
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rozwój i praca
- Przeżywam kryzys w...
Przeżywam kryzys w związku z moim rozwojem. Nie mam planu na siebie.
M
Agnieszka Wloka
Droga M,
pierwszą ważną sprawą jest to, żebyś spojrzała na siebie z empatią i realistycznie. W każdym jest coś dobrego i coś do poprawy - zależy tylko na czym sie skupimy i czego się uczepimy. Ty uczepiłaś się tego, co do poprawy i nie widzisz swojego potencjału. Spróbuj sobie poświęcić pare wieczorów na poszukanie w głowie, zdjęciach, wspomnieniach co Ci się udało, z czego jesteś dumna, co osiągnęłaś i jakie masz dobre cechy - NIE UWIERZE, ŻE NIC NIE ZNAJDZIESZ - TRZEBA SIĘ TYLKO POSTARAĆ:)
a druga sprawa to potraktowanie siebie z szacunkiem…może teraz gdy Ci tak źle, to ważniejsze jest to, co sprawia przyjemność, a nie to co należy robić? Popróbuj różnych rzeczy - zrób sobie listę potencjalnie atrakcyjnych aktywności i wybierz co możesz sprawdzić czy będzie dla Ciebie.
Agnieszka Wloka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Anna Martyniuk-Białecka
Myślę, że to, co aktualnie przeżywasz jest zupełnie normalne i każdy przeżywał coś podobnego w pewnym okresie swojego życia. Czasem tak jest, że zakręcimy się w potok negatywnych myśli na swój temat i trudno się z tego samemu wyrwać. Pamiętaj, że zawsze możesz sięgnąć po wsparcie: czy to, te profesjonalne, czy po prostu porozmawiać z kimś, zaufanym, kto Cię rozumie.
Najważniejsze, że ten stan kiedyś minie! W ogóle może być początkiem czegoś dobrego. Z tego, co wywnioskowałam jesteś na takim etapie próbowania, sprawdzania, odkrywania, a jednocześnie już chciałabyś wiedzieć, co robić i trochę przeskoczyć do efektu końcowego? Plan to jeszcze nie pasja, dobrze jest go mieć, ale znam sporo historii osób, które odkryły swoje pasje zupełnie przypadkowo lub spontanicznie! W początkach też jest pewien rodzaj entuzjazmu, zachwytu, złapania bakcyla. Są też dobre strony!
Powodzenia,
psycholog Anna Martyniuk-Białecka
Paulina Zielińska-Świątek
Droga Pani M,
Pomimo tak dużego stresu kończy Pani studia z tytułem licencjata, jestem pod ogromnym wrażeniem i gratuluje tytułu.
Ma Pani prawo być smutną wobec tego co Pani przeżywa, emocje są naturalnymi stanem, któremu trzeba zrobić miejsce w naszym ciele i poznać co mają one dla nas do powiedzenia. Pani M, w życiu warto iść za głosem serca i za tym co nam sprawia największą przyjemność. Ważne jest zatem, aby odnalazła Pani rzeczy, które właśnie są dla Pani, w których nie ma smutku, nie ma stresu, jest sens dla którego warto mieć motywację do życia. Zastanowiłabym się czym jest ten stres w Pani życiu, co się owego dzieje, że Pani towarzyszy już od podstawówki. Czy on był z Panią zawsze? A jeśli go nie było to gdzie był? Kończy Pani licencjat, zaczyna Pani nowy etap życia - to duża zmiana. Jeśli czuje się Pani na rozdrożu, to podjęcie jakiejkolwiek decyzji np. pracy dorywczej, niezwiązanej z pasją, wykształceniem, pasją może być krokiem w tył dla kariery, natomiast może stać się również małym krokiem w przód ku samopoznaniu - co lubię w swoim życiu, co mi sprawia przyjemność, czego chce w nim więcej, a czego mniej? I tak można rozpocząć owy spacer poznania, krok za krokiem.
W sytuacji przedłużającego się smutku i poczucia braku motywacji do życia zalecałabym kontakt z psychologiem/psychoterapeutą/psychiatrą. Istnieje również możliwość uzyskania pomocy pod numerem telefon zaufania: 116 123.
