Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

W trakcie tymczasowego rozstania partner związał się z pewną koleżanką. Ponownie jesteśmy razem, ale ich wspólna sprawa nie daje mi spokoju.

Dzień dobry, borykam się z pewnym niedającym mi spokoju problemem. Mianowicie rozstałam się z moim wieloletnim (ponad 20 lat związku) partnerem z różnych powodów, o których tu zeszłoby trochę czasu, aby to opisywać. Jednak po 5 miesiącach On zjawił się ponownie w moim życiu i daliśmy sobie kolejną szansę. Jednak ten problem, o którym piszę wynika z faktu, że podczas tego okresu kiedy nie byliśmy ze sobą On zaczął w dość szybkim czasie po rozstaniu spotykać się z pewną kobietą, która jest Jego i po części też moją koleżanką, tzn dla mnie to bardziej znajoma, a dokładniej to była żona naszego kolegi. Z tą osobą On zawsze miał dobry kontakt i niestety trochę "niechlubne" wspólne hobby, tzn. kiedyś razem palali marihuanę, w dawnych czasach. To też wtedy powodowało we mnie pewnego rodzaju niepokoje, bo jak dobrze wiemy, w takich stanach ludzie różnie się zachowują. Natomiast wtedy On zapewniał, że nigdy nic by z Nią nie był w stanie zrobić przeciwko naszemu związkowi. Ale do meritum, ogólnie po tym dość emocjonalnym i namiętnym naszym powrocie do siebie nie potrafię przejść do porządku dziennego z tą sytuacją z tą kobietą, że zostali na jakiś czas parą i łączyły ich również sprawy łóżkowe. Wiem, że z jednej strony będąc wolnym człowiekiem bez zobowiązań miał do tego prawo, ale gdzieś mocno mnie to ubodło. Dodam, że przez te 20 lat mieliśmy parę takich rozstań i wtedy z reguły każde z nas miało kogoś ,choć to były tylko kilkumiesięczne rozstania. Wtedy też przecież miał różne kobiety, a ja miałam różnych mężczyzn choć w sumie to bardziej On wiązał się z Nimi na trochę dłużej, ja nie zawsze. Tak więc ogólnie nie powinnam robić z tej sytuacji jakiejś większej sprawy, ale fakt, że to była teraz relacja z koleżanką i to z taką co w przeszłości mieli, że się tak wyrażę "wspólne flow" jakoś mocniej mnie nakręca negatywnie na Niego, a co za tym idzie, często o tym mówię i dochodzi między nami do różnych "dyskusji,". Poza tym ta kobieta mieszka od 10 lat w Holandii i On tam do niej poleciał na tydzień gdzie podobno znowu razem uskuteczniali wspólne hobby sprzed lat, co też mi się nie spodobało. Tym bardziej, że my w zasadzie przez te 20 lat praktycznie nie byłam w stanie nakłonić go na jakiś wspólny wyjazd, bo zawsze tłumaczył to brakiem kasy. A tu tak się postarał, nie wiem czy dla Niej czy dla tego "hobby" co nie zmienia faktu, że wykonał pewien wysiłek, również finansowy. On to wszystko tłumaczy tym , że po rozstaniu był mega rozbity, miał mętlik w głowie i bardzo dużo emocji wobec mnie, że był zły i nieszczęśliwy. Cały czas podkreśla, że kocha mnie najbardziej na świecie i tylko ze mną chce być od zawsze, a te wszystkie kobiety to tylko dlatego, że ja go wywalam ze swojego życia. Wiem, że jest między nami dużo emocji, ja też nie jestem "święta" i po części te rozstania to na pewno mój klocek w tej układance. Jednak jakoś mi krzywo z tym, że On tak szybko ( po jakimś miesiącu od rozstania) wdał się w inną relację i to na dodatek z taką a nie inną osobą. Na dodatek jak zaczęliśmy się znów spotykać to dopiero po jakimś tygodniu powiedział Jej o nas, czyli utrzymywał ją stanie niewiedzy o naszej ponownej relacji. To też podburzyła mój spokój bo zaczekam snuć domniemanie, że gdyby Mu ze mną nie wyszło, np. nie chciałabym do Niego wrócić to miałby Ją jako "opcję " . To też Mu powiedziałam, ale oczywiście to ostro zanegował i wytłumaczył tym, że nie chciał Jej ranić, mimo wszystko, bo musiałby powiedzieć, że Ona go nie podnieca jako kobieta, bo tak twierdzi o Niej. A z drugiej strony wiem też od Niej ( bo napisałam do Niej, tak zrobiłam to, żeby chronić siebie przed jakąś ewentualną manipulacją), że jak to się wyraziła "dużo sobie mówili " i to o jakichś ważnych osobistych sprawach i podobno On do Niej niechlubnie się wypowiadał co oczywiście przez Niego jest tłumaczone, że to w złości na mnie i całą sytuację z rozstaniem. Ok ja też o Nim w złości źle potrafiłam się wypowiedzieć, więc o to nie mam żalu. Podsumowując, zależy mi na Nim, ale nie wiem czy ta sprawa nie będzie wiecznie rzutować na naszą relację... czy da się to odbudować i coś zmieniać... Nie wiem co robić... Proszę może o jakieś obiektywne spojrzenie na tą sprawę Z góry dziękuję serdecznie za każdą odpowiedź.
Paulina Zielińska-Świątek

