Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję samotność, poczucie zmarnowanej młodości. Wyobrażałam sobie studia dzienne, akademik, znajomości, a nie mam tego.

Hej, chciałabym porozmawiać z kimś, kto może zmaga lub zmagał się z podobnym problemem. 

Aktualnie mam 22 lata, studiuje zaocznie psychologię na 3 roku i bardzo lubię moje studia, wiąże z nimi przyszłość. Marzyłam o studiach dziennych, mieszkaniu w akademiku, życiu studenckim, poznaniu mnóstwa przyjaciół, znalezieniu pracy dorywczej i próbie usamodzielnienia się. Moje życie jednak nie potoczyło się tak jak chciałam, matura nie poszła mi tak jak oczekiwałam, więc musiałam zrobić sobie rok przerwy, podczas którego pracowałam i poprawiłam maturę, aby dostać się na wymarzony kierunek. Jednak nie udało mi się dostać na kierunek dziennie, więc zdecydowałam, że pójdę zaocznie. Nie chciałam już zmieniać trybu, bo naprawdę mi to odpowiadało, ale dalej miałam trochę żal do siebie, że marnuje swoje młode życie i będę żałować. W tygodniu praca, w której nie było osób w moim wieku, więc trudno było tam nawiązać kontakty towarzyskie, a ze znajomymi z poprzednich lat nie mam już kontaktu, więc czułam bardzo dużą samotność i rutynę. Z ludźmi widziałam się tylko w weekend, ale nie nawiązaliśmy jakiegoś głębszego kontaktu. 

Zazdroszczę mojej przyjaciółce, że jej życie potoczyło się inaczej niż moje, ona dostała się na studia dzienne, mieszkała w akademiku, do tego pracowała dorywczo, ma paczkę przyjaciół. Ja czuję się o wiele gorsza, mieszkam z rodzicami, dojeżdżam, nie mam paczki przyjaciół i mam wrażenie, że już jest za późno na jakąkolwiek zmianę i bez sensu jest pchać się do akademika, jeśli mam zjazdy w weekend. Myślałam o podjęciu pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku, ale nie wiem, czy to nie jest takie "na siłę".

 Chciałabym znaleźć jakieś rozwiązanie sensowne dla siebie i porozmawiać z kimś, mającym różne doświadczenia, żeby jakoś spróbować zmienić perspektywę i swoje myślenie, ponieważ cały czas to do mnie wraca i mnie dołuje przez to. Czuję się beznadziejna...mam wrażenie, że zawsze już będę sama...

Katarzyna Niemczyk

Katarzyna Niemczyk

Z twojej wiadomości wynika, że doświadczasz silnych emocji związanych z porównywaniem swojego życia z oczekiwaniami, jakie miałaś, oraz z rzeczywistością innych, szczególnie bliskich ci osób. To, co przeżywasz, jest zjawiskiem dobrze znanym w psychologii i nazywa się dysonansem między idealnym a realnym ja. To zjawisko może prowadzić do poczucia rozczarowania, frustracji, a nawet obniżonej samooceny, szczególnie kiedy skupiamy się na różnicach między naszym życiem a życiem innych, często idealizując ich sytuację.

Porównywanie społeczne, o którym wspominasz w kontekście przyjaciółki, to naturalny mechanizm, który ma zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Z jednej strony może nas motywować, ale z drugiej strony — jeśli wyolbrzymiamy różnice i umniejszamy własne osiągnięcia — może prowadzić do obniżenia nastroju, poczucia braku wartości czy sensu.

Kilka zjawisk i strategii, które mogą ci pomóc spojrzeć na sytuację z innej perspektywy:

1.Cykle porównań społecznych: Ważne jest, by zauważyć, że życie innych może wydawać się idealne tylko na zewnątrz. Każdy zmaga się z własnymi trudnościami, nawet jeśli ich nie dostrzegasz. Może się okazać, że twoja przyjaciółka, którą podziwiasz, też ma swoje wyzwania, które nie są dla ciebie widoczne.

2.Elastyczność życiowych scenariuszy: Nie istnieje jeden „właściwy” sposób na przeżycie młodości. Twój rozwój i sukces mogą wyglądać zupełnie inaczej niż w przypadku innych osób, a to nie oznacza, że są mniej wartościowe. Rozważ, jak możesz czerpać satysfakcję z tego, co już osiągnęłaś — masz pracę, studiujesz psychologię, rozwijasz się. Każdy ma swoją własną ścieżkę.

