Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Asertywność czy unikanie odpowiedzialności? Konflikt z partnerką brata o obowiązki w domu

Mamy dom 2-lokalowy, ja mieszkam na piętrze, mój brat na dole. Oboje jesteśmy po rozwodzie, bezdzietni, nasi rodzice nie żyją. W naszych małżeństwach mieszkaliśmy gdzie indziej. Od pewnego czasu mój brat ma partnerkę, która z nim mieszka, problem polega na tym, że ona nie chce uczestniczyć w dbaniu o części wspólne nieruchomości, a jej wymówką jest, że ona chodziła do psychologa i nauczyła się asertywnie bronić, nie pozwolić się wykorzystywać i nie pozwoli sobie wpłynąć na poczucie winy. Gdy pytam ją, czy nie twierdzi, że sprzątanie klatki schodowej tylko przeze mnie, a ona też z niej korzysta lub zbieranie liści na podwórzu jest dla niej w porządku, ona zaczyna mówić szybciej i głośniej i wywiązuje się awantura, a mój brat mówi: dwie baby jesteście i nie potraficie się dogadać. Ja mam pytanie, jaki psycholog mógł ją nauczyć czegoś takiego (z całym szacunkiem dla wszystkich wykonujących ten zawód). Rada czekania, że ona coś zrobi też spaliła na panewce, po prawie 4 miesiącach wzięłam się i posprzątałam.

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Sytuacja, którą Pani opisuje, jest rzeczywiście frustrująca i nie fair. Ma Pani pełne prawo oczekiwać, że osoby wspólnie korzystające z przestrzeni będą też wspólnie o nią dbać. To nie jest kwestia „babskich sprzeczek”, jak mówi brat, tylko zwykłej współodpowiedzialności.

 

Zachowanie partnerki brata nie ma nic wspólnego z dojrzałą asertywnością, a raczej z wygodnym unikiem i przerzucaniem obowiązków. Asertywność to umiejętność stawiania granic bez krzywdzenia innych, a nie uchylanie się od wspólnych obowiązków i unikanie odpowiedzialności.

 

Może warto porozmawiać z bratem spokojnie, bez obecności jego partnerki i jasno zaznaczyć, że to nie jest kwestia „kobiecej kłótni”, tylko konkretny problem praktyczny. Można też rozważyć spisanie prostych zasad współużytkowania przestrzeni wspólnej - jeśli nieformalna umowa nie działa, czasem forma pisemna ułatwia codzienność.

 

Serdecznie pozdrawiam,

Justyna Bejmert

Psycholog

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂

Stawianie granic i dbanie o siebie, o swoje potrzeby jest świetnym narzędziem w relacjach. Ale z każdego narzędzia trzeba umieć korzystać.

Partnerka Pani brata chyba jeszcze nie opanowała w pełni tej umiejętności 🙂

Stawiamy granice na krańcach "naszej przestrzeni", aby nikt jej nie naruszał złym słowem, krzywdzącym zachowaniem, działaniem...

Żądanie sprzątania części wspólnej posesji nie narusza niczyjej przestrzeni osobistej. 

Pozostaje jeszcze pytanie, czy Pani brat razem z Panią dba o wspólną przestrzeń? Bo to on jest współwłaścicielem, a nie jego partnerka. Może Pani żądanie było kierowane do niewłaściwej osoby?

A może warto, abyście w trójkę usiedli i porozmawiali o tym?

Czy podzielić obowiązki sprzątania wspólnej przestrzeni na pół ( tak, jak macie współwłasność), czy na trzy (na tyle, ile jest osób użytkujących przestrzeń)...

Dopiero wtedy można stawiać i egzekwować granice 🙂

 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Dzień dobry Pani Izydoro, 

 

prez wszystkim, chciałabym powiedzieć, że bardzo mi przykro, że znalazła się Pani w tak trudnej sytuacji. Rozumiem Pani frustrację i zmęczenie,bo gdy inni domownicy nie wykonują wspólnych obowiązków, to Pani staje w miejscu bycia "wykorzystaną" do dbania jako jedyna o wspólne przecież dobro. Nie wiem "jaki psycholog mógł tak powiedzieć"- z doświadczenia własnego i koleżanek z branży wiem, że to co zrobi Pacjent z tym co my mówimy - może być bardzo różne, niekoniecznie zgodne z naszym zamysłem. Nie znam Partnerki Brata, ale mogło być tak, że przeżywszy wiele trudnych sytuacji, wiele bólu i wykorzystań, nauczywszy się dbać o siebie i walczyć o swoje granice, ta Pani może robić to teraz nawet "na wyrost", tam gdzie granice nie muszą być postawione tak ostro i szczelnie. To bardzo częste zjawisko w psychologii- zanim nauczymy się balansować asertywność z agresją, nie być dla innych przykrymi ale też nie pozwolić "by inni wchodzili nam na głowę" - musi zwykle minąć wiele czasu i jest to naturalny proces integrowania przyswojonych treści. 

