Left ArrowWstecz

Czemu nie potrafię się odezwać na przerwie do nikogo, gdy jestem sama?

Czemu nie potrafię się odezwać na przerwie do nikogo, gdy jestem sama?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Nieśmiałość w sytuacjach społecznych jest dość częstym problemem, szczególnie w wieku nastoletnim (wspominasz o przerwie, więc zakładamy, że chodzi o szkołę). Może to być spowodowane różnymi czynnikami, takimi jak brak pewności siebie, obawy przed odrzuceniem, osobowość introwertyczna, fobia społeczna. Aby poradzić sobie z tym problemem, warto spróbować pracować nad swoją pewnością siebie, porozmawiać z kimś o swoich obawach i próbować regularnie ćwiczyć sytuacje, w których musisz porozmawiać z innymi osobami, np. w środowiskach pozaszkolnych. Można także skorzystać z pomocy psychologa, np. psychologa szkolnego, jeśli jest taka osoba dostępna. Jeśli problem ten utrudnia Ci zdobywanie nowych znajomych, można zapisać się na dodatkowe zajęcia pozaszkolne czy koła naukowe w szkole. Wtedy odezwanie się do nieznajomych jest łatwiejsze, bo często naturalnie wymuszone przez sytuację, w której się znajdujemy i zdejmuje presję szukania sposobów na zagadanie do kogoś.
3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Doświadczam bólu po rozstaniu, jak sobie z tym poradzić...
Doświadczam bólu po rozstaniu, jak sobie z tym poradzić...odczuwam bóle psychosomatyczne, ból klatki piersiowej, ból brzucha, jest mi nie dobrze... wiem, że to przez to, bo nie jest mi łatwo kilka lat wyrzucić z mojego serca.
Problemy w małżeństwie z powodu stresu i obecności brata z depresją

Dzień dobry. Piszę w sprawie problemów z moim mężem. Od ok. 3 tygodni mieszka z nami mój brat zmagający się z depresją. Zaproponowałam mu przyjazd do nas w celu zmiany jego otoczenia (mieszkamy w kraju mojego meża). Przed przedstawieniem mu tej propozycji rozmawiałam z mężem na ten temat, zgodził się i sam proponował, że będzie z moim bratem chodził na męskie wypady. Jednakże praktycznie od początku atmosfera w domu nie była zbyt dobra. Na początku normalnie prowadzili rozmowy np. przy stole, ale wobec mnie mąż zachowywał się zimno i bezuczuciowo (zazwyczaj jesteśmy bardzo uczuciowi wobec siebie). Powiedziałam mu, że mnie rani takie zachowanie i chciałam wiedzieć, co jest jego powodem. Po kilku dniach takiego stanu nasze relacje wróciły do normy, a mąż powiedział mi, że chyba był przytłoczony tym, że chce się pokazać jako męski mężczyzna przed moim bratem i nie chciał sobie pozwolić, być uczuciowy gdy brat jest w domu (chciałabym zaznaczyć, że nie oczekuję od niego bycia takim przed innymi ludźmi, chodziło tylko o to, że nie jesteśmy sami w domu). Jako, że nasza relacją wróciła do normy, to myślałam, że wszystko jest już w porządku. Dodam, że mąż ma stresujący czas w pracy i dużo nadgodzin i często wraca do domu zmęczony. Staram się go wspierać w tym jak mogę, słucham jego zmartwień i doradzam, jeśli wiem jak. I tak dochodzę do sytuacji z wczoraj, gdy mąż wrócił w najgorszym jak dotychczas stanie mówiąc, że już nie wytrzyma w pracy, puszczają mu nerwy, chyba ma lekką depresję i myślał nad tym, aby rzucić pracę. Bardzo się tym zmartwiłam i moim pierwszym odruchem było zaproponowanie wizyty u psychologa. Mąż