), a potem płakała każdemu, że nie może się z wnukiem zobaczyć, bo zawsze jak przychodzi, to śpi albo je. Na chrzcinach poszła z nami pod ołtarz, cały czas była przy mnie, kiedy nosiłam dziecko na rękach, doskakiwała do niego, nie odstępowała wózka na krok. Przyznam, że mam dużo kuzynostwa, ale nie byłam nigdy na takich chrzcinach. Nie chcę faworyzować którejś rodziny, ale moja nawet nie miała okazji zajrzeć do dziecka, bo ona cały czas tam była. Teściu, widać, że miał jej dość, dogadywał jej, ale ona czasem się zachowuje, jakby nie docierało do niej to, co ktoś mówi, jakby nie zdawała sobie sprawy, że może komuś przeszkadzać albo że nie wypada czegoś robić. Polowa zdjęć z chrzcin była do wyrzucenia przez nią, bo na każdym przeszkadzała. Ona w ogóle ma bardzo denerwującą manierę mówienia, mówienia dziecka i nasze dziecko bardzo tego nie lubiło, jak było mniejsze i płakało, jak przychodziła więc raz usłyszałam od niej, że to moja win,a bo dziecko nie ma smoczka. Kilka razy też mówiła do niego "mamusia Cię szarpie" jak podwijałam mu rękawki, albo "na mamusie jesteś zła" jak dziecko było śpiące i marudne. Podczas jednej wizyty 5-minutowej usłyszałam 30 razy, że jest podobne do tatusia i nawet leworęczne(!) po tatusiu. Warto wspomnieć, że narzeczony jest praworęczny, ale że ma niedowald prawej ręki, pisze lewą. Teściowa cały czas mianuje się "babusią"i zachowuje, jakbyśmy jej wszystko zawdzięczali, a tymczasem synowi nadal nie płaci pensji i jak skończę macierzyński, nie wiem, z czego będziemy żyć. Nie pomaga nam, nic nie daje wnuczce, cały czas płacze, że nie ma pieniędzy, a potem kupuje nowe ciuchy albo telefon, ale na faktury czy pensje nie ma. Cały czas robi też z siebie ofiarę, że nie może przyjść do wnuka, bo ja krzywo na nią patrzę. Nie z mojego wyboru, musiałam dziecku odciągać mleko i podawać w butelce, cierpiała na tym moja psychika i poczucie wartości, bo nie tak to miało wyglądać, a ona nagadała wszystkim, że karmie modyfikowanym i uważam ją za głupią, bo próbuje jej wmówić, że to mój pokarm. Szczerze mam dość już psychicznie. Ona nigdy nie da nam spokoju, będzie gorzej, bo dziecko rośnie i staję się coraz bardziej rozumne. Narzeczony nie umie się postawić, jego rozwiązaniem problemu jest pilnowanie matki, kiedy do nas przychodzi. Ona ogólnie całe życie go zmuszała do rzeczy typu bycie miłym dla starszych, bo jak ktoś jest starszy, to automatycznie według niej należy się mu szacunek i on musiał być miły i grzeczny, mimo że nie chciał. A ja jestem zła, bo chce postawić jej granice, a ona przecież jest starsza i wymaga ode mnie akceptowania jej zachowania. W ogóle ja mam być dla niej miła, bo każdy ją tłumaczy, że ona taka jest, że się cieszy, że ma depresję i ja mam akceptować to, co ona robi. Rozmawiałam z narzeczonym i on sobie zdaje sprawę z tego, co ona wyprawia, ale nic z tym nie robi, bo nie chce jej zrobić przykrości. Nie chce też słychać jej jedzenia i tekstów typu "ja mam myśli samobójcze", ponieważ ona mówiła takie rzeczy, nie tylko jemu, ale też mi, pracownicy, klientom. Nie dziwię się mu z jednej strony, ale ja tak nie mogę żyć już dłużej. Jestem nieszczęśliwa, zła, smutna, że on nie stoi po mojej stronie, że nie potrafi założyć przez nią normalnej rodziny. Prosze o radę, co mam zrobić. Rozważałam nawet terapię wspólną, żeby ktoś obcy mu powiedział, że tak to wyglądać nie może. Do tego jego współpracownica bardzo stoi za jego matką, a jest osobą, która wszystko wie najlepiej, na wszystkim się zna, dogaduje mi jak mam dziecko wychowywać, a narzeczony słucha jej we wszystkim i jego matka też. Mam wrażenie, że one się nakręcają nawzajem, że pracownica podburza ją, żeby do nas przychodziła i robiła, co chce. Teściowa nawet nie potrafi trzymać mojego dziecka na rękach, bardzo trudno mu to wyjaśnić jak to wygląda, ale jeszcze czegoś takiego nie widziałam, żeby ktoś tak nie wiedział i nie znał się na dzieciach, nie wiem, jak ona wychowała syna. To nie tylko moje zdanie, ale też otoczenia. Bardzo proszę o pomoc

