
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina
- Komunikacja z...
Komunikacja z rodziną-oni stosują komentarze, odwracają kota ogonem, krzyczą. Mój trud w wyrażeniu siebie odbierają jako słabość. Jak z tym żyć?
Arwen
Joanna Łucka
Dzień dobry,
rozumiem, że komunikacja z Pani rodziną budzi wiele trudnych emocji - nie tylko u Pani, ale także pozostałych krewnych.
Z tego, co Pani opisuje nawet małe wydarzenie czy też prośba odwołująca się do dbania o wspólne dobro (zdrowie pupila) powoduje tzw. lawinę innych emocjonujących tematów. Wyobrażam sobie, że potrafi być to frustrujące i uciążliwe, gdyż w takiej sytuacji trudno jest ustalić niezbędne konkrety, za to łatwo doprowadzić do kłótni nadwyrężającej samopoczucie i dobry nastrój w rodzinie.
Trudno jest mówić o powodach tej sytuacji na podstawie krótkiego opisu, dlatego proszę zweryfikować samodzielnie, czy sytuacja może u Państwa wyglądać następująco. Wielu moich pacjentów opisujących względnie podobne trudności w komunikacji z rodziną boryka się z bardziej złożoną problematyką. Mianowicie zdarza się tak, że jako system rodzinny mamy tendencję do “zamiatania pod dywan” własnych emocji, niewygodnych dla innych osób opinii, czy nawet naszych potrzeb i granic, które bywają naruszane przez krewnych. Taka sytuacja niesie za sobą szereg konsekwencji - gdyż trudności nie zniknęły, potrzeby nie uległy zmianie, a rodzina wciąż żyje w stałym składzie. Wówczas, kiedy już nadszarpnie się względną harmonię i zgodę - np. wnosząc uwagi dotyczące nieodpowiedniego sposobu karmienia psa, tworzy się przestrzeń, by wreszcie porozmawiać o wszystkich innych trudnościach, które przez okres zgody zostały przemilczane.
Rozwiązanie nie jest ani szybkie, ani proste, jednak ze względu na jego efekty, warto próbować. Próbować omawiać trudne emocje, tematy, potrzeby, granice, uwagi jak najbardziej na bieżąco. Dodatkowo warto poświęcić czas na dopracowanie sposobu formułowania komunikatów kierowanych do bliskich - co przyniesie dobre efekty nie tylko w życiu rodzinnym, lecz także w indywidualnych relacjach w pracy/szkołach pojedynczych członków systemu rodzinnego.
W tym celu polecam dwa rozwiązania (które mogą oczywiście współgrać) - indywidualne i z pewnością mniej obciążające finansowo: wyposażenie się w literaturę dotyczącą szlifowania kompetencji komunikacyjnych np. “Zdrowe Granice - zdrowe relacje” wydawnictwa GWP. Drugim rozwiązaniem byłoby skorzystanie z psychoterapii systemowej dla rodzin lub indywidualnej, co może pomóc Pani radzić sobie na co dzień z własnymi trudnościami, jak i relacjami w sposób mniej obciążający, a być może skuteczniejszy.
Jeśli chodzi o rozwiązanie “na tu i teraz” warto zwracać uwagę na odbieganie od tematu i starać się porządkować rozmowę “Chciałabym porozmawiać o odżywaniu naszego psiaka” - w sytuacji poruszania innych tematów lub podnoszenia tonu “Widzę, że mamy teraz trochę za dużo nerwów i emocji, obawiam się, że w ten sposób się nie dogadamy. Umówmy się, że dokończymy rozmowę o żywieniu psa wieczorem, a jutro wrócimy do tematu zabierania swoich ciuchów z podłogi”.
Proszę też pamiętać, że ma Pani prawo do swoich emocji. Roztrzęsienie w sytuacji kłótni jest zrozumiałą i normalną reakcją. Jednak jak wspomniałam wyżej - o swoje emocje warto zadbać stopniowo z pomocą literatury i/lub specjalistów, aby były dla Pani drogowskazem, nie zaś utrudnieniem w komunikacji.
Wysyłam Pani dużo sił i dobrych myśli!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Gabriela Hombek
Witam. Na pierwszej linii frontu wysuwa mi się, brak umiejętności stawiania własnych granic. Co może prowadzić do bezsilności w takich sytuacjach a dalej do łez. Wiadome jest, że racja jest po Pani stronie. Jednak opór ze strony członków rodziny, którzy nie są konsekwentni wywołuje dodatkowe emocje. Opisane przez Panią sytuacje obrazują brak szacunku do Pani osoby a to z kolei jest rodzajem agresji. Ważne jest tutaj nabycie umiejętności obrony własnych granic. Obrony ale nie ataku.
Pozdrawiam
Gabriela Hombek

Zobacz podobne
Mam 2 problemy z moim 15-letnim synem. Otóż cierpi on na dziwne zaburzenia lękowe.
1. Lęk przed morzem (od 3 lat). Syn od dziecka bardzo często bywał nad morzem — szacunkowo około 30 razy. Przez wiele lat nie miał żadnego problemu z wodą ani plażą, chętnie uczestniczył w kąpielach i spacerach, kochał wyjazdy nad morze. Około 3 lata temu zaczęło się od lekkiego niepokoju przy morzu (niechęć do wchodzenia do wody, napięcie). Z każdym kolejnym wyjazdem lęk narastał – aż do obecnego momentu, w którym pojawia się panika nawet przy rozmowie o wyjeździe nad morze. Nie wskazuje konkretnej przyczyny – nie pamięta, by coś złego się wydarzyło. Reakcja ma obecnie charakter silny – unika tematu, reaguje lękowo na zdjęcia morza, plany wakacyjne.
2. Lęk przed odkurzaczem (nowy objaw). Około 2 tygodnie temu pojawił się nagle silny lęk przed odkurzaczem. Wcześniej nie miał z nim żadnych problemów — wręcz przeciwnie, często sam odkurzał lub był obok, gdy ktoś odkurzał. Teraz mówi, że „boi się” odkurzacza, unika pomieszczenia, gdy odkurzacz jest włączony, wychodzi z domu na wiele godzin po tym jak włączam odkurzacz. Nie ma nadwrażliwości słuchowej (lubi głośną muzykę), nie ma diagnozy ze spektrum autyzmu.
Poza tymi dwoma lękami syn funkcjonuje normalnie. Chodzi do szkoły, uczy się ponadprzeciętnie, ma znajomych, nie wycofuje się z życia towarzyskiego. Nie zauważyliśmy wyraźnych objawów depresji, problemów ze snem czy odżywianiem. Jedyne, co nas niepokoi, to narastający lęk w jednej sferze i nagły lęk w drugiej.
Chciałbym wiedzieć, co mojemu synowi dolega i jak to leczyć.