Paulina Zielińska-Świątek

Droga Pani PR,

Jestem w stanie zrozumieć Pani natłok myśli i obaw w związku z byłymi kobietami partnera. Na początku chciałabym zadać pytanie na czym teraz Pani najbardziej zależy? Jest Pani świadomą kobietą, która potrafi mówić o tejże sytuacji otwarcie,co więcej znajduje Pani racjonalne wytłumaczenia dla każdej z nich. Ponadto podejmowała Pani próby rozmowy z partnerem i mogę zrozumieć, że okazały się niewystarczające? 

Proponowałabym, aby odpowiedziała sobie Pani pytania - czego oczekuje Pani od partnera w chwili obecnej? Jak chciałaby Pani odbudować związek, na jakich zasadach, jak on ma wyglądać? Co by się musiało stać aby owe obawy zniknęły z Pani życia? Co by Pani powiedziało, że WIE już Pani co ma Pani robić? 

Pytania te powinny nieco rozszerzyć Pani perspektywę. W przypadku dalszych obaw i potrzeb może Pani skorzystać z pomocy psychologa specjalizującego się w pracy z parami i pójść na owe spotkanie z partnerem. Rozmowa przy specjaliście może przynieść odpowiedzi na wszelkie pytania. 

Życzę wszystkiego dobrego, Paulina Zielińska-Świątek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Autyzm atypowy u 19-latka, wahania nastroju i brak wsparcia rodziny – czy terapia pomoże i jakie są rokowania?
Dzień Dobry, mój chłopak lat 19 ma autyzm atypowy, intensywna terapię zaczął jakiś czas temu około 2 lat. Często miewa zaburzenia nastroju, bardzo one są meczące. W domu nie ma wsparcia , rodzice ciagle sie kłocą, Lekarz zaproponował terapię rodzinna ale nie chodzą . Ze mną rozmawia ale w innym otoczeniu zamyka sie. Nie potrafi nawiązać rozmowy . czy tak bedzie zawsze ? mino terapii nie widzę poprawy. Jednego dnia jest super drugiego tzw zjazd. jakie sa rokowania ?
Jak uratować małżeństwo po fałszywym przyznaniu się do zdrady?