zdenerwował się, że to były moje pierwsze słowa, że to brzmi jakby naprawdę był chory i że on chce się mi zwierzać. Przeprosiłam za te słowa i długo rozmawialiśmy na temat jego pracy i poszliśmy spać w dobrym humorze. Dziś mąż miał wolne, wstaliśmy w super humorze, rozmawialiśmy i żartowaliśmy, on sam też zwrócił na to uwagę, że znacznie lepiej się czuje i jak ważny dla samopoczucia jest sen. Jako, że ja pracowałam (pracuję zdalnie) to poprosiłam go o zrobienie prania, na co on bez problemu się zgodził, ale skomentował, że mój brat też mógłby coś robić w domu skoro tu mieszka. Powiedziałam, że wytłumaczę mu następnym razem jak zrobić pranie (mój brat nie zna języka męża), ale że brat codziennie zmywa po lunchu, a po kolacji przestał zmywać, bo poprosiłam go o to, bo mój mąż powiedział, że czuję się ponaglany, gdy ktoś zmywa jak on jeszcze je. Spytałam męża czy jest coś jeszcze, co by chciał by mój brat robił i wtedy się zdenerwował, powiedział, że cały czas mówi i że ma wszystkiego dość. Uderzył ręką o blat, wyszedł do drugiego pokoju i tam też w coś uderzył i krzyczał. Jak po chwili wyszedł z pokoju to powiedział, że on się wyprowadza o rodziców dopóki mój brat tu iest. Podeszłam do niego i powiedziałam, żebyśmy porozmawiali na spokojnie, a on wylał wodę ze szklanki, którą trzymał w ręcę, powiedział, że jestem irytująca i mam się do niego nie odzywać. Bardzo mnie przestraszyły jego reakcje i dostałam ataku paniki. Przez resztę dnia mąż siedział zamknięty w sypialni i pod wieczór wyszedł nie mówiąc gdzie idzie. Zmartwiłam się tym zająć chciałam sprawdzić czy poszedł do swoich rodziców tak, jak mówił, ale zobaczyłam, że przestał dzielić ze mną swoją lokalizację (zaczęliśmy dzielić swoje lokalizacje za jego prośbą jak byliśmy w związku na odległość). Mąż wrócił do domu po jakimś czasie i powiedział, że dzwonił do swojej mamy i spytał czy może się u nich zatrzymać co kilka dni, żeby się zrelaksować. Byłam zawiedziona, że podjął decyzję beż rozmowy że mną, ale podeszłam do tego z jak największym spokojem i spytałam, czy możemy porozmawiać. Powiedział, że możemy jeśli ja chcę, co też było dla mnie bolesne, bo nie rozumiem, jak on może nie chcieć porozmawiać i jakoś rozwiązać tej sytuacji między nami. Porozmawialiśmy na spokojnie, powiedział, że w pracy jest zestresowany, jak wraca do domu to jest mój brat i też się nie może przez to zrelaksować. Ja to rozumiem i staram się, by miał jak najmniej stresu, ale on się nawet irytuje jak słyszy głos mojego brata (powiedział, że kojarzy jego głos z negatywnymi emocjami i dodatkowo nie rozumie, o czym mówimy, bo nie zna naszego języka). Skończyło się na tym, że będzie chciał jeździć w swoje dni wolne do rodziców, żeby móc się zrelaksować. Ja powiedziałam, że rozumiem, ale chciałabym by takie rzeczy omawiał najpierw ze mną, bo jesteśmy małżeństwem. Na koniec powiedział mi, żebym go zostawiła samego, więc wyszłam z sypialni tak jak chciał. Minęło kilka godzin od naszej rozmowy i mąż przyszedł do salonu pograć na konsoli i w przelocie powiedział mi, że kupił nowy telefon. Gdy spytałam jaki to powiedział, że najnowszy model firmy, którą chciał. Zrobiło mi się strasznie przykro, bo zanim kupimy coś drogiego to konsultujemy się