Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy terapia psychodynamiczna nie przynosi efektów w poprawie samopoczucia? Moje doświadczenia z terapią

Czy terapia psychodynamiczna przeważnie nie przynosi efektów na tle lepszego samopoczucia? Chodzę na tego typu terapię od kilku miesięcy. Wiem, że jest ona długoterminowa. Ale w rozmowach z terapeutką mam wrażenie jakby chciała bym wiedziała, że szanse są niewielkie.
Magdalena Rybicka

Magdalena Rybicka

Dzień dobry,

praca w ramach psychoterapii psychodynamicznej  ma za zadanie zidentyfikowanie i przepracowanie konfliktów, które powodują cierpienie. W efekcie można uzyskać poprawę samopoczucia.

Często w psychoterapii wspominamy bolesne dla nas wątki, konfrontujemy się z trudnościami i odkrywamy nowe dla nas spojrzenie - może to powodować pogorszenie samopoczucia. 

Jeśli czujesz, że w ramach spotkań Twoje samopoczucie nie ulega zmianie lub się pogarsza poinformuj o tym swojego terapeutę/kę. To ważna informacja o tym czego doświadczasz i jakie masz oczekiwania wobec terapii. 

Możesz oczekiwać wyczerpującej informacji na temat tego: co i dlaczego robicie w ramach spotkań, jak może to wpływać na Twoje samopoczucie, jak radzić sobie z obniżonym nastrojem, czy obniżony nastrój jest „wliczony” w to, co akurat poruszacie.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, 

psychoterapia z założenia powinna przynosić odczuwalną poprawę samopoczucia i nurt terapeutyczny nie stanowi o tym, że jej nie przynosi. Ale…

Psychoterapia psychodynamiczna dotyka często nieuświadomionych uczuć i konfliktów wewnętrznych oraz zdarza się, że aby przynieść ulgę w bieżącym cierpieniu, sięga do trudnych doświadczeń z wcześniejszych etapów życia po to, aby lepiej siebie rozumieć a co za tym idzie - lepiej radzić sobie z trudnymi emocjami w teraźniejszości. Bywa, że dotykanie tego, co trudne przynosi bolesne przeżycia i przejściowe pogorszenie samopoczucia.
Jednakże terapia jest po to, aby pomagać, jeśli więc tak nie jest, warto o tym rozmawiać z terapeutą. 
Jednocześnie dodam, iż psychoterapia psychodynamiczna wcale nie musi być psychoterapią długoterminową. Z sukcesami i potwierdzeniem skuteczności w badaniach naukowych sprawdza się psychoterapia ograniczona w czasie, a rezultaty widać już po kilkunastu-kilkudziesięciu sesjach. Pozdawiam 

