Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy można rozpocząć związek będąc w młodym wieku i mając nerwicę natręctw oraz niską samoocenę?

Witam. Mam 27 lat i od bardzo dawna mam nerwice natrect i niska samoocenę.Przyznam że przez to nigdy nie byłem w związku i jestem prawiczkiem co bardzo od pewnego czasu mnie doprowadza do nerwicy. Od jakiegoś czasu poznałem trochę młodsza dziewczynę i chce w końcu normalnie żyć. I tu moje pytanie. Czy nie jest to już za późno na rozpoczęcie związku i wspolzycia?? Przyznam że wracają do mnie teraz natrectwa związane czy zaspokoje dziewczynę itp. Dodam że ona też ma depresję i przeszła ciężkie zycie. Dodam jeszcze że chce zacząć od nowa psychoterapię. Pozdrawiam
Teresa Łącka

Teresa Łącka

Dzień dobry, zdecydowanie nigdy nie jest za późno, żeby być szczęśliwym :) jeśli czuje Pan, że spotkał odpowiednią osobę i chce z nią budować związek to naprawdę warto spróbować i zawalczyć również o siebie. Poza tym to dobra okazja by uzyskać i dawać wsparcie w Waszej sytuacji zdrowotnej. Kwestię natręctw i niskiej samooceny dobrze byłoby skonsultować ze specjalistą, podjąć terapię choćby dlatego, żeby jakość Pana życia uległa poprawie.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Mam poczucie, że moje zaburzenia lękowe to przeszkoda do przyjaźni, że ludzie mnie opuszczą.
Dzień dobry, co gdy przy zaburzeniach lękowych bardzo boję się, że wszyscy znajomi mnie opuszczą? O ile rodzina pomaga mi w lęku to mam wrażenie, że większość znajomych traktuje to jako jakiś ciężar i przeszkodę w przyjaźni. Nie mogą ze mną nigdzie wyjść po lekcjach, bo się boję, a ja widzę ile ludzi lepszych mają wokół siebie. Mimo, że gdy miałam gorsze chwile w szkole to mi pomagali, to jednak ja czuję jakbym stała się dla wszystkich ciężarem i kruchą osobą, na którą wszyscy muszą dmuchać, by przypadkiem nie spanikowała. Nie chcę by tak było, ale nie umiem sobie przetłumaczyć, że nic się nie dzieje i tak naprawdę może dla nikogo to nie jest jakaś przeszkoda do przyjaźni.
Nie wiem, co się dzieje, myśli samobójcze, lęk, zaburzone jedzenie - co się ze mną dzieje? Proszę o pomoc!
Nwm czemu źle się czuję, po prostu od dłuższego czasu mam dość i chciała bym ze sobą skończyć źle się czuje i nie mogę określić czemu i w jakimś sensie to trochę wykańcza, bo to co przechodzę to znajoma mi powiedziała że to derealizacja i nie wiem co z tym zrobić plus coraz częściej mam ochotę zniknąć i mam jakieś dziwne stany oprócz tych typu depresion na które zażywam leki od psychiatry, i też sam nie wiem nic nie robię z tym życiem dosłownie dalej stoję w miejscu, a jest też opcja żebym poszedł na psychiatryk dzienne i nie wiem co robić już boje się chyba, plus od dwóch lat praktycznie codziennie mnie boli głowa i czy to może być coś z psychiką?, lekarz stwierdził stan zapalny zatok ale to wiadome nie 2 lata zatoki, i przepraszam za tak długa wiadomość…, a z jedzeniem też mam problem bo za dużo jem ostatnio i już mam dość tego strasznie, jem tak jak nie powinienem i już tym wymiotuje nie dosłownie w sensie mam tego dość a i tak aktualnie jest mi niedobrze i kolejną noc nie śpię…… zaimki on jego trans jestem czy coś ten przepraszam za wszystko
Nieuzasadniony lęk, smutek i wycofanie - czy to depresja lub zaburzenia lękowe?
Czuję nieprzerwany i nieuzasadniony lęk, wszystko mnie stresuje, również sytuacje, których doświadczają moi bliscy (nie ja). Unikam spotkań z ludźmi, bo bardzo często słyszę coś, czego nie chciałabym usłyszeć, a w efekcie szybko popadam w skrajne emocje, tj. smutek (płacz) lub złość. Boję się o zdrowie bliskich, choć wszystko jest w porządku. Martwią mnie nierozwiązane sprawy, na które nie mam wpływu. W wielu sprawach czuję wyczerpującą bezsilność. Mało co mnie cieszy i totalnie nic mi się już nie chce. Jak tylko mogę kładę się spać. O moim samopoczuciu wie tylko mąż, innym nie chcę mówić, żeby ich nie martwić. Nic nie zauważają, staram się uśmiechać i zabawiać innych. Fizycznie bardzo często odczuwam "gulę w gardle" i przyspieszone bicie serca. Potrafię nagle zacząć płakać bez konkretnego powodu. Moje pytanie brzmi, czy to mogą być objawy depresji lub zaburzeń lękowych? Nie mam zapału, żeby iść do lekarza.