nawzajem. Dodatkowo dziś rano rozmawialiśmy o telefonach i powiedział, że chyba kupi model sprzed kilku lat, bo wydawanie więcej za niewiele nowych funkcji nie ma sensu, więc czuję, że chciał mi zrobić na złość. Gdy powiedziałam, że rozmawialiśmy kiedyś o się konsultujemy przez kupnem, mąż zarzucił mi, że ostatnio kupiłam sobie pomadkę, co jest prawdą, ale ona kosztowała kilkadziesiąt złotych a nie kilka tysięcy. Na co on spytał, że czyli cena jest tu wyznacznikiem i gdy powiedziałam, że tak to stwierdził, że nie wiedział o tym. Jestem pewna, że o tym rozmawialiśmy, szczególnie że jego ojciec ma nawyk kupowania rzeczy bez konsultacji z jego mamą i mój mąż zawsze uważał to za złe postępowanie. Potem dorzucił, że on zamierza się zmienić, że będzie żył tak jak chce, bez spowiadania się ze swoich wyborów i ja też mogę, żyć jak chcę, a jeśli mi się to nie podoba to mogę sobie gdzieś iść. Powiedział, że będzie płacił połowę czynszu (wynajem jest na moje nazwisko i z mojego konta płacimy czynsz), a pieniądze na jego koncie będzie używał tak jak chce i że tak powinno być okej. Bardzo mnie to wszystko stresuje, do tej pory zawsze mówiliśmy, że nasze pieniądze są wspólne, był czas gdy ja nie pracowałam i on nas utrzymywał, był czas gdy to ja nas utrzymywałam, gdy on szukał pracy i nigdy sobie nic nie wspominaliśmy. Co miesiąc sprawdzamy, ile wydaliśmy i jak stoimy z oszczędnościami, planujemy w przyszłości kupić dom. Ja nie widzę sytuacji, w której rozliczamy się z pieniędzy między sobą. Poza tym, słowa o tym, że będziemy żyć jak nam się podoba nie brzmią dla mnie jak kochające się małżeństwo. Mamy być w jednej drużynie i razem iść przez życie. To nie tak, że np. każę mu pytać mnie o pozwolenie na kupienie czegoś, tylko chcę żebyśmy o tym porozmawiali i zobaczyli czy to ma sens przy naszym budżecie. Powiedziałam, że chcę porozmawiać o tym na spokojnie jak skończy grać. Myślę, że powinnam mu powiedzieć, jak bardzo mnie ranią takie słowa, które stawiają mnie na pozycji koleżanki, która z nim mieszka, a nie jego żony i partnerki życiowej. Nie wiem, jak mu to wytłumaczyć i jak do tego podejść. Zazwyczaj gdy mu minie złość to przeprasza mnie i się godzimy, ale słowa, które dzisiaj powiedział zraniły mnie chyba najbardziej do tej pory. Dodam, że mieszkamy w kraju męża, mój brat będzie tu jeszcze dwa miesiące, ja mówię w języku męża, ale mój brat nie, a mąż nie mówi w naszym języku.

Co robić, gdy mąż potajemnie pisze z innymi kobietami i ignoruje moje uczucia?

Witam. Mam od miesięcy problem, z którym już nie potrafię sobie poradzić. Chodzi o to, że mąż piszę z innymi kobietami. Kiedy mu o tym powiedziałam, że mnie to strasznie rani, to najpierw nie przyznał się, później mnie wyśmiał i powiedział, że nic złego nie robi i że mu nikt nie zabroni. Prosiłam go, żeby to zakończył i nadal pokryjomu piszę, pozakładali inne konta i myśli, że tego nie widzę. W każdej chwili ma dla nich czas a do mnie piszę wtedy, że ma dużo pracy. Do innych z pracy wypisuje a do mnie ani słowa. Opowiada im cały dzień, żali się i odwrotnie. Nie wiem, co ja już mam robić. Jestem załamana

Po latach związku i proszenia o bliskość partnerkę mam już dosyć, już mi się nie chce. Może ona nigdy mnie nie kochała?