3.Samotność i relacje społeczne: Uczucie izolacji i braku towarzystwa, które opisujesz, jest realnym wyzwaniem. Może być pomocne zbudowanie nowych relacji, ale na twoich warunkach, nie porównując ich z relacjami innych osób. Możesz spróbować nawiązać głębsze kontakty z osobami z uczelni lub pracy, nawet jeśli początkowo są to kontakty powierzchowne. Czasami warto zainwestować w jeden związek przyjacielski, zamiast poszukiwać dużej grupy.

4.Akceptacja siebie: Ważnym krokiem w procesie zmiany perspektywy jest akceptacja swojej obecnej sytuacji. Możesz rozważyć, jak wprowadzić drobne zmiany, które nie będą wymuszone (jak np. przeprowadzka do akademika na siłę), ale które dadzą ci więcej przestrzeni na rozwój i autonomię. Na przykład praca w nowym miejscu może dać ci nie tylko inne środowisko, ale i możliwość rozwoju osobistego.

5.Przekształcanie myśli: Zamiast koncentrować się na myślach, które prowadzą do poczucia beznadziejności, spróbuj je przeformułować. Zamiast myśleć "jest za późno", pomyśl "co mogę zrobić teraz, aby lepiej się poczuć?". Każda chwila to szansa na mały krok w stronę zmiany, a niekiedy zmiana myślenia o sytuacji jest równie istotna jak faktyczna zmiana zewnętrzna.

Możesz również skorzystać z technik takich jak mindfulness, które pomagają zaakceptować to, co jest teraz, bez oceniania. Dzięki temu łatwiej będzie ci pracować nad emocjami i stopniowo odbudowywać poczucie wartości.

Zachęcam cię do rozmowy z kimś, kto może cię wesprzeć, np. psychologiem, ale również do refleksji nad tym, czego naprawdę chcesz. Czasami zmiana perspektywy, a nie konkretne działanie, może przynieść ulgę i otworzyć drzwi do nowych możliwości.

 

Ściskam! 
Kasia

 

1 rok temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Dominik Kupczyk

Dominik Kupczyk

Znajduje  się Pani w trudnym momencie, pełnym porównań i frustracji z powodu tego, jak życie potoczyło się inaczej, niż Pani sobie wyobrażała. To naturalne, że porównuje się Pani do swojej przyjaciółki i ma wrażenie, że coś Panią omija. Często widzimy tylko pewne aspekty życia innych, które wydają się lepsze, a nie dostrzegamy ich własnych trudności.

Chciałbym zwrócić uwagę, że studia zaoczne, które Pani wybrała, dają elastyczność i możliwość pracy, co także jest ogromnym atutem. Niezależnie od tego, czy życie toczy się zgodnie z planem, czy w innym kierunku, każdy wybór niesie za sobą inne możliwości i wartościowe doświadczenia. Może teraz wydaje się to trudne, ale takie etapy, jak ten, mogą prowadzić do większej świadomości siebie i swoich potrzeb. Proszę pamiętać, że ma Pani jeszcze wiele lat przed sobą, by eksperymentować i wprowadzać zmiany – nic nie jest ostatecznie ustalone.

Jeśli czuje Pani potrzebę spróbowania nowych rzeczy, np. pracy w mieście lub mieszkania w akademiku, warto to rozważyć. Nie musi Pani oceniać tego jako "na siłę". Może to być krok, który otworzy przed Panią nowe perspektywy, nawet jeśli początkowo wydaje się ryzykowny. Czasami drobna zmiana otoczenia może pomóc przełamać poczucie rutyny i samotności.

Proszę nie obwiniać siebie za to, jak Pani życie wygląda w tym momencie. Każdy z nas idzie własną ścieżką, a to, co wydaje się sukcesem u innych, nie oznacza, że Pani życie nie ma sensu czy wartości. Znalezienie swojego własnego rytmu i odnalezienie spokoju w obecnej sytuacji może pomóc cieszyć się tym, co Pani ma, jednocześnie stopniowo zmieniając to, co chciałaby Pani poprawić.

 

1 rok temu
Jakub Redo

Jakub Redo

Hej!

