
Kryzys w małżeństwie: brak poczucia bezpieczeństwa i wsparcia emocjonalnego
Dzień dobry, Jestem w związku z moją żoną od prawie 9 lat, a w małżeństwie prawie 7. Wiedliśmy szczęśliwe życie (przynajmniej tak mi się wydawało), mamy dwie super córeczki (4 i 6 lat), dobrą pracę, duże mieszkanie, wakacje 1-2 razy w roku. Mieszkamy w Warszawie z dala od rodziny i jesteśmy z dziećmi sami sobie, na co dzień nie mamy wsparcia rodziny, ponieważ mieszkają za daleko. Z tego też powodu nie mamy czasu na wspólne wyjścia sami na randkę. W trakcie małżeństwa mieliśmy 2-3 sytuacje, w których nie wsparłem żony wcale albo na tyle ile ona by oczekiwała i był to sytuacje dla niej dynamiczne i stresowe, m.in. konflikt pomiędzy moją mamą a żoną, konflikt z moją teściową, czy problem w pracy (od 2 lat pracujemy w jednej dużej firmie razem) związany z moim znajomym z działu. Rozmawialiśmy o tym na bieżąco, jednak w tychże sytuacjach nie podejmowałem żadnych stanowczych działań, co żona mi wypominała (czytałem inne fora, artykuły i nie wiem, czy to ze jestem synem alkoholika, może mieć na mnie wpływ w dorosłym życiu, że unikam sytuacji konfliktowych i stawiania im czoła). W ciągu 1,5 roku spaliśmy ze sobą 6 razy (ostatni raz w lutym br.), żona czasem się przytulała, jednak częściej ja to inicjowałem - nawet jak kładliśmy się spać to ja przytulałem, a nie żona. Poza tym żyliśmy normalnie - wyjścia na zakupy, do restauracji, do znajomych - no normalne życie bez kłótni szczęśliwej rodziny - pocałunki na przywitanie i na dobranoc. Ostatnio dowiedzieliśmy się, ze nasi bliscy znajomi biorą rozwód. Od tamtej pory tak zaczęliśmy żartować coś o tym rozwodzie, jednak jak już powiedziałem żonie, że to mnie nie bawi, to twierdzi, że ja zacząłem. Dodatkowo, przy rozmowach opowiadała mi, jakby ona się zachowała przy rozwodzie w sprawach dot. dzieci etc. i że miałbym więcej czasu dla siebie. No jakoś ten temat przycichł, natomiast rozmów o rozwodzie było takich ostatnio często (bardziej takich wstawek między słowami, niż rozmów). Ponadto, obecnie staramy się o przeniesienie kredytu, żeby spłacić go szybciej i kupić następnie działkę pod dom - żona to zainicjowała, jeszcze kilka dni temu oglądała projekty domów, bo już była taka podekscytowana. W ciągu ostatnich 2 tyg. zauważyłem dziwne zachowanie żony - odpowiadała mi zdawkowo, jak ją chciałem pocałować na przywitanie, to nastawiała policzek, ale w ogóle unikała takiej sytuacji. Zapytałem jej, czy stresuje się czyms - to wtedy wybuchła, ze poznała mnie, jak byłem innym człowiekiem, że więcej czytałem, byłem aktywny, decyzyjny, a teraz wszystko zrzuciłem na nią i polegam na tym, co ona powie. Wróciła w tej rozmowie do starych sytuacji z przeszłości, w której nie miała mojego wsparcia, stwierdziła, że jak mnie obecnie widzi, to nie czuje do mnie żadnych pozytywnych emocji, a jak ją przytulałem od pewnego czasu, to mówiła, że czuła się jakby przeciwne siły się odpychały. Stwierdziła, że nigdy nie stałem po jej stronie w sytuacjach konfliktowych u niej, a nawet, że obecnie nie przyjęłaby moich oświadczyn, gdyby to miało miejsce teraz, i że może za wcześnie wzięła ślub, bo "tak fajnie jest mieć rodzinę" a ona jest rodzinną osobą. - w ogóle nasilenie tego jej zachowania zaczęło się dzień po tym, jak wróciła z wyjścia na miasto z koleżanką z pracy - generalnie to ostatnio była na takim wyjściu pewnie z rok temu. Powiedziała, że mnie nie zdradziła i nie planuje, ale nie wie, czy nawet jak się zmienię, to ona znowu się we mnie zakocha... Wczoraj rozmawialiśmy ponownie, zrozumiałem swoje przeszłe zachowania, przyznałem jej racje i powiedziałem, że stanę na