Witam wszystkich, Jestem tutaj dosyć nowy, mam więc nadzieję więc, że piszę w odpowiednim do tego wątku. Piszę bardziej z braku alternatyw, jako że nie wiem już za bardzo co robić dalej ... co jest odpowiednim dalszym krokiem w "naszej sytuacji", która wygląda następująco : Jesteśmy małżeństwem od około 11 lat, obydwoje powoli zbliżamy się do 40'ki, brak dzieci. Przed ślubem dwa razy się rozchodziliśmy z mojego wyboru, "Ona" wtedy nie za bardzo radziła sobie z różnymi uczuciami i była dosyć wybuchowa, rzadko adekwatnie do sytuacji - co sama po latach przyznała. Non stop się kłóciliśmy dosłownie o nic, kłótnie zawsze zaczynała ona. Jak pisałem wcześniej, kończyło się to tym, że rozeszliśmy się dwa razy, po czym dwa razy ja wracałem do niej, prosząc o to, abyśmy spróbowali raz jeszcze. Nie jest ta sytuacja jakoś szczególnie znacząca, aczkolwiek wolę nie pomijać za dużo. Przysłowiowy trzeci raz okazał się sukcesem, jako że przestaliśmy się kłócić "o nic" , i jeżeli miewaliśmy później jakiekolwiek spory, to były już one dużo bardziej racjonalne - aczkolwiek było ich bardzo mało na przestrzeni kolejnych 10 lat - po naszym ślubie. Zaczęliśmy się w końcu bardzo dobrze dogadywać i miałem wrażenie, że weszliśmy na jakiś mityczny, wyższy poziom oświecenia i zrozumienia, nasz związek był idealny, dogadywaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi. Nadal nie mieliśmy dzieci z jej wyboru. Mama od zawsze powtarzała jej jak była młodsza, że najgorsze co może jej się w życiu przydarzyć to zajście w ciążę i nie skończenie szkoły średniej czy wyższej. Po latach tak jej zostało i panicznie bała się ciąży i wszystkich jej skutków. Ja byłem gotowy i chętny na dzieci dużo wcześniej, aczkolwiek wiedziałem jak wygląda sytuacja, więc nie naciskałem jej i cierpliwie czekałem aż będzie gotowa ... co po latach jak zaraz opiszę okazało się błędem. Wszystko było idealnie przez lata, aczkolwiek po około 4 - 5 latach ( od ślubu ) zauważyłem pewną prawidłowość ... zawsze tylko ja przychodzę i inicjuję jakąkolwiek intymność / sex między nami. Nie zrozumcie mnie źle ... zawsze jak go inicjowałem ona zawsze była "chętna" i nigdy nie bolała jej przysłowiowa głowa. Warto też nadmienić dla pełnej przejrzystości, że nasze libido na pewno różni się poziomami ... ja mógłbym uprawiać z nią sex w zasadzie co drugi dzień. Jej libido jest oczywiście dużo niższe, jak bardzo do tego zaraz dojdziemy. Koniec końców zauważyłem, że tylko ja inicjuję wszystko już od około 4-5 lat ... wszystko, w sensie codziennie, zawsze jak robimy cokolwiek zawsze złapię ją za pupę, pocałuję w ucho, szyję, kark ... zwłaszcza jak robi coś w kuchni i mogę jej "poprzeszkadzać" ... zawsze, codziennie pokazuję jej, że ją uwielbiam, ubóstwiam, że mi się podoba i że mnie podnieca, że jest moją muzą dosłownie. Sam sex też raczej głównie skierowany był na nią, zawsze obydwoje rozmawialiśmy ze sobą dużo w trakcie, abyśmy obydwoje wiedzieli co nam się podoba, co nie itp. I z reguły ona zawsze dochodzi kilka razy, ja raz lub może dwa jak mam lepszy dzień. Opisuję to raczej, aby przedstawić, że zawsze wszystko