Wiele osób w Twoim wieku przeżywa podobne dylematy, przez co okres po szkole średniej nie jest tak idealny, jak się go często opisuje. Przykro mi że tak się czujesz.

W mojej ocenie zamieszkanie w akademiku i praca mieście nie jest "na siłę" (dlaczego miałoby takie być?). Może to być świetny sposób na poznanie nowych ludzi i włączenie się w życie studenckie. Zmiana otoczenia może być również pomocna w przełamaniu rutyny, o której piszesz. Pamiętaj, że każdy ma swoją własną ścieżkę i nie ma jednego "właściwego" sposobu na życie.

Wszystkiego dobrego! :)
Jakub Redo

1 rok temu
Katarzyna Kania-Bzdyl

Katarzyna Kania-Bzdyl

Dzień dobry Aniu,

każdy tryb studiów ma swoje plusy i minusy. Studia zaoczne umożliwiają Ci podjęcie pracy w ciągu tygodnia, a tym samym większe zarobki niż w przypadku pracy weekendowej. Warto wziąć kartkę, usiąść w zaciszu domowym i w tabelce rozpisać uczciwie "za i przeciw" każdej z opcji. 

Rozumiem, że spotykanie się codziennie na uczelni ułatwia Ci nawiązanie kontaktów towarzyskich, ale jeśli na ten moment nie ma takiej możliwości to pomyśl, czy jest jakaś relacja z przeszłości, którą warto byłoby odnowić? :) 

Co do wprowadzania zmian - przed Tobą jeszcze 2 lata studiów, czy jest szansa, żebyś ponownie spróbowała przerzucić się na zajęcia dzienne? Jeśli nie, to rozejrzyj się na swoim roku, bo być może jest jakaś koleżanka/kolega, który też chętnie nawiązałby znajomość :)

Trzymam kciuki! 

Katarzyna Kania-Bzdyl

1 rok temu
Małgorzata Jabłońska

Małgorzata Jabłońska

Dzień dobry Aniu!

Bardzo doceniam to, że podzieliłaś się swoją historią i uczuciami. Widzę, że bardzo zależy Ci na tym, aby odnaleźć sensowne rozwiązanie i perspektywę, która pomoże spojrzeć na sytuację inaczej.

Każdy ma swoją unikalną drogę, a fakt, że studiujesz psychologię, i rozwijasz się zawodowo, pokazuje ogromną determinację i zaangażowanie. To, że życie potoczyło się inaczej niż sobie wyobrażałaś, nie oznacza, że coś jest stracone – przeciwnie, droga, którą wybrałaś, może przynieść wartościowe doświadczenia, które teraz nie są jeszcze widoczne.

Rozumiem, że poczucie samotności może być bardzo przytłaczające. Być może warto spróbować nawiązać nowe kontakty w innych miejscach – na przykład przez grupy studenckie, kursy, wolontariat, lub nawet online. Czasami niewielkie zmiany w codzienności mogą przynieść nową energię i poczucie wsparcia :)

Często trudno jest patrzeć na swoje życie bez porównywania się do innych, ale ważne jest, aby docenić to, co już osiągnęłaś i zrozumieć, że każdy ma swoje tempo. Jeśli myśl o pracy w mieście i mieszkaniu w akademiku powraca, może to być znak, że warto rozważyć ten krok – niekoniecznie jako coś "na siłę", ale jako potencjalną zmianę, która mogłaby wnieść coś nowego do Twojego życia.

Zachęcam Cię do pozostania otwartą na nowe możliwości. To, co teraz przeżywasz, może prowadzić do ważnych odkryć, które pomogą Ci w budowaniu przyszłości. Masz zasoby, by kształtować swoje życie na własnych warunkach, warto dać sobie czas na znalezienie tego, co naprawdę będzie dla Ciebie ważne.

Trzymam mocno kciuki!

