
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Zazdrość o...
Zazdrość o partnerkę, jednak ona nie bierze pod uwagę moich potrzeb. Nic mi nie mówi, nie pracuje nad sobą.
Joanna Łucka
Dzień dobry,
myślę, że warto głębiej przejrzeć się pierwszym dwóm zachowaniom Pana partnerki. Wyobrażam sobie, że jeśli wcześniej pytał Pan o zazdrość (choć nie ja czytałam i odpowiadałam na to pytanie), która dotyczyła np. indywidualnych wyjść partnerki bez Pana, to być może warto rozważyć, czy czuje się ona przy Panu swobodnie. Czy ma ona wystarczające poczucie niezależności i samostanowienia, czy nie czuje się przez Pana kontrolowana. Myślę, że warto podobne pytania skonfrontować z Pana partnerką.
Jeśli faktycznie uczucie nadmiernej kontroli lub braku swobody i czasu dla siebie w Pana partnerce się pojawia, to być może stara się wybrać choć poszczególne momenty czy czynności, które pozwolą jej pozostać samej ze swoimi myślami, odpocząć - aranżując w ten sposób chwilę dla samej siebie, którą zamyka w ramach tej konkretnej czynności, jaką jest palenie papierosa. Takie momenty bez drugiej osoby są niezbędne do regeneracji i zdrowia psychicznego. Warto ustalić, kiedy i w jakich warunkach potrzebujecie pobyć bez siebie - czy to w samotności, czy w towarzystwie innych osób.
Myślę, że warto zastanowić się, przy drugim opisywanym przez Pana punkcie, nad stwierdzeniem, że partnerka powinna prawie wszystko Panu mówić. Jeśli oboje Państwo mieliby takie nastawienie i pogląd dotyczący komunikacji, to zapewne nie stanowiłoby to trudności. Natomiast z tego, co Pan pisze, partnerka wyraża inne zdanie w tym temacie - nie chce się Panu ze wszystkiego tłumaczyć. Niewiele związków decyduje się na mówienie sobie wszystkiego - często pary dobierają tematy, które chcą dzielić z drugą osobą oraz zachowują dla siebie lub dla innych osób (przyjaciół, rodziny) niektóre obszary swojego życia. To również jest fragment komunikacji, który warto poddać rozmowie i refleksji - gdzie swój początek i przyczynę ma potrzeba wiedzenia o swojej partnerce i jej codzienności wszystkiego? Warto też zastanowić się, czy w ogóle jest to możliwe.
Pyta Pan o specjalistyczny pogląd na wymienione trudności, które Pan dostrzega w swojej relacji. Psychologicznie wiemy, że ludzie bardzo się różnią i trudno jest nam określać zachowania wyjęte z kontekstu jako zdrowe czy normalne. Łatwiej jest określić zachowania wymagające obserwacji i konsultacji. Wymienione przez Pana zachowania partnerki nie wskazują w tym krótkim opisie na powody do niepokoju pod kątem zaburzeń czy potrzeby interwencji psychologicznej. Zdają się być one zrozumiałe, lecz jednocześnie, pisze Pan, że budzą Pana dyskomfort. Dlatego zachęcam, aby rozważył Pan konsultację psychologiczną, podczas której będzie Pan mógł dokładniej przyjrzeć się swoim obawom, potrzebom czy wyobrażeniom na temat relacji, a następnie skonfrontować to z wizją partnerki.