 

W psychoterapii w gabinecie mogłybyśmy pozastanawiać się nad Pani potrzebami i dynamiką konfliktu z Bratową. Ponieważ pisze Pani na forum, domyślam się, że oczekiwałaby Pani swego rodzaju porady. Nie znam dokładnie Państwa sytuacji, ale ze swojej strony mogę Pani zasygnalizować, aby dbała Pani o swoje granice również, tzn. nie robiła czegoś, poza swoimi wartościami i granicami np. myła korytarz tylko w Pani przypisane tygodnie mycia. Porozmawiałabym też z Bratem, dlaczego to "baby" mają się "dogadywać", skoro korytarz jest częścią wspólną, dobrze, żeby wszystkie płcie uczestniczyły w jego sprzątaniu. Nigdzie nie jest powiedziane, ze sprzątanie należy tylko do kobiet (i może to chce przekazać między wierszami Partnerka Brata?). Warto też pomyśleć o delegowaniu tego zadania komuś z zewnątrz- zapłaceniu wspólnie firmie sprzątającej, aby nikt z Państwa nie czuł się pokrzywdzony? 

Rozwiązań może być wiele, tak jak wspomniałam, jako psycholog i psychoterapeuta nie do mnie należy wybór tych rozwiązań dla Państwa. Przede wszystkim, zalecam  wiele życzliwości i do siebie i do Bratowej, ponieważ wiele konfliktów może być rozwiązane, jeśli postawimy się w "cudze buty" i użyjemy zwykłej ludzkiej życzliwości. 

 

Życzę Pani wiele cierpliwości, pomyślnie rozwiązanego problemu i dużo spokoju. Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Justyna Orlik

Justyna Orlik

Cześć,

unikanie odpowiedzialności to nie przejaw dojrzałości, ale ucieczki. W tym wypadku ubranej w eleganckie słowa jak „asertywność” czy „granice”. W każdej relacji, nawet luźnej, odpowiedzialność nigdy nie spoczywa wyłącznie na jednej osobie. To nie jest również temat o tym, „kto bardziej lubi porządek”. Wspólnie korzystacie z Waszych dóbr i dla mnie jest oczywiste, że to wymaga wspólnej troski.
 

Asertywność nigdy nie dotyczy unikania obowiązków ani zakrzykiwania rozmówcy. Prawdziwa asertywność pozwala powiedzieć „nie” bez ranienia drugiej osoby, ale też przyjąć „tak”, czyli zaangażować się, jeśli coś dotyczy mnie bezpośrednio. Krzyczenie, przerywanie lub unikanie rozmowy nią nie jest. To raczej przemoc komunikacyjna, ubrana w modne zwroty.
 

Z Twojego opisu wynika, że partnerka brata po prostu nie chce się angażować, a Ty nie jesteś w stanie zmusić nikogo do współpracy. Nie zmienia to faktu, że masz pełne prawo powiedzieć: „Widzę, że nie chcesz robić porządków w przestrzeni wspólnej, więc umówmy się na inne rozwiązanie. ” Jedną z opcji jest zatrudnienie osoby do sprzątania i podzielenie się kosztami.
 

Każda relacja wymaga wzajemnego szacunku. Brat, bagatelizując Wasz konflikt i nazywając go „babskim problemem”, unika swojej odpowiedzialności. Łatwiej przerzucić ją na innych niż wziąć na siebie rolę mediatora i gospodarza domu.
 

Może będzie Ci łatwiej, jeśli porzucisz oczekiwania względem partnerki brata? Nie masz kontroli nad jej zachowaniem, ale możesz zorganizować swoją przestrzeń tak, żeby nie czuć się wykorzystywaną. 

Pozdrawiam,
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Dzień dobry, 

z opisu wynika, że znalazła się Pani w bardzo obciążającej, frustrującej sytuacji, w której musi Pani mierzyć się nie tylko z nierównym podziałem obowiązków, ale też z poczuciem braku wsparcia i brakiem jasnych granic – zarówno ze strony partnerki brata, jak i jego samego.

W podejściu psychodynamicznym przyglądamy się temu, co dzieje się pod powierzchnią zachowań – jakie uczucia, konflikty wewnętrzne czy nieświadome mechanizmy mogą nimi kierować. W relacjach, które dotyczą wspólnej przestrzeni i rodziny, bardzo często dochodzą do głosu dawne wzorce – związane z podziałem ról, lojalnością, niejasnością granic.