Małgorzata Jabłońska

Psycholog & Coach

1 rok temu

Zobacz podobne

Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie
Witam. Mam 24 lata i jestem facetem. Zacznę może od początku. Jestem wynikiem gwałtu, próbowano przeprowadzić aborcję, ale została przerwana, matka starała się mnie „wypłukać” alkoholem, ale jak widać bez skutku. Życie obdarzyło mnie wyjątkowo irytującą pamięcią, pamiętam leżenie w kołysce i darcie się aż do zmęczenia oraz minę i obojętność matki, gdy mnie karmiła. Do 10 roku wychowywałem się na zmianę raz u matki, raz u babci wraz z bratem, matka hobbystycznie zajmowała się usługami przyjemnościowymi w zamian za pieniądze. Dzieciństwo było pełne wrażeń, których nie będę tutaj opisywał z racji ich ilości. Borykam się z problemem - chorobą sierocą. Do 11 roku życia aż do informacji, że znalazła się dla mnie i brata rodzina zastępcza, moczyłem się w łóżko. Byłem z tego tytułu wyśmiewany, karany, karcony itp. Kołysałem się do snu, kręcąc głową z boku na bok, wyobrażałem sobie wtedy lepsze życie i tak usypiałem. Początkowo było to maksymalnie 15 minut przed snem. W wieku około 14 lat zacząłem robić to nieświadomie przez sen (obserwacja bliskich). Los chciał, że w wieku 16 lat zakochałem się po uszy w cudownej dziewczynie, ale przyciągała uwagę wielu osób. Byliśmy ze sobą 4 lata, ciągle jej nie ufałem i dawała ku temu powody, ale wybaczyłem. Weszła ze mną w związek dlatego, że przykuwałem uwagę swoją popularnością. W okresie gimnazjum każdy mnie znał i chciał ze mną rozmawiać- bardzo aktywnie zwracałem na siebie uwagę. Ale po przejściu do technikum zacząłem być trochę odludkiem - kołysałem się czasami już nie tylko do snu, ale z nudy. Wciąż wyobrażając sobie lepsze życie. W wieku 20 lat dziewczyna zerwała ze mną przez telefon, pokazując oziębłą i nie do poznania dla mnie postawę. Wybraliśmy się jeszcze na wspólne wakacje, ponieważ nie dało się odwołać. Na nich chcąc zaciągnąć mnie do łóżka powiedziała, że mnie kocha i chce to naprawić, na drugi dzień patrząc z obrzydzeniem powiedziała żebym nie robił sobie nadziei, bo potraktowała mnie jak rzecz. Od tamtego czasu kołyszę się w każdej wolnej chwili, kiedy tylko się da, zaniedbując dosłownie wszystko dookoła. W wieku 22 lat porzuciłem studia na 3 roku. W momencie zerwania dowiedzieliśmy się, że moja Ciocia zastępcza ma nowotwór. Napięcie w domu skupiało się na mnie, jako osoba wrażliwa zawsze starałem się wszystkim pomoc i rozweselić, a kiedy nie mogłem tego robić z własnych problemów to naturalnym było wyżywanie się na mnie. Aktualnie jestem samotny, oswoiłem się z tym, przestałem już cokolwiek czuć. Chodzenie do psychologów przerwałem, gdy usłyszałem kolejny raz „depresja” od niedorobionego psychologa czy psychiatry, którzy oczekiwali że wchodząc będę od razu w stanie powiedzieć im co mi dolega. Przez całe życie moja choroba miała obraz ambiwalentny, skąd do cholery miałem wiedzieć co mi jest, skoro nawet nie wiem kim jestem? Obecnie w wieku 24 lat nie mam już obok siebie nikogo, nikogo tez nie dopuszczam emocjonalnie, czuję się wycofany do własnej głowy, pełen obraz dysocjacji. Nie przeżywam niczego, a chciałbym. Jak normalny człowiek zrobić prawo jazdy, kupić wymarzone auto, znaleźć kochającą żonę itp. Ale nie potrafię, nie wiem gdzie szukać pomocy, zazwyczaj wizyty u psychologów kończyły się tylko tym ze lustrowałem im ich własną osobowość - dla kogoś żyjącego ciągle w myślach udawanie osoby siedzącej naprzeciw jest czymś niczym rozrywką. Co mam zrobić? Gdzie byli wszyscy skretyniali pedagodzy i psycholodzy wtedy? Nie zrobię sobie nic tylko dlatego że to byłoby tchórzostwo, ale nie mam motywacji żyć, bo jest to niczym katorga, każdy