Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Mam silne zaburzenia snu-nie potrafię spać parę nocy z rzędu, leki psychiatryczne nie dają efektów. Byłem na terapii, jednak nie odczułem poprawy. Najczęściej nie śpię, gdy kolejnego dnia mam wstać wcześniej.

Od kilku lat mam problemy ze snem. Zaczynało się od pojedynczych nieprzespanych nocy, a bywało tak, że nie spałem po 2-3 noce. Brałem leki takie jak: pragabalin, miansec, tritico itp., nie dawały żadnych efektów. Przez pewien okres brałem nasen, żeby jakoś funkcjonować. Aktualnie, zazwyczaj przez połowę tygodnia śpię normalnie, ale najczęściej przed dniem roboczym (przychodzą też takie dni, że po prostu nie mogę spać - nie widzę reguły) muszę wziąć kwetaplex (połówkę 25mg czyli 12.5mg), sam nie wiem czy to nie działa na zasadzie placebo, ale zasypiam. Problemy nasilają się wtedy, kiedy mam świadomość, że na drugi dzień muszę wstać wcześniej, a najbardziej po spożyciu alkoholu. Noc, w którą spożywam prześpię, ale kilka kolejnych jest tragiczne. Aktualnie, ze względu na to nie piję alkoholu od prawie roku. Zaliczyłem terapię CBT, ale nie czułem, że to cokolwiek daje. Często jak się położę to szybciej bije mi serce, jakbym nie mógł się uspokoić, ale bywa też tak, że nie ma fizycznych objawów, a spać nie mogę.. Nie widzę żadnej przyczyny w postaci jakiegoś wydarzenia, traumy itp. O co może chodzić?... Czego jeszcze mogę spróbować?
Katarzyna Rosenbajger

Katarzyna Rosenbajger

Witam, 

Widzę, że cierpi pan na chroniczne problemy ze snem, które mogą, ale nie muszą mieć podłoża psychicznego. Pisze pan też o szybkim biciu serca, które może być spowodowane nerwicą lękową, ale równie dobrze mieć podłoże medyczne. 

Proszę skontaktować się z lekarzem rodzinnym, który skieruje pana na dalsze badania, w celu wykluczenia problemów ze zdrowiem fizycznym. 

Pisze pan również, że problemy ze snem nasilają się, wtedy kiedy musi pan wcześniej wstać, więc jednak może jest jakaś zależność. Pisze pan o odbyciu  terapiii CBT, ktora nie była pomocna w pana przypadku, ale radziłabym zgłosić się do terapeuty czy psychologa, który obierze nową ścieżkę leczenia (czasem trzeba kilku podejść, aby znaleźć odpowienie podejście terapeutyczne czy tez psychoterapeutę). 

Nie potrafię podać przyczyny pana problemów ze snem,  ale często terapia z farmakologią mogą okazać się  bardzo pomocne w problemach ze snem. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz

Dzień dobry,

z tego, co Pan pisze, znajduje się w trudnej sytuacji. Próbował Pan wielu opcji terapii i jak rozumiem, przyniosło to poprawę, ale na krótko. Problemy ze snem mogą mieć liczne przyczyny, u Pana problem mógł się nasilić ze względu na leki, alkohol itp. Sugerowałabym kontakt z poradnią, specjalistą leczenia zaburzeń snu. Jak sam Pan zapewne odczuwa brak efektywnego wypoczynku w nocy ma bardzo negatywne konsekwencje dla całego funkcjonowania. Jeśli chodzi o terapię CBT to w wielu sytuacjach jest ona pomocna, ale nie we wszystkich i nie dla każdego dlatego proponuję spróbować terapii w innym nurcie.

pozdrawiam

Monika Wróbel-Rojek

Monika Wróbel-Rojek

Dzień dobry, 

opisane przez Pana objawy wskazują na chroniczne zaburzenia snu. Jeśli terapia CBT (generalnie zalecana w przypadku bezsenności) i farmakoterapia nie przynoszą pożądanych rezultatów, myślę, że zalecana byłaby poszerzona diagnostyka medyczna. Jednocześnie jednak wspomina Pan, że trudności pojawiają się głównie w jednej sytuacji, tj. konieczności wstania rano następnego dnia, dodatkowo ma Pan również objawy w postaci kołatania serca, co może wskazywać na podłoże psychiczne, dlatego warto rozważyć powtórne skorzystanie z psychoterapii - czasami zmiana nurtu bądź terapeuty może przynieść pozytywny skutek.