głowie, żeby było dobrze, bo nie wyobrażam sobie, żeby nie być z nią, ponieważ bardzo ją kocham i nie wyobrażam sobie życia osobno i bez dzieci w domu. Stwierdziła, ze tu chodzi o to, że nie dostała ode mnie poczucia bezpieczeństwa i opieki i że ona żyje teraz w przekonaniu, że nie umiem jej tego dać, nie że nie chcę jej tego dać tylko, że po prostu nie potrafię i że może ona musi teraz głęboki żal w sobie przepracować, ale póki co kosztuje ją to za dużo nerwów i nie wie, jak to naprawić, bo dopóki znowu nie będzie w takiej sytuacji, to się nie dowie czy w końcu ją wesprę. Powiedziała, że póki co chce mieć spokój i żebym nie wymagał od niej niczego, bo ją to kosztuje za dużo nerwów i nie chce, by jej reakcja odbijała się na dzieciach. Na koniec powiedziała, że ta cała sytuacja ją denerwuje i żebym pracował nad swoimi problemami, a ona musi sama przepracować swój. W chwili obecnej od dwóch dni śpię w salonie, a żona w sypialni. Rozmawiamy normalnie, ale póki co nie tak intensywnie, jak dotychczas. Szczerze muszę powiedzieć, że jest to dla mnie najgorszy koszmar, jaki mógłby się wydarzyć. Wydawało mi się, że tworzymy super rodzinę...
Katarzyna Rosenbajger
Witam,
Przykro mi, że przechodzi pan przez taka sytuacje i do tego sam.
Z pana listu wynika, że bardzo zależy panu na rodzinie i zrobi pan wszystko, aby ja uratować, co jest bardzo dobrą oznaką z pana strony.
Pisze pan też o sytuacjach, w których nie stanął pan po stronie żony (w jej obronie) i musiała być to bardzo ciężka sytuacja dla niej. Ale z pana listu wynika, że żona potrzebuje przepracować te problemy sama czy z terapeutą, ale panu też radziłabym poszukać wsparcia, gdzie razem z terapeutą czy psychologiem będzie pan mógł przepracować oraz zrozumieć pana zachowania, oraz reakcje.
Nie powinien być pan teraz sam, bez żadnego wsparcia l, wiec pomoc innych lub profesjonalna jest w pana przypadku bardzo potrzebna.
Czasem kryzysy w związku są potrzebą lekcją, aby zrozumieć siebie oraz drugą osobę, nasze i jej potrzeb,, aby można było ruszyć do przodu.
K Rosenbajager
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Kacper Urbanek
Witaj,
Widać, że bardzo kochasz swoją żonę, zależy Ci na rodzinie i chcesz naprawić to, co między Wami się popsuło. Twoja żona nie odrzuca Cię całkowicie, ale daje jasno do zrozumienia, że przez długi czas czuła się pozostawiona sama sobie, bez wsparcia, którego potrzebowała. Jej emocje teraz to efekt nagromadzonego żalu, zawodu i prawdopodobnie poczucia, że musiała być silna za dwoje. To nie musi oznaczać końca związku, ale wymaga czasu, cierpliwości i realnych działań.
To ważne, że potrafisz przyznać się do swoich błędów i że chcesz się zmienić to już bardzo wiele. Teraz kluczowe będzie, żebyś faktycznie pokazał jej, że potrafisz dać jej poczucie bezpieczeństwa nie tylko słowami, ale codziennym zachowaniem. Jednocześnie dobrze byłoby, gdybyś sam przyjrzał się sobie głębiej. Wspomniałeś o ojcu alkoholiku, dorastanie w takim domu często sprawia, że w dorosłym życiu unika się konfliktów, trudno się jasno komunikuje i odcina od emocji. Konsultacja psychologiczna być tutaj ogromnym wsparciem dla Twojego własnego spokoju i siły wewnętrznej. Twoja żona powiedziała, że chce spokoju, uszanuj to, ale nie zamykaj się. Pokaż, że jesteś gotów się zmieniać nie dla niej, ale razem z nią. Czas i cierpliwość mogą pomóc. I pamiętaj, że najgorsze, co możesz teraz zrobić, to wpaść w rozpacz albo próbować ją na siłę do czegoś przekonać. To moment, który wymaga ciszy, pracy nad sobą i spokojnej obecności. Jeśli zobaczy, że naprawdę się zmieniasz i dojrzewasz, być może powoli zacznie znów Ci ufać.
