Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Asertywność czy unikanie odpowiedzialności? Konflikt z partnerką brata o obowiązki w domu

Mamy dom 2-lokalowy, ja mieszkam na piętrze, mój brat na dole. Oboje jesteśmy po rozwodzie, bezdzietni, nasi rodzice nie żyją. W naszych małżeństwach mieszkaliśmy gdzie indziej. Od pewnego czasu mój brat ma partnerkę, która z nim mieszka, problem polega na tym, że ona nie chce uczestniczyć w dbaniu o części wspólne nieruchomości, a jej wymówką jest, że ona chodziła do psychologa i nauczyła się asertywnie bronić, nie pozwolić się wykorzystywać i nie pozwoli sobie wpłynąć na poczucie winy. Gdy pytam ją, czy nie twierdzi, że sprzątanie klatki schodowej tylko przeze mnie, a ona też z niej korzysta lub zbieranie liści na podwórzu jest dla niej w porządku, ona zaczyna mówić szybciej i głośniej i wywiązuje się awantura, a mój brat mówi: dwie baby jesteście i nie potraficie się dogadać. Ja mam pytanie, jaki psycholog mógł ją nauczyć czegoś takiego (z całym szacunkiem dla wszystkich wykonujących ten zawód). Rada czekania, że ona coś zrobi też spaliła na panewce, po prawie 4 miesiącach wzięłam się i posprzątałam.

User Forum

Izydora

10 miesięcy temu
Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry,

 

Sytuacja, którą Pani opisuje, jest rzeczywiście frustrująca i nie fair. Ma Pani pełne prawo oczekiwać, że osoby wspólnie korzystające z przestrzeni będą też wspólnie o nią dbać. To nie jest kwestia „babskich sprzeczek”, jak mówi brat, tylko zwykłej współodpowiedzialności.

 

Zachowanie partnerki brata nie ma nic wspólnego z dojrzałą asertywnością, a raczej z wygodnym unikiem i przerzucaniem obowiązków. Asertywność to umiejętność stawiania granic bez krzywdzenia innych, a nie uchylanie się od wspólnych obowiązków i unikanie odpowiedzialności.

 

Może warto porozmawiać z bratem spokojnie, bez obecności jego partnerki i jasno zaznaczyć, że to nie jest kwestia „kobiecej kłótni”, tylko konkretny problem praktyczny. Można też rozważyć spisanie prostych zasad współużytkowania przestrzeni wspólnej - jeśli nieformalna umowa nie działa, czasem forma pisemna ułatwia codzienność.

 

Serdecznie pozdrawiam,

Justyna Bejmert

Psycholog

10 miesięcy temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry 🙂

Stawianie granic i dbanie o siebie, o swoje potrzeby jest świetnym narzędziem w relacjach. Ale z każdego narzędzia trzeba umieć korzystać.

Partnerka Pani brata chyba jeszcze nie opanowała w pełni tej umiejętności 🙂

Stawiamy granice na krańcach "naszej przestrzeni", aby nikt jej nie naruszał złym słowem, krzywdzącym zachowaniem, działaniem...

Żądanie sprzątania części wspólnej posesji nie narusza niczyjej przestrzeni osobistej. 

Pozostaje jeszcze pytanie, czy Pani brat razem z Panią dba o wspólną przestrzeń? Bo to on jest współwłaścicielem, a nie jego partnerka. Może Pani żądanie było kierowane do niewłaściwej osoby?

A może warto, abyście w trójkę usiedli i porozmawiali o tym?

Czy podzielić obowiązki sprzątania wspólnej przestrzeni na pół ( tak, jak macie współwłasność), czy na trzy (na tyle, ile jest osób użytkujących przestrzeń)...