 

Pozdrawiam,

Monika Wróbel-Rojek

psycholog, psychoterapeuta CBT 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Ta sytuacja z pewnością ma wpływ na Pana codzienne funkcjonowanie i jakość życia. Jeżeli terapia poznawczo-behawioralna (CBT) nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, warto rozważyć inne podejścia terapeutyczne. Alternatywą może być terapia psychodynamiczna lub psychoanalityczna. Te podejścia skupiają się na badaniu nieświadomych procesów myślenia czy emocji, które są źródłem trudności. Nurty te mogą być szczególnie pomocne w identyfikowaniu głębszych przyczyn problemów ze snem i pozwolą na zgłębienie i zrozumienie korzeni problemu, co może być kluczowe dla skutecznego rozwiązania Pana trudności.

Usunięty Specjalista_tka

terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Napady lęku, gdy jestem w otoczeniu ludzi, obcym dla mnie. Co to jest?
Witam. Od już dość dawna mam problem z lękami w obcym otoczeniu. Mianowicie, jak jestem w domu czy gdzieś w swoim otoczeniu (samochód *sam*) to jest wszystko dobrze, ale jak mam iść do sklepu czy kościoła itd... czuję się tak jakbym miał dostać jakiejś padaczki, trzęsę się, okrucieństwo. Objawy zwiększają się ze zmęczeniem, chociaż mam dni, kiedy tak jest od samego rana. Jest to jakaś nerwica? Da się to leczyć? Za każdą pomoc dziękuję.
Napady lęku po stracie bliskiej osoby i wpływ zachowań kompulsywnych u partnera
Witam, nie wiem od czego zacząć ale muszę gdzieś napisać a już nie raz uzyskałam od was odpowiedź lub trochę otuchy. Od pewnego czasu nic mnie nie cieszy. Chodzę do pracy, uprawiam sport, raczej nic nie robienie mnie męczy i nie mam tak że leżę i nic mi się totalnie nie chce. Nie mogę zrozumieć siebie, mam napady lękowe znikąd np ostatnio pod prysznicem.. dzieje się coś złego ze mną od momentu gdy zmarła moja babcia. Od tamtej pory boję się że komuś z rodziny coś się stanie lub że ja umrę i mam ogromny strach przed własną śmiercią lub najbliższych. Boję się że tak będę miała już zawsze. Moja babcia dożyła pięknego wieku i co najgorsze nie chciała umierać ona chciała żyć, mówiła to do naszej rodziny wprost i to tak utkwiło w mojej głowie że nie mogę się tego pozbyć. Dodatkowo mam problemy z przełykaniem a ostatnio zaczęły się nasilać. Miałam epizody zadławienia się kilka razy ale z czasem ten strach przed przełknięciem przechodził, teraz jest cały czas od jakiś dwóch miesięcy. Wiem że to siedzi w mojej głowie bo czasem jak o tym zapomnę jem normalnie.. i często ostatnio miewam niepohamowane napady złości o błahostki. Kiedyś byłam cierpliwa a teraz coś się zmieniło.. Dodatkowo jeszcze chciałabym zapytać o radę. Zauważyłam ostatnio u bliskiej mi osoby z którą mieszkam na codzień zaburzenia. Sprawdzanie po kilka razy rzeczy lub pytanie mnie czy dobrze wykonało dany ruch. Czytałam że to zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Gdy ja siedzę na telefonie pyta po kilka razy co robię na nim lub czy wszystko dobrze . Jest to bardzo uciążliwe na codzień a gdy nie chce odpowiedzieć lub źle odpowiem obraża się lub złości. Być może moje samopoczucie to skutek tego co się dzieje z moją bliską mi osobą. Po rozmowie nie dopuszcza do myśli że poszlibyśmy do specjalisty z tym problemem, na wszystko ma wytłumaczenie i twierdzi że obca osoba nic nie pomoże. Proszę o jakieś rady..
