
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, traumy
- Dlaczego kiedy moja...
Dlaczego kiedy moja matka krzyczy, wpada w histerie, wyzywa, będąc w pokoju nie reaguje na nią?
Jarosław Orzechowski
Dzień dobry. Na początku gratuluję Pani tego, że szuka Pani rozwiązań dla trudnej sytuacji rodzinnej, w której się Pani znajduje. Z podanego przez Panią opisu nie da się jednoznacznie określić, co zachodzi w relacji pomiędzy Panią a Pani mamą. Relacje rodzinne w większości rodzin są na tyle skomplikowane, że wgląd w nie możliwy jest dopiero w ramach terapii, którą objęta zostaje cała rodzina. Jeśli jest Pani niepełnoletnia i tak do psychologa powinna Pani pójść z opiekunem prawnym (mamą?), co może być zalążkiem takiej terapii systemowej, która - jak mi się wydaje - byłaby najbardziej odpowiednia w Państwa przypadku. Gdyby jednak wolała Pani podjąć się samodzielnej pracy w tym obszarze, to być może warto byłoby przyjrzeć się koncepcji schematów poznawczych Young'a (np. w książkach Relacje na huśtawce i/albo Potrzeby emocjonalne dziecka). Powodzenia!

Zobacz podobne
Doświadczyłam wielkiej traumy w dzieciństwie, molestowanie, brak początku bezpieczeństwa, miłość, dom alkoholiczny, po 35 roku życia wszystko wybuchło, pojawiły się leki, objawów psychosomatyczne z ciała, bóle, chodziłam na terapię 1,5 roku coś tam udało się przepracować, niestety terapeutka zakończyła terapię ze względu na jej ciążę, choć twierdziła, że już sobie sama poradzę, tak się nie stało, nadal płaczę , wszystko mnie boli, szukam nowego terapeuty, ale nie mogę się zdecydować, mam wielki problem z podjęciem tej decyzji, a czuje się coraz gorzej, wydaje mi się, że nic mi już nie pomoże i będę płakać tym bólem całe życie, a nie mam już siły, wolę zniknąć,jak sobie pomóc? Jak nie zwariować od nadmiaru tych emocji, nic mnie nie cieszy, życie straciło sens.
Czy jeśli mam traumę (poczucie odrzucenia), a zdarzają się często sytuacje wywołujące tę traumę i te nieprzyjemne uczucia, to czy powinnam zmienić pracę, czy to raczej byłaby ucieczka, bo trzeba się z tym zmierzyć, żeby wyzdrowieć? Chodzi o to, czy może być tak, że np. tu się nie przecisnę, a gdzie indziej dam radę to pokonać, by wyzdrowieć?
Dzisiaj powiedziałam swojej terapeutce, że jestem gotowa by mówić o tej sytuacji, o której tutaj mówiłam... o tej nieudanej randce. W 2019 ..szczerze mówiąc zaczynam się bać... stresować... Dzisiaj chciałyśmy poruszyć ten temat, ale właśnie czasu zbrakło, a jeszcze inne tematy poruszałyśmy... i po prostu terapeutka nie chciała zaczynać tego tematu i zostawić tak jakby otwartego okna...Ona to porównała do burzy... Po prostu chciała, żebyśmy poruszyły to na następnej terapii. Na następnym spokojnym spotkaniu. Żeby wiecie...otworzyć to okno i zamknąć... A ja na samą myśl się boję...I skręcam się... Mimo tego, że w sercu czuję się naprawdę gotowa. Gotowa by się zmierzyć z tą traumą. Jak przeżyć ten tydzień do przyszłego piątku? Ja wiem o czytaniu książki itd. Ale jak po prostu to przetrwać? Co jeśli popłacze się na terapii albo co jeśli pójdzie w drugą stronę i nie będę nic czuła? W sensie takim, że będę czytała notatki do tego wydarzenia, a po prostu będę mówiła to z maską na twarzy ? Mimo iż moją terapeutka tworzy mi bezpieczną przestrzeń...I coraz bardziej się otwieram przed nią...ja po prostu chce się z tym zmierzyć...zamknąć to za sobą...