Z pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta
Krzysztof Skalski
To, co Pan przeżywa, jest bardzo bolesne, ale nie bez nadziei. Żona przez długi czas czuła się niewspierana w trudnych momentach i teraz straciła poczucie bezpieczeństwa w relacji. Nie mówi, że Pana nie kocha- mówi, że nie wie, czy potrafi znów Panu zaufać. Pana deklaracja chęci zmiany jest ważna, ale teraz potrzebne są czyny i cierpliwość. Żona prosi o spokój, bo musi sama przepracować żal- nie jako kara, ale forma ochrony. Najlepsze, co Pan może zrobić, to zająć się sobą: zrozumieć swoje unikanie konfliktów, np. w terapii, i działać spokojnie, bez presji.
To nie musi być koniec. Ale odbudowa zaufania to proces- cichy, powolny, wymagający czasu i obecności.

Zobacz podobne
Stoję obecnie przed bardzo ciężkim wyborem życiowym, nie mam się kogo poradzić, ponieważ jestem osobą, która nie dzieli się swoimi problemami. Jednak tym razem potrzebuję pomocy. Jestem w 'dziwnej' relacji z dziewczyną. Mamy po 25 i 23 lata. Znamy się ponad rok czasu. Ostatnio postanowiłem z nią szczerze porozmawiać i wyznać jej swoje uczucia, na co otrzymałem odpowiedź, że ona 'nie jest gotowa na związek' i mimo tego, że czuję coś do mnie, to boi się przede mną otworzyć i 'oddać' w 100% (jej słowa). Sytuacja jest dla mnie coraz bardziej męcząca, chcę jej jakoś w tym pomóc, ale wiem, że nie mogę, bo wszystko zależy tylko i wyłącznie od niej. Jednak wszystko stoi w miejscu od kilku miesięcy. Zastanawiam się, czy nie powinienem odejść, właściwie chciałem to zrobić już dwa razy, ale coś mnie powstrzymało. Proszę o poradę, powinienem odejść, czekać? Czuję powoli, że trochę mnie to przytłacza, nie chcę na siłę napierać na coś więcej, ale czuję, że i tak to robię.
Z jednej strony piekielnie mi na niej zależy, lecz z drugiej już bardzo mnie to męczy. Zastanawiam się, czy nie napisać jej, że odchodzę, a jeśli poukłada sobie w głowie, to niech się odezwie, bo ja nie potrafię trzymać z nią kontaktu w taki sposób, jaki mamy teraz.
Witam. Jestem mamą dwóch synów po przejściach i obecnie jestem z partnerem w związku na odległość. On zaprasza mnie do siebie z dziećmi na wakacje, by choć na tydzień do niego polecieć. Mieszka i pracuje za granicą, ja jestem w Polsce. Dodam, że ja nie pracuję, mieszkam na wsi i bardzo źle się z tym czuje, że on miałby za wszystko płacić. Gdy odmówiłam wyjazdu, on stawia sprawę jasno, jeśli nie przylecimy to między nami koniec. To tylko utwierdza mnie, że on mnie wcale nie kocha, stawiając mi ultimatum. Po prostu on nie rozumie tego, jakie to dla mnie jest trudne. Wiele przeszłam w poprzednich związkach i nie chce nic od obecnego partnera. Nie chce, by później było mi coś wypominane, jak miałam w poprzednich relacjach, czuję się z tym bardzo źle. Gdy tylko coś jest nie po jego myśli, od razu się oburza na mnie i pisze mi przykre słowa, obwiniając mnie, że to mi nie zależy i w ogóle. Nie wiem, co mam robić, ogólnie jestem strasznie załamana, wszystko mnie przytłacza. Nie widzę sensu życia, mam okropne myśli i często łapie doła ,płacze o różnych porach dnia … Bardzo proszę o jakąś poradę. Nie mam nawet z kim porozmawiać o tym wszystkim kogoś się poradzić😢
Witam. Spróbuję opowiedzieć w skrócie.