robione jest pod nią/dla niej. Nawet gra wstępna była po to, aby ją nakręcić ... nigdy nie było na odwrót, nigdy ona nie robiła nic, aby mnie nakręcić - bo wiadomo, to jest z automatu. Dodam, że na początku naszego związku - przed ślubem, wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Zależało jej na tym ,aby mi sprawić przyjemność i to było jasne i klarowne. Po ślubie wszystko się zmieniło. Do puenty ... po tych wcześniej wspomnianych 4-5 latach zauważyłem mimowolnie, że tylko ja przychodzę po "cokolwiek" więc powiedziałem jej co zauważyłem, wiadomo rozmawialiśmy o temacie itd. ona stwierdziła, że nie zauważyła tej prawidłowości, ale obiecywała poprawę, że będzie się ciut bardziej starać itp., aby nie było to takie jednostronne. Minęło kilka miesięcy i nie zmieniło się nic, mieliśmy kolejną rozmowę, i jej konkluzją było to samo co wcześniej. Zrobiłem więc test, nie przychodziłem po nic sam przez pół roku – i w trakcie tych 6 miesięcy ona nie przyszła „po nic” ani razu i ani razu nie uprawialiśmy sexu. Mieliśmy kolejną rozmowę, tym razem miałem już nieco pretensji i chciałem jakiś wyjaśnień, co się dzieje, dlaczego ona nie ma żadnych potrzeb naszej bliskości. Długa rozmowa pełna emocji, obietnica poprawy … i tyle. Temat tak się powtarzał przez następne lata, w trakcie których robiłem dwa kolejne takie pół roczne testy. Średni później po pół roku miewaliśmy „poważne rozmowy”, na których był płacz, przeprosiny i obietnice poprawy … i na tym się zawsze kończyło. Ostatnie mniej więcej 2 lata były już bardziej znaczące, bo nie sposób ,abym nie zaczął widzieć jej w innym świetle … ewidentnie ona mnie nie chce, proszę ją o podstawową bliskość między nami, i ona świadomie wybiera „nic nie robić”. Doszło do tego, że prosiłem ją nawet, aby sobie to zapisywała gdzieś w kalendarzu, aby czasem przyszła do mnie, aby ona zainicjowała … tak jakby miała na siłownię iść czy porządki zrobić. Kłóciło się to trochę ze mną, bo uważam, że nie powinien to być dla niej jakiś smutny/szary obowiązek, ale brakowało mi już koncepcji. To też nie zadziałało, bo wiadomo, że jak ktoś ma się zmuszać do czegoś to i tak „zapomni” albo czasu na to nigdy nie znajdzie. Sytuacja pogarszała się szczególnie od ostatnich 2 lat, bo proszę ją, błagam aby coś się zmieniło, bo czuję, że we mnie się coś zmienia, że zaczynam widzieć ją w innym świetle, jako poniekąd inną osobę. Z mojej perspektywy proszę ją i błagam, aby zrobiła cokolwiek, aby ratować nas, bo zaczynamy się sypać … i ( z mojej perspektywy ) ona świadomie wybiera nic nie robić, bo tak mało zależy jej na mnie, na nas. Nic się za bardzo nie zmieniło, mimo że zacząłem szczególnie prosić i ponaglać i doszliśmy do etapu gdzie mi się już nie chce … nic. Na tą chwilę nie chcę z nią sexu uprawiać, mam do niej spore uprzedzenia, nie wiem czy ona może ze mną nie jest lub nigdy nie była szczęśliwa, nie wiem czy to w ogóle ma sens. Na tę chwilę nie odzywamy się za bardzo do siebie i czasu nie spędzamy razem, bo nie mogę na nią patrzeć … wiem, że jakbyśmy dłużej w jednym pomieszczeniu siedzieli to nie wytrzymałbym i wyrzucałbym jej wszystkie