Jeśli chciałby Pan skorzystać z konsultacji na NFZ to proszę poszukać specjalisty tu: https://pacjent.gov.pl/artykul/psychoterapia lub https://swiatprzychodni.pl/specjalnosci/psycholog/ lub https://czp.org.pl/mapa/
Życzę Panu wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka

Zobacz podobne
Dzień dobry. Jestem 14 lat po ślubie, mam 41 lat, żona 40, mamy 9-letnią córkę. Od dłuższego czasu w naszym związku narasta dystans zarówno fizyczny, jak i emocjonalny ze strony mojej żony, początek przypadł na moment po urodzeniu córki. Początkowo tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że jest to zupełnie nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć , oczywiste jest także to że dziecko radykalnie zmienia dotychczasowe życie. Rozwijałem firmę, żona zajmowała się córką , dwa lata spędziła w domu. W momencie, gdy córka poszła do żłobka, żona zaczęła pomagać mi w pracy - aczkolwiek co pragnę podkreślić nie naciskałem - mogła także wrócić do swojej poprzedniej pracy lub rozwijać się indywidualnie zawodowo. Stworzyłem dobrze zarabiającą firmę w branży e-commerce, jednak jak to przy swojej działalności bywa jest to okupione dużym stresem i ciągłą presją. Materialnie niczego nam nie brakuje, co więcej myślę, że jesteśmy w komfortowej sytuacji, bez kredytów etc. Ja sam jestem osobą bardzo aktywną fizycznie, zero używek, weekendowych spotkań z kolegami, nie oglądam się za innymi kobietami. Niestety nasz związek chyli się ku całkowitemu rozkładowi, żyjemy jak dwoje obcych ludzi, od roku śpimy osobno. Od momentu urodzenia córki, jakakolwiek czułość, chęć przytulenia, dotyk, luźna rozmowa nie mówiąc o seksie ze strony mojej żony, nie istnieje, jest bierna. Do pewnego momentu się starałem, jednak byłem skutecznie odtrącany, co więcej mam wrażenie, że nie lubi, gdy próbuje ją dotknąć. Nie mam kompleksów, ale miło by było być czasami zauważonym. Wielokrotnie próbowałem rozmawiać na ten temat, jednak zwykle kończy się to kłótnią, moja żona na moje pytania najczęściej odpowiada "nie wiem", twierdzi że ją atakuję i osaczam, widzę że nie do końca potrafi wyrazić swoje emocje i uczucia oraz potrzeby . Gdy ją pytam czy widzi co się dzieje z naszym związkiem , twierdzi że tak, jednak rozmowy niczego nie zmieniają. Nie rozmawiamy o przyszłości, wspólnych planach etc. nie jesteśmy w stanie zaplanować niczego. Ostatnio doszło do kilku sytuacji, w których poczułem się bardzo niekomfortowo i zacząłem zastanawiać się nad sensem trwania w tym związku. 1. Żona kupiła sobie nowy telefon - najnowszego iphone - nie mówiąc mi o tym - stary model schowała celowo do swojej szafy, ukrywając fakt zakupu, przypadkiem to odkryłem - poczułem się fatalnie, nie chodzi o sam zakup, bo gdyby mi powiedziała że chce nowy telefon sam bym jej go kupił, tym bardziej że mamy wspólne finanse, co więcej nigdy nie robię żadnego problemu z wydatkowaniem środków, straciłem zaufanie do żony. 2. W ciągu ostatnich 12 miesięcy moja żona była kilkukrotnie z koleżankami, na wyjazdach za granicą, proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chcę trzymać żony w "złotej klatce w domu", ale my sami wspólnie nie jeździmy praktycznie nigdzie, a nasz związek się rozpada, nie możemy wspólnie pojechać na weekend w góry z jednym noclegiem. W rocznicę naszego ślubu moja żona pojechała z koleżankami do Włoch. Ja najczęściej jestem stawiany przed faktem, nie mam wyboru, muszę zostać z dzieckiem, firmą i psem :) Żona ze mną nie rozmawia , ja podejmując jakieś decyzję patrzę zawsze przez pryzmat mojej żony, bo chyba o to chodzi w byciu w związku z drugą osobą, żeby ją uwzględniać w swoich planach ? 