dzień zlewa sie w jedno a jedyne co robię to bujanie się z boku na bok, myśląc co by było gdyby. Próbowałem praktycznie wszystkiego, umiem grać na kilku instrumentach, rysować, modelować, rzeźbić, tańczyć (tańczyłem przez 11 lat w zespole). Z zawodu jestem elektrykiem, konserwatorem maszyn, mam uprawnienia na wózek widłowy oraz spawacza. A pomimo tego łapię roboty „poboczne” żeby dorabiać na studia które wznawiam z nowym miesiącem. Czuję się jak 17-latek który gdzieś zapomniał dorosnąć, szukać siebie i rozwijać. Zamknąłem się w swojej głowie i fantazjach w trakcie kołysania się. Co mam robić?
Czuję się samotna. Beznadziejna. Zmagam się z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości.
Czuję się samotna. Beznadziejna. Zmagam się z niską samooceną i brakiem poczucia własnej wartości. Boję się iść do pracy. Że sobie nie poradzę, że będę wyśmiana, nielubiana... Raz z pracy zostałam zwolniona. Bo domagałam się by szef dał mi w końcu umowę, a nie tak bez pracowałam przez kilka miesięcy. To mnie zwolnił z dnia na dzień. Strasznie to zniosłam. Potem pracowałam na siłowni jakiś czas, ale natłok pracy, gdzie ciężko mi się było skupić. Plus głupie teksty osób na siłce i konkurencja sprawiały, że nie mogłam znieść tego psychicznie. Wracałam do domu i płakałam, że się wygłupiłam albo że coś źle zrobiłam, powiedziałam, że coś mi nie wyszło. I odeszłam. Ciągle porównuje się do innych dziewczyn, że są ładniejsze, pewne siebie, mają super znajomych, partnerów, wiedzą czego chcą od życia, są zabawne, ja się czuję nudna osoba. Nawet wśród znajomych jak się z kimś spotykam, nie jest zabawnie. Nie śmiejemy się. Faceta też nie mam. Uwolniłam się z toksycznego związku, gdzie na koniec tez usłyszałam, że jestem nie dobra, i coś, że mną nie tak. Skończyłam studia, ale nie czuje się dobrze w swoim kierunku, mam 31 lat. I nie wiem, co chce robić w życiu, czuję, że się nie nadaje. Że zmarnowałam sobie życie. Przytłacza mnie to wszystko... Źle mi jest.
Czuję samotność odkąd byłam mała. Nie rozumiem dlaczego nikt nie traktuje mnie poważnie, jako wartą wysłuchania i przyjaźni.
Witam. Jest mi ostatnio bardzo smutno, bo idą święta, a ja czuję się samotna. Moja rodzina jest toksyczna i sama podejrzewam, że jestem DDD. Chciałabym jednak się skupić na innym temacie - na mojej samotności. Od najmłodszych lat byłam samotna. Często musiałam siedzieć sama w domu i wtedy grałam na komputerze lub oglądałam TV - nie widziałam wtedy w tym nic złego. W przedszkolu dzieci nie lubiły się ze mną bawić, w podstawówce to samo, wiele osób mi z jakiegoś powodu dokuczało. Nie wiem co im zrobiłam. Koszmar był w gimnazjum, wieczne wyśmiewanie się ze mnie, plotki, gardzenie, mimo, że nikomu nie zrobiłam nic złego. W liceum nie było już dokuczania, ale nadal była jakaś niechęć, mało kto traktował mnie poważnie. Mam poczucie, że zawsze byłam inna. W liceum nawiązałam relację, myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami z jedną dziewczyną, ale po kilku miesiącach okazało się, że miała ze mnie ubaw, irytowałam ją (po prostu, nie powiedziała czym), że jestem dziwna itp. Bardzo mocno to przeżywałam, bo nie wiedziałam, czemu znowu ktoś mnie odrzucił. Byłam dla tej osoby miła, wysłuchiwałam jej problemów, starałam się doradzać, jednak mało kiedy dostawałam od niej to samo wzamian. Tak w sumie było w większości moich relacji - niemalże zawsze zostałam sama na lodzie. Nie uważam, że nie mam wad, czy coś, mam i pracuję nad nimi, od niedawna chodzę też do psychologa. W liceum była jeszcze inna sytuacja, ale trochę później - jedna z dziewczyn odezwała się, czy byśmy się nie zaczęły razem uczyć do matury, zgodziłam się. Dobrze nam się