Jestem 4 miesiące po ślubie, z moim mężem poznaliśmy się przez internet, w sumie trzy lata temu, ale tylko jako kumple. Razem jesteśmy oficjalnie półtorej roku z tego tak jak wcześniej wspomniałam 4 miesiące małżeństwem. Ja jestem po rozwodzie, on był w długoletnim związku narzeczeńskim ,odwołał ślub niestety prawie przez rok będąc ze mną, mieszkał ze swoją byłą narzeczoną, przez to dochodziło do kłótni, ponieważ kilka razy zawiódł moje zaufanie wybierając ją, a nie mnie ... na przykład powiedział, że jeżeli ona poprosi go, żeby ją gdzieś zawiózł, to to zrobi, mimo że ja błagałam, żeby tego nie robił....
Przed ślubem zapytałam go czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć, a co może się wydać po ślubie, powiedział, że nie ma takiej rzeczy .Niestety w dwa tygodnie po ślubie okazało się przez przypadek, że zataił przede mną bardzo ważną rzecz, która będzie ważyła na małżeństwie do końca życia... ponieważ zataił przede mną, że ona jest jego dalszą rodziną, gdzie ja dałam mu bardzo dużą sumę pieniędzy, żeby on mógł ją spłacić, ale postawiłam warunek, że ona zniknie z jego życia i nie będzie miał z nią nic wspólnego i on dał mi słowo, że tak będzie ...niestety okazało się, że ona jest jego dalszą rodziną, więc zawsze będzie miał z nią coś wspólnego ... problemem było też to, że ja pierwszy raz odwiedziłam go, gdy już byliśmy narzeczeństwem, ale on wtedy jeszcze mieszkał ze swoją byłą narzeczoną i ja przed wylotem do niego błagałam go, żeby schował wszystkie jej rzeczy osobiste, żebym nie musiała tego oglądać, on mi wtedy powiedział, że tak zrobi, że mogę się nie martwić ,ale gdy przyleciałam do niego do mieszkania, obok mojej kosmetyczki stała jej kosmetyczka ,w łazience wisiały jej szlafrok ,bielizna i kosmetyki .. .bardzo to przeżyłam ...rzeczy innej kobiety obok rzeczy mojego narzeczonego i obok moich..... i do tej pory sobie z tym nie radzę, bo gdyby on wtedy dotrzymał słowa nie byłoby większości problemów....
Również na początku znajomości, a w sumie gdy byliśmy już zaręczeni, na pierwszej imprezie, na którą zabrał mnie do swoich znajomych, gdzie ja nikogo nie znałam doszło do sytuacji bardzo nieprzyjemnej dla mnie ,ponieważ ja siedząc obok mojego narzeczonego zobaczyłam, że podchodzi do niego jakaś kobieta, przytula go od tyłu na szyję i tak po prostu na nim wisi i z nim rozmawia ...on nie zareagował w ogóle.... Przez te wszystkie sytuacje, do których on doprowadził bardzo mnie raniąc i ja teraz cały czas myślę, że skoro przy mnie się tak zachowywał to beze mnie się zachowuje też tak albo jeszcze gorzej.... a ponieważ mieszkamy jeszcze w dwóch różnych krajach, dopiero razem będziemy za kilka miesięcy, to ta moja zazdrość jest większa.. Aktualnie jestem w ciąży, bo staraliśmy się o dziecko i nie mogę się denerwować, natomiast on wmawia mi, że ja mam problem z chorą zazdrością, bo cały czas mu wypominam to, co on zrobił. Bez przerwy wmawia mi, że jestem nienormalna i że muszę iść do psychiatry. A ja mu tłumaczę, że nigdy we wcześniejszym małżeństwie nie zostałam tak potraktowana . Nigdy nie byłam chorobliwie zazdrosna o mojego byłego męża ani nawet bardzo zazdrosna .A moje zachowania teraz są konsekwencją tegom jak on mnie potraktował przed ślubem kilka razy i również po.