Czuję, że inna osoba ma być moim sensem życia, że miłość trzyma w tym odpowiedzialność. Nie potrafię być w zdrowym uczuciu. Pomocy!
Cześć. Mam 28 lat, Około miesiąca temu poznałem za pomocą portalu kobietę 36 letnią. Generalnie, po kilku dniach zacząłem się wycofywać, bo nie satysfakcjonowała mnie płynność naszego kontaktu. Ona jednak potrafiła po kilku dniach przyznać się do błędu, zaproponować spotkanie itd. Generalnie, ze mną jest tak, ze ja po wielu wielu porażkach, zwiększam z każdą kolejną osobą wymagania i oczekiwania co do kogoś . Mnie interesuje tylko miłość i określone zachowania, doświadczenia, muszę w tej osobie widzieć. I ona miała to wszystko.., rozumieliśmy się, było naprawdę fajnie. Kiedy się spotkaliśmy , dogadywaliśmy się , przytuliliśmy, pocałowaliśmy się. No z mojego punktu widzenia te randki były dla mnie wielkim szczęściem. Lecz doszło pewnego razu do sytuacji, że ja wyrażając to szczęście, wyrażając, że życie nabrało dla mnie smaku, dostałem dość potężny cios w postaci informacji, że tą osobę przerażają moje nadzieje. Nie rozumiałem tego wszystkiego. Twierdziła, że ni ma ochoty być za kogoś odpowiedzialna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co ma na myśli. Po kilku rozmowach przez internet i randkach, wreszcie zacząłem szukać sensu w tym co się dzieje. Bo na żywo ta osoba była dla mnie kochana, rozmawialiśmy o jakiejś bliskiej przyszłości, żartowaliśmy na temat ewentualnych dzieci. Ona sama potrafiła powiedzieć ‘Ty masz rację, że cierpisz przez moich byłych’ (to dotyczyło jej przerażenia moją nadzieją) . Więc ja cały czas myślałem, że problem nie jest po mojej stronie. Rozumiałem to jako ostrożność w zaufaniu z jej strony, więc generalnie byłem spokojny, że jeśli ja tego nie zepsuje, to będzie kolorowo. Zdarzyły się jeszcze takie rzeczy, że gdy ją przerażały moje nadzieje, to przyśnił mi się taki sen , w którym ona po jednym dobrym dniu między nami, nagle postanawia się wycofać słowami ‘To jednak dla mnie nie ma sensu” . Gdy opowiedziałem jej ten sen, ona powiedziała „Tak, to jest możliwe” . To wszystko było dla mnie takie przykre. Ja wtedy jeszcze nie rozumiałem, że to ja mam problem. Potrafiło być tak, że później się spotykaliśmy i znów robiliśmy sobie nadzieje, rozmowami o przyszłości itd. Traktowałem to bardzo serio. Myślałem , że myśli o mnie poważnie. Zakładałem, że w jej wieku mówi się jak jest, nie gramy w żadne gry i nie potrzebuję się głębiej zastanawiać co się kryje za jej słowami. Budowała mnie bardzo wdzięczność z jej strony, docenialiśmy swoje zachowanie, poświęcenie sobie czasu. Ja kilka razy , gdy przesadnie mi dziękowała za mój czas, to powiedziałem, że ja nie robię tego by się podlizać, tylko po prostu tego potrzebuję. Ona uznała to za mądre podejście. Ja wtedy naprawdę bardzo nabierałem ochoty do życia. Byłem sam od 6 lat, jest mi ciężko, jestem stworzony do miłości, a zawsze jej brakuje, w ostatnich kilku miesiącach zacząłem się