
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Czy istnieje miłość...
Czy istnieje miłość przyjacielska?
Małgorzata Korba-Sobczyk
Dzień dobry Aniu
Miłość przyjacielska różni się od niż miłość romantycznej brakiem przyciągania seksualnego i wyłączności. Miłość przyjacielska nie posiada tych dwóch aspektów
To, że jesteś w związku, nie oznacza, że nie możesz kochać innych osób jako przyjaciół. Fakt, że kochasz swojego męża i swoją rodzinę, nie wyklucza możliwości kochania innych osób na poziomie przyjaźni. Miłość nie jest zasobem ograniczonym, który można "zużyć" - możemy kochać wiele osób na wiele różnych sposobów, kochamy dzieci, rodziców czy rodzeństwo i mimo, że używamy tego samego słowa te uczucia różnią się zakresem.
Pamiętaj jednako tym jak ważne jest, aby utrzymywać zdrowe granice w relacjach i szanować uczucia wszystkich zaangażowanych osób. Jeżeli Twoje uczucia przyjacielskie do innej osoby zaczynają wpływać na Twój związek, może to być znak , że warto porozmawiać o tym z partnerem lub skonsultować się z terapeutą.
Pozdrawiam
Małgorzata Korba-Sobczyk
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Białajczuk
Tak, można kochać kogoś jako przyjaciela nawet mając męża, rodzinę czy partnera życiowego. Miłość przyjacielska to taka, w której łączymy się z kimś na poziomie zaufania i zrozumienia. To takie głębokie przywiązanie, które jest oparte na szacunku, wspólnych zainteresowaniach i wsparciu emocjonalnym. To wcale nie wyklucza innych rodzajów miłości, takich jak miłość romantyczna czy rodzicielska.
Pozdrawiam
Karolina Białajczuk
Marek Dudek
Dzień dobry,
Zastanawia mnie Pani pytanie, jakby do końca nie była Pani pewna jakiej miłości czy uczucia pani doświadcza? I czy być może czy wolno Pani to czuć. Warto przyjrzeć się głębiej naszym emocjom. skąd przychodzą, jak się czujemy w kontakcie z przyjacielem, co się w nas uruchamia?
Pozdrawiam
M.D.

Zobacz podobne
Dzień dobry,
nie umiem sobie poradzić, odciąć się od przeszłości. Ponad roku temu mój wieloletni partner zdradził mnie jak się okazało później z prostytutką. W lipcu 2023 roku pojechał na wieczór kawalerski swojego kolegi i tam oto poznał tą kobietę. Wszedł z nią w relacje na około 3 miesiące - bo ona po tygodniu od poznania go zaczęła pisać do niego, że się w nim zakochała i rzuci dla niego „pracę”. Jak to później tłumaczył to był impuls i że to miał być tylko chwilowy układ.
Rozstanie było mocno ciężkie - mamy też syna (wtedy lat 5) i partner bardzo nie chciał, aby syn dowiedział się o naszym rozstaniu. Ja jednak nie wyobrażam sobie udawać rodziny, gdy partner znikał na 3-4 dni z wspólnego domu, a dziecko ciągle pytało gdzie jest tata, czy możemy do niego zadzwonić albo wyjść razem na basen. Poszłam do psychologa dziecięcego (informując wcześniej partnera, że zamierzam i że jak chce to również może tam jechać ze mną), aby porozmawiać najpierw z psychologiem jak przekazać dziecku informację o rozstaniu, bo ja nie potrafiłam żyć w takiej relacji i przede wszystkim nie chciałam.
Postawiłam kropkę na „i” że informujemy syna, oficjalnie się rozstajemy i przestajemy ze sobą pomieszkiwać. Wtedy partner nagle jakby się obudził, bo wcześniej raczył twierdzić, że się zakochał w tej dziewczynie. Sam umówił psychoterapię dla par, żebyśmy spróbowali jeszcze raz, odciął całkowicie kontakt z tą dziewczyną (zablokował numer, w social mediach itd.) Z początku było ciężko, ale z terapią z psychologiem udało nam się poskładać ten związek. Partner mocno się starał i stara o relacje. Po miesiącu od nowego początku powiedział, że kocha… jednak ja nie do końca w to wierzę lub nie chce wierzyć.
Niby wybaczyłam, ale jednak nie potrafię zapomnieć i bardzo często wracają do mnie myśli związane z tym etapem życia. Nie mam już do niego pełnego zaufania i nie wiem czy kiedykolwiek mieć będę. Najgorsze jest dla mnie to, że on potrafił zabierać naszego syna do niej i jej dziecka, spotykać z naszym synem i jej dzieckiem w bawilandiach, na basenie i absolutnie nie widział w tym nic złego, bo cały twierdził, że mówił mu, że to znajoma (mimo, że oficjalnie nasz syn nie wiedział o rozstaniu). Twierdził, że ma 5 lat i nic nie rozumie. Nasze dziecko do dnia dzisiejszego potrafi wspomnieć imię „kolegi” z pytaniem czy może zaprosić go na urodziny, a wtedy tym bardziej przypomina mi się wszystko na nowo.