Dopiero wtedy można stawiać i egzekwować granice 🙂

 

Elżbieta Byzdra -Rafa 

10 miesięcy temu
Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

Dzień dobry Pani Izydoro, 

 

prez wszystkim, chciałabym powiedzieć, że bardzo mi przykro, że znalazła się Pani w tak trudnej sytuacji. Rozumiem Pani frustrację i zmęczenie,bo gdy inni domownicy nie wykonują wspólnych obowiązków, to Pani staje w miejscu bycia "wykorzystaną" do dbania jako jedyna o wspólne przecież dobro. Nie wiem "jaki psycholog mógł tak powiedzieć"- z doświadczenia własnego i koleżanek z branży wiem, że to co zrobi Pacjent z tym co my mówimy - może być bardzo różne, niekoniecznie zgodne z naszym zamysłem. Nie znam Partnerki Brata, ale mogło być tak, że przeżywszy wiele trudnych sytuacji, wiele bólu i wykorzystań, nauczywszy się dbać o siebie i walczyć o swoje granice, ta Pani może robić to teraz nawet "na wyrost", tam gdzie granice nie muszą być postawione tak ostro i szczelnie. To bardzo częste zjawisko w psychologii- zanim nauczymy się balansować asertywność z agresją, nie być dla innych przykrymi ale też nie pozwolić "by inni wchodzili nam na głowę" - musi zwykle minąć wiele czasu i jest to naturalny proces integrowania przyswojonych treści. 

 

W psychoterapii w gabinecie mogłybyśmy pozastanawiać się nad Pani potrzebami i dynamiką konfliktu z Bratową. Ponieważ pisze Pani na forum, domyślam się, że oczekiwałaby Pani swego rodzaju porady. Nie znam dokładnie Państwa sytuacji, ale ze swojej strony mogę Pani zasygnalizować, aby dbała Pani o swoje granice również, tzn. nie robiła czegoś, poza swoimi wartościami i granicami np. myła korytarz tylko w Pani przypisane tygodnie mycia. Porozmawiałabym też z Bratem, dlaczego to "baby" mają się "dogadywać", skoro korytarz jest częścią wspólną, dobrze, żeby wszystkie płcie uczestniczyły w jego sprzątaniu. Nigdzie nie jest powiedziane, ze sprzątanie należy tylko do kobiet (i może to chce przekazać między wierszami Partnerka Brata?). Warto też pomyśleć o delegowaniu tego zadania komuś z zewnątrz- zapłaceniu wspólnie firmie sprzątającej, aby nikt z Państwa nie czuł się pokrzywdzony? 

Rozwiązań może być wiele, tak jak wspomniałam, jako psycholog i psychoterapeuta nie do mnie należy wybór tych rozwiązań dla Państwa. Przede wszystkim, zalecam  wiele życzliwości i do siebie i do Bratowej, ponieważ wiele konfliktów może być rozwiązane, jeśli postawimy się w "cudze buty" i użyjemy zwykłej ludzkiej życzliwości. 

 

Życzę Pani wiele cierpliwości, pomyślnie rozwiązanego problemu i dużo spokoju. Kamila Kłapińska-Mykhalchuk

10 miesięcy temu
Justyna Orlik

Justyna Orlik

Cześć,

unikanie odpowiedzialności to nie przejaw dojrzałości, ale ucieczki. W tym wypadku ubranej w eleganckie słowa jak „asertywność” czy „granice”. W każdej relacji, nawet luźnej, odpowiedzialność nigdy nie spoczywa wyłącznie na jednej osobie. To nie jest również temat o tym, „kto bardziej lubi porządek”. Wspólnie korzystacie z Waszych dóbr i dla mnie jest oczywiste, że to wymaga wspólnej troski.
 

Asertywność nigdy nie dotyczy unikania obowiązków ani zakrzykiwania rozmówcy. Prawdziwa asertywność pozwala powiedzieć „nie” bez ranienia drugiej osoby, ale też przyjąć „tak”, czyli zaangażować się, jeśli coś dotyczy mnie bezpośrednio. Krzyczenie, przerywanie lub unikanie rozmowy nią nie jest. To raczej przemoc komunikacyjna, ubrana w modne zwroty.
 