Problemy w małżeństwie: brak intymności, agresja i wątpliwości co do uczuć męża
Moje małżeńskie życie trwa juz 15 lat razem 19. Były wzloty upadki oraz rozstania, odchodziłam od męża 6 razy lecz wracałam ponieważ zrozumiałam jak bardzo go kocham. Dawałam za każdym razem szanse wybaczałam jego krytykowanie mojej osoby, lekceważenie obojętność krzyki a nawet bicie. Tak bił mnie ponad 18 lat. Żadne rozmowy nie dochodziły do skutku, za każdym razem uważał, że z nim jest wszystko w porządku jedynie ja jestem jak stwierdził toksyczna i źle funkcjonuje jego zdaniem. Ja zaczęłam odbierać iż nie ma do mnie uczyć mimo iż wyznaje je za każdym razem min że kocha że tęskni jak jest w pracy, że moje ciało go jara ma chęć na mnie itp. Sex nie mówię jest udany, choć od dwóch nocy co zawsze przebudził się czy ja na sex teraz nagle nie, nawet nie przytuli się podczas snu jak tulił zawsze. Jego wymówki są takie min: że boli go ręką, że niby mu się śniłam jak brał ze mną ślub, lub kiedy ja podchodzę by zacząć grę wstępna zawsze odmawia że chce spać nud teraz. Ja za każdym razem kiedy on ma ochotę nie odmawiam wręcz przeciwnie. Kiedy mnie przestał zaczepiać czy nawet nie klepnie w tylek co lubialam jego zaczepki nagle tego nie ma. Jak wspomnę odrazu się unosi agresja słowna sądząc że ja jego atakuje, potrafi nawet powiedzieć cyt,,czy to coś złego, ze cie nie klepnęłem, czy to coś złego że w nocy cie nie przytuliłem i nie było sexu??,,...potrafi popełniać spore błędy których nie chce widzieć nawet do nich się przyznać. Co nie powiem wszystko odbiera źle...zapewnia że kocha że tylko ja żadna inna. Jeżdżę po niego do pracy codziennie, wracamy razem nie chodzi nigdzie z nikim nie ma kontaktu, bynajmniej mi się tak wydaje. Telefonu nie ukrywa choć nie mam pewności czy w coś nie gra??? Wszystko co było magiaaa tulenie pieszczoty nocny dzienny poranny sex nagle coś się skraca. On uważa że wszystko jest jak było, choć ja odczuwam inaczej. Samo brak sexu nagle w nocy oraz zaczepek czułości on uważa że wszystko ok...co mam myśleć??? Czy on mną manipuluje?? Oszukuje zamydlanie oczu??? Jadąc do pracy słodzi bardzo pisze jak kocha tęskni i ma ochotę bardzo na mnie, wysyła nawet swe nagie zdjęcia. Bedac przy mnie jest jakoś inaczej. Stał sie strasznie nerwowy. Zadko panuje nad emocjami ja nie wiem jak się odzywać, zawsze uwaza że atakuje go. Co mam robić myśleć??? Odpuścić nie zbliżać Się poprostu zapomnieć temat sexu??? Odejść?? Stwierdziłam że jestem w jego sidłach, że to on jest toksyczny i ma zaburzenia osobowości choć on temu zaprzecza. Nie ruszają go moje łzy, czasem co do niego mówię że jestem wsparciem dla niego i chce się o niego troszczyć potrafi dziwnie się podśmiechiwać. Razem poszliśmy 3 razy na terapię małżeńskie stwierdził że nie musimy juz chodzić, że sami powinniśmy ze wszystkimi sprawami sobie wspólnie radzić i o wszystkim rozmawiać. Tylko jak z nim się nie da???? Czy on jeszcze naprawde mnie kocha czy poptostu boi się że odejdę i zostanie sam?,? Do psychiatry czy psychologa twierdzi że nie pojdzie bo z nim wszystko ok, sam nawet nie wie że nie jest z nim dobrze. Szybko potrafi zmienić tematy rozmów które są dla niego nie smaczne. Uważam też że on mnie kocha bardziej na odległość. Zapewnia o uczuciach lecz ja a to wątpię. Co robić i co myśleć??? Jak pomóc mężowi nam naszej relacji??? Tłumaczę że za nim tęsknie kiedy jest w pracy i chce potem uczyć intymności z nim itp. On twierdzi że też chcę a co do czego jest inaczej. Nie umie zrozumieć mojej samotności tęsknoty jak go nie ma i pojąć moich potrzeb. Czy on jest chory??? Czy kocha uczciwie ??? Czy to jeszcze jest miłość. Mi mówi że ma dosyć bo ciągle mu przypominam przytul sex igraszki ciepło itp. Że non stop ja o tym gadam i już ma dość. Rozumiem nie powinnam lecz skoro widzę iż jest tego coraz mniej mam mu nie mówić bo źle odbierze??? Błagam co robić???
