Jak poradzić sobie z rozczarowaniem po relacji z kolegą z pracy i sprzecznymi sygnałami?
Nie potrafię pogodzić się z rozczarowaniem dotyczącym mojej relacji z kimś mi bliskim. Chodzi o kolegę z pracy z którym po dłuższym czasie wspólnej pracy złapaliśmy fajny kontakt. Dziś już nawet nie pamiętam jak i kiedy dokładnie to się zaczęło ale głównym powodem było to że zaczęliśmy razem wracać z pracy, tzn. on mnie odwoził; Jakoś tak dość szybko złapaliśmy wspólny vibe. Razem pobiegliśmy w biegu podczas Święta w naszym mieście. Tego dnia zaproponował czy nie chce z nim i jego znajomymi iść na koncerty które się odbywały na mieście z okazji święta o którym pisałam wyżej. Na spotkaniach w gronie jego znajomych, wszystkim mnie przedstawiał spędziliśmy wspólnie z nimi dwa wieczory koncertowe bawiąc się naprawdę super. Kolejne miesiące pogłębiały nasza znajomość, bardzo dużo rozmawialiśmy, słuchaliśmy wspólnie muzyki, żartowaliśmy, w pracy też złapaliśmy zupełnie inna relacje no naprawdę czułam że było między nami fajnie. Na święta kupił mi prezent i coraz częściej zastanawiałam się czy on nie chce ode mnie czegoś więcej. Jak chorowałam zawsze pisał co u mnie i jak się czuję, kiedyś mi powiedział że jestem dla niego naprawdę ważna. Poznał mnie ze swoją mamą, często wracając z pracy zabieraliśmy jego tatę... Był mi naprawdę bliski. Potem coś pękło nie wiem co się wydarzyło ale jego zachowanie się zmieniło, mniej zadawał pytań, mniej interesował się mną rzadziej rozmawialiśmy i coraz częściej powroty do domu były w totalnej ciszy. Zbiegło się to trochę z moją trudną sytuacją w domu, kiedy zachorował mój tata i byłam naprawdę bardzo rozżalona i przejętą jego stanem. Nie miałam sił walczyć o więź która ulatywała... Mimo to wciąż jeździliśmy razem było lepiej i gorzej ale nigdy nie zapytałam go co się wydarzyło i czemu to się zmieniło. Po kilku miesiącach takiej niestabilnej znajomości zmarł mój tata ale kolega nadal był przy mnie, wspierał, był na pogrzebie po czym po 2 tygodniach oznajmił mi że zmienia pracę. Byłam załamana, czułam że nie chce tego tak zostawić że chce by wiedział jak ważny dla mnie jest i jak ważne było to co było między nami dlatego na pożegnanie napisałam mu list, w którym podziękowałam za podwózki za wspólne chwile, przeprosiłam za cięższe miesiące i wyraziłam żal coś się między nami skończyło. Na koniec napisałam mu z nadzieją że jeszcze się spotkamy i w jego ostatni dzień kiedy wręczałam mu list do ręki on powiedział dokładnie to samo. Niestety to się nie wydarzyło, reakcji na list z jego strony nie było żadnej, tylko cisza...Po tym dniu nie widzieliśmy się ponad rok czasu, wymieniłam z nim jedną wiadomość na którą miałam wrażenie że w ogóle nie miał ochoty odpisać...Dopiero niedawno na wiosnę spotkaliśmy się w dawnym gronie i naprawdę było miło jakby nic między nami się nie zmieniło nie pytałam o list bo uznałam że jest dobrze więc chyba wszystko w porządku. Wciąż dręczyło mnie jednak co się tak naprawdę między nami wydarzyło i czemu nie zareagował na list. Postanowiłam że chce się z nim spotkać żeby zapytać, zaprosiłam go na koncert ale odmówił tłumacząc że pracuje tego dnia. 2 tygodnie później spotkaliśmy się z jego inicjatywy znów w starym gronie ludzi od nas z pracy i jego znajomymi