Partnerka Pani brata, powołując się na „naukę asertywności” i odmawiając współodpowiedzialności za wspólną przestrzeń, może w rzeczywistości korzystać z mechanizmu obronnego racjonalizacji – tłumaczy swoje unikanie obowiązków hasłami, które mają brzmieć psychologicznie poprawnie, ale nie służą ani relacji, ani uczciwemu podziałowi. To często sposób obrony przed poczuciem winy, zobowiązania czy wchodzenia w relacje oparte na współzależności.

Warto też zauważyć, że brat, który „umywa ręce” i mówi: „dwie baby jesteście”, odcina się od roli mediatora i odpowiedzialności, a jego słowa mają wydźwięk deprecjonujący – to może przypominać Pani dawne doświadczenia, w których nie było przestrzeni na uznanie Pani granic czy emocji. Taka reakcja często wskazuje na unikanie konfliktu za wszelką cenę – nawet kosztem Pani komfortu psychicznego.

Z psychodynamicznej perspektywy ważne jest też to, że próba konfrontacji z brakiem współpracy kończy się awanturą – czyli silną emocjonalną reakcją, która może służyć unikaniu rzeczywistego kontaktu. Krzyk, mówienie głośno, nadawanie – to może być forma obrony przed lękiem przed zaangażowaniem, odpowiedzialnością, a także mechanizm przeniesienia napięcia na osobę „dostępną” – w tym przypadku na Panią.

To wszystko może wywoływać w Pani:

- poczucie osamotnienia w zadbaniu o dom i relację,

- złość, której nie ma Pani gdzie bezpiecznie wyrazić,

- poczucie winy lub bezradności, kiedy mimo wysiłku nic się nie zmienia.

To bardzo zrozumiałe uczucia. I warto je potraktować poważnie – nie jako coś, co należy „wytrzymać”, ale jako sygnał, że w relacji (czy raczej relacjach) przekroczone zostały Pani granice.

Co może Pani zrobić?

Zacząć od przywrócenia granic: nawet jeśli druga strona ich nie uznaje, ważne, by Pani mogła je postawić – nie tylko słownie, ale też przez konkretne działania (np. odmowa dalszego jednostronnego sprzątania, ustalenie pisemnych zasad korzystania z przestrzeni wspólnej).

Zadać sobie pytanie o własne miejsce w tej relacji rodzinnej: czy nie została Pani nieświadomie wciągnięta w rolę „tej, która ogarnia”, „tej, która załatwia”, podczas gdy inni mogą sobie pozwolić na unikanie i bierną postawę?

Rozważyć wsparcie terapeutyczne: jeśli te relacje są dla Pani emocjonalnie obciążające (co z opisu wynika), to rozmowa z psychoterapeutą może pomóc zrozumieć głębsze wzorce, które tu się uaktywniają, i dać przestrzeń na przepracowanie emocji, które być może narastają od dłuższego czasu.

Proszę pamiętać: sytuacja, w której systematycznie przekracza się czyjeś granice i nie bierze się odpowiedzialności za wspólne dobro, to nie „problem Pani reakcji” – to realny, trudny układ, który może sięgać głębiej niż tylko do kwestii sprzątania. I jeśli czuje Pani wyczerpanie – to naturalna reakcja na przeciążenie emocjonalne, nie „brak siły charakteru”.

 