mój chłopak mnie obrzydza skrótowo: wygląd: otyłość, nie dba o swój wygląd i higienę seks: szybko kończy, zapomina co lubię, robi rzeczy, które mi przeszkadzają brak inicjatyw, namiętności: czuję się przy nim jak przy koledze albo dziecku, gdy mu mówię o jakimkolwiek problemie, to odpowiada, że postara się to zmienić albo że z tym nic nie da się zrobić i czasami przez krótki czas jest odrobinę lepiej, ale to tylko tymczasowa poprawa, później wraca do stanu pierwotnego długi opis Otyłość: po pójściu na siłownię z nadwagi doprowadził do otyłości 2 stopnia (do swojego jedzenia dorzucił kolejne kalorie w postaci produktów z białkiem), a z tym kolejne rozstępy, pęknięta skóra, jeszcze większy brzuch. Gdy mówię na przeróżne sposoby, czy to przez jedzenie mniejszych porcji (do tej pory je jak 2 porcje), więcej się ruszał, chodził na spacery czy robił więcej cardio, to reaguje sporą niechęcią. Mówi, że 1) sam sobie poradzi; 2) to się nie zmieni, bo zawsze był gruby Większość czasu spędza w swoim pokoju (studiuje, ale nie pracuje, mieszka dalej z rodzicami), ma bardzo mało ruchu Odnośnie jedzenia, to tekst, że pójdzie w końcu do dietetyka (po 4 latach mówienia tego dalej nie poszedł, a z wcześniejszego jadłospisu na tyle samo kcal nie korzysta), nie ma jak inaczej jeść, bo mu mama robi jedzenie Tym bardziej mi na tym zależy, bo ta choroba przekłada się na wszystkie inne aspekty życia, w tym jego pozostałe sprawy zdrowotne, a ma niespełna 25 lat. Nadpotliwość: najbardziej przeszkadza mi to w seksie. Nie mogę czerpać z tego przyjemności, cieszyć się chwilą, bo po max 10min jest już cały mokry i śmierdzi. Podobnie się to przejawia nawet, gdy tylko siedzi i nic nie robi. Jak wchodzi z dworu do mieszkania, to tak samo jest zalany cały potem i się klei Brak dbania o swój wygląd: goli się głównie, jak mu to wielokrotnie przypomnę, a z jego rzadkim myciem przy potliwości (co 2/3 dni) to szybko też robi się brzydki zapach (zwłaszcza w okolicach penisa i odbytu), niedokładnie i niewystarczająco myje zęby fryzjera też unika, nie chce, żebym ja mu skróciła, woli chodzić z włosami, które już mu do ucha wchodzą. To z kolei wpływa znowu na stan jego cery i potliwość- ma tłuste włosy i odracza to w czasie nie zwraca uwagi jak się ubiera: często na lewą stronę, długie skarpety do krótkich spodenek, do tego wyciągnięte na maxa jak podkolanówki (i miejsce na pięty ma przy kostce). Chodzi często w podziurawionych przy kroczu spodniach (niekiedy nawet całe pięści można przez nie przełożyć), majtkach czy białych bluzkach z żółtymi plamami od potu. Po zwróceniu uwagi odpowiada, że je później zaszyje, mu nie przeszkadzają albo tego nie widać (końcowo daje je mamie) Seks: niby zwraca uwagę, jak mu mówię, przypominam co lubię, ale w praktyce później nie pamięta w jaki sposób. Jest niezdarny, więc często przez przypadek mnie przygniata, co momentalnie mniejsza podniecenie. Lubię namiętny seks, ale on nie podnieca mnie tak jak lubię. Niekiedy pomija to albo robi z tego parodię/robi to w prześmiewczy sposób (na to jego argumentem jest, że lubi jak się uśmiecham/śmieję). Przez co w rolę wchodzi tylko lubrykant, bo inaczej jestem przy nim zbyt sucha. Głośno dyszy, szybko się męczy, poci, gada w międzyczasie inne rzeczy, przez co mnie to rozprasza. Jestem jego 1 dziewczyną, dlatego na wiele sposobów mówiłam w jaki sposób, kiedy może robić, co mi się podoba, a co nie. Pokazywałam, mówiłam, zapisywałam, ale z niewystarczającym skutkiem. Ma problem ze wczesnym wytryskiem, przez co łącząc te wszystkie rzeczy, po prostu nie satysfakcjonuje mnie z nim seks, czuję się przy nim obrzydzona i lekceważona Oprócz tego jest wspaniałym człowiekiem, ale do tej pory te zachowania zostały albo nasiliły się i już nie mam zbytnio pomysłu jak to rozwiązać. Z perspektywy osoby obok wygląda mi to na depresję/autyzm, ale wiadomo - tego sama nie zmienię. Dlatego proszę o porady jak moglibyśmy się z tymi rzeczami uporać, głównie ja i przestać czuć do niego odrazę i obrzydzenie przez wymienione wszystkie powyżej rzeczy (bo moja cierpliwość i siła dobiega już końca). Chcę się poczuć przy nim kobieco, jak dziewczyna, a nie wieczna nauczycielka