Chyba nie umiem sobie poradzić ze sobą, od lipca mój stan się polepsza i pogarsza i psychicznie i fizycznie, czuję ucisk w gardle, raz męczy mnie tydzień później mam chwilę spokoju i znów...
Hej , jestem Wiktoria chyba nie umiem sobie poradzić ze sobą , od lipca mój stan się polepsza i pogarsza i psychicznie i fizycznie czuje ucisk w gardle raz męczy mnie tydzień później mam chwilę spokoju i znów .. stresuje się jak gdzie muszę wyjść sama albo sama zostać w domu . Jestem w związku małżeńskim 3 lata mam 2 dzieci, nie jestem szczęśliwa ... Są dni kiedy było fajnie super ale odkąd urodziłam syna 3 lata temu oddaliliśmy się od siebie ja zaczelam po porodzie chorować . Zdiagnozowali u mnie guza tarczycy jestem już po wycięciu , później operacja zatok nieudana czeka mnie kolejna , zakrzepica żył po usuwaniu żylaków i w kółko coś . Po operacji tarczycy kiedy wróciłam do domu mój mąż się odemnie odsunął . Nie wiem co się stało nie chciał ze mną siedzieć , nie wspierał ,wolał wyjść z synem z domu i pisać smsy że mam sobie przemyśleć czy to ma sens od tamtej pory dużo razy słyszałam że mam się zastanowić , finalnie zostawałam . Mąż jest typem który ze mną walczy np. Nie mogę mieć koleżanek .. choć mam tylko 1 na dobrą sprawę która jest jak siostra od 8 lat i widzę się z nią raz w roku bo mieszka zagranicą. Jest typem który wyzywa innych , obraża , przez to przyjaciółka nie była nawet na moim ślubie . Dusze się już w tej relacji ale boje się co by było gdybym odeszła. Moja córka jest autystyczna nie pracuje mam marne 2600 z tytułu rezygnacji z pracy co miesiąc plus 500+ nie dałabym rady chyba utrzymać dzieci , siebie i wynajętego mieszkania . To nie jedyne problemy odkąd jestem z mężem raz mam raz nie mam kontaktu z byłym partnerem obydwoje nas do siebie ciągnie nasze rozstanie było przez głupotę ani on ani ja nie potrafimy o siebie zapomnieć ale razem też nie będziemy jestem pomiędzy przeszłością , tym co jest i tego czego się boje . Proszę powiedzcie co mam robić . Ps. Dodam że mam 25 lat , z mężem praktycznie nie uprawiamy seksu czasem ciągnie się to 2-3 mc wychodzę z inicjatywą coś zrobimy i znowu nic , jest mi już wstyd samej przed sobą bo śnie że go zdradzam .
Wstyd, że nie mam prawa jazdy w wieku 23 lat – poczucie niezaradności i lęk przed związkami
Czuję wstyd że nie mam prawa jazdy wiem że dla kobiet już jestem skreślony. Do tej pory boję się jeździć mknęły 4 lata i dalej nke mogę się przełamać i obawiam się że nigdy to się nie stanie. Wiem że jako mężczyzna jest to po prostu oznaka niezaradności. Czuje tylko ogromnym wstyd że mając 23 lata jestem po prostu zwykłym nieudacznikiem miezkajcym z rodzicami pracujący w tej samej pracy od 4 lat. A te prawo jazdy tylko mnie najbardziej zmartwiło szczególnie że dla kobiet jest to bardzo ważne więc o związkach mogę zapomnieć bo żadna kobieta i tak mnie nie zechce.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.