Odnośnie do wymuszenia przyznania się do zdrady. Która rzekomo miała miejsce prawie 2 lata temu. Oto po przyznaniu się, bo mąż naciskał, że wie, że mam się przyznać, bo tylko tak uratuje małżeństwo. Później miałam wyrzuty sumienia, powiedziałam mu, że nie zdradziłam, że to było tylko dlatego powiedziane, żeby ratować rodzinę. A on powiedział, że wiedział, że tak będzie, że będę się teraz wymigiwać z tego. Że on i tak zna prawdę, że rozwód, a jak nie chce rozwodu, to mogę po prostu być gosposia w naszym domu, ale nikim więcej. Na pytanie, czy mnie kocha, mówi, nie wiem, jesteś mi w tej chwili obojętna. Na pytanie, czy mnie pokocha i co mam zrobić, żeby mnie pokochał, również mówi, nie wiem. Twierdzi, że w tej chwili dzieci są dla niego najważniejsze, dlatego pozwala mi tu mieszkać, a ja jestem jak powietrze. Mówi, że go strasznie zraniłam ta zdrada, dopytuje ile razy, to kiedy zaczynam tłumaczyć, że wcale ani razu. Że to były tylko wiadomości, nie spotkałam się nigdy, nie wierzy mi, bo on jak twierdzi, ma dowody, a jak pytam jakie? To mówi, dowiesz się u adwokata albo na sprawie rozwodowej… i dobrze wie, że ja rozwodu się boję, i zrobię wszystko, żeby go nie było. Tak się strasznie czuję i psychicznie i fizycznie, nie wiem, co mam robić. Kocham męża nad życie, dzieci, ale nie mam siły też, by żyć bez niego i patrzeć na to, jak on się męczyć z myślą, że go zdradziłam, skoro do tego nie doszło. Nadmienię, że mówi mi, żebym się nie wycofywała z tego, że się przyznałam, bo to tylko źle dla nas rokuje, a ja mam wrażenie, że gorzej już być nie może. Proszę go i błagam, żebyśmy zamknęli tę przeszłość te wszystkie żale złości i zaczęli żyć na nowo, ale to na nic. Dodam, że mieliśmy taką sytuację msc temu mówił mi, że wniósł pozew o rozwód, bo go zdradziłam, że jakieś nowe fakty wyszły podobno, i po cudownym miesiącu, bo zachowywał się cudownie przytulał, całował, kochał się ze mną, nagle mówi mi, że dał mi miesiąc na przyznanie się na wyjście z inicjatywą, a nie wykorzystałam szansy, dlatego sytuacja potoczyła się, jak wyżej opisałam. Dodatkowo napisałam mu list od serca, ale jeszcze nie przekazałam. W którym opisuje, co czuję, że przepraszam, że nie zdradziłam, że wiem, co on czuje, że błagam go o wybaczenie za wszystkie krzywdy, ogólnie to, co nie docierało w rozmowie. Przepraszam, że nieskładnie, ale ciężko o tym wszystkim pisać.

Dylemat związany z planowaniem drugiego dziecka i presją rodzinną
Dzień dobry, Wczoraj moja mama powiedziała mi przykrą rzecz, że nie nadaje się na matkę dla drugiego dziecka, ponieważ mając pracę i dom jestem zmęczona. Powinnam się skupić na jednym dziecku, siostra (w listopadzie będzie miała 23 lata) będzie miała dzieci to sam nie będzie, ale ona jest jeszcze młoda, a ja marzę o rodzeństwie dla synka, który ma za moment 2,5 roku, nie o kuzynostwie, mam wsparcie męża. Przygotowuje się do kolejnego macierzyństwa, ponieważ pozapisywałam się do lekarzy na kontrolę i badania. Przez 2 lata wypierałam się kolejnego dziecka, ponieważ miałam traumę po porodzie, która w dużym stopniu minęła. Podzieliłam się z mamą tym, wie, że na urlopie z mężem będziemy sprzątać i malować mieszkanie, a tu Wczoraj dostałam cios prosto w serce, a wcześniej tak nie mówiła. Nie wiem co robić, nie wydaje mi się, żebym była złą matką, bo dbam o synka najlepiej jak się da.
Przemoc emocjonalna i fizyczna w związku po wyjściu z więzienia - prośba o pomoc