inteligencja

Darmowy test samooceny inteligencji emocjonalnej

Zobacz podobne

Myśli samobójcze, samookaleczanie i wahania nastroju - czy terapia pomaga i jak sobie pomóc?
Mam dość siebie i swojej niedojrzałości emocjonalnej. Moje życie to porażka. Nic nie osiągnęłam. Studia niezdane. Trzeci raz powtarzam trzeci rok. Jestem durna, ograniczona umysłowo. Wiem, że moja tępota jest ogromna. Mówi się, że głupim żyje się łatwiej, ale u mnie to nie działa. Wszystko zaniedbuję - terminy, studia, szkołę. Jestem aspołeczna i wstrętna. Ghostuje ludzi, odsuwam się od nich i jednocześnie cierpię z powodu samotności. Rysuję i dziś popłakałam się, gdy zobaczyłam, że osoba, która zaczęła rysować pół roku temu, osiągnęła poziom, jakiego nie zdołałam osiągnąć po latach systematycznych ćwiczeń, godzin, zaniedbywania nauki i wszystkiego na rzecz tej jednej rzeczy. Od paru miesięcy jestem wolontariuszem w schronisku. Opiekuję się kotami. Poświęciłam się temu w pełni. Co tydzień, w weekendy jadę dwie godziny do schroniska i spędzam resztę dnia z kotami. Nagrywam je, wrzucam na media społecznościowe, montuje filmiki z nimi. Mam zgodę na wejście na koci szpital i zawsze na nim zostaje, spędzam czas z chorymi kotami. Wypłakałam tam morze łez. Przeżywam każdą śmierć i cieszę i wzruszam z każdej adopcji. Moim marzeniem jest zdobyć pracę jako koci opiekun i przeszłam rozmowę o pracę, powiedziałam, że znam nasze kotki, że się przykładam i jestem gotowa poświęcić temu całe życie - nawet dni świąteczne. Dzisiaj dostałam informacje, że zatrudnili kogoś innego. Taka mała rzecz. Poryczałam się. Mam problem z samookaleczaniem, nienawidzę siebie. Wróciły myśli zabiciu mojej żałosnej osoby. Odmowa bardzo mnie zabolała. Nigdy nie jestem wystarczająca. Muszę za coś żyć, a mam 25 lat i żadnej pracy, nigdzie mnie nie chcą, bo jestem tępa i do niczego się nie nadaję. Wszystkie porażki przeżywam głęboko. Jakiś czas temu, po całym dniu z kotkami w schronisku, gdy wracałam (nocą) biletomat nie zadziałał. Usiadłam więc bez biletu. Niestety przyszedł kanar i gdy pokazałam mu, że biletomat nie działa, nagle zaczął działać. Dostałam karę. Parę minut potem, gdy siedziałam już w drugim autobusie połknęłam dwa blistry tabletek, które ze sobą miałam. Czułam się trochę niedobrze, wróciłam do domu i zasnęłam. Czuję się ociemniała moją durnotą. Jednocześnie wiem, że powinnam wziąć się w garść i zacząć zachowywać się normalnie. Dostałam ataku paniki z hiperwentylacją a po powrocie do domu (mieszkamnz rodzicami, bo jestem żałosnym przegrywem) mama zrobiła awanturę, że robię cyrk, wstyd i ona już nie wie co zrobić. Oczywiście mam okresy, w których rozpozycznam dużo rzeczy np. Wolontariat, szkołę policealną w trakcie studiów. Jestem w stanie rysować całą noc. Nadal siebie nienawidzę, ale chłonę wtedy świat, koty, naturę, dwa razy weszlam w związek (jestem osobą aseksualną, aromantyczną i skrajnie introwertyczną), chodzę w kółko po parku, serce bije mi szybciej, słucham muzyki i zatapiam się w fikcyjnym świecie, który kreuję od 10 lat. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest we mnie nuta cynizmu, czuję się bardziej ,,samoświadoma" od innych i jednocześnie siebie nienawidzę. W tych okresach czuję się jak najbardziej ,,normalny" człowiek na świecie. Lubię kontakt z naturą. Mam trochę obsesje na punkcie ziemi, piachu. Czasem jem ją z chodnika. Kocham stać w ulewie, jeść ziemię i maniakalnie tworzę: piszę, rysuję, montuję filmy z kotkami. To mija, uświadamiam sobie, że wszystko co robię jest słabe, brzydkie, durne. Nie jestem bardziej ,,samoświadoma" tylko zgorzkniała. Zdesperowana. Znowu tonę w beznadziei Moja mama mówi, że jestem niestabilna emocjonalnie - jak dziecko. Nie rozumiem jak mogę czasami myśleć, że jestem czymś więcej niż wyjątkowo bezmyślną kupą mięsa. Czy można stać się osobą dojrzałą, gdy jest się takim durniem jak ja? Czy każdy 25-latek się tak czuje, czy życie tak wygląda? Nie jest kolorowe, spektrum emocji. Duszą mnie. Życie miga - szarość przeplata się z czymś co przypomina mandale. Nie jestem w stanie tego znieść, lecz wiem, że muszę. Podobno terapia jest dobra; nie mogę wyzbyć się myśli, że nie powinnam się nad sobą rozczulać, że nikt nie pomoże. Czy terapia pomaga? Może zmienia perspektywę, nie samo życie. Nie zatrzymuje szczęścia. Nie potrafię żyć, może to infantylne. Jak sobie pomóc? W którą stronę iść? Najwyraźniej jest we mnie jakaś część, która pragnie by ten łeb w końcu przestał dramatyzować. Nadmienię, że biorę leki, lamitrin i wenflaksynę. Wszystko na nfz, wstydzę się zapisać na wizyty. Dużo nie mówię, wstydzę się powiedzieć o wielu sprawach. Boję się hospitalizacji. Dziękuję za wysłuchanie.
Chodzę po terapeutach od blisko 15 lat z zerowym efektem. Obecny wywołuje na mnie poczucie winy.