Z Twojego opisu wynika, że partnerka brata po prostu nie chce się angażować, a Ty nie jesteś w stanie zmusić nikogo do współpracy. Nie zmienia to faktu, że masz pełne prawo powiedzieć: „Widzę, że nie chcesz robić porządków w przestrzeni wspólnej, więc umówmy się na inne rozwiązanie. ” Jedną z opcji jest zatrudnienie osoby do sprzątania i podzielenie się kosztami.
 

Każda relacja wymaga wzajemnego szacunku. Brat, bagatelizując Wasz konflikt i nazywając go „babskim problemem”, unika swojej odpowiedzialności. Łatwiej przerzucić ją na innych niż wziąć na siebie rolę mediatora i gospodarza domu.
 

Może będzie Ci łatwiej, jeśli porzucisz oczekiwania względem partnerki brata? Nie masz kontroli nad jej zachowaniem, ale możesz zorganizować swoją przestrzeń tak, żeby nie czuć się wykorzystywaną. 

Pozdrawiam,
Justyna Orlik, psychoterapeutka Gestalt

10 miesięcy temu
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli

Dzień dobry, 

z opisu wynika, że znalazła się Pani w bardzo obciążającej, frustrującej sytuacji, w której musi Pani mierzyć się nie tylko z nierównym podziałem obowiązków, ale też z poczuciem braku wsparcia i brakiem jasnych granic – zarówno ze strony partnerki brata, jak i jego samego.

W podejściu psychodynamicznym przyglądamy się temu, co dzieje się pod powierzchnią zachowań – jakie uczucia, konflikty wewnętrzne czy nieświadome mechanizmy mogą nimi kierować. W relacjach, które dotyczą wspólnej przestrzeni i rodziny, bardzo często dochodzą do głosu dawne wzorce – związane z podziałem ról, lojalnością, niejasnością granic.

Partnerka Pani brata, powołując się na „naukę asertywności” i odmawiając współodpowiedzialności za wspólną przestrzeń, może w rzeczywistości korzystać z mechanizmu obronnego racjonalizacji – tłumaczy swoje unikanie obowiązków hasłami, które mają brzmieć psychologicznie poprawnie, ale nie służą ani relacji, ani uczciwemu podziałowi. To często sposób obrony przed poczuciem winy, zobowiązania czy wchodzenia w relacje oparte na współzależności.

Warto też zauważyć, że brat, który „umywa ręce” i mówi: „dwie baby jesteście”, odcina się od roli mediatora i odpowiedzialności, a jego słowa mają wydźwięk deprecjonujący – to może przypominać Pani dawne doświadczenia, w których nie było przestrzeni na uznanie Pani granic czy emocji. Taka reakcja często wskazuje na unikanie konfliktu za wszelką cenę – nawet kosztem Pani komfortu psychicznego.

Z psychodynamicznej perspektywy ważne jest też to, że próba konfrontacji z brakiem współpracy kończy się awanturą – czyli silną emocjonalną reakcją, która może służyć unikaniu rzeczywistego kontaktu. Krzyk, mówienie głośno, nadawanie – to może być forma obrony przed lękiem przed zaangażowaniem, odpowiedzialnością, a także mechanizm przeniesienia napięcia na osobę „dostępną” – w tym przypadku na Panią.

To wszystko może wywoływać w Pani:

- poczucie osamotnienia w zadbaniu o dom i relację,

- złość, której nie ma Pani gdzie bezpiecznie wyrazić,

- poczucie winy lub bezradności, kiedy mimo wysiłku nic się nie zmienia.

To bardzo zrozumiałe uczucia. I warto je potraktować poważnie – nie jako coś, co należy „wytrzymać”, ale jako sygnał, że w relacji (czy raczej relacjach) przekroczone zostały Pani granice.

Co może Pani zrobić?

Zacząć od przywrócenia granic: nawet jeśli druga strona ich nie uznaje, ważne, by Pani mogła je postawić – nie tylko słownie, ale też przez konkretne działania (np. odmowa dalszego jednostronnego sprzątania, ustalenie pisemnych zasad korzystania z przestrzeni wspólnej).