podnosić, lekko ale jakieś tam mniejsze cele zaczynałem realizować. Ona dopełniła moją energię do życia. I teraz tak. Któregoś razu znów dopadł mnie koszmar, że ona zrywa ze mną kontakt. Tym razem nie chciałem jej tego mówić, bo pocieszenie w stylu ‘tak się może zdarzyć’ jest dla mnie czymś bardzo przykrym. Natomiast gdzieś tam w ciągu dnia, mówiłem, że męczy mnie jakiś koszmar, wyraziła wsparcie, umówiliśmy się na kolejne spotkanie, znów było dobrze. Natomiast gdzieś wieczorem wyraziłem taką chęć, że chciałbym kilka wspólnych zdjęć. Ona odpowiedziała, że nie lubi takich rzeczy, bo dziś zrobi zdjęcia, a jutro coś się stanie i będzie koniec znajomości. I mnie to bardzo dobiło tego razu. Byłem już po tym śnie , ona tez sama z siebie lubi wspominać o tym końcu znajomości. Ciężko mi to było przełknąć, że ona tak jakby próbuje wymagać gotowości na taką ewentualność. Wypisałem do niej dłuższą litanię w tym temacie, że jej zachowanie na żywo nie pokrywa się z tym jak rozmawiamy przez internet, że często wspomina o tym końcu znajomości, przerażają ją moje nadzieje. W każdym razie wyraziłem duży żal. Ona bardzo się wycofała, zezłościła ją moja analiza. Wycofała się z całej tej relacji, wygarniając mi mój bardzo duży angaż. Wyjaśniła mi na czym polega jej niechęć do odpowiedzialności za czyiś sens życia. I wreszcie do mnie dotarło o co w tym wszystkim chodzi. Mam 28 lat i odnalazłem w sobie przypadłość, która się nazywa uzależnieniem emocjonalnym. Jest to dla mnie olbrzymi cios. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można inaczej . Zawsze byłem pewien, że moje myślenie (Kobieta, rodzina, dzieci, to priorytet, to sens życia , to szczęście, to moja energia, to jest dla mnie najważniejsze i o to będę dbał najbardziej) ,zawsze byłem pewien, że to najlepsze podejście jakie może mieć facet, który próbuje osiągnąć miłość. Niestety okazuje się, że to potworna choroba, lęk przed samotnością, brak własnego życia. Bardzo trudno wyobrazić mi sobie, żeby zacząć robić to inaczej, żeby przestać tak bardzo w kogoś wierzyć, przestać traktować to jak największy skarb, sens życia. Boję się , że nawet terapia , może mi w tym nie pomóc, że mogę posiąść dużą wiedzę teoretyczną, a jednak chęć najsilniejszej miłości będzie silniejsza ode mnie za każdym razem. Byłem tak wiele lat pewien, że to moje podejście jest jedyne właściwe, a jednak się okazuje, że sam sobie robię krzywdę. To dla mnie olbrzymi cios, nie potrafię się z tym pogodzić. Koniec końców ja wychodzę na koniec tych związków jako zły człowiek, a robiłem wszystko , żeby być jak najlepszym. Jest mi bardzo ciężko wyobrazić sobie kontynuowanie swojego życia. Jestem introwertykiem, domatorem, bardzo mało otaczam się ludźmi, często mnie to męczy i wracam niezadowolony do domu. Rzadko mam jakieś zajęcia poza pracą, żeby mnie coś pochłonęło. Ciężko mi wyobrazić sobie, żeby zmusić się do takich zmian, by być zdolny do zdrowej miłości.. Samotność bardzo często mnie boli, ale jedyne lekarstwo jakie na mnie działało, to kobieta myśląca o związku, nic innego nie dodawało mi energii w życiu jak poczucie miłości. Pomocy…