swoje żale i uprzedzenia. Na tę chwilę najbardziej boli mnie fakt, że … ona świadomie nie chciała zrobić czegoś tak prostego i podstawowego w związku jak inicjowanie odrobiny intymności między nami … nawet a może zwłaszcza w momencie, gdy od lat jej biłem na alarm i mówiłem jej wprost, że coś się musi zmienić, że ja czuję, jak we mnie się coś powoli po tych wszystkich latach zmienia i boję się tego, co będzie dalej, jeżeli nic z tym nie zrobimy. Obecnie jedyne co od niej słyszę to, że powinniśmy razem iść na terapię … z czym ja się zgodzić nie mogę … po pierwsze to już mi nie zależy za bardzo, aby to ratować … skoro jej nie zależało na tyle, żeby ze mną do łóżka pójść raz na jakiś czas, aby nas ratować to czemu ja mam iść na terapię ? Poza tym … nadal uważam, że nie we mnie leży / leżał problem … czemu ja mam teraz iść na drogą terapię, skoro problem jakiś ewidentnie jest w niej do mnie … poza tym absolutnie nie wierzę, że przegadam z kimkolwiek temat, by było na tej terapii cokolwiek i na koniec stwierdzę „ok, faktycznie, już się na nią nie denerwuję, nie mam już żadnej traumy z tym związanej i dam jej kolejną drugą szansę” – uważam że za dużo już dostała „drugich szans” gdy przez lata ją prosiłem o jakąś zmianę. Ehhh miałem opisać po krótce sytuację a się rozpisałem nieco dłużej ... mimo że i tak jest to mocno skondensowana wersja. Sam post na koniec zamienił się w "wylewanie żalów" jak sam po sobie teraz widzę, ale jak o tym pisałem i sobie to w głowie odtwarzam i przypominam to krew się we mnie gotuje że może się to teraz tak skończyć, że my sie możemy tak skończyć ... Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback ... póki co wszystko widzę ze swojej perspektywy, może czegoś nie widzę nie dostrzegam ...
Czuję się jak samotna matka, mimo iż mam męża. Mąż dba tylko o siebie.

Dzień dobry. Ostatnie miesiące żyję jak w kołowrotku, nie mam nawet chwili dla siebie. Na mojej głowie jest praca, dziecko, zakupy, sprzątanie, rachunki, naprawy w domu - wszystko. Jestem już przemęczona, wstaję rano i czuję, że nie mam siły na nic i jestem po prostu wypalona. Czuję się jak samotna matka, mimo iż mam męża. Mąż nie robi nic, prośby, groźby, rozmowy, nic nie działają. To on musi się wyspać, to on musi odpocząć po pracy, to on musi iść do kolegów się odstresować. Ja nie mam czasu nawet isc sama na spacer. Mąż nie sprząta nawet po sobie i go nie obchodzi że ledwo już funkcjonuję. Jego lenistwo doprowadza do tego, że coraz częściej myślę o odejściu, bo będąc z nim mam poczucie, że on ma gdzieś moje potrzeby, moje zmęczenie, robi sobie co chce. Gdy po raz kolejny go proszę o to, żeby zadbał o dom, to wyzywa mnie najgorszymi wyzwiskami. Ogólnie mąż nie chce ze mną spędzać czasu, wychodzić gdziekolwiek, rozmawiać, nie robi wspólnych planów. Jest mi przykro, patrząc na partnerów znajomych, którzy zwyczajnie robią to, co do nich należy w domu, bo ja się nie mogę doprosić niczego. Co zrobić, żeby zmienił do mnie stosunek i zaczął myśleć o mnie, bo mam wrażenie, że dla niego liczy się tylko on sam.

zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.