
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Około 3 tygodnie...
Około 3 tygodnie temu chłopak ze mną zerwał. Widać było po nim, że nie chce tego, ponieważ płakał i odczułam, że jest mu smutno
Aleksandra
TwójPsycholog
Dzień dobry, przykro mi, że tak długo czekała Pani na odpowiedź. Wyobrażam sobie, że musi być Pani bardzo trudno w tej sytuacji i że może się Pani czuć zagubiona wobec niespójnego zachowania byłego partnera. Z tego, co Pani pisze wciąż żywi Pani uczucie do niego, co utrudnia postawienie granicy i żądanie określenia się w tej sytuacji. Przedłużająca się sytuacja, w której nie będzie Pani wiedziała, na czym stoi oraz rozumiała motywacji partnera będzie wyczerpująca emocjonalnie i może mieć dla Pani zdrowia psychicznego negatywne skutki. Dlatego ważne, aby udało się Pani porozmawiać z byłym partnerem o tym, co się dzieje i postawić granice spotkaniom, jeśli taka ich forma (że nie jesteście Państwo razem, a jednak się spotykacie) jest dla Pani krzywdząca. Może w tym być pomocne spotkanie z psychologiem czy psychoterapeutą, zwłaszcza, że obwinia się Pani za decyzję partnera o rozstaniu. Pozdrawiam

Zobacz podobne
Dzień dobry. Ostatnio przez złość straciłem bardzo ważną znajomość. W trudnych dla mnie momentach (jak ignorowanie mnie online) reagowałem obrażaniem tej osoby. Dopiero teraz widzę, jak bardzo moje słowa mogły ranić i że zamiast rozwiązywać problem (ataki (w tekście)) pomagały dosłownie na chwilę) , zniszczyłem coś dla mnie wartościowego. Zauważyłem, że właśnie mam tak najbardziej dla osób, które kocham. Jako dziecko- rówieśnicy( którzy chyba przez mój spokój i łagodność- często mnie nazywali zamulencem, zj***m itp. ) mnie bili i znęcali się nade mną. Koleżanka, niestety niezwykle wytrwale znosiła moje ataki; choć ignorując online, osobiście była nadal bardzo miła, ale po latach "powiedziała dość", blokując praktycznie natychmiast wszędzie i zgłaszając moje konta :( Ledwo to przeżyłem :( przez kilka dni miałem myśli samobójcze i czułem się jak jakieś zombi. Myślicie, że terapia mi pomoże? Czy to z charakteru, a może z nieumiejętności kontrolowania się, czy też jakiś odwet za to dzieciństwo ? A może jedno i drugie? I czy są szanse, że koleżanka się kiedyś jeszcze odezwie? Ona niestety wie, że ją kocham. Tysiące razy także w nerwach zrywałem znajomość i wracałem. Pogubiłem się przez to uczucie i ignorowanie mnie zupełnie online. Za wyzywanie zawsze na bieżąco przepraszałem. Kiedyś już odchodziła 2x, ale w znacznie łagodniejszych okolicznościach i po miesiącach wracała Pozdrawiam
Od prawie trzech lat spotykam się z mężczyzną, lat 55, po trzech nieudanych związkach, w tym jeden z kobietą uzależnioną od alkoholu, łącznie czwórka dzieci..Na początku znajomości był, miły, troskliwy, czarujący..po czasie bywają momenty, że z niewiadomych mi powodów, z dnia na dzień staje się oschły, arogancki, traktuje mnie tak, jakbym mu w czymś przeszkadzała ..Na pytanie co się dzieje, naprzemiennie odpowiada, ze nic, jest w doskonałym nastroju, że to ja coś wymyślam..następnego dnia utrzymuje, że to efekt współuzalężnienia przez życie z kobietą uzależnioną, a na koniec podejmuje próbę obarczenia mnie za to, że sobie coś ubzdurałam.. Pomijam fakt, że nie przejawia inicjatywy na próbę nawiązania rozmowy na temat, przyjmuje postawę pokrzywdzonego, reaguje wybuchami złości, czasami agresji na wszelką krytykę, za nic nie przeprasza.. Kiedy płaczę z powodu tego, w jaki sposób mnie traktuje, pozostaje niewzruszony..następnie milczy..nie odpisuje na wiadomości (nie mieszkamy razem) Kiedy pytam, dlaczego funduje mi takie huśtawki emocjonalne..odpowiada, że nie funduje..Czuję psychiczne wyczerpanie, nie radzę sobie z zaistniałą sytuacją, z emocjami.. z radosnej, szczerej, otwartej osoby stałam się zamkniętą, pełną smutku osobą, straciłam energię i chęci do czegokolwiek.. Nie rozumiem co dzieje się z tym człowiekiem..czasami mam wrażenie, ze ponoszę karę za jego niepowodzenia życiowe
Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....