Zadać sobie pytanie o własne miejsce w tej relacji rodzinnej: czy nie została Pani nieświadomie wciągnięta w rolę „tej, która ogarnia”, „tej, która załatwia”, podczas gdy inni mogą sobie pozwolić na unikanie i bierną postawę?

Rozważyć wsparcie terapeutyczne: jeśli te relacje są dla Pani emocjonalnie obciążające (co z opisu wynika), to rozmowa z psychoterapeutą może pomóc zrozumieć głębsze wzorce, które tu się uaktywniają, i dać przestrzeń na przepracowanie emocji, które być może narastają od dłuższego czasu.

Proszę pamiętać: sytuacja, w której systematycznie przekracza się czyjeś granice i nie bierze się odpowiedzialności za wspólne dobro, to nie „problem Pani reakcji” – to realny, trudny układ, który może sięgać głębiej niż tylko do kwestii sprzątania. I jeśli czuje Pani wyczerpanie – to naturalna reakcja na przeciążenie emocjonalne, nie „brak siły charakteru”.

 

Z serdecznością i szacunkiem,
Pracownia Psychoterapii Wolne Myśli (Weronika Berdel)

10 miesięcy temu

Zobacz podobne

Jestem czujna wobec reakcji innych, czuję się odrzucana - czy to cecha, jak sobie pomóc?
Zauważyłam, jak i rodzice zwrócili uwagę, że bardzo skupiam się na jakiś reakcjach, minach, słowach, albo nawet jakimś spojrzeniu u innych osób i od razu uważam je za negatywne, że ta osoba mnie nie lubi, albo jest zła. Zazwyczaj nie są to zachowania pozytywne, a wręcz okazują nienawiść. Często moje obserwacje nie są prawdą, a ja chciałabym się dowiedzieć, dlaczego tak bardzo zwracam uwagę na zachowania okazujące wobec mnie niechęć i jeśli się da, to tego pozbyć. Jeśli to może być jakaś wskazówka - odkąd pamiętam jestem odrzucana przez ludzi. Nie mam pojęcia dlaczego, pytałam kilku osób czy mam jakąś cechę charakteru, która może na to wpływać, ale niczego się nie dowiedziałam.
Po poprzednim związku nauczyłam się rozliczania za wszystko, po równo. To jest straszne, jak sobie radzić?
Boję się rozliczania mnie z zachowań w związku. Chodzi mi o to, że z poprzedniego związku jestem nauczona, że partnerzy w relacji powinni robić dla siebie rzeczy w równej ilości: chłopak zaprosił mnie gdzieś, ja musiałam zrobić to samo następnym razem, on zainicjował coś, ja musiałam zrobić to samo, on kupił mi coś o jakiejś wartości, ja musiałam kupić o podobnej. Osobiście twierdzę, że nie trzeba tak bardzo pilnować takiego równego podziału na każdym kroku, ale boję się, że w przyszłości ,jak ktoś coś dla mnie zrobi to będę miała potrzebę odwdzięczenia się lub będę czuć się niekomfortowo, że ktoś coś dla mnie robi. Albo co gorsza, będę żyć w strachu, że daje od siebie za mało i zaraz ktoś mi to wypomni.
Kłótnie i przemoc psychiczna w małżeństwie po narodzinach dziecka - jak rozmawiać?
Jestem w małżeństwie od 4lat. 1,5roku temu urodziłam dziecko. Od tamtego czasu nie możemy kompletnie dogadać się z mężem. Ciągłe kłótnie mnie wykończają. Uważam, że przeszło to już w stronę przemocy psychicznej. W sytuacjach kryzysowych, gdzie powinniśmy razem wypracować kompromis słyszę „mnie to nie obchodzi”, „nie wiem, sama sobie radź” i zostawia mnie z problemem. Niedawno wynikła sytuacja, w której wprosiła się do nas jego rodzina. Była to po sytuacji, w której powiedziałam im o pogorszeniu zdrowia moim i dziecka. Od męża przez całe popołudnie słyszałam komentarze „naważyłaś piwa to sama je wypij”, „sama to