Boli mnie głowa, a raczej czuję taki ucisk oraz szum w uszach. Nie mogę się często skupić na jednej rzeczy
Boli mnie głowa, a raczej czuję taki ucisk oraz szum w uszach. Nie mogę się często skupić na jednej rzeczy np. czytaniu, mam problem z pamięcią. Dodam, że od kilku miesięcy nie umiem szybko zasnąć, bo nadmiernie myślę. Czasami nie potrafię kontrolować tego, że nieustannie o czymś myślę, nawet o rzeczach które już dawno nie powinny mnie interesować. Mam wrażenie że taki overthinking towarzyszy mi już od kilku lat, tylko że teraz doszły do tego nieprzyjemne dolegliwości tj. ten mocny ucisk w głowie.
Jest mi ciężko- zmarła babcia, moje święta zapowiadają się bardzo niekomfortowo dla mnie, walczę z lękami i napadami paniki. Co mam robić, jak sobie pomóc?
Dzień dobry, na wstępie zaznaczę, że będzie to dosyć długa wiadomość, ale chce się z kimś podzielić tym, co mnie męczy. Od zawsze byłam bardzo wesołą osobą i patrzyłam na życie z dobrej strony (chociaż miałam pojedynczy okres zagubienia, ale to było głównie z tego, co sobie sama wmówiłam i nie przemyślałam tego). Gdy myślałam, że moje życie naprawdę staje się idealne, bo miałam wokół siebie dużo wspierających ludzi a tu nagle pod koniec maja zmarła moja kochana babcia. :( Po raz pierwszy coś aż tak we mnie uderzyło, że kompletnie pękłam. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego, że osoba, którą odwiedzałam przez całe moje życie praktycznie co tydzień już nigdy tam nie będzie. Wcześniej już zmarł mi dziadek, ale to było gdy miałam tylko 3 lata i nie rozumiałam co się stało. Teraz, gdy już to wszystko doskonale rozumiem to ból jest ogromny. Chciałam jak najszybciej o tym zapomnieć, dzień po pogrzebie wróciłam do szkoły i spędziłam czas z koleżankami. Pomogło mi to, więc uznałam, że kompletnie będę udawać, że nic się nie stało i zawsze gdy moi rodzice chcieli rozmawiać o mojej babci to po prostu zamykałam się w pokoju i próbowałam nie płakać. Po tym czasie wiem, że takie wmawianie sobie, że nic się nie stało pogorszyło mój stan. Bo się stało i to dużo. Mimo tego po jakimś czasie w miarę się podniosłam i w czasie wakacji już coraz łatwiej mi się o tym rozmawiało, a na wspomnienia z nią patrzyłam pozytywnie, ciesząc się tym ile z nią przeżyłam a łzy przychodziły już tylko w pojedyncze dni wakacji. Niestety, ale na początku lata musiałam pojechać do szpitala i wtedy po raz pierwszy doświadczyłam lęku paraliżującego do tego stopnia, że przez pół godziny pierwszego dnia po przyjeździe siedziałam i płakałam w łazience cała roztrzęsiona z kołatającym sercem. Bałam się szpitala a przede wszystkim snu w nim, bo moja babcia zmarła w szpitalu właśnie przez sen. :( Gdy się uspokoiłam to pobyt minął mi w miarę szybko, zdiagnozowali u mnie insulinooporność i przepisali leki. Nie przejęłam się tym jakoś przesadnie, mimo początkowych obaw, ponieważ to zaburzenie może prowadzić do cukrzycy, którą miała moja babcia. Na szczęście lekarze wytłumaczyli mi, że przy ciężkiej pracy i lekach będzie mi coraz lepiej (i tak jest!:)) Wakacje minęły mi bardzo dobrze, o wiele więcej wychodziłam ze znajomymi i smutek był już tylko sporadyczny. Tak samo, gdy we wrześniu wróciłam do szkoły, mimo tego, że nadal tęskniłam za babcią, czułam jak moje życie znowu wraca na lepszą drogę. Niestety nic nie może być idealne i na początku października zaczęło się: zasłabłam po raz pierwszy w życiu, nie zemdlałam, ale było blisko. Gdy siedziałam w karetce to myślałam, że zaraz umrę i bałam się jak nigdy. Od tego czasu byłam zmęczona, spanikowana i myślałam, że jestem co najmniej w jakimś śnie. Minęło trochę czasu i względnie wróciłam do normalności, niestety lęki nawracały