3. W toku rozmów , żona przyznała się że nie lubi prezerwatywy jako metody antykoncepcji, rozumiem ogranicza spontaniczność, powoduje dyskomfort, nie naciskam żony na inne metody, postanowiłem poddać się zabiegowi wazektomi. Listopad to akurat miesiąc w którym mógłbym zrobić zabieg ze względu na czas, powiedziałem o tym żonie, Ona na to :"ale ja jadę z koleżankami do Tajlandii na dwa tygodnie" i w tym momencie już zupełnie opadły mi ręce. Pomijając fakt że akurat kraje azjatyckie są jednym z moich marzeń , jeżeli chodzi o podróże i bardzo chętnie chciałbym tam jechać wspólnie z żoną, to myślę że fajnie gdyby żona doceniła chęć poddania się takiemu zabiegowi, szczególnie że jestem aktywny fizycznie i ewentualne powikłania po zabiegu mogą mnie wykluczyć ze sportu. Jestem coraz bardziej załamany i sfrustrowany , coraz częściej wybucham - aczkolwiek myślę że jest to jeszcze wola walki o związek, nie jestem już w stanie efektywnie pracować - co widać po ostatnich wynikach finansowych firmy - straciłem motywację, uciekam w sport, ale treningi zaczynają już być autodestrukcyjne - biegam z kontuzjami i robię to świadomie. Obserwuję że powielamy schemat z domu mojej żony, gdzie jej matka (problemy alkoholowe) ma bardzo spłycone relacje ze swoim mężem, nigdy nie widziałem by okazywała mu jakiekolwiek uczucia, jest chłodna i despotyczna, w okresie dorastania mojej żony miała bardzo duże problemy z alkoholem, myślę że moja żona ma objawy DDA - aczkolwiek to powinien chyba ocenić specjalista. Rozważam rozwód ale nie chciałbym zostawić córki, myślę żę bardzo by to przeżyła, kocham moją żonę i chcę spróbować jeszcze powalczyć o związek. Myślę że w tym wszystkim jest też trochę mojej winy, ponieważ chciałem stworzyć relację partnerską, nie stawiałem żadnych granic i zbyt długo akceptowałem powolny rozkład naszego związku. Pytanie od czego zacząć? Indywidualna konsultacja ? Terapia dla par ?
Od 3 lat mam narzeczonego, z którym mieszkamy razem (zamieszkaliśmy razem zaraz po zaręczynach, wyjechałam razem z nim za granicę i mieszkamy na mieszkaniu agencyjnym), zanim zamieszkaliśmy razem, nasz związek był szybki(?). Zaczęliśmy się spotykać w październiku, w lutym zabrałam go na wakacje z okazji walentynek i wtedy się oświadczył (tak naprawdę dzień przed wyjazdem, jak był pijany na umór u mnie w domu, bo podejrzewałam go o zdradę, a był kupić pierścionek), ale nieważne… żyło nam się dobrze, jak zamieszkaliśmy razem, okazało się, że jego przeszłość odbiła na nim piętno, awanturował się do takiego stopnia, że dochodziło do szarpania, niszczenia rzeczy itp tak minęły 2 lata (od roku już nie ma takich awantur, zmienił się bardzo, ale dalej ma czasami wybuchy złości) było wiele sytuacji gdzie byłam na skraju, myślałam o rozstaniu wiele razy, ale za każdym razem jak chciałam wpadał w furię raz prawie wjechał do rowu, bo jechał samochodem po tym, jak rozmawiałam że chce się rozstać odstawiał po prostu cyrki a ja płakałam i zawsze łagodziłam wszystko, zaraz jak widziałam te nerwy i desperację za każdym razem tak samo nie umiałam odejść i w poprzednich związkach też tak miałam, nigdy nie umiałam odejść. W moim domu w młodości były problemy alkoholowe, nie miałam za dobrych relacji z rodzicami, często po prostu wychodziłam z domu zdarzało się i tak, że na kilka dni… zaczęłam z nim być, bo jak się poznaliśmy wiele lat temu, to coś poczułam i tak on został w mojej głowie ja byłam za młoda, ale nigdy jakoś bardzo go nie kochałam po prostu taki sentyment, że był pierwszym chłopakiem którego pocałowałam itd nasz kontakt zerwał się a po paru latach się spotkaliśmy i właśnie zaczęliśmy być razem, ale w trakcie tego