Życzę wszystkiego dobrego, Paulina Zielińska-Świątek

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam ze sobą problem i nie potrafię go zrozumieć. W Listopadzie podjęłam nową pracę, w której wytrwałam tylko tydzień i co za tym idzie, z dnia na dzień po prostu do niej nie pojechałam. Muszę też dodać, że w pracy czułam się źle, nie potrafiłam nawiązać kontaktu nic zrobić, a jak robiłam to przez ogromny stres wszystko źle, doszło do tego jeszcze to, że zaufana osoba, która mnie tam poleciła, jeszcze mnie dobiła, bo w pierwszych dniach pracy powiedziała do szefa, że na robię im problemów itp skończyło się to leczeniem u psychiatry i terapią. Poczułam się lepiej trochę lepiej, ale od 5 lat mieszkam w innym mieście i choć staram się przekonać do tego miasta, by być bardziej samodzielną, jakoś jest ciężko, choć trochę się przełamałam. Poszłam do szkoły, żeby zmienić zawód, bo w poprzednim na ten moment nie chcę pracować. W szkole oprócz teorii są też praktyki, których załatwienie zajęło mi trochę czasu, ale niestety i na nich nie potrafię się odnaleźć, nie wykonuje poleceń, chodzę jak jakaś obłąkana za swoim opiekunem, sama nie potrafię nic zrobić. Siedząc z osobami tam pracującymi, nie potrafię nawiązać kontaktu z nimi. Bardzo się wstydzę swojego zachowania tam i bardzo mi wstyd wobec moich najbliższych męża, mamy, którzy bardzo mnie wspierają. Wstyd mi za siebie, bo pod wpływem silnego stresu potrafię też odpowiedzieć błędnie niezgodnie z tym, co było. Przeraża mnie to bo pracując, byłam zupełnie inna, oddana swoje pracy a teraz będąc na praktyce, jestem jednym ogromnym problemem i przez w swojej zachowanie jestem odbierana, jakbym miała złe zamiary. Oprócz tego jestem zdekoncentrowana, trzeba mnie pilnować nawet z najmniejszym rzeczami. I teraz na sama myśl,że ja następny dzień mam tam iść gdzie jestem tam niechciana przez swojej zachowanie bardzo się stresuje aż zaciska mi się żołądek.Co mam zrobić jak sobie pomóc.Przez to wszystko boję się,że stracę wszystko i mojego męża. Wiem, że te praktyki nie mają sensu już ale nie wiem ,co zrobić.
Mam problem z lękiem przed rozczarowaniem innych.
W codziennym życiu bardzo ciężko mi funkcjonować tak jakbym tego chciał. Nie potrafię się nie przejmować zdaniem innych, jestem bardzo wrażliwy i delikatny. Zawsze staram się zadowalać innych kosztem swojego samopoczucia oraz zdrowia. Najbardziej zauważalne jest to w pracy. Jestem sumiennym i oddanym pracownikiem, wykonuję swoją pracę z pełnym profesjonalizmem i zaangażowaniem, ale jak każdemu zdarzają mi się błędy.
Błędy wynikające z niedopatrzenia, natłoku obowiązków lub innych przyczyn. Zawsze jak je wyłapie, przechodzi przeze mnie uderzenie gorąca i pierwsza myśl co na to mój szef, czy się zdenerwuje, czy będzie się wydzierał, czy akurat trafię na dobry humor, machnie ręką i nie będzie tematu. Zawsze wybieram ten moment, który według mnie jest najbardziej neutralny, ale często na ten moment trzeba długo czekać, co wiąże się ze stresem i martwieniem się na zapas, co to będzie. Szef ma skłonności do przesadnych reakcji, więc to tez mnie dodatkowo stresuje.
Często nie potrafię oddzielić pracy od domu i ciągle chodzę spięty. Jestem mi wstyd i czuję się tak bardzo zmęczony tym, że praca i jakieś niewyjaśnione sytuacje, na które powinienem mieć wywalone, mają taki wielki wpływ na moje codzienne funkcjonowanie. W każdej pracy miałem tak samo, moja asertywność jest praktycznie zerowa, zawsze czuję paraliżującą presje zadowalania swojego przełożonego, nawet kosztem rodziny. Najlepiej czuję się sam ze sobą i moim marzeniem jest być samemu sobie szefem, ale niestety droga do tego najprawdopodobniej jeszcze daleka... Co zrobić, żeby przestać żyć pracą 24/7 i jak nie przejmować się drobnymi rzeczami?