Z serdecznością i szacunkiem,
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Wstyd z powodu bycia prawiczkiem i obawa przed reakcjami kobiet
Jestem prawiczkiem i bardzo czuje z tego powodu wstyd i boję się bycia wyśmianym przez kobiety. Najlepsze jest to że nigdy nie czułem z tego powodu wstydu ale odkąd pewnego razu ktoś zareagował że zdziwieniem że nigdy nikogo nie miałem zacząłem czytać w internecie na ten temat. I męczy mnie to od dłuższego czasu nigdy nie czułem presji na związek a gdy dowiedziałem się że to jest w pewnym wieku oznaka że coś jest nie tak z tobą to zaczęło mnie to boleć bardzo się tym martwię i wstydzę.
Jak odbudować zaufanie po kryzysie w związku i incydencie czatowym?
Dzień dobry, chciał bym opisać swoją sytuację, bo już nie wiem jak mam postępować. Zacznę od początku. Dwa miesiące temu moja żona poszła do naszych wspólnych znajomych na imprezę, poinformowała mnie o tym jak już tam była, ale gdy dzwoniłem do niej to odbiera i tylko słyszałem śmiechy. Pokłóciliśmy się i już nie odpisywała. Dodam że przebywałem wtedy za granicą. Poczułem się bardzo źle, ze śmieją się ze mnie i robią ze mnie debila, że mnie olała i że wolała się napić niż rozmawiać zemną. Że wszyscy są ważniejsi ode mnie. Nie mogłem nic zrobić bo mnie nie było, kazałem jej pójść do domu ale mnie nie słuchała. Na kolejny dzień się nie odzywała, więc ja sobie też powiedziałem że pierwszy się nie odezwę, bo zawsze to ja się pierwszy odzywam po kłótniach. Byłem bardzo zły i smutny cały czas w myślach miałem ich śmianie się zemnie i chciałem jej zrobić na złość więc weszłam na czat aby porozmawiać z kimś. Rozmawiałem z jakąś kobietą, o mojej sytuacji że żona mnie wyśmiała, poszła pić i mnie olała i pytałem jej czy tak powinno być w związku. Ona mi na to, że tak nie powinno być i zaczęła pisać o swoich problemach. Że jej mąż nie wraca na noc i mu się nie chce współżyć, że ubiera dla niego bieliznę to jej odpisałem że mojej żonie też się nie chce i zapytałem jej czy to jest normalne. Że też kupuje żonie bieliznę ale jej nie ubiera bo mówi że wygląda w niej jak prostytutka. Nie pamiętam całej rozmowy, ale to były główne tematy. To była jednorazowa rozmowa, której zapomniałem usunąć. Wróciłem do domu z zagranicy, żona mi wzięła telefon i zobaczyła otwartą kartę tej rozmowy, przestraszyłem się i wydarłem jej telefon z rąk. Ona wpadła w jakiś szał nigdy jej takiej nie widziałem, płakała, krzyczała żebym jej oddał telefon, chciała przeczytać ale jej nie dałem i powiedziałem że mnie będzie łapać za słówka. Po ok godzinie jej proszenia i bronienia się żeby mi nie wzięła telefonu jak wyszła z pokoju rozmowę usunąłem. Potem w złości ją obwiniałem, że to ona sprowokowała, że sobie coś ubzdurała i że mnie olała. Czułem się niepotrzebny. Przepraszałem ją wielokrotnie, powiedziałem że to było niepotrzebne i że źle zrobiłem pisząc z kimś innym. Powiedziałem jej o czym pisałem i że byłem bardzo zły, że dla mnie to było głupie pisanie jednorazowe nic nie znaczące i nie wiem dlaczego wszedłem na czat, to była chwila. Minęło 2 miesiące, a moja żona dalej do tego wraca, raz jest normalna i zemną gada, a raz zła, płacze, jest obojętna, chce być sama i wszystko wspomina. A ja jej już wszystko powiedziałem z 10 razy o czym pisałem, obiecałem jej że już nigdy z nikim nie będę pisał, że jest dla mnie najważniejsza i że jej nie zdradziłem ani z nikim się nie chciałem umawiać. Chce pokazać że jest tylko ona, jestem czuły, przytulam ją i całuje a ona nie chce i mnie odtrąca, próbuje na siłę ją przytulać a ona mówi żebym jej dał spokój, nie potrafię jej nie przytulać i całować. Mówię żeby o tym nie myślała, żeby była normalna, że to było głupie jednorazowe pisanie. Staram się, ale już nie wiem co mam robić żeby było dobrze. Nie chce już do tego wracać, już wszystko wyjaśniłem. Co mam zrobić żeby było dobrze? Co robię nie tak? Wiem że źle zrobiłem pisząc z inną, ale czasu nie cofnę.
Czy po przerwie w związku po traumie jest szansa na powrót i kiedy warto napisać?
