
- Strona główna
- Forum
- inne, zaburzenia lękowe
- Witam, czy mają...
Witam, czy mają Państwo sposób
Sylwia
Anna Martyniuk-Białecka
Pani Sylwio,
Wszystko zależy od konkretnego przypadku i te sposoby i techniki są dostosowywane do określonej sytuacji osoby, która taką trudność zgłasza. Skąd wziął się lęk przed prowadzeniem samochodu? Kiedy po raz pierwszy się pojawił? Jak to się objawia, jakich reakcji Pani doświadcza z ciała, jakie myśli się wówczas pojawiają? To kilka przykładowych pytań, które pozwolą na dotarcie do przyczyn objawu. Czasem stopniowe odwrażliwianie na bodziec wywołujący lęk jest możliwe poprzez metodę ekspozycyjną, czyli przez kontakt z nim. Może wystarczy już kilka jazd doszkalających w obecności instruktora, by poradzić sobie z niepewnością i uporczywymi myślami? Aby jednak wyeliminować głębiej zakorzeniony lęk najlepiej skonsultować się z psychologiem lub psychoterapeutą.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Usunięty Specjalista_tka
Dzień dobry,
W terapii poznawczo-behawioralnej pracuje się nad lękami, w tym lękiem z prowadzeniem pojazdów. Gdy jest to na tyle trudne, że uważa Pani, że potrzebuje kogoś do pomocy, polecam skontaktować się z psychologiem, który zajmuje się zaburzeniami lękowymi.
Jeśli chce Pani sama spróbować to proszę pomyśleć co byłoby pomocne, żeby mogła Pani zrobić ten pierwszy krok? Może wejście do wyłączonego samochodu i siedzenie za kierownicą- próbowanie tak wiele razy aż w końcu poczuje się Pani komfortowo, następnym krokiem może być odpalenie samochodu i posiedzenie w działającym samochodzie, póżniej przejechanie kilka metrów itd.- metoda małych kroków i danie sobie czasu i przestrzeni. Może też jest jakaś osoba, która byłaby pomocna w pracy nad tym lękiem- może ktoś bliski albo instruktor?Ważne jest też pytanie czy jest to lęk wywołany konkretną sytuacją?
Służę pomocą, Edyta Kwiatkowska
Usunięty Specjalista_tka

Zobacz podobne
Dzień dobry. Mam 20 lat. Cierpię na bardzo dokuczliwe zaburzenie lękowe. Od roku jestem w terapii. Od 3 miesiący biorę leki SSRI i przeciwlękowe.
Decyzja o wzięciu leków była dla mnie jednym z największych wyzwań w życiu. Bardzo się ich bałem i musiałem jeszcze ukrywać fakt ich brania przed negatywnie nastawioną do tego rodziną. Ostatecznie odważyłem się i po kilku tygodniach zacząłem zauważać poprawę. Niestety nie trwało to zbyt długo, ponieważ po kilku ciężkich sesjach moje lęki i depresyjność wróciły. Dotknąłem bardzo trudnego dla mnie tematu, dotyczył on kwestii religijnych. Od małego dziecka byłem wychowywany w bardzo "restrykcyjnym wychowaniu " zwłaszcza religijnym. Gdy miałem 10 lat zaczęły pojawiać się pierwsze lęki i natręctwa związane z tą sferą. Rodzina bardzo napędzała ten lęk. Już jako nastolatek nie spałem po nocach z powodu lęku przed potępieniem po śmierci, bo zrobiłem coś złego. Teraz nastąpił we mnie moment ,kiedy to wszytko zaczęło pękać. Zaczął rodzić się we mnie bunt do kościoła, zacząłem nie zgadzać się z pewnymi restrykcjami narzuconymi przez kościół (zwłaszcza dotyczącymi seksualności, mam wrażenie, że nauka tutaj stoi w sprzeczności z kościołem). Ten bunt z kolei wpędza w ogromny lęk przed piekłem, do którego mogę pójść, bo się sprzeciwiam nauce kościoła i mam inne poglądy (np boję się, że umrę danej nocy i zostanę ukarany)
Z drugiej strony wiem, że nie przeszedłem w swoim życiu tzw. buntu młodzieńczego, który jakoś kształtuje naszą dojrzałość. Nie zgadzam się z tym, że wszystko człowiekowi trzeba narzucić, co mu wolno, czego nie wolno zakładając, że człowiek nie jest sam w stanie rozeznać, co jest dobre, a co złe.
Rodzina wprost stosowała zawsze przemoc religijną, stąd też może teraz ten bunt. Jestem w strasznej rozsypce. Chodzę coraz bardziej przybity i zalękniony. Leki, które tak mi pomagały, nawet one przestały radzić sobie z moim zaburzeniem lękowym.
Mój psycholog mówi, że nie wszystko z kościoła muszę przyjmować, żebym brał z wiary to co mi służy a odrzucał to co nie służy. Mnie bardzo pociąga takie podejście. Automatycznie zawsze jakoś zaczynam zazdrościć ludziom, że żyją po swojemu (np w związkach partnerskich) i są szczęśliwi i nie boją się tego. Z drugiej strony kościół nie akceptuje odejścia od "części" jego nauczania.
Piszę tutaj o tym, bo odbija się to bardzo na mojej psychice, złapała mnie ogromna bezsilność i nie wiem co robić dalej. Straciłem nadzieję na lepsze jutro. Boję się też, że psychiatra znowu zmieni leki i że będę znowu przechodził przez kolejne stresy. Dodatkowo załamuje mnie to, że i terapia tak powoli idzie i leki nie działają. Po za tym zacząłem nową pracę i zmieniłem uczelnię, co też jest dla mnie trudne. Ale nic nie jest w stanie przebić lęku/buntu religijnego. Dziękuję za przeczytanie mojej wiadomości. PS Staram się być zawsze jak najlepszym człowiekiem i dawać z siebie wszystko co najlepsze i najpotrzebniejsze drugiemu człowiekowi, a i tak czuję się złym człowiekiem 😥