kiedy nie mieliśmy kontaktu, dużo się działo w moim młodzieńczym życiu. Byłam w bardzo przemocowym związku, stety zakończył się odsiadką mojego byłego partnera w więzieniu, miesiąc po tej sytuacji poznałam człowieka nazwijmy go Pan K. Wspaniały człowiek jego jedno spojrzenie paraliżowało mnie a stres jaki czułam przy nim to był szczyt, jakbym miała wziąć udział w grze na śmierć i życie to była cudowna, lecz bardzo bardzo krótka znajomość spotkaliśmy się parę razy spędzić czas, po czym doszło do pocałunku i już następnego spotkania nie było ale kontakt znikomy został wiedziałam i czułam że nie jestem mu obojętna a ja kochałam go jak wariatka potrafiłam siedzieć kilka godzin na ławce obok przystanku żeby zobaczyć jak wraca z pracy ale nie inwigilowałam go wiedziałam że jak będzie chciał sam się odezwie kontakt jakiś był czasami pisaliśmy sugerował mi kilka razy że mu się podobam że tęskni że chciałby żebym z nim była itp ale nasze spotkania zakończyły się tym że napisał do mojej koleżanki „ co to za dziewczyna jak daje się całować po tygodniu znajomości” i to we mnie zostało potem spotkaliśmy się jeszcze ze dwa razy na przestrzeni pół roku powiedział mi że się boi zaufać że został skrzywdzony i nie jest gotowy ja okej tylko że tak czekałam i czekałam i się nie doczekałam i wtedy pojawił się mój obecny narzeczony właściwie to nie wiem czy zaczęłam z nim być żeby zrobić panu K po złości czy naprawdę byłam tak zakochana w nim bo od tamtych sytuacji mija już 5 rok (z panem K) a ja dalej go kocham pomimo że wiem że to nie najlepszy materiał na męża to jak go spotykam czasami albo widzę jak jedzie samochodem serce staje dęba dostaje potów w głowie mi się kręci a cały świat jakby się zatrzymywał… mój narzeczony chce wrócić do Polski jak odłożymy trochę pieniędzy i kupimy dom ok 2 lat ( podkreślę też że jest starszy ode mnie o 7 lat) i wtedy bd się rozwijać itp a ja tego nie chce ale rozmowy nie pomagają bo jak poradzimy sobie jak wrócimy nie mamy nic itp ja to wiem ale i tak tego chce… chce wrócić już od dawna nie pasuje mi życie za granicą chce wrócić pracować kształcić się spełniać marzenia i tak kupić dom i założyć rodzinę ale nie będąc kolejne 2 lata za granicą… czasami mam wrażenie że mamy trochę inne perspektywy na życie… jak ja mówię o swoich planach to on się śmieje ze mnie wiem tak mam wysokie plany ale to moje własne plany nie chcę żeby ktoś je krytykował… zastanawiam się czy nie lepiej by mi było wrócić samej do Polski… ale boję się rozstania znowu się złamie i wrócę udam że nie chciałam tego itp poza tym mam wszystko za granicą musiałabym wrócić do rodziców znaleźć pracę nie wiem jakby to miało wyglądać teraz mam dobre kontakty z rodzicami ale to co było kiedyś zostawiło na mnie swoje piętno… jak miałam 14 lat rodzice zabrali mnie do psychologa a potem psychoterapeuty bo tam zostałam skierowana zdiagnozowano u mnie stany lękowe i depresyjne i po tylu latach stwierdzam że stany lękowe się bardzo pogłębiły czasami boję się nawet powiedzieć co myślę komuś że zacznie na mnie krzyczeć albo się śmiać na codzień jestem otwarta do ludzi lubię towarzystwo i raczej bym powiedziała że jestem duszą towarzystwa ale są momenty kiedy się bardzo boję z narzeczonym jak życie na codzień boję się nawet czasami powiedzieć co chce np jak każe mi wybrać co zjemy czy gdzie pójdziemy boję sie że zaraz mnie skrytykuje albo zwali winę na mnie na koniec… myślę że powinnam się skonsultować z lekarzem ale teraz jestem strasznie zależna nie pracuje, boję się odejść i nie wiem czy sama tego chce w końcu może ja go kocham tylko tak wygląda milosc(?) a może to przywiazanie(?) nie wiem co robić…