w najmniej oczekiwanym momencie. Miałam (prawdopodobnie) ataki paniki czy to na spacerze, czy w szkole a nawet w domu. Potrafiłam wpaść w ogromną panikę nawet dwa razy w ciągu paru godzin. Zaczęłam latać po lekarzach, myślałam, że to coś z moim ciałem się dzieje, bałam się czy to nie cukrzyca albo coś innego, miałam wiele scenariuszy. Oczywiście po dłużej analizie wiem, że to wszystko było w mojej głowie i to moja psychika to powodowała. Oczywiście, nie cały czas czułam lęk, ale w 90% minął on dopiero niedawno. Od kiedy wróciłam po chorobie do szkoły (która niestety zostawiła za sobą kolejne lęki) to potrzebowałam chwili by wrócić do normalnego życia. Lęki znacznie zniknęły (co w pewnym momencie nawet zaczęło mnie niepokoić, że jak tak szybko już się nie boję...) i mimo zmęczenia po wirusie zaczęłam żyć w miarę spokojnie. Mimo tych sukcesów, które osiągnęłam w opanowywaniu się dalej nie jest do końca okej. Czasami nadal szybko zabije mi serce. Warto wspomnieć, że wcześniej już miałam spore tendencje do panikowania, nawet jako 10 latka miałam bardzo katastroficzne myśli i bałam się, że coś się komuś stanie np. moim rodzicom czy znajomym. Mam też tendencje do zamartwiania się i wmawiania sobie różnych rzeczy. W tym roku straciłam nie tylko babcię, ale również bliskie mi przyjaciółki- mimo, że nadal mam dwie cudowne najlepsze przyjaciółki to nie zastąpią mi one tamtych. Moje obecne przyjaciółki przyjaźnią się ze mną o wiele dłużej, bo 8 lat, tamte chodziły ze mną tylko do klasy, ale dopiero w zeszłym roku szkolnym bardziej z nimi rozmawiałam. Wiem, że to nie moja wina, że nasze drogi się rozeszły, ale gdy widzę je na korytarzu dobrze bawiące się w towarzystwie jednej bardzo niemiłej dziewczyny to chce mi się płakać. Co ona ma, czego ja nie mam? Na dodatek niedługo święta i moja rodzina zamiast w tym roku spędzić je jakoś spokojnie, zabiera się za to bardziej niż w zeszłym roku. Wiem, że im też jest ciężko w pierwsze święta bez babci, ale to nie powód by tak przesadzać. Zawsze spędzałam wigilię z rodzicami, wujkiem i babcią (i jeszcze raz z dziadkiem zanim zmarł) i w tym roku również, no tylko niestety już bez babci (i dziadka, mimo, że słabo go pamiętam to na pewno był bardzo kochany, tak jak pozostali moi dziadkowie ♡). Liczyłam, że spędzimy wigilię u nas w domu a następnego dnia pojedziemy do wujka, ale musimy jechać do domu babci, bo tak chce wujek. On mieszka tam na codzień, więc może dla niego to nie jest takie smutne, ale mi bez babci tam będzie smutno, wystarczy, że często jeździmy tam na obiad i już takie dwie godziny w domu bez babci mnie smucą. :( W tym roku wyjątkowo mamy zaprosić na drugi dzień świąt mojego drugiego wujka, ciocię i kuzynki. To nie tak, że ich nie lubię, ale nie podoba mi się takie zapełnianie świąt na siłę by się nie smucić. Zawsze było tak, że w wigilię byliśmy u nas a potem w Boże Narodzenie u babci albo na odwrót, a 2 dnia świąt odpoczywaliśmy oddzielnie w domu. Teraz jest więcej roboty i więcej stresu, mimo że uwielbiam święta to w tym roku w ogóle ich nie czuję i nie cieszę się jakoś bardzo na nie, nie chcę prezentów czy jedzenia, chcę by ludzie, za którymi tęsknię wrócili. :(( Jest to bardzo długie, ale chciałam opisać wszystko w jednej wiadomości. Nie wiem co robić ze smutkiem, lękami czy paniką i poczuciem jak we śnie (czasami, gdy wpadam w panikę albo mam za dużo myśli w głowie) i liczę na jakieś porady, czy iść porozmawiać np. z psychoterapeutą czy samodzielnie to zwalczać. Z góry dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam (oraz ze względu na obecny miesiąc życzę wesołych świąt :))
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.