
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Mam wrażenie, ze...
Mam wrażenie, ze życie nie jest dla mnie. Mam narzeczonego, nasz ślub planowany jest na sierpień. Ja odsuwam wszystkie przygotowania.
Zosia
Katarzyna Waszak
Dzień dobry! To, że szuka Pani pomocy w rozwiązaniu swoich trudności, pokazuje, że umie Pani podjąć decyzję. Dostrzegam, że ma Pani problem z akceptacją siebie taką, jaką Pani jest. Co to znaczy ,,jestem idealistką"? Nie ma idealnych ludzi. Może to tak, że trudno Pani przyjąć prawo do błędów, do słabości… Zachęcam do odkrywania swojego piękna - mocnych stron, umiejętności, wartości. To pomoże Pani wyodrębnić się z tłumu, nie porównywać, docenić indywidualność. Ciekawe, że nie pokazała Pani partnerowi swoich prawdziwych emocji. Jak to było wcześniej w relacji z rodzicami? Każda emocja jest ważna.
Trudność z podejmowaniem decyzji - prokrastynacja może się wiązać z lękiem przed konsekwencjami, oceną, a także z niskim poczuciem wartości, z którym najwyraźniej się Pani boryka. Zamiast stosować uogólnienia typu: ,,cały świat jest przeciwko mnie", warto wymienić konkretne osoby. Ile ich jest? Czy przypadkiem nie znalazłoby się więcej takich, które Pani sprzyjają? Zachęcam do wypisania sobie osób, na których można liczyć - sieci wsparcia. Za co jest Pani wdzięczna sobie, otaczającym ludziom, światu/Bogu? Co kryje się za tymi łzami tak naprawdę? Zachęcam do skorzystania z psychoterapii, w której będzie Pani mogła odkryć siebie.

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam 20 lat. Cierpię na bardzo dokuczliwe zaburzenie lękowe. Od roku jestem w terapii. Od 3 miesiący biorę leki SSRI i przeciwlękowe.
Decyzja o wzięciu leków była dla mnie jednym z największych wyzwań w życiu. Bardzo się ich bałem i musiałem jeszcze ukrywać fakt ich brania przed negatywnie nastawioną do tego rodziną. Ostatecznie odważyłem się i po kilku tygodniach zacząłem zauważać poprawę. Niestety nie trwało to zbyt długo, ponieważ po kilku ciężkich sesjach moje lęki i depresyjność wróciły. Dotknąłem bardzo trudnego dla mnie tematu, dotyczył on kwestii religijnych. Od małego dziecka byłem wychowywany w bardzo "restrykcyjnym wychowaniu " zwłaszcza religijnym. Gdy miałem 10 lat zaczęły pojawiać się pierwsze lęki i natręctwa związane z tą sferą. Rodzina bardzo napędzała ten lęk. Już jako nastolatek nie spałem po nocach z powodu lęku przed potępieniem po śmierci, bo zrobiłem coś złego. Teraz nastąpił we mnie moment ,kiedy to wszytko zaczęło pękać. Zaczął rodzić się we mnie bunt do kościoła, zacząłem nie zgadzać się z pewnymi restrykcjami narzuconymi przez kościół (zwłaszcza dotyczącymi seksualności, mam wrażenie, że nauka tutaj stoi w sprzeczności z kościołem). Ten bunt z kolei wpędza w ogromny lęk przed piekłem, do którego mogę pójść, bo się sprzeciwiam nauce kościoła i mam inne poglądy (np boję się, że umrę danej nocy i zostanę ukarany)
Z drugiej strony wiem, że nie przeszedłem w swoim życiu tzw. buntu młodzieńczego, który jakoś kształtuje naszą dojrzałość. Nie zgadzam się z tym, że wszystko człowiekowi trzeba narzucić, co mu wolno, czego nie wolno zakładając, że człowiek nie jest sam w stanie rozeznać, co jest dobre, a co złe.
Rodzina wprost stosowała zawsze przemoc religijną, stąd też może teraz ten bunt. Jestem w strasznej rozsypce. Chodzę coraz bardziej przybity i zalękniony. Leki, które tak mi pomagały, nawet one przestały radzić sobie z moim zaburzeniem lękowym.
Mój psycholog mówi, że nie wszystko z kościoła muszę przyjmować, żebym brał z wiary to co mi służy a odrzucał to co nie służy. Mnie bardzo pociąga takie podejście. Automatycznie zawsze jakoś zaczynam zazdrościć ludziom, że żyją po swojemu (np w związkach partnerskich) i są szczęśliwi i nie boją się tego. Z drugiej strony kościół nie akceptuje odejścia od "części" jego nauczania.
Piszę tutaj o tym, bo odbija się to bardzo na mojej psychice, złapała mnie ogromna bezsilność i nie wiem co robić dalej. Straciłem nadzieję na lepsze jutro. Boję się też, że psychiatra znowu zmieni leki i że będę znowu przechodził przez kolejne stresy. Dodatkowo załamuje mnie to, że i terapia tak powoli idzie i leki nie działają. Po za tym zacząłem nową pracę i zmieniłem uczelnię, co też jest dla mnie trudne. Ale nic nie jest w stanie przebić lęku/buntu religijnego. Dziękuję za przeczytanie mojej wiadomości. PS Staram się być zawsze jak najlepszym człowiekiem i dawać z siebie wszystko co najlepsze i najpotrzebniejsze drugiemu człowiekowi, a i tak czuję się złym człowiekiem 😥