Witam. 

Chodzę po terapeutach od blisko 15 lat z zerowym efektem. 

Obecnie jestem u terapeuty, od którego już raz odszedłem, ale po półrocznym okresie postanowiłem jednak znów powrócić. 

Niestety znów się pojawił powód mojego wcześniejszego odejścia z terapii i nie daje mi to spokoju. Powodem jest to, że czuję się przez swojego terapeutę oceniany i przymuszany do pewnych działań. Terapeuta mówi mi, że powinienem czuć wstyd przed samym sobą i że z pewnych powodów nie jestem w stanie tego poczuć. 

Dla mnie taka terapia to już jakiś rodzaj nękania, który niestety nie pojawia się po raz pierwszy. Jestem gotów odejść na stałe. Nie wiem tylko co dalej ... Czy to normalne by terapeuta sugerował jak powinienem się czuć ?! Czy to nie ja decyduje o swoich emocjach ?? Czuję po raz kolejny, że przy tym terapeucie tracę ostatnie resztki niezależności / wolności, której i tak niewiele w moim życiu. Zawsze uważałem, że terapeuta powinien stać po stronie pacjenta, a nie sugerować by to pacjent czuł się z samym sobą źle. Dla mnie to wszystko jest o tyle trudniejsze, bo sam żyje w izolacji z poczuciem wstydu i winy. Gdy mi to mówi czuję, że jestem sam sobie winny. To jest już dramat. POMOCY.

Nie wiem czy terapia psychodynamiczna jest dla mnie. Czuję pogorszenie, chaos w głowie.

Jestem w terapii psychodynamicznej od prawie 9 miesięcy i mam wrażenie, że zamiast pomóc, to tylko spotęgowała chaos panujący w mojej głowie. 

Moimi celami terapeutycznymi były i dalej są odbudowanie poczucia własnej wartości, sprawczości, umiejętność budowania i utrzymywania relacji w szczególności z płcią przeciwną. Zdecydowałem się na ten rodzaj terapii, ponieważ wydawał mi się najbardziej odpowiedni do moich problemów. 

Po tym czasie mam poczucie, że jestem w jeszcze gorszym miejscu niż na początku, w mojej głowie panuje jeden wielki chaos. Sam już nie wiem co czuję, myślę, w jakim kierunku idę czy w ogóle w jakimkolwiek idę, co powinienem robić w trakcie sesji i pomiędzy nimi, czy wkładam w to wystarczająco dużo wysiłku czy może się nie przykładam odpowiednio lub może nie jestem odpowiednio otwarty na zmianę. 

Czuję frustrację oraz wątpliwości czy to ma jakimkolwiek sens, czy ja jestem w stanie cokolwiek w sobie zmienić, czy może jestem tak beznadziejnym przypadkiem któremu już nic nie pomoże. 