OCD - myśli natrętne dotyczące zabójstwa, wysoki lęk. Nie umiem sobie poradzić.
Dzień dobry. Zadawałem już tutaj kiedyś pytanie. Można podejrzeć je tutaj: https://twojpsycholog.pl/forum/pytanie/poczucie-winy-z-powodu-natretnych-mysli-2542 Cierpię na natręctwa, lęki, nie wiem dokładnie na co. Byłem u psychiatry, powiedział mi, że mam zespół natrętnych myśli i lęków, coś takiego. W zasadzie od dziecka to już u siebie zaobserwowałem. Gdy byłem mały, byłem na turnieju piłkarskim, spojrzałem się przypadkowo na spodnie trenera, w miejsce członka i zacząłem mieć natrętną myśl o jego członku. Oczywiście tej myśli mieć nie chciałem, nie mogłem się jej pozbyć. Potem do tego doszła natrętna myśl o stosunku z 7 lat młodsza siostra. Też nie chciałem mieć tej myśli. Podzieliłem się tym z mamą, ona mnie jakoś uspokoiła i potem był spokój na parę lat (tak mniemam). Mam przebłysk, że w gimnazjum podzieliłem się raz z kumplem po pijaku, że boję się trochę z nim spać, bo się boję, że mógłbym mu coś zrobić (w domyśle zabić), on na to zareagował względnie niespokojnie, ale jakoś ten temat się wyciszył, normalnie położyliśmy się spać, oczywiście nic się nie stało. W tym okresie generalnie bałem się dość chodzić spać, obawiając się, że lunatykując kogoś zabiję bądź coś w tym stylu. Na studiach (z psychologii nomen omen, z których już zrezygnowałem - chyba na szczęście dla moich potencjalnych pacjentów) zacząłem mieć natrętne myśli dotyczące zabójstwa. Czytałem coś tam w internecie, jakąś książkę przeczytałem i względnie sobie poradziłem. Czasami te myśli wracały, ale potrafiłem sobie poradzić z nimi jakimiś mini-kompulsjami, mini-rytuałami, np. poprzez śpiewanie sam do siebie po cichu, że to nieprawda i potem z czasem to jakoś mijało. No i od 1,5 roku jestem z dziewczyną, z którą zacząłem bardzo dużo podróżować. Każdy wyjazd wiązał się z lękiem przed położeniem się spać oraz z natrętnymi myślami o zabójstwie - ale jakoś sobie radziłem. Każdy następny wyjazd wiązał się też z rozwijaniem się skrupulatyzmu - potrafiłem nawet wysyłać zdjęcia do księdza koszulki, którą kupiłem chrześniaczce, na której była katedra Duomo i motylek. Pytałem się, czy mogę jej to wręczyć, bo przecież tu jest motylek, który jest symbolem ideologii New Age. Ksiądz nawet nie wiedział, o co chodzi, a gdy mu doprecyzowałem właśnie z tą ideologią New Age, to mi odpisał, że przecież tu nie chodzi o tego typu kontekst motylka. Albo np. kupiłem misia dla chrześniaczki, a potem się zastanawiałem cały czas, czy jego oczy to nie są "Oczy Proroka", też wysyłałem zdjęcia i pytanie do księdza, też odpowiedź oczywista. Nawet teraz zastanawiałem się, jak napisać "Oczy Protoka" czy z dużych, czy z małych, bo jeśli to nie jest akceptowalne w religii chrześcijańskiej, to przez Boga również, a więc jeśli to czy powinienem to pisać wielką literą? W cudzysłowie czy nie? Czy napisanie tego wielką literą to grzech? Czy mała to grzech? Czy to zniewaga symbolu kogoś innego, a zatem brak szacunku? Nie zastanawiałem się pisząc to oczywiście aż tak literalnie jak tu teraz opisuje, tylko bardziej podświadomie - zauważyłem to, wymazując te słowo kilkukrotnie, bo zastanawiałem się