Mój partner od dłuższego czasu traktuje mnie jak rzecz, jest bardzo wulgarny i krzykliwy. Ostatnio nawet usłyszałam od niego: „żebyś zdechła”, „nie kocham cię”, „lepiej mi było bez ciebie” itd. Zaczęło się odkąd wyszłam z więzienia za kradzieże i oszustwa. Miałam problem z hazardem. Ale trzy lata spędzone za kratami zmieniły mnie na dobre. Stałam się kompletnym przeciwieństwem dawnej siebie. Pracuję, zajmuję się domem, synem i przejęłam wszystkie obowiązki partnera, czyli ojca mojego syna, aby ten miał mniej na głowie, ponieważ pracuje po 10–12 godzin dziennie fizycznie. Przychodzi około 18:30, otwiera piwo i siada przed TV. I tak spędza każdy wieczór.

Wcześniej, kiedy przychodziłam z jakimś tematem, aby pogadać, to potrafił mnie nawet z pokoju wyrzucić, bo twierdził, że marudzę, przeszkadzam mu w oglądaniu. Bywa, że nawet wkłada słuchawki, by mnie nie słyszeć. Czasami powinnam ugryźć się w język, bo przychodzi zmęczony, ale skoro ma siły oglądać filmy, to dlaczego nie ma siły, by poświęcić mi chwilę czasu? Ponadto w ogóle mnie nie obchodzi — znaczy: w ogóle mnie nie obchodzi jego stosunek do mnie. Jestem chora na serce, po dwóch zawałach, i z kręgosłupem do operacji. Nie powinnam nic robić fizycznie, ale muszę, bo nie mam od niego pomocy.

Po wyjściu z więzienia chciałam pokazać im, że się zmieniłam, że jestem uczciwa, kochająca i dobra, i zaczęłam we wszystkim ich wyręczać, aby czuli, że ich kocham i że chcę wynagrodzić to całe zło, jakie wyrządziłam, trafiając do więzienia. Wszystko było jak w bajce przez pierwsze 2–3 miesiące po moim wyjściu. Potem stopniowo zaczęło się psuć. Za dużo marudziłam, za dużo gadałam i przeszkadzałam — taki powód podawał mój partner. Więc starałam się nie zawracać mu głowy jakimikolwiek sprawami i nauczyłam się sobie z tym radzić, ale pewnego razu podczas kłótni nie mogłam oddychać, a on zaczął mnie przedrzeźniać. Przy następnej powiedział: „i dobrze (…) żebyś zdechła”. I wtedy coś we mnie pękło i zaczęłam sprzeciwiać się jego traktowaniu mnie. I wtedy zaczęły się między nami poważne awantury.

Wiem, że też przesadzam, bo używam słów, których nie powinnam, ale gdy mam wyrzuty, to zawsze go przeproszę, nawet w trakcie kłótni. Jednak działa to tylko w jedną stronę. On nawet nie przeprosi, kiedy jest winny, i nie reaguje, gdy mówię mu, że mnie zranił; a gdy płaczę, to wyśmiewa mnie i twierdzi, że wydziwiam albo przesadzam. W jakikolwiek sposób nie podejdę do niego, nawet ze spokojem, to jego reakcja i tak jest taka sama — wulgarna i atakująca. Z początku myślałam, że zasłużyłam na takie traktowanie i znosiłam pokornie jego upokarzanie.

Zanim trafiłam do więzienia, byłam tą złą w domu — kradłam i oszukiwałam przez internet kupujących, do tego problem z hazardem i epizod z narkotykami. Przeszłam załamanie, trafiając do więzienia, ale zrozumiałam wszystko i postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę. Całkowicie przeszłam metamorfozę charakteru, bo zrozumiałam, ile zła wyrządziłam. Wzięłam całą winę na siebie i z tym poczuciem winy żyję do teraz. Gdy wyszłam z więzienia, mój partner postanowił, że mi zaufa i da nam szansę, i przez pierwsze dwa miesiące było pięknie. Rozmawiał, był czuły, zainteresowany domem i naszą rodziną, ale nagle w wakacje coś się zmieniło i stopniowo zaczął być coraz bardziej agresywny i wulgarny, opryskliwy i przestał okazywać mi szacunek.