Zamiast się sukcesywnie przybliżać do celu to chyba się tylko oddalam, co tylko potęguje rozczarowanie. Często na pytania zadawane przez terapeutkę moje odpowiedzi to "nie wiem" lub "nie jestem w stanie odpowiedzieć" co mnie doprowadza do irytacji tym bardziej, że często zachęca mnie do mówienia o wszystkim, co mi po głowie chodzi, emocjach, które czuję czy fantazjach. Nawarstwiać się to zaczęło od kiedy został poruszony temat "wewnętrznego dziecka" oraz odpuszczenia i pożegnania "starego" życia. Czuję, że to za duży ciężar dla mnie i przerasta mnie, coraz częściej mam myśli o rezygnacji z terapii, bo widzę coraz mniejszy jej sens, jednak z drugiej strony wiem, że to mógłby być duży błąd. Poruszałem te wątpliwości z moją terapeutką i dalej jestem tu, gdzie byłem. Nie wiem już sam co myśleć i robić.

Czy wynik 78 punktów dla EQ to wynik pozwalający na dobrą jakość życia? I czy terapia może ten wynik podnieść?
Cześć Mam pytanie czy wynik 78 punktów dla EQ to wynik pozwalający na dobrą jakość życia? I czy terapia może ten wynik podnieść?
Czy terapeuta musi informować o zmianie nurtu w trakcie terapii?
Czy psychoteraputa powinnien mnie poinformować, jeśli w trakcie naszej trzyletniej wspólpracy pod wpływem rozpoczęcia nowej szkoly certyfikowanej w kolejnym nurcie, zmienia superwizora i superwizuje mnie w innym nurcie niż dotychczas pracujemy? Czy ja powinnam dostać taką informacje, czy to,że mi o tym powiedział to dobra wola? Trzy lata temu rozpoczelam terapie. Poszłam do terapeuty, który pracuje w nurcie poznawczo-behawioralnym od paru lat. i w tym nurcie pracowaliśmy. Po roku poszedl do szkoly Gestalt. Obecnie zaczyna 3 rok. Ja wiedzialam,że on szybko chce zacząć wprowadzać wiedze z gestalt i łączyć ją z cbt. Jednak nie bylo mowy o tym,że rezygnuje z poznawczo-behawiorlanego nurtu. Ja coraz częściej zaczęłam zauważać,że brakuje tu cbt. Tak jakby odłożyl ten nurt na bok. Czułam,że za dużo tu Gestaltu. Jednak tlumaczylam sobie,że może mi sie tylko tak wydaje,że pewnie wie co robi, a poza tym pewnie superwizor jego to kontroluje. Zaakceptowalam te zmiany. Choć mi nie do końca pasowały. Kiedyś ktoś, z kim rozmawialam na temat mojej relacji z terapeutą zapytal mnie, czy nie wydaje mi sie, że on porzucil totalnie cbt na rzecz gestaltu, i czy wiem, w jakim nurcie on mnie superwizuje. Odpwiedzialam mu z pelnym przekonaniem,że wiele mogą zarzucić swojemu terapeucie, jednak jestem pewna,że o tak istotnej kwesti by mnie poinformowal. A ja 3 tygodnie temu po 3 latach terapii.i 2 latach jego szkoly Gestaltu, w jakieś sponanicznej rozmowie dowiedzialam sie,że on mnie superwizuje w nurcie gestalt. No i teraz pytanie. Czy on jako psychoterapeuta miał prawo zataić przede mną,że nie tylko nie pracujemy juz w cbt, ale również, nie superwizuje mnie w tym nurcie? Mam poczucie,że odebrano mi możliwość podjęcia decyzji, jakimi metodami chcę pracować, jednak może nie powinnam ich mieć? Totalnie nie wiem co powinnam myśleć o tym..
wypalenie zawodowe

Wypalenie zawodowe - przyczyny, objawy i jak sobie z nim radzić?

Czy czujesz się ciągle zmęczony i zniechęcony do pracy? Możliwe, że doświadczasz wypalenia zawodowego – stanu wyczerpania, który dotyka coraz więcej osób. To poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne – sprawdź, jak sobie z nim radzić.