właśnie, jak powinienem to napisać. Trochę absurd. Odkąd jestem z dziewczyną, przestałem nadużywać alkoholu, jak robiłem to przed związkiem, ale lubiłem też sobie całkiem wypić na wyjazdach. Nie wiem, czy to mnie nie wyniszczyło. Jak byliśmy na jednym z wyjazdów, strasznie się bałem, że pewien człowiek mnie opętał, bo coś gadał do mnie dialektem indyjskim, dziwnie wyglądał (przerażająco dla mnie), rękę tak do mnie wystawiał. Wróciliśmy do kraju, poszedłem z tydzień-dwa później do Kościoła na niedzielną Mszę, i zacząłem się strasznie bać, że jestem opętany, że zwariuję, że będę zabijał ludzi, nie mogłem złapać oddechu. Wytrzymałem całą Mszę, usilnie się modląc, żeby wszystko było w porządku. Pojechałem autem do dziewczyny, mówiąc, że nie wiem co mi jest i że jadę do siebie. Pojechałem do siebie, ale jadąc po drodze musiałem się zatrzymać, bo czułem, że tracę czucie w całym ciele. Myślałem, że umieram, byłem pewny. Mrowienie wszędzie, hiperoddech, uczucie zawału - przyjechała karetka, ludzie mi pomogli - diagnoza: atak paniki, wszystko w porządku. Po tym wydarzeniu wszystko się nawarstwiło. Zacząłem się bać następnego ataku (nie było go dotychczas więcej), bardzo się bałem natrętnych myśli, które nawróciły mocno i nie mogłem sobie z nimi poradzić (na początku szczególnie z zabójstwem, czułem nawet objaw somatyczny, cała napięta prawą dłoń i się bardzo bałem, że ta dłoń zrobi właśnie coś złego). Ruminacje myślowe, które zostały wspomniane w pytaniu zadanym ostatnim razem (do teraz zresztą je mam, przypominają mi się różne myśli, to tworzy wyrzuty sumienia). Teraz też mam natrętne myśli, lęk, że mogę zostać pedofilem. Nigdy nie interesowały mnie dzieci, jeśli chodzi o pornografię, to preferencje miałem normalne, nawet bardziej dojrzałe kobiety mnie interesowały. Nigdy nie obejrzałem dziecięcego porno, nie wyrządziłem nikomu krzywdy i nie mam zamiaru, ale boję się, że jestem pedofilem. Miałem coś takiego, że widząc dziecko obojętnie jakie, nawet mu się nie przyglądałem, to czułem taki przepływ energii przez penisa, nie że podniecenie ani wzwód, tylko bardziej to utożsamiałem z takim strachem jak wtedy z tą ręką - że ta ręka mnie bolała gdy miałem natręctwa o zabójstwie, ale gdy uspokoiłem natręctwa i lęk, to uspokoił się także i ból w ręce. Z tym też sobie poradziłem, ale ten lęk powrócił i strasznie się boję, naprawdę mnie nie interesują żadne dzieci i nie chciałbym nikomu krzywdy żadnej jakiejkolwiek zrobić, tylko że to się uwiarygadnia na różne sposoby i sam zaczynam w siebie wątpić. Trochę się boję pójść na terapię, leki przyjmuję Fluoxetin, nawet pomaga, ale bez szału. Na co dzień ogólnie względnie nieźle sobie radzę, nie wspomniałem o pozytywnych skutkach ataku paniki; odstawienie na stałe alkoholu, mocne zainwestowanie w sport, trening (obecnie przygotowuje się do półmaratonu praskiego w Warszawie we wrześniu, a generalnie poczułem na tyle dużą zajawkę, że w przyszłości planuje triathlon, duathlon, biegi górskie itd., bardzo dużo trenuje) Skończę w tym roku 22 lata. Niby radzę sobie coraz lepiej i sobie uzmysławiam, że to natręctwa, zresztą czytałem w internecie o tych