dokręcaj”, „tylko problemy produkujesz” i mnóstwo podobnych. Przestał dopiero jak się popłakałam i nazwałam to przemocą. Nie ma tu miejsca na rozmowę. Próbuje rozmawiać. Umawiamy się wieczorem na rozmowę -włącza tv bo jest mecz i ogląda. Nie patrzy na mnie, odpowiada zdawkowo, czasami wcale, widzę, że nie słucha. Odpowiada chamsko. Jak już zaczynam kolejny raz prosić o uwagę, kwituje słowami, że jest mecz i on sobie będzie oglądać, a ja nie będę mu mówić co ma robić. To on gdy bobas był mały i nie mogłam go w nocy uspokoić rzucił słowa „co z Ciebie za matka”. Nie wiem co robić. Mamy wiele rzeczy, które nas łączą, potrafimy być zgranym zespołem. Jednak sytuacje które opisałam coraz bardziej oddalają nas od siebie i sprawiają, że coraz częściej myślę o rozwodzie. Proponowałam psychologa, uznał, że on nigdzie nie idzie. Czy to ma jeszcze sens? W jaki sposób powinnam rozmawiać? Mówienie o swoich uczuciach nie działa
Szwagierki i teściowie są do mnie złowrogo nastawieni.
Mam 4 szwagierki, od zawsze widziałam, że są do mnie źle nastawione. Nie raz mówiłam mężowi, że mnie obgadują, robią mi zdjęcia z ukrycia itp. Zawsze mówił, że sobie wymyślam i jestem przewrażliwiona. Na ostatniej imprezie rodzinnej mąż jednej ze szwagierek, powiedział mi, że one mnie nienawidzą... Dowiedziałam się, że nazywają mnie księżniczką, choć uważam, że bardziej nazwałabym się kopciuszkiem, ponieważ czuje się jak ich sługa. W niedziele często jesteśmy zapraszani na obiad do teściów, szwagierki zasiadają przy stole, a ja biegam z kuchni do jadalni, aby wszystko przygotować do obiadu, nie raz mówię sobie koniec, niech one się ruszą i pomogą, ale kiedy usiądę teściowa woła mnie, żebym jej pomogła, nie córki, tylko mnie. Pracuje zdalnie, a moje szwagierki uważają, że skoro siedzę w domu to powinnam siedzieć z ich dziećmi. Tego również dowiedziałam się od mojego szwagra. Nie raz zostawałam z ich dziećmi, ponieważ zawsze staram się pomóc jak mogę, ale kiedy odmówiłam kilka razy, to zaczęli się obrażać... Mówią, że mam zły charakter, bo potrafię wyrazić swoje zdanie i powiedzieć nie. Okazuje się, że nie tylko szwagierki są wobec mnie fałszywe, ale teściowie również, dowiedziałam się, że teściowa do mnie jest przesympatyczna, ale córkom mówi o mnie najgorsze rzeczy. Moje szwagierki uważają, że ja zabraniam mojemu mężowi chodzić na imprezy rodzinne, chociaż chodzimy na większość razem. Czasem jest sytuacja, że ktoś pyta nas idziecie na urodziny do x? My o niczym nie wiemy, wszyscy goście są zaproszeni dużo wcześniej, tylko my dostajemy zaproszenie dzień wcześniej lub kilka godzin przed imprezą... Wtedy często nie idziemy, bo da się wyczuć, że ktoś nas tam nie chce. Mój szwagier ostatnio mi powiedział, że musi się pytać żony czy może nas zaprosić na imprezę. Jest mi bardzo przykro, bo naprawdę staram się być miła dla nich chociaż wiem, że źle o mnie mówią. Ale okazuje się, że jestem tą zła zawsze. Nie wiem, co mam robić, czy lepiej ignorować takie coś, czy usiąść i powiedzieć im, że wiem co o mnie mówią, że nie musimy się lubić, ale żebyśmy się szanowali... Mój mąż mówi, żebym dała spokój, ale chciałabym, żeby moje szwagierki wiedziały, że nie pozwolę robić z siebie kozła ofiarnego.
Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele
Dzień dobry. Trudno jest mi zacząć pisać wątek na ten temat, ale potrzebuję nakierowania na dobrą drogę w tej sprawie. Mam dziewczynę z którą jesteśmy już razem 2 lata i związek przeszedł naprawdę wiele. Jestem 22 letnim chłopakiem po technikum, a ona jest 17-letnią dziewczyną z technikum. Były złe jak i dobre chwile, natomiast wszystko po czasie ułożyło się dobrze. Cały sezon letni zajmuję się rozwijaniem działalności, ale problemy związkowe również zajmują moją głowę i czuję, że to już nie jest to samo co na początku. Odbieram dziwne sygnały, że już jej nie zależy tak samo jak na początku. Nie odzywam się za wiele bo odrazu zostaje atakowany, że wszystkiego jej zabraniam, albo że musi być tak jak ja chcę. Natomiast nie czuję sie z tym aby liczyła się w ogóle z moim zdaniem i moją osobą. Często zdarzają/ły sie sytuacje, że w okresie zimowym jak i letnim gdy mam wolne i widzimy się więcej. Widzimy się chwilę po szkole i później ona ma widzieć się z przyjaciółka od godziny 16-19, ponieważ później ona się uczy i nie jest w stanie przełożyć swojej codziennej rutyny (a tak naprawdę wraca jej chłopak z pracy i chcą się widzieć same, a jej przyjaciółka później widzi się sama z chłopakiem). Ja w tym czasie mam szukać sobie zajęcia na siłę albo jechać do domu (około 30min drogi samochodem w jedną stronę). I później jest straszne naleganie aby byc od 19-22 (do tej możemy się widzieć). Jesli nie przyjadę to szuka sobie innej osoby z którą może spędzić ten czas żeby się nie nudzić. Gdy jednak napiszę, czy przyjaciółka nie mogła by sobie przełozyc rutyny, abym nie musiał tracić czasu na to dojezdzanie i proponuję czy nie mogły by się widzieć trochę pózniej przy czym wracał bym do domu to zostaje atakowany i odrzucany. Pragnę zaznaczyć, że one muszą się widziec tak codziennie i jest to dla mnie strasznie męczące psychicznie ponieważ strasznie ją kocham i mój charakter jest bardziej uległy. Czuję, że nie liczy się ze mną jak powinny liczyć się osoby w zdrowym związku i wydaje mi się, że jestem mniej brany pod uwagę (manipulowany). Drugim problemem są koledzy. Twierdzi, że nie chce mieć koleżanek bo ją bardzo zraniły niektóre, a oni jej nie ranią. Otacza się głownie nimi, do niektórych nie mam zastrzeżen bo naprawdę są w porządku, natomiast kilku poznałem i wiem, że oni mogą liczyc na coś wiecej. Zapytała mnie czy może isc z jednym z nich na basen i pokłóciliśmy się o to, ponieważ powiedziałem, że nie podoba mi się ten pomysł i będę sie źle z tym czuł (zazdrość). Po czym zostałem zaatakowany, że zabraniam jej mieć kolegów i przyjaciół. Dodam, że ten kolega, a mój przyjaciel napisał, że wydaje mu się że jestem o niego zazdrosny i nie chce wyciągać jej na basen, a ona odpisała mu, że raczej nie będę miał z tym problemu. Naprawdę nie chcę sie czuć jak KAT. Wydaje mi się, że w związku zasługuje na trochę szacunku i lojalności, nie spotykam się z żadnymi nawet przyjaciółkami sam na sam ponieważ ona jest zazdrosna, miałem nawet kilka sytuacji, gdzie pomogłem z zadaniem z matematyki jednej koleżance przez aplikację czatującą i dostałem straszną awanturę z tego powodu. Potrafię respektować jej zdanie, a ona mojego już niestety nie. Chciałbym aby ten związek polegał na zdrowej relacji, ale brakuje mi już sił i często mam ochotę odpuscić. Proszę
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.