których kiedyś poznałam, pytał o koncert czy byłam i dostałam wskazówki że jak chciałabym kolejny raz się spotkać żeby dawać znać mu wcześniej nim ustalą mu grafik pracy. Tego wieczoru znów było jak dawniej, bawiliśmy się do samego rana naprawdę było super. W mojej głowie znów piętrzyły się myśli że chce to wyjaśnić że muszę wiedzieć co się stało że nasza relacja uległa zmianie i czemu nie było reakcji na list. W końcu odważyłam się i zaproponowałam spotkanie w 4 oczy, nie było to dla mnie łatwe tym bardziej że minęło już tyle czasu. Na spotkaniu nie wiedziałam jak zacząć o co pytać jak mu to wszystko powiedzieć. Wtedy on zapytał sam z siebie czy ja się w nim zakochałam, czy zauroczyłam. Oczywiście zaprzeczyłam i lekko na okrętkę zapytałam co się między nami wydarzyło bo wydawało mi się że przez jakiś czas było między nami fajnie a potem coś się zmieniło. Jego odpowiedź mnie powaliła on uważa że ta relacja była normalna, taka jak z innymi koleżankami i nigdy nie czuł do mnie nic więcej. Zamurowało mnie, poczułam się jakby ktoś mi odebrał wszystkie te piękne dni spędzone wspólnie, wszystkie rozmowy, wspólny śmiech itp. Powiedziałam wtedy że skoro on tak to widzi i widział no to ja nie wiem i tak trochę się miotałam, on próbował wyciągnąć ze mnie co dla mnie było wyjątkowe ale uznałam że tłumaczenie tego już nie ma sensu, skoro on tego nie widział, nie czuł i uznaje że traktował mnie jak każda koleżankę to cokolwiek bym mu teraz wyznała nie ma sensu i tak mu powiedziałam. Wtedy on powiedział o liście że się wystraszył że uznał że to było wyznanie miłosne a on tego nie czuł i nie umiał powiedzieć czemu nie zareagował ale przeprosił i powiedział że wie że głupio zrobił. Powiedziałam mu że nie potrzebuje teraz jego przeprosin i nie tego oczekiwałam od tego spotkania, kolejny raz chciałam zapytać o to co wydawało mi się że kwitło między nami ale widziałam że już chyba nie ma o co pytać bo on tego nie rozumiał.... Czułam się jak idiotka ale oczywiście udawałam że wszystko jest w porządku, powiedziałam że rozumiem i tyle. Po tym zaczęliśmy normalnie rozmawiać o bieżących sprawach co u nas i było znów tak fajnie i normalnie. Przy pożegnaniu przytulił mnie a jak zapytałam czy teraz będzie między nami dziwnie powiedział że będzie dobrze i fajnie jak zawsze i że za jakiś czas na pewno się zobaczymy. Powiem tak z jednej strony czegoś się dowiedziałam i chwilę po spotkaniu czułam ulgę i zadowolenie ze to już za mną i że mogę ruszyć do przodu. Niestety już wieczorem tego samego dnia zaczęłam znowu to analizować, jak doszło do tego że tak bardzo się pomyliłam co do jego intencji i zachowania, czy on był że mną w 100% szczery, czy czegoś nie ukrył... Dziś mija 3 dzień od naszej rozmowy a ja czuję się coraz gorzej, nie potrafię sobie poradzić z tym jak on to wszystko odebrał jak mało to było dla niego ważne, jak mało ja byłam ważna i czuję jakbym przeżyła coś wspaniałego podczas gdy dla niego nie miało to żadnego znaczenia.... Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, czuję się jakby ktoś zabrał mi to wszystko co miało dla mnie tak ogromną wartość. Wiem, że to wszystko jest bardzo chaotycznie napisane ale trudno streścić ta znajomość i wszystkie ważne wydarzenia żeby móc zrozumieć i mnie i jego.