Nawet przy dziecku mnie obrażał i krytykował. Ciągle słyszałam, że źle coś zrobiłam, albo powinnam pomyśleć, domyślić się i tak dalej. Jak wspomniałam wcześniej, potrafił wyrzucić mnie z pokoju, a nawet z domu. Mówił, że moje miejsce jest w WC, albo że jak nie wyjdę z pokoju, to mi łeb rozj***e. Z początku pokornie szłam do kuchni i tam spędzałam wieczory, ale emocje się kumulowały i po każdej kłótni chciałam z nim rozmawiać i coś wyjaśnić lub ustalić albo dowiedzieć się, dlaczego tak mnie traktuje, dlaczego mnie nie przeprasza. Pytań mam i miałam mnóstwo, lecz bez odpowiedzi.

Cały czas dotrzymuję danych postanowień i obietnic. Jestem uczciwa, lojalna, szczera, ale rozchorowałam się i to też stanowi problem mojej cierpliwości. Niestety nie mam wsparcia w partnerze i nie potrafię dowiedzieć się od niego, dlaczego traktuje mnie jak zero. Co ja takiego po wyjściu na wolność zrobiłam? Pomyślałam też, że może jest to jego zemsta i plan, żeby ukarać mnie za czas przeszły… Kiedyś byłam gorsza, a on mimo to nigdy mnie nie wyzywał, nie krzyczał i nie bił. A teraz, kiedy stałam się wręcz „idealna”, on nawet dopuszcza się rękoczynów.

Niestety w tym temacie nie jestem bez winy, bo też nie panuję nad emocjami — bywa, że kiedy na przykład powie mi „nie kocham cię”, to popchnę go z tej niemocy albo rzucę przedmiotem w jego stronę. Wtedy on reaguje jak opętany i zaczyna dusić albo bić, ale uderza w najczulsze moje punkty, czyli kręgosłup, plecy. Kiedy po awanturze nie mogłam chodzić, dostałam niedowład lewej nogi i przewróciłam się, to syn poprosił go, by mi pomógł, a on powiedział: „niech leży i się męczy”. Słyszałam od niego wiele przykrości, więc to jest jedno z wielu jego metod traktowania mnie i poniżania.

On kiedyś mnie zdradził — ja go nigdy — a wyzywa mnie od najgorszych (kuro, suko, głupia pido). Może sobie z czymś nie radzi, nie wiem, ale on tym zachowaniem pozbawił mnie totalnie wiary w życie. Gdy miałam myśli samobójcze i mówiłam mu, że nie daję rady, to zamiast wsparcia i poprawy dostawałam obelgi, a nawet zaproponował, że jak będę się wieszać, to on to nagra i na TikToka wrzuci. Trzy razy powiedział, że jak nie dam mu spokoju, to mnie zabije. Czy naprawdę moje zawracanie głowy rozmową o związku jest tak złe, że zasługuję na takie gnębienie?

Kiedy grzecznie przychodzę do niego z troską i proszę o rozmowę, to nawet wtedy zaczyna mnie atakować. Nigdy nie mówił, że mnie nie kocha, a w ciągu ostatniego roku powiedział to aż cztery razy. Kiedy ja chcę rozmawiać o tym i dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje i coś z tym zrobić, on udaje, że nic się nie stało, i przechodzi do porządku dziennego, rzucając mi słowa: „przestań, nie wydziwiaj, jesteś nienormalna”. A kiedy ja nie odpuszczam i proszę go wciąż o rozmowę, wtedy znowu zaczyna mnie agresywnie atakować słowami i zrzuca winę, mówiąc, że tak mnie traktuje, bo ja non stop gadam o problemach.