Witam, jakiś czas temu zadawalem tutaj pytanie z prośbą o radę ws. mojego związku. Niestety moja była już dziewczyna i ja rozstalismy się. Powiedziała, że po przemyśleniu musi to zrobić, bo musi skupić się na sobie, bo aktualnie psychicznie ma duży problem, zaznaczę że chodzi również do terapeuty. Zaakceptowalem to, bo chce aby wyszła na prostą, wsparłem, naplakałem się, ale nie klocilem, najwazniejsze jest dla mnie jej zdrowie, a aktualnie nie była w stanie oddać całej siebie w związku. Poniżej wkleję treść mojego poprzedniego postu dla kontekstu całej sytuacji. Czy jest dla nas jakaś szansa? Między nami oboje uważamy, ze bylo idealnie, 0 klotni, te same priorytety i zdanie na kazdy temat, wspaniala relacja. Czy za jakis dłuższy czas warto napisac? Pol roku, rok? Jednak rozchodząc się dalej bardzo się kochaliśmy i to bardzo trudne dla nas obu. Dziękuję za każdą odpowiedź i wklejam treść poprzedniego mojego postu... "Jak wspierać partnerkę po traumie przemocy seksualnej? Martwię się o naszą relację Witam. Od miesiąca jestem w związku ze świetną dziewczyną, z którą rozumiemy się bez słów i oboje uważamy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Jak się poznawaliśmy to dowiedziałem się, że jest ofiarą przemocy seksualnej. Mimo to czuła się przy mnie bezpiecznie i jakiś czas temu doszło między nami do pierwszej inicjacji seksualnej. Oboje tego chcieliśmy, to było nagłe, ale byliśmy z tego zadowoleni. Po niemal tygodniu widzieliśmy się i mi uświadomiła, że to nie moja wina, ale po prostu nie czuje się bezpiecznie, kocha mnie, ale aktualnie ma doła. Ewidentnie jakikolwiek dotyk jest dla niej bolesny emocjonalnie i niekomfortowy. Martwię się o nią, bo jest załamana. Kocha mnie, a ja nie chcę jej stracić. Wiem, że chodzi do terapeuty w Warszawie i pomogło jej to bardzo, a ja od jej traumy jestem pierwszym mężczyzną i po prostu boję się, że relacja się zakończy mimo miłości. Co mam robić? Czy należy dać jej czas i wszystko samo wróci do normy? Potrzebuję rady."
Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę.
Przez kilka lat mój partner znęcał się nade mną psychicznie, w trakcie tego związku urodziłam najpierw jedną córkę. Myślałam, że to coś zmieni. Po 2 latach zaszłam w drugą ciążę, było tak strasznie, że próbowałam dokonać samobójstwa w 4 miesiącu ciąży. Udało się nas odratować. Nigdy nie dostałam pomocy. Ale podniosłam się. W ósmym miesiącu ciąży udało mi się uciec do domu rodzinnego. Urodziłam i żyłam bezpiecznie. Po roku wrócił mój koszmar, stanął w drzwiach, po wymianie słów, rzucił się na mnie i skatował, pamiętam, że w głowie miałam tylko, żeby dziewczynki tego nie widziały. Później uciekłam dalej z moimi córkami. Po dwóch latach wróciłam do relacji sprzed lat, pokochałam na nowo. Obecnie jesteśmy po ślubie, mamy syna. Jest cudownym człowiekiem, kocha nas, dba o nas. Moje córki traktuje na równi z naszym wspólnym dzieckiem. Tylko ja w głowie mam tamten związek, wszystko porównuję, analizuję każde swoje zachowanie. Nie wiem, jak to w sobie stłumić, jak zapomnieć...
Jak przestać być reaktywnym w związku i poprawić komunikację?
Dzień dobry, Nigdy nie korzystałam z usług psychologa i psychiatry natomiast w moim wieloletnim związku coraz częściej podczas kłótni słyszę, że nie potrafię wyciągać wniosków z rozmów, ze swojego zachowania, że jestem osobą reaktywną. Podczas takich rozmów często mam pustkę w głowie, bardzo chcę naprawić ten problem do takiego stopnia, że udzielam odpowiedzi nie na temat, nie odpowiadających na omawiany problem. Do tego dochodzi uczucie beznadziejności, niskie poczucie własnej wartości. Aby przejść do porządku dziennego po takiej rozmowie potrzebuję uwolnić się od przytłoczenia, ponieważ prawie fizycznie odczuwam jak głowa mi się zamyka i nie jestem w stanie odpowiedzieć na najprostsze pytania, nie mówiąc już o wyciąganiu wniosków. Po kilku dniach unikam tematu, potrafie to robić przez wiele miesięcy, lat. Jedyne co robię to staram się o tym czasami pomyśleć, ale nic mi nie dają takie 15 minutowe sesje myślenia na temat co mogłabym zmienić w swoim zachowaniu. Tak jakby brakowało mi do tego motywacji, mimo, że wiem że to jest coś co muszę w sobie pilnie zmienić. Proszę o pomoc w zrozumieniu w jakim kierunku mogę iść z moim problemem, od czego zacząć. Nie znajdę w moim otoczeniu żadnej obiektywnej bliskiej osoby, ponieważ inni (poza partnerem) chcą mnie usprawiedliwiać z uwagi na mój z pozoru łagodny charakter lub bagatelizować ten problem mówiąc, że są gorsze problemy na świecie.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.