wszystkich moich natręctwach i nie tylko ja tak mam, ale czasami znowu wpadam w błędne koło i przegrywam. Natręctwa, które najbardziej mi doskwiera to na ogół te z zabójstwem (natrętne myśli + lęk). Potem ruminacje myślowe o tym, że mogłem mentalnie zdradzić moją kobietę Aktualnie mi doskwiera bardzo mocny lęk przed zostaniem pedofilem Inne natręctwa z jakimi się zmagałem to: - natrętne myśli o powołaniu kapłańskim (mimo że przecież nie chciałem), - lęk przed opętaniem, strach że jestem opętanym faktycznie, strach że zaraz zwariuję i zacznę wyrządzać krzywdę innym Brak dostrzegalnych kompilacji, może jedynie drobne rytuały, wmawianie sobie, że to nieprawda, "łamanie" palcami w różne strony, modlitwa, ostatnio też dużo rozmawiam z dziewczyną, mówię jej praktycznie o wszystkim, ale też nie chcę na nią takiego ciężaru zrzucać. Niemniej nie potrafię sobie z tym poradzić na dłuższą metę finalnie zawsze przegrywam. Potem już myślę, że wygrywam, że już jest ok, że sobie radzę i znowu przegrywam. I bardzo się boję.
Mieszkam z osobą, która szydzi, przygląda się i robi zdjęcia, śmieje się z innych - jest mocno narcystyczna. Co się dzieje w głowie takiej osoby? Jak sobie z tym poradzić?
Jak rozumieć zachowanie osoby, która robi mi zdjęcia z ukrycia w trakcie pracy/zajęć. Mieszkamy z nią. Również, np. podczas oglądania filmu kilka razy przyłapałam ją na przyglądaniu się mi (patrzeniu na twarz, sylwetkę, jestem szczupłą osobą). Wiem, że źle mówi o mnie do innych (mówili mi), oczernia mnie i nastawia negatywnie, w towarzystwie też często narzuca swoje zdanie lub umniejsza mi lub innym. Ewidentnie nie pasuje jej, gdy żartuje z innymi i ona wtedy też ma problem, że oni czują się ze mną dobrze i też żartują. Bywa, że krytukuje często wszystkich domowników mówiąc o tym bardzo wzniośle, a gdy jestem w swoim pokoju to śmieje się z nimi (taka skrajność). Zwykle ma ciche dni, po czym słowotok, jak bardzo jej coś nie pasuje. Podsłuchuje, zostawia uchylone drzwi w pokoju. Naśladuje mnie (kupuje takie same rzeczy jakich ja używam, których wcześniej nie używała). Jest dla mnie zwykle niemiła, rozmowa kończy się jej szydzeniem ze mnie(mówienie, że ona kiedyś pracowała na wyższym stanowisku niż ja, że ona to takich rzeczy nie lubi (co ja lubię) i nie ma mi czego zazdrościć, a jednak wygląda to inaczej) Dawno temu zwierzyła mi się, że jest nieszczęśliwa, bo w życiu nic nie osiągnęła. Obsesyjnie dba o wygląd, chodzi na zabiegi, jest też ode mnie trochę starsza. Czasami pyta się o radę co też jest kolejną skrajnością. Jestem spokojną osobą. Staram się z nią nie rozmawiać przez te zachowania, rozmawiam tylko wtedy, kiedy muszę, gdy ona coś mówi, ale czuję od niej taki narcyzm, wywyższanie się, umniejszanie innym, co znacząco mnie odpycha. Dlaczego ona się tak zachowuje? Jak sobie radzić z jej zachowaniem?
alzheimer

Alzheimer - przyczyny, objawy i leczenie choroby

Choroba Alzheimera to wyzwanie dla osób z nią żyjących, ich rodzin i całego systemu opieki zdrowotnej. Zapraszamy do zapoznania się z naszym rzetelnym i aktualnym przewodnikiem na temat choroby Alzheimera, opracowanym na podstawie badań naukowych.