Ale gdy tłumaczę mu, że nie byłoby takich rozmów, gdyby był dla mnie normalnym człowiekiem i mnie szanował, to on zmienia ster i atakuje mnie słownie tak, aby wyszło, że znowu to moja wina, albo mówi, że gdybym nie wyjechała z tematem związku, to on by mnie nie wyzywał. Obraża mnie regularnie. Nie pamiętam, kiedy coś miłego od niego usłyszałam, ale wiem, że jestem na skraju wyczerpania, bo natłok obowiązków i ból przez brak zdrowia, z jakim się zmagam, nie daje mi normalnie funkcjonować. A on zamiast być moim wsparciem, to jeszcze mnie w tym wszystkim dobija.

Proszę o pomoc. Zaczęłam zachowywać się bardzo źle — w sumie tak jak on mnie traktuje, tak ja jego — ale tak nie może być. Czy to ja jestem winna temu wszystkiemu? Czy ja sobie zasłużyłam na to, aby mimo moich starań, zmiany i dbania o dom i rodzinę zasłużyć na ciągłe wyzwiska, krytykę, poniżanie i potępianie? Proszę, pomóżcie, bo ja nie daję sobie z tym rady. A może faktycznie to ja jestem ta zła i psychicznie chora?

Partner wymaga podziału wspólnych opłat na zasadach dla mnie nie okej. Co powinnam zrobić, czy to partner nie do życia?
Zaczęłam mieszkać niedawno z chłopakiem, z którym spotykam się od ponad pół roku. Pojawił się temat dzielenia się opłatami za zakupy spożywcze. On wcześniej wielokrotnie mówił, że nie jest dla niego ważne ile zarabiamy a w ten dzień powiedział ile zarabia - założył, że ja zarabiam więcej, więc pewnie jak się powinnam dokładać więcej. Dodam, że oboje zarabiamy więcej niż 99% społeczeństwa polskiego. Po szybkich wyliczeniach wyszło, że ja zarabiam o 10 tysięcy rocznie więcej od niego (dzisiaj okazuje się, że on zarabia o 5 tysięcy więcej ode mnie). W ogóle pisząc takie szczegółowe wyliczenia, czuję się zażenowana, że facet szuka okazji, aby mniej płacić procentowo, bo może ja więcej zarabiam od niego, ale to nie jest tutaj najważniejsze. On je około 30-50% więcej ode mnie. Nie gotuje, ja robię plany tego co będziemy jeść i za każdym razem pytam czy ten posiłek chciałby jeść i jest ok dla niego. On zaproponował, że będziemy płacić po połowie na zakupy spożywcze, ale on nie będzie się dokładał na "produkty luksusowe" takie jak maliny, borówki, mango itp. które kupuje raz na tydzień. Dodając do tego, że ja lubię "luksus" a dla niego ważne jest praktyczne podejście do życia, kupowanie polskich produktów i możliwość oszczędzania. Ujął to w ten sposób, jakbym była rozpieszczoną gwiazdą, która kupuje drogie nad wyraz produkty spożywcze, gdzie w praktyce mówimy o maksymalnie 150 zł na osobę w wyliczenie miesięcznym, o ile więcej musiałby zapłacić za jedzenie. Ja lubię zjeść naleśniki z malinami, zrobić sobie raz na tydzień lub dwa tygodnie łososia z mango i awokado albo zjeść do chleba awokado. Nie chce z tego rezygnować i nie chce się z tego tłumaczyć i nie chce jeść osobno tych posiłków, ponieważ on to uważa za towar luksusowy. Co powinnam zrobić w tej sytuacji? Czy taki partner jest dobry na życie? Gdy nie rozumie potrzeb drugiej osoby? Czuję niechęć do niego, nie wiem czy słuszną, czy nie stresem związanym z przeprowadzką i zwolnieniem z pracy... Chciałabym również dodać, że niedawno zostałam zwolniona z pracy, w lutym kończy mi się wypowiedzenie i dostałam w piątek pierwszą odmowe w rekrutacji na kolejny etap a on zaczął taką rozmowę w niedziele. Mam oszczędności i do końca lutego będę miała jeszcze wypłatę, plus aktywnie szukam pracy i mam umówione rozmowę o prace.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.