spędzało czas, to było coś więcej niż nauka, bo też prywatne rozmowy, śmiechy itp. Jednak po maturze magicznie przestała się odzywać, a na spotkaniu (też po maturze) była zupełnie kimś innym, była dla mnie obojętna, nie chciała rozmawiać, patrzyła na mnie z pogardą jak większość ludzi. To też mnie bardzo zabolało. Przez moment byłam na studiach, które mnie nie interesowały, więc je rzuciłam, ale znów to samo - nie byłam traktowana poważnie przez ludzi wokół. Nikt nie chciał mnie wysłuchać, wyśmiewał moje opinie czy robił ze mnie idiotkę, np. totalnie przekręcając to, co powiedziałam. Teraz jestem w domu i mam przerwę, ale nadal czuję się samotna. Mam jedną przyjaciółkę od serca, ale na odległość, przez co widujemy się rzadko, lecz kontakt jest regularny i chyba jako jedyna osoba mnie rozumie i się ze mnie nie naśmiewa, choć znamy się tyle lat. Kontakty z ludźmi mnie przerażają i się ich boję, bo 99% z nich postrzega mnie jak dziwadło. To samo z rodziną czy nauczycielami w szkole. Zawsze byłam oryginalna, bo miałam inną fryzurę, nie lubiłam mody, miałam swoje zainteresowania m.in naukę biologią czy chemią, ale wtedy ludzie wykorzystywali mnie by dostać zadanie czy coś innego. Jestem zamknięta na ludzi, ale z drugiej strony to strasznie boli. Nie wiem czemu widzą we mnie kogoś dziwnego, skoro nie zrobiłam nikomu nic złego. Chciałabym mieć o kilka przyjaciół więcej, bo choć jedna jest prawdziwa to przez odległość czuję się samotna.
Przestałam czuć się dobrze ze sobą i w związku. Czuję się samotna, nierozumiana.
Nie wiem czy powinnam udać się do psychologa, czy może da się rozwiązać mój problem samodzielnie. Od jakiegoś czasu czuję się samotna z moimi problemami. Ciężko mi się zebrać do zrobienia czegoś w ciągu dnia, przez co potrafię przesiedzieć cały dzień w łóżku. Wydaje mi się, że mam problem ze zrozumieniem swoich emocji i tego co czuję. Boję się zranić moimi słowami innych. Nie wiem, czego chcę obecnie w życiu. Weszłam w relacje z moim przyjacielem, ale nie czuję się z tym dobrze. Mimo powiedzenia mu tego, on chce i tak spróbować a ja boję się go zranić. Od lat super się dogadywaliśmy, ale odkąd weszliśmy w związek, zaczął mnie denerwować, nie mam ochoty się z nim widzieć ani pisać, mimo że wcześniej nic w jego zachowaniu mi kompletnie nie przeszkadzało, a nawet myślałam, że może byłby dla mnie odpowiednią osobą. Do tego czuję się, jakbym miała problemy z pamięcią i problem ze słuchaniem innych. Kiedyś byłam świetnym słuchaczem, a aktualnie często zapominam co mi ktoś powiedział albo nie potrafię się skupić na tym co do mnie ktoś mówi. Czuję się źle ze sobą. Kiedyś uważyłam się za ładną, czułam obecność znajomych wokół mnie i to, że każdy mnie lubi, a aktualnie czuję się samotna, niezrozumiana i nieatrakcyjna. Kiedyś mimo że byłam bardzo nieśmiała, dużo łatwiej było mi nawiązywać relacje z ludźmi. Dodam, że mam obecnie 20 lat i od roku studiuję w innym mieście, oddalonym od mojego domu. Czy mama nadużywająca od paru lat alkoholu może mieć wpływ na to jak się obecnie czuję?
Czuję się nieszczęśliwa - studiuję, mam 20 lat.
Czuję się zagubiona. Mam 20 lat i studiuję, zajęcia mam 3 razy w tygodniu. Resztę tygodnia spędzam w domu, dorabiam na korepetycjach, ale mam je dość rzadko. Czuję, że robię za mało i martwię się o przyszłość. Straciłam cel w życiu, a bardzo tego potrzebuje. Nie mam aktualnie żadnych przyjaciół, chłopaka też nigdy nie miałam, czuję się trochę samotna. Wiem, że to nic poważnego, ale dokucza mi smutek, kiedyś już miałam lekką depresję. Jestem nieszczęśliwa. Nie wiem jak sobie pomóc, bo na psychologa